Czy kary fizyczne wobec dzieci mają sens?

Niedawno w jednym z dzienników ukazał się artykuł próbujący na nowo otworzyć dyskusję nad stosowaniem kar cielesnych wobec dzieci. Dyskusja ma sens tylko, jeśli opieramy ją na trafnych przesłankach. Pomyślałem więc, że warto przygotować zestawienie dowodów naukowych w tym obszarze.

Zacznijmy od prostej, krótkiej deklaracji: kary fizyczne wobec dzieci (klapsy, itp.) są prawnie zakazane. Ten post ma na celu przyjrzenie się temu czy zakaz ten jest uzasadniony, czy kary takie mają jakąś wartość wychowawczą, czy wywołują pozytywne lub negatywne konsekwencje w dalszym życiu poddanych im dzieci. O tym możemy dyskutować. (Standardowe reguły dyskusji, takie jak nietolerancja dla anonimów  obowiązują.)

Tym, o czym dyskutować NIE możemy jest sam fakt zakazu. Jeśli stosujesz wobec dzieci kary fizyczne popełniasz przestępstwo. Nie rób tego. Możesz lobbować za zmianą prawa – to Twoje święte prawo – ale nie łam go.


No dobrze, skoro to mamy ustalone, czas przejść do sedna tematu. Czy kary fizyczne wobec dzieci są uzasadnione?

Przyjrzymy się tu kilku aspektom tej sprawy, jak również niektórym hasłom popularnie przytaczanym w tym obszarze.

przemoc

Często powtarzam, że nie jestem psychologiem dziecięcym, wolę więc unikać dyskusji o tym, jak pewne rzeczy działają lub nie działają na dzieci. Jest od tego kilka wyjątków. Przez zainteresowanie neurologią jestem w stanie powiedzieć co nieco o rozwoju mózgu, także w młodym wieku. Praca z klientami doprowadziła mnie też do zgłębienia tematyki kar dla dzieci i ich konsekwencji w dorosłym życiu – a przy okazji pozwoliła zapoznać się z badaniami n.t. tego, czy kary fizyczne w ogóle mają sens. Badania od dawna sugerują bowiem, że karanie w ogóle jest dość nieudolną metodą uczenia czegokolwiek. Łatwą do zastosowania – owszem. Ale nieskuteczną.

Badań w temacie jest na tyle dużo, że mamy już nieco metaanaliz w temacie. Pozwalają one lepiej zrozumieć tą kwestie. Przykładowe metaanalizy znajdziesz np. tutaj, tutaj czy (świeżutką, z 2016) tutaj. Co z nich wynika?


Czy przemoc wobec dzieci działa wychowawczo?

Czy bicie dzieci (choćby w formie klapsów -tak, to też bicie!) daje dobre efekty wychowawcze? Jeśli by tak było, sprawa mogłaby być bardziej zróżnicowana. Można by dyskutować o tym czy uzyskane efekty wychowawcze są warte ewentualnego ryzyka wskazywanego przez przeciwników bicia.

Taka dyskusja byłaby zapewne ciekawsza, jednak twarde wyniki badań są jednoznaczne. Przemoc wobec dzieci nie działa. Daje krótkoterminową ulgę, chwilowe posłuszeństwo, ale kosztem długoterminowego upośledzenia moralnego rozwoju takich dzieci. Uczą się one być „grzeczne” tylko pod groźbą kary i przestają tak się zachowywać gdy groźba znika (bo rodzic nie jest świadomy zachowania, albo dziecko dorosło już na tyle, że się go nie boi). Mają większe problemy ze zrozumieniem dlaczego należy się zachowywać tak, a nie inaczej i sprowadzają to do prostego uniknięcia przyłapania.

Oczywiście, jak w każdym badaniu mowa tu o TRENDACH. Nie znaczy to, że każde bite dziecko wyrośnie na niemoralnego dorosłego. Ale każde dziecko, które dostaje choćby klapsy ma większe RYZYKO wyrosnąć na niemoralnego dorosłego, niż dziecko którego rodzice stosują inne metody wychowawcze.

Przemoc wobec dzieci okazuje się więc być porażką pod względem skuteczności. To jednak, niestety, nie koniec historii.


Czy przemoc wobec dzieci wywołuje długotrwałe efekty?

