Sygnalizowanie cnoty, czyli zobaczcie jaki jestem wspaniały!

Sygnalizowanie cnoty (ang. virtue signalling) to zachowanie polegające na publicznym, przerysowanym demonstrowaniu określonych pozytywnych cech, mających zbudować nam dobry wizerunek, uzyskać sympatię lub wsparcie społeczne. Choć nie jest niczym nowym, w epoce social media sięgnęło nowych szczytów i prowadzi do szeregu licznych problemów. Ze względu na jego rosnącą powszechność, oraz powiązanie z pewnymi naprawdę niefajnymi kwestiami w rodzaju psychopatii czy narcyzmu, warto mu się bliżej przyjrzeć.

Sygnalizowanie cnoty istniało u ludzi od zawsze. Historyczni władcy i możni potrafili niekiedy demonstrować ogromną szczodrość czy pobożność – zwłaszcza, gdy mogli oczekiwać, że doniesienia o ich łaskawości i dobroci sięgną do wielu ludzi. Podobnie robili choćby możni fundujący igrzyska w starożytnym Rzymie, czy wierni odbywający wyszukane i wyrafinowane pielgrzymki czy pokuty. Nie chodziło przy tym tylko o chwalenie się swoim majątkiem, tego typu działania (oczywiście na znacznie mniejszą skalę w przypadku majątku) podejmowały również osoby ubogie. Było to przez dużą część naszej historii bardzo rozsądna strategią, gdyż w wielu społecznościach od reputacji mogło zależeć dosłownie nasze życie. (Np. w średniowieczu w wielu rejonach, jeśli doszło do kradzieży czy morderstwa i nie było ewidentnego sprawcy, sądzono i karano w pierwszej kolejności obcych, podróżników, itp. a w drugiej kolejności kogoś z tych mieszkańców, których reputacja była najgorsza. Warto więc było nie ryzykować bycia tą osobą i demonstrować sąsiadom jakim to dobrym, pobożnym i pracowitym człowiekiem jesteśmy.) Przez większość czasu – może za wyjątkiem wspomnianych możnych – sygnalizowanie cnoty miało jednak charakter lokalny. Nawet jeśli robiliśmy coś na pokaz, to pod kątem naszego bliskiego otoczenia.

 

Sytuacja uległa jednak drastycznie zmianie wraz z rozwojem technologii komunikacji masowej, a zwłaszcza social mediów. Nagle możliwe stało się sygnalizowanie cnoty na skalę dotychczas nieznaną. Jednym postem można było zasygnalizować “jestem dobrym, wrażliwym, moralnym człowiekiem” wobec setek, tysięcy lub wręcz milionów ludzi. Co więcej, wiele z takich sygnałów miało relatywnie niski koszt – często nie trzeba nic zrobić czy wydawać, wystarczy jeden post na facebooku lub instagramie, albo wręcz odpowiednio dobrane zdjęcie w galerii, by dać taki, a nie inny obraz siebie. Metoda ta została szybko przyjęta przez różnego rodzaju guru (zwłaszcza w środowisku rozwoju osobistego czy duchowości), jak również przez korporacje – pozwala bowiem na zdobycie niskim kosztem dużej ilości sympatii i dobrej woli, przydatnych tak do sprzedaży (“pójdę do niego na szkolenie, to taki dobry człowiek”) jak i do obrony gdy wychodzą na jaw różne machlojki (“nie no, ta firma nie może być tak zła, nie mogła tolerować u siebie mobbingu, pewnie nie wiedzieli, w końcu zobacz, wspierają krzywdzone mniejszości, znaczy się są moralni!”). Pamiętam np. głośny (no, głośny w kuluarach) case jednego polskiego guru motywacyjnego, który najpierw zebrał sporą kwotę na WOŚP, a potem uzasadniał swoim pracownikom różne machlojki tłumacząc “no tyle i tyle zebrałem na WOŚP zamiast zarobić, no to teraz muszę się odkuć!” Ta metoda działa, gdyż dla wygody poznawczej, jako ludzie, lubimy myśleć o innych zerojedynkowo.  To albo dobrzy i fajni ludzie, albo źli i niefajni. “W tym i tym zakresie spoko, ale w tym i tym raczej patologiczny” zajmuje dużo więcej pamięci roboczej, więc tam gdzie to tylko możliwe, decydujemy się na skrócenie i skompresowanie do jednoznacznej etykietki.

Co ciekawe, sygnalizowanie cnoty bywa też używane nie wobec innych osób, a na własne potrzeby. Niektóre osoby mają potrzebę sygnalizowania cnoty jako metody przekonania siebie samych, że są dobrymi, moralnymi i wartościowymi ludźmi, na zasadzie “skoro robię takie rzeczy i publicznie głoszę takie kwestie, to dowodzi tego, że jestem dobrą osobą”. Takie osoby można znaleźć często na grupkach politycznych (dowolnej formacji) lub religijnych, neoficko śledzące jakiekolwiek odstępstwa od linii partyjnej/religijnej.

 

No dobrze, ale w czym problem? Ktoś chce zapozować jako dobra osoba, to może nie jest to niczym szczególnie złym? Lepiej, by sygnalizować, że na świecie są dobrzy ludzie, nawet jeśli nie do końca w tym szczerzy, niż vice versa, prawda? W końcu robi to jakąś presję społeczną i tym samym przyczynia się do lepszego świata, ogólnie?

Cóż, tak i nie. Owszem, element presji społecznej może być dobry, choć często prowadzi też do powstawania sztucznej instarzeczywistości, która nie tyle motywuje innych do starania się o bycie lepszymi, co wywołuje intensywne poczucie winy. Jednocześnie jednak sygnalizowanie cnoty często bywa używane z wyrachowaniem. Szczególnie często stosowane jest przez osoby narcystyczne i psychopatyczne, jako relatywnie tania metoda zdobycia dobrej woli, uwagi i sympatii. Takie osoby często budują sobie “parasol ochronny” z sygnalizowanej cnoty, żeby – jeśli ich paskudne zachowania wyjdