Zgodnie z corocznym rytuałem, czas na blogowe podsumowanie minionego roku i plany na kolejny.

 

 

Ubiegły rok w szerszej perspektywie

2023 był zdecydowanie ważnym dla mnie rokiem, pod wieloma względami ukoronowaniem wysiłku ostatnich lat. Zgodnie z tym co przewidywałem i na co się szykowałem, na przełomie 2022 i 2023 nastąpił spadek cen mieszkań. Fakt, nie przewidziałem, że chwilę później ceny skoczą w górę. Brałem pod uwagę wpływ stóp procentowych i ruchów populacji między Polską i Ukrainą, ale już nie wziąłem pod uwagę skutków kredytu 2%, niespecjalnie go nawet kojarzyłem. Udało mi się jednak wstrzelić dokładnie w dolinkę cenową, miałem też środki wypracowane z poprzednich lat, kupiłem więc nowe mieszkanie w idealnym momencie – do tego stopnia, że obecnie jest warte o jakieś 30% więcej niż gdy je kupowałem. (Co swoją drogą jest takim absurdem, że po prostu brak mi słów. Mogę korzystać na zjawisku, a i tak je potępiać, bo widzę do jakich skutków prowadzi.) Początek roku był więc skupiony na nabyciu mieszkania, a kolejne miesiące na przeprowadzce i urządzaniu go pod siebie. W planach jest pozostanie w tym miejscu zdecydowanie na dłużej.

 

W tym celu wprowadziłem sobie wiele mniejszych i większych udogodnień. Np. wiem, że mimo najlepszych chęci nie mam szans wychodzić codziennie na spacer, ale mogłem sobie ogarnąć składaną bieżnie i podnoszone biurko, które spełniają podobne funkcje i które mogę faktycznie wykorzystać w dowolnym momencie. Pod wpływem inspiracji z Neurocongress (poza tym motywem niezbyt wartościowego niestety) zadbałem też o zbudowanie sobie warunków lepszego odbodźcowania. Mam też w końcu ogarnięte odpowiednie miejsca pod różne moje kolekcje, co też pozwoliło kilka z nich mniej lub bardziej domknąć. Włożyłem w to dużo wysiłku, ale czuję się w tym miejscu po prostu dobrze. Jedna rzecz, której nie udało mi się ogarnąć – planowałem adoptować zwierzaki, ale ze względu na remont pionu i demontaż zabezpieczeń balkonu, nie byłoby to odpowiedzialne. To jedna z pierwszych rzeczy, które planuję nadrobić w 2024. Z drugiej strony miałem dzięki temu okazję – opiekując się przez parę tygodni psami przyjaciółki – przekonać się, że psy są super, ale przy moim stylu życia zdecydowanie koteły.

 

 

Wspominałem o bieżni, to tylko jeden z przykładów tego jak w tym roku zacząłem o siebie lepiej dbać pod wieloma względami. Odkryłem też cudowny „life-hack” w postaci gum treningowych przy podciąganiu, dzięki czemu byłem w stanie przejść z poziomu „co, podciaganie? ja się nigdy w życiu nie byłem w stanie podciągnąć ani razu i nie wyobrażam sobie, żebym przy mojej wadze kiedykolwiek był” na „no dobra, forma to pewnie nie jest idealna, ale jestem w stanie bez żadnego wsparcia zrobić koło sześciu podciągnięć bez specjalnych przygotowań”. Co, muszę powiedzieć, jest naprawdę satysfakcjonujące. Wciąż nie lubię treningu, ale wiem, że w moim wieku jest to niezbędne jeśli nie chcę się posypać. A jak na razie wbrew stereotypom pt. „po 30-tce człowiek się sypie” zbliżając się do 40-tki raczej się składam i jestem w lepszej formie. Czasem drobne zmiany stylu życia przekładają się na naprawdę duże korzyści, np. dzięki* podciąganiu w ogóle nie miałem w tym roku potrzeby masażu czy nawet ulotnych problemów z kręgosłupem.

*

Prawdopodobnie. Oczywiście w rzeczywistości wykazanie takiej relacji przyczynowo-skutkowej w wypadku jednostkowego doświadczenia jest praktycznie niemożliwe, więc to często tylko historyjki, które sobie opowiadamy.

 

Skoro mówimy o zdrowiu, to co ciekawe, mimo ciągłych nawrotów Covid-19 w kolejnych odmianach wciąż nie miałem tu problemów. Wiele osób w moim otoczeniu zaliczyło tą chorobę po raz 4 czy 5, często z niefajnymi długoterminowymi efektami. Tymczasem, ku mojej wiedzy, nie zaliczyłem dotąd ani jednego zakażenia. Na pewno pomogło tu wczesne zaszczepienie i regularne boostery, oraz tendencja do stosowania środków bezpieczeństwa przy wzrastających infekcjach. Podróżując z miasta do miasta na szkolenia jestem wszak idealnym wektorem zarazy. Czysta ludzka odpowiedzialność sprawia, że muszę dbać o redukcję zagrożenia jakie niosę innym. Tym niemniej jest dla mnie miłym zaskoczeniem, że albo nie zaliczyłem żadnego zakażenia, albo były na tyle delikatne, że nawet ich nie zauważyłem.

 

 

Lepsze dbanie o siebie było ogólnie dużym celem na ten rok. Po hardkorowo intensywnym 2022, ten rok miał być lżejszy. Faktycznie był. Zmniejszyłem znacząco liczbę dni szkoleniowych. Dbałem o ich większe rozproszenie. W ciągu roku zrobiłem sobie też kilka dłuższych cykli regeneracyjnych. To wszystko na pewno pomogło odpocząć. Jednocześnie w toku terapii doszedłem między innymi do wniosku, że i tak było to niewystarczające. I tak wydaję się być dość przemęczony. I tak nie zregenerowałem się tak, jak tego potrzebuję. Dlatego główne założenie na 2024 to właśnie dalsza, jeszcze pełniejsza regeneracja. Z tego względu nie będę planował żadnych produktów, książek, itp. Jeśli coś uda mi się zrealizować, to super. Nie chcę jednak by to nade mną wisiało.

 

Ponieważ 2023 miał być lżejszy, zrobiłem sobie między innymi przerwę w prowadzeniu bloga, licząc, że po powrocie będę miał do tego więcej sił i chęci. Cóż, jest nieco lepiej, ale nie jestem w stanie obiecać regularnych, cotygodniowych postów i znów, skupiając się na swojej regeneracji, nie będę tego traktował jako niczego złego. Co uda się dowieźć, to uda się dowieźć. Ten kłopot z pisaniem przeniósł się też na plany związane z doktoratem. Mam rozdłubane publikacje o statusie, ale domknięcie ich wydaje się być przesunięte na wieczne nigdy. Wniosek jest prosty – odpocząć i dopiero w ogóle myśleć by tu coś ogarniać. Faktem jest, że by utrzymać się na przyzwoitym poziomie potrzebuję tak naprawdę, w zależności od rodzaju zleceń, 3-5 dni pracy w miesiącu. Cokolwiek ponad to służy tak naprawdę budowaniu oszczędności, tym bardziej, że nie mam jakichś szczególnie drogich hobby czy zobowiązań. Jasne, to ważny cel dla freelancera, ale docenienie życia też jest ważne, zwłaszcza gdy jestem w pozycji by z tego korzystać.

 

 

Zmieniłem też w tym roku terapeutkę, po tym jak poprzednia (z którą wcześniej pracowałem kilka lat) dość mocno spaprała naszą współpracę (kwestia odwołanych sesji i sposobu w jaki to było zrobione). Miałem tu ogromne szczęście, bo udało mi się przy pierwszej próbie trafić na naprawdę dobrą nową specjalistkę. Bardzo dobrze mi się z nią pracuje i ruszyłem kilka kwestii, które były dla mnie dość uporczywe. Wiem, że zwłaszcza przy moich wymogach to szansa na poziomie może nie szóstki, ale na pewno piątki w totka, więc tym bardziej doceniam, że mi się to udało. To między innymi tu ruszyłem kwestię regeneracji, którą uświadomiłem sobie, że coś czego wcześniej używałem jako wyjaśnienia mojego poczucia przeciążenia stało się już nieaktualne, a przeciążenie wciąż tkwiło. Tą rozwiązaną kwestią było wyjaśnienie i poukładanie bardzo ważnej dla mnie przyjaźni, w której w toku roku wybuchło sporo zaległych rzeczy. Było to trudne, ale z drugiej strony pozwoliło chyba ją w końcu w pełni wyczyścić i daje jasne opcje na przyszłość, albo budowania jej już bez bagażu w nowej formie, albo zamknięcia z czystą głową. Ogólnie jestem zadowolony ze swojego życia społecznego w tym roku i mam poczucie, że było ono nieźle zrównoważone, że odpowiednio zadbałem przynajmniej o większość ważnych dla mnie relacji, miałem jak na swoje potrzeby dość bogate życie towarzyskie.

 

 

Redukcja obciążenia pracą sprawiła, że w końcu udało mi się bardziej zaangażować w organizacje pozarządowe. Dołączyłem do i udzielam się w ATTENTIO – Stowarzyszenie Osób Dorosłych z ADHD zajmującym się dorosłymi z ADHD. Zrealizowałem też nieco wolontaryjnych opinii psychologicznych w zakresie dorosłego ADHD. Jako sojusznik zrobiłem wspólne projekty z Miłość nie wyklucza walczącym o równość małżeńską (i w sumie pierwszy raz zaliczyłem Paradę Równości, pomagając przy ich stanowisku – dotychczas było zwykle tak, że akurat jak była w Wawie, ja szkoliłem gdzieś na drugim końcu Polski, względnie dogorywałem po tych szkoleniach). Na koniec roku nawet stwierdziłem, że mogę spróbować ponownie z zaangażowaniem partyjnym (skoro byłem w .N swego czasu określany „ukrytą opcją Razem” przez niektórych, to równie dobrze mogłem zostać jawną ? ).

 

 

Mając więcej czasu postanowiłem też w tym roku zapisać się na szkołę terapii. Niestety, ze względu na dość chaotyczne zmiany w prawie część szkół kontynuowało rekrutacje, ale z zastrzeżeniem „ej, nie wiemy czy to co robicie da wam jakiekolwiek uprawnienia”, a część całkowicie przerwało rekrutację. Szkoła do której celowałem była niestety jedną z tej drugiej grupy, więc ew. szkolenie terapeutyczne odsunęło się co najmniej o rok. Z drugiej strony może to i dobrze, byłoby to jednak też dodatkowe obciążenie.

 

 

Najciekawszy motyw ubiegłego roku? Choć intelektualnie był to raczej dość rozczarowujący rok (więcej o tym w części o popkulturze), było kilka małych rzeczy, które miały dla mnie wartość. Ciekawe było przetestowanie proporcji swojej pewności ocen do ich trafności, zainspirowane ćwiczeniami z całkiem niezłej „Mentalności zwiadowcy”. Tym ciekawsze było to, że – w odróżnieniu od tego jak ludzie standardowo przeceniają swoją pewność – okazało się, że nieco zaniżam swoją pewność względem trafności moich ocen i racjonalne byłoby być ich bardziej pewnym. (Tak jakbym nie był już dość przeświadczony o trafności swoich wniosków. ? )Aczkolwiek to skłoniło mnie do dalszych poszukiwań i eksploracji tego kiedy prezentowałem jakieś zdecydowane oceny/przewidywania i tego czy/jak często się w nich myliłem. (Co jest użyteczne do dalszego usprawniania jakości swoich predykcji.) Dotychczasowe wnioski – jeśli się myliłem, to w zakresie tego kiedy ludzie porzucą irracjonalne zachowania (dla przykładu, Rosja dawno przegrała swoje cele na Ukrainie, ale dalej brnie), oraz w niektórych kwestiach interpersonalnych. W pozostałych, cóż, poprosiłem przyjaciół o wskazanie takich przykładów i nie byli w stanie raczej znaleźć, jeśli ktoś z czytelników znajdzie takie jasne predykcje, które okazały się błędne, docenię wymienienie w komentarzach.

 

 

Największa głupota minionego roku? Chyba to, że pod wpływem jakiegoś materiału kulinarnego stwierdziłem, że spróbuję ogarnąć własne amaretto. Dopiero na etapie zalewania pestek moreli najpierw stwierdziłem, że poszukam jeszcze raz źródła, które mnie zainspirowało, bo jednak pestki te zawierają cyjanek. Po czym się zatrzymałem i miałem takie… „Ej, stary, wkładasz jednak pewien realny wysiłek w utrzymanie swojego ciała sprawnego w tym wieku. Zwracasz choć trochę uwagę na to co jesz, itp. A jednocześnie właśnie masz podejście pt. No mam nadzieję, że jeśli randomowa rzecz, którą wyczytałem w internecie jest prawdziwa, to w tym co zrobię nie będzie dość cyjanku by mi zaszkodzić. To się nie spina.”

Technicznie rzecz biorąc nie miało to żadnych istotnych kosztów. Ot, pół roku stał mi niepotrzebnie na blacie kuchennym słoik z pestkami moreli (które tak czy tak bym wygenerował, bo uwielbiam morele), kupiłem też alkohol do zalania, ale ten już jest wykorzystywany do innych esencji. Tym niemniej jest to takie doświadczenie, które bardzo buduje pokorę w zakresie tego, że też bywam po prostu absurdalnie głupi w swoim działaniu.

 

 

Jeśli chodzi o szeroko rozumianą popkulturę:

Dla gier komputerowych był to rok bardzo, bardzo dobry, zwłaszcza dla kogoś o moich gustach. Wysypało w tym roku gier z moich ulubionych gatunków:

  • strategii i taktycznych turówek (Midnight Suns, Symphony of War, Triangle Strategy, Wartales, Shadow Gambit i szereg innych)
  • meteroidvanii (Romancelovania, Have a nice death, Cookie Cutter)
  • rpgów (Citizen Sleeper, Sunday Gold, Rogue Trader)
  • nieoczekiwanych indie (cudny growy musical Stray Gods, uzależniające Dave the Diver no i oczywiście Slay the Princess!)

A nawet jeszcze nie zacząłem Baldur’s Gate 3! Grałem w tym roku sporo, ale zdecydowanie nie mam poczucia, by choć moment tego był zmarnowany. W 2024 będzie pewnie nieco mniej przełomowych tytułów. (Choć nowy Homeworld wygląda obiecująco!) Podejrzewam, że będę więc grał nieco mniej, ewentualnie dobiję kilka tytułów z kupki wstydu, np. Star Wars Squadrons w VR. Tak czy tak, to był dobry rok dla gier.

 

 

Co innego z komiksami. O ile ten rok był końcem wielu cykli, które czytałem, mega brakowało czegoś naprawdę dobrego. The Nice House by the Lake po cudnym początku dramatycznie rozczarował, Batman z bardzo dobrego runu Toma Kinga zmienił się w absolutnego potworka, z gackiem… spadającym z orbity na ziemię, bez żadnego sprzętu i zaliczającym co najwyżej parę potłuczeń. (To nawet nie było jumping the shark, to było jumping the fucking sharknado!) Jedyne co trzymało poziom, to (dla odmiany) Marvel, a konkretniej X-men pod nadzorem Kierona Gillena, z odlecianym Sins of Sinister i popisowym „Fall of the house of X”. No ale to Gillen. Plus, jak Gillen robi to, to nie robi czegoś innego czysto Gillenowatego, więc wolałbym alternatywę. Albo żeby dokończył Ubera! Komiksy były więc rozczarowaniem. Na 2024 też nie widzę na razie niczego, co byłoby bardzo obiecujące.