Badania pokazują nie tylko brak skuteczności wychowawczej „klapsów”, ale też ich znaczące negatywne skutki. Długoterminowo przemoc wobec dzieci daje bardzo nieprzyjemne konsekwencje. Oprócz wspomnianych problemów z przyswojeniem norm moralnych są to m.in.:

  • zwiększona agresja
  • zachowania aspołeczne (kradzież, itp.)
  • szereg problemów z zachowaniem
  • zaburzenia zdrowia psychicznego
  • zaburzenia relacji między dziećmi a rodzicami
  • upośledzone zdolności poznawcze
  • problemy z poczuciem własnej wartości

Każdy z tych skutków jest solidnie uzasadniony badaniami. Mówiąc wprost – bijąc dzieci nie zyskujemy NICZEGO. A ryzykujemy POTWORNIE dużo.


Subtelna kwestia godności

Oddzielną tematyką, wychodzącą poza naukową analizę jest tematyka godności – tego, że stosując przemoc naruszamy czyjeś poczucie niezależności i poniżamy tą osobę. Dzieci także są na takie zjawiska wrażliwe i mogą na nie reagować bardzo mocno -stąd wywodzi się zresztą wiele powyższych problemów.

To duży i warty poruszenia temat. Dzieci też mają swoją godność. Jednocześnie to temat etyczny, nie naukowy, a w tej dyskusji chciałem się zająć czysto merytorycznymi, naukowymi dowodami. Bo czysto praktycznie – o godności byłby sens mówić gdyby potencjalne zyski z bicia dzieci uzasadniały takie działanie. Wtedy można by podawać godność jako kontrargument.

Ale skoro bicie po prostu nie działa, to o czym w ogóle dyskusja?


Wpływ bicia na rodziców

Nie tylko dzieci ponoszą konsekwencje przemocy. Ulegają jej również dorośli ją stosujący. Badania jasno pokazują, że stosowanie „lekkich” kar w rodzaju klapsów sprzyja poważniejszym aktom przemocy wobec dzieci. Działa tu reguła konsekwencji, gdy zezwolimy sobie na jedną formę przemocy wobec dzieci, łatwiej nam uzasadnić kolejną i kolejną. Po jakimś czasie nasze granice tego, co akceptowalne będą znacząco przesunięte.



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz poznać Beyond NLP, ale nie jesteś w stanie wybrać się na kurs? Już teraz na MindStore  dostępny jest e-kurs Beyond NLP w Praktyce. Pełen program Praktyka Beyond NLP w wersji e-learningowej!

 


Wracamy do artykułu :)



Popularne argumenty w temacie:

Na koniec chciałem poruszyć kilka popularnych argumentów, padających w temacie ze strony zwolenników przemocy wobec dzieci.


Klaps to nie przemoc – dlatego specjalnie przytoczyłem metaanalizy wyróżniające klapsy od innego bicia. I pokazują, że pod względem skutków, klapsy nie różnią się od innej formy przemocy. Są równie destrukcyjne dla dzieci – i dla rodziców.


Mit „wychowania bezstresowego” – bardzo często, gdy jedna ze stron dyskusji porusza temat bicia dzieci, druga „kontratakuje” twierdząc, że „bezstresowe wychowanie nie działa”.

No cóż, proponuję podnieść stawkę. Bezstresowe wychowanie nie tylko nie działa, ale też przede wszystkim nie istnieje!

W pedagogice czy psychologii nie ma w ogóle takiego terminu. To tzw. chochoł (straw man) – wyssany z palca argument stanowiący wypaczenie tego,  o czym naprawdę mówi rozmówca. Takie chochoły łatwo jest obalić (po to są zresztą używane), co miałoby rzekomo być równoznaczne z obaleniem oryginalnej tezy.

Powtórzmy więc – w nauce nie ma koncepcji bezstresowego wychowania. Żaden rozsądny psycholog czy pedagog takiej koncepcji nie promuje. Na zachodzie w ogóle coś takiego nie funkcjonowało, w Polsce potocznie takim terminem zaczęto określać niektóre koncepcje z psychologii humanistycznej… opublikowane jakieś 50 lat temu… i niemal równie szybko zapomniane.

Tymczasem zwolennicy bicia dzieci tworzą zwykle tzw. fałszywy wybór między przemocą, a wyssanym z palca „bezstresowym wychowaniem”, które miałoby polegać na całkowite i absolutne przyzwolenie wobec dzieci na wszystko, co tylko sobie wymarzą. Powtórzę – nikt takiego „tworu” nie promuje, ani nie promował, ani promować nie zamierza.


Przez to całe wychowanie bezstresowe nastolatki są dzisiaj rozwydrzone – przeciwnie, badania jasno pokazują, że wraz ze spadkiem akceptacji dla przemocy w wychowaniu, wyniki wychowawcze dramatycznie wzrastają. Dzisiejsza młodzież pije, pali i ćpa zdecydowanie mniej niż poprzednicy. Spada liczba nastoletnich ciąż i aborcji (w krajach gdzie są dozwolone). Patrz np. tutaj.


To co ma robić rodzic z rozwydrzonym dzieciakiem? Co z prawami rodzica?

A co masz zrobić z wkurzającym Cię gościem w pracy? Walisz go po mordzie? Sprzedajesz mu klapsa? Czy może jakoś się z nim dogadujesz?

Zdaję sobie sprawę, że dogadanie się z dzieckiem może być trudne. Przemoc jest kuszącą pokusą. Ale i złudną. Jeśli nie widzisz innych rozwiązań, jest to miejsce po prostu na dokształcenie się. Jest wiele programów edukacyjnych dla rodziców, sugerujących inne, skuteczne i bezpieczne alternatywy do przemocy.


„Mnie bili i wyrosłem na dobrego człowieka” – w twierdzeniu tym tkwi ukryte założenie, że aby bicie było złe, każda ofiara przemocy powinna źle skończyć. Tymczasem nikt nie twierdzi, że przemoc w każdym przypadku wywoła trwałe szkody. Każde działanie niesie ze sobą ryzyko. Ocena jego wartości powinna się sprowadzać do porównania potencjalnych zagrożeń i korzyści. Tych pierwszych jest mnóstwo. Tych drugich nie ma wcale (chyba, że traktujemy chwilową i tymczasową ulgę rodzica jako korzyść.)

Przez analogie – dzieci niektórych rodziców-samobójców wyrosły na dobrych ludzi, mimo traumy, jaką niesie ze sobą samobójstwo rodzica. Nikt rozsądny nie będzie jednak postulował, że samobójstwo rodzica ma pozytywny wpływ na dziecko! Fakt, że stosujemy taką argumentację w przypadku kar cielesnych sugeruje, że działa tu inny mechanizm. Na przykład tendencja do podtrzymywania kulturowego status quo (skoro moja kultura przez lata dopuszczała takie zachowanie, to znaczy, że takie zachowanie warto wciąż dopuszczać).


Podsumowując:

Badania w temacie są zgodne jak mało w jakim. Przemoc wobec dzieci nie daje efektów. Szkodzi, głęboko i długotrwale i rodzicom i dzieciom.

Dla jasności: naprawdę potrafię zrozumieć rodziców.  Zestresowani, sfrustrowani, bezsilni, uzyskanie posłuszeństwa przemocą w tej sytuacji jest potwornie kuszące. Sam z dziką pasją fantazjuje o słoiczku z chloroformem ilekroć mam wątpliwą przyjemność mieć pobliskiego dzieciaka w samolocie, pociągu czy autokarze. Potrafię z tego też powodu zrozumieć i empatyzować z rodzicami, którzy w pewnym momencie po prostu nie wytrzymują i posuwają się do przemocy.

Ale zrozumienie i empatia nie są usprawiedliwieniem, uzasadnieniem czy przyzwoleniem. Jeśli zdarza Ci się taka sytuacja – to jest to Twoja rodzicielska porażka i to Ty musisz nad sobą pracować. Może masz za dużo stresu i musisz nauczyć się z nim radzić. Może to jakaś inna kwestia do przerobienia. Ale to Ty i Twój problem. Przepracuj go i nie popełniaj więcej takiego błędu.



15 sierpnia na blogu ukazał się 1000-ny wpis, trzeba to uczcić! Przez 10 dni, do 25 sierpnia włącznie, wszystkie produkty na MindStore o 20% taniej! Chcesz być bardziej kreatywny? Lepiej się motywować? Być pewniejszym siebie? Opanować Beyond NLP? To wszystko i dużo więcej na MindStore.pl!