 

 

Jeśli chodzi o filmy i seriale, ponownie zbyt wiele nie oglądałem, ale to co oglądałem potrafiło zachwycić (Dungeons & Dragons! Across the Spider-Verse! Barbie! Dokończone Severance! Shmigadoon!), zacząłem też kilka całkiem obiecujących (Blue Eyed Samurai!), aczkolwiek obstawiam, że skończę je gdzieś za pół roku. Tu mam ogromną kupkę wstydu i sporą presję by coś z nią zrobić. Będę się musiał temu przyjrzeć, być może całkowicie ją po prostu wyciąć. Z wiekiem moje ADHD mocno utrudnia oglądanie filmów czy seriali w domu i wysiedzenie przy tym (względnie wychodzenie na bieżni).

 

 

Doświadczyłem za to medium, którego wcześniej w ogóle nie znałem, czyli słuchowisk. A dokładniej jednego, the Magnus Archive, które za to wciągnęło niemożebnie. To było naprawdę przefascynujących 200 odcinków i z niecierpliwością czekam na sequel, The Magnus Protocol, który zaczyna się… Cóż, właśnie teraz :) Będę też pewnie eksperymentował z innymi słuchowiskami, bardzo dobrze sprawdzają mi się do pociągu na dojazdy szkoleniowe, względnie jako tło do spacerów.

 

 

Zaliczyłem porównywalną liczbę partii planszówek, jak w zeszłym roku (77 do 73), poznając kilka ciekawych nowych tytułów, jak Aeon’s Trespass Legacy (czyli nazywamy grę tak by koniecznie wyszło nam AT Field, bo robimy Evangeliona w klimatach mitów greckich. PDK :P ). Rozczarował za to Oathsworn, który jest w mojej ocenie mocno przehype’owany ( i który muszę w końcu odsprzedać :D ). W temacie okołoplanszówkowym, pamiętam jak przyjaciel na wspólnej grupie wrzucił komentarz, że zalicza właśnie kryzys wieku średniego, bo oto kupił armię do Warhammera 40K, na co odpowiedziałem po prostu zdjęciem zestawu startowego do tej samej gry, który akurat do mnie dotarł. (Fakt, że przyjaciel jest niemal 10 lat młodszy bawi dodatkowo.) Ale tak, po kilkunastu latach przerwy wróciłem do bitewniaków i jestem całkiem zadowolony z mojej armii kosmicznego robactwa. Sporo też miałem okazję grać w RPGi (w sumie koło 15 sesji), wróciłem też w końcu do LARPowania, co szczególnie cieszy. Nowy cyklik Wampira, „Nienawistna Ósemka” czyli wiedźmiński Tarantino, czy bardzo poruszająca gra w trakcie Jesiennej Uczty Larpowej, czy w końcu „domowa” larpo-planszówka” w formie niesamowicie emocjonującego „Zaginięcie Alice” naprawdę zadbały o tego typu potrzeby u mnie.  No i w RPGach po latach w końcu udało mi się zacząć grać w Nobilis, system na który miałem ochotę od jakiejś dekady. (I absolutnie spełnia moje oczekiwania!) Kolejny rok będzie pod tym względem dużo bardziej intensywny, już teraz mam rozplanowanych szereg larpów, w tym dwa większe, na pewno będziemy też ciągnęli sesje RPG.

 

 

Był to w końcu udany rok w zakresie teatru, musicali i koncertów. 6 koncertów i dziesięć przedstawień (głównie musicalowych, w tym FENOMENALNE „Six” w Syrenie) to poziom, który mnie całkiem satysfakcjonuje, tym bardziej, że na przyszły rok już mam wykupione bilety na co najmniej pięć rzeczy (w tym na powtórkę „Six”, rzecz jasna!)

 

 

Dużą porażką była natomiast literatura. Przeczytałem w tym roku mniej niż w ubiegłych, kończąc tylko 59 książek. Do tego większości z nich dosłownie nie pamiętam, nie dlatego, że nie uważałem przy ich czytaniu, ale praktycznie nic nie wniosły w moje życie. Były tu oczywiście chlubne wyjątki, np. cudowne „Together we will go”, przy którego lekturze dwa razy musiałem przerywać, bo czytałem ją w kawiarni i wiedziałem, że jeszcze chwila i nie tyle się rozpłaczę, co absolutnie rozryczę, robiąc scenę na cały lokal. Niesamowita, piękna, szalenie poruszająca książka, o samobójstwie, ale w sposób absolutnie odżegnujący się od jego romantycyzacji. Głęboko humanistyczna perełka. Miłym zaskoczeniem był też nowy Gladstone, a z non-fiction „Jak prowadzić dom kiedy toniesz” i „Winners take all”. Wszystko to, za wyjątkiem „Together” to jednak początek roku. Nic wiec dziwnego, że gdy ostatnio na terapii dostałem pytanie o inspiracje intelektualne w minionym roku i cóż, miałem potworne problemy z przywołaniem jakichkolwiek.  2022 miał sporo fajnych książek seksuologicznych, „The Dawn of Everything” czy przefascynujące „Between Us” Mesquity, które wywróciło mi myślenie o emocjach. 2021 też seksuologię czy The Authoritarians. 2023 był pod tym względem po prostu bardzo ubogi, a gwiazdy od których oczekiwałem zabłyśnięcia, jak nowy Ariely, okazały się być wyjątkowo wyblakłe. Oby 2024 był tu dużo lepszy. Wiem, że dla wielu to bardzo „problem pierwszego świata”, ale dla mnie ta sfera jest na tyle istotna, że niedobór tutaj naprawdę boli.

Przy okazji zupełnie nie wyszedł mi plan powtórzenia książek z ubiegłych lat, na 59 powtórek było ledwie kilka. Plan więc całkowicie się rozjechał. Podobnie jak inne plany zawodowe pod kątem długoterminowych projektów. Dodatkowe kursy, itp. jak leżały tak leżą. Mogę dodać w tym roku jedną książkę do listy rzeczy których jestem współautorem, byłem też ekspertem konsultowanym przy dwóch innych, z których jedna wyszła, a druga gdzieś wisi. To jednak dość drobne kwestie, a większych projektów nie byłem w stanie ruszyć – co prawdopodobnie jest objawem tego przemęczenia i sygnałem, że muszę tu paradoksalnie jeszcze odpuścić.

 

 

Patrząc na to wszystko przewija się tu cały czas motyw przemęczenia. Gdy na terapii dostałem pytanie o przywołanie roku, który był takim typowo lekkim pracowo, spojrzałem tylko na terapeutkę krzywo i się zaśmiałem. Koniec końców to coś, co się zbiera i jak się okazuje, nawet próba odpuszczenia przez rok po prostu nie była wystarczająca. Rozumiem, że może być to rozczarowujące dla kogoś, kto np. liczy na częstsze wpisy czy materiały. Jednocześnie to kwestia tego, że albo dam się tym zasobom odtworzyć do sensownego poziomu, albo mogę brnąć, ale prędzej czy później wyczerpię je do cna. A na emeryturę jednak jeszcze nie celuje. Dlatego 2024 będzie dla mnie tym bardziej rokiem odpoczynku i szeroko rozumianego dbania o siebie. Jeśli uda mi się odpalić jakieś dodatkowe kursy czy zacząć szkołę terapii to fajnie, ale nie będę planował pod to roku. Chcę by 2024 był tym rokiem, który za parę lat będę w stanie podać na terapii jako przykład „lekkiego roku, w którym sobie faktycznie odpuściłem”.

 


Masz pytanie z zakresu kompetencji miękkich/soft skills? Kanał Self Overflow dostarcza odpowiedzi z tego zakresu, dostosowanych w szczególności do potrzeb osób z sektora IT. Co tydzień nowe filmy z odpowiedziami na pytania od naszych widzów!

Przykładowe pytania:

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Poprzedni wpis