Jeśli lubisz te materiały, polub i fanpage bloga :)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis
  • Świetnie, bardzo potrzebny artykuł!

  • Michał Stradomski

    Dwa pytania. 1. Czy „darcie sie” na dzieci jest lepszym rozwiazaniem niz bicie? 2. Co z sytuacjami, kiedy dane zachowanie zagraza zyciu, male dziecko, powiedzmy 3-5 lat np. wybiega na ulice? Czy tu nie zadziala proste warunkowanie – wybieganie na ulice = bol/krzyk = bezpieczenstwo?

    • Rafał Tomkowiak

      Raczej obawiałbym się, że dzieciak wybiegający na ulicę po wpierdolu nie będzie wiedział dlaczego tak naprawdę ma nie wbiegać i zwiększy się ryzyko, że w kryzysowej chwili, w akcie protestu przeciwko rodzicowi, właśnie wbiegnie.

    • 1. Też jest formą przemocy.
      2. A masz pewność, że uwarunkujesz akurat konkretnie to do tego bólu? Poza tym kary kiepsko warunkują, nagrody dużo lepiej.

    • Kuba

      Również chciałem zapytać o kwestię krzyku. Piszesz, że też jest formą
      przemocy – czy zatem można wnioski z tego artykułu odnieść równie dobrze
      do krzyczenia na dzieci? Czy rzeczywiście badania nadmieniają, że jest
      to identyczne w skutkach co klapsy/bicie?

      • Nie mamy badań co do skutków krzyku, więc tu uogólnienie może być przedwczesne.

  • Kuba

    Piszesz, że nie ma czegoś takiego jak „bezstresowe wychowanie”. Mimo wszystko zwrot ten przewija się w internecie bądź mediach co jakiś czas – do jakich „rzeczywistych” metod się on wg Ciebie odnosi?

  • Lech

    W następnym poście będzie o tym jak wychowywać? Albo – co zamiast bicia? Bo jeżeli (*jeżeli*) Twoim celem było odwiedzenie rodziców od bicia/klapsów, to powinieneś wskazać lepszy sposób postępowania..

  • sprytny kot

    Od strony czysto socjobiologicznej można te badania podważyć (poza tym mam wątpliwości co do technicznych możliwosci zbadania tego typu korelacji, gdyż konsekwencje danej metody wychowawczej zawierają w tle wiele innych zmiennych trudnych do izolacji a sam proces takiego badania musial by byc rozlozony daleko w czasie, co z gory przekreśla miarodajnosc, bo konteksty czasowe mogły ulec gwaltownej zmianie). Jestem fanatykiem hodowli kotów (różnych ras), psów oraz ptaków – i w każdym przypadku rodzice potomstwa stosują wobec młodych, coś co można nazwać analogią klapsa (czyli aplikują potomstwu krotkotrwaly bodziec bolowy w momencie gdy pojawia sie dane zachowanie). Przyklad ten jasno i wyraźnie pokazuje, że proste warunkowanie działa, jeśli chcemy wyeliminować u dziecka nieporzadane zachowanie. Komunikowanie werbalne 6 letniemu dziecku, żeby nie wchodziło na parapet gdy okno jest otwarte (casus mojej dziecinnej obsesji) po prostu nie działa, gdyz dziecko nie ma na tyle rozwinietego aparatu poznawczego, żeby zrozumiało ryzyko tego typu zachowań.

    • Michał Stolarczyk

      Poza tym, ze zaraz stąd wylecisz, bo nie jesteś podpisany ;) to Twoje wątpliwości pokrywają się mocno z moimi, ale lepiej to wyraziłeś.

      • Nasz kolega Korwinista wyleciał już nie po raz pierwszy ;)

        • Michał Stolarczyk

          Widzę, że się znacie. Nie zdążyłem zapisać jego komenta :(
          Ale dobrą masz tę zasadę i jesteś konsekwentny. Szanuję Ci i podziwiam za to :)

  • Tomasz Bernatek

    Ok, rozumiemy, że wychowanie bez kar fizycznych jest lepsze od tego z takimi karami. Nie oznacza to, że zakaz kar jest korzystny. Dlaczego?
    Nowe samochody są bezpieczniejsze i zdrowsze od starych. Czy jak zakażemy jeździć starymi, to wszyscy przesiądą się do nowych? Nie – po prostu przestaną używać samochodów, bo nie każdego będzie stać.
    Tak samo z wychowaniem. Nie każdy będzie miał zasoby i możliwości zastosować lepsze metody wychowawcze. Po prostu część osób w ogóle zrezygnuje z wychowywania. I takie przypadki są właśnie owym „mitycznym” bezstresowym wychowaniem. To nie jest coś, co wynika z zaleceń psychologów. To coś, co wychodzi w praktyce.

    • „Po prostu część osób w ogóle zrezygnuje z wychowania”? Tzn. co, porzuci dziecko na ulicy, by wychowały je wilki?

      Po pierwsze – nawet postulując owe mityczne (i dziwnym trafem niewykrywalne w rodzicielskim wykonaniu, mimo Twoich apokaliptycznych wizji) wychowanie bezstresowe, jasno widać (patrz przytoczone wyniki dotyczące młodzieży), że obecny układ jest dla dzieci zdrowszy, niż ten z biciem.

      Po drugie – jak już wskazałem – Twój postulat to absurd. Nie ma opcji p.t. „nie stać mnie poznawczo na wychowanie inne niż bicie, a bicie zakazane, to nie będę wychowywał”. To jakieś alpy absurdalnych reinterpretacji.

      • Michał Stradomski

        Może Tomasz się źle wyraził, ale rozumiem chyba, o co mu chodzi.
        Jeśli usuniemy bicie jako jedyną znaną danej osobie „metodę wychowawczą” to pozostanie ona bez metody (a nie „bez wychowania”). I te osoby, które są wychowywane bez tej metody są nazywane „wychowywane bezstresowo”.

        A w praktyce kończy się to tak, że rodzice już nie biją ale się drą na dzieci :)

        Tu jest ciekawy artykuł poparty wypowiedziami naukowców i z linkiem do badań w tej kwestii :

        Wpiszcie w google: ny times shouting is new spanking
        (Nie linkuje, bo posty z linkami się często nie ukazują na tym forum)

        Według mnie to jest krok w dobrą stronę, choć wszystko zależy od rodzaju krzyku: czy łączy się z wyzwiskami, poniżaniem i straszeniem itd… Choćby na zasadzie analogii: wolałbym, żeby ktoś na mnie krzyknął niż mnie pobił :)

  • Krzychu

    „Powtórzę – nikt takiego „tworu” nie promuje, ani nie promował, ani promować nie zamierza.” Ale ktoś twierdząc, że jakieś zachowanie jest efektem „bezstresowego wychowania” nie mówi o efekcie promowania tylko o swoich wyobrażeniach na temat sposobu wychowania. W moim odczuciu w tym akapicie dyskutujesz z tezą której nie ma.

  • Arek

    Jedna skrajność przechodzi w drugą. Czy odebranie dziecku za karę (pobicie drugiego dziecka) zabawki jest przemocą? Tak wywołuje silny ból emocjonalny i doprowadza do upośledzenia dziecka bo jak dziecko nie bawi się zabawkami to się nie rozwija. Czy za karę zakaz wyjścia na podwórko to przemoc. Tak to przecież pozbawienie wolności. To bardzo bolesna kara w postaci pozbawienia bodźców, właściwie tortura. Tak samo zakaz oglądania ulubionej bajki. To forma przemocy wywołująca silny emocjonalny ból . Rózga na Boże Narodzenie-forma przemocy psychicznej polegająca na upokorzeniu dziecka przy całej rodzinie. Zdecydowanie nie powinno się bić dzieci w celach wychowawczych. Z tytułem artykułu się zgodzę. Ale nie da się całkowicie wyeliminować przemocy fizycznej z wychowania – zmuszenie dziecka do zaprzestania bicia innego dziecka. Powstrzymanie siłą fizyczną dziecka od skoku z szafy. Artykuł przypomina tekst o demokracji. Demokracja ma poważne wady (bo ma)= trzeba zlikwidować demokrację. Tylko nikt nie wspomni, że nie mamy niczego lepszego bo pozostanie nam dyktatura.

    • Gizmo

      Nawet mi nie podnoś ciśnienia z tą demokracją. Jest wiele różnych ustrojów poza demokracją i dyktaturą. A dzisiaj właściwą karą nie jest zakaz wyjścia na podwórko tylko nakaz, połączony z wyłączeniem komputera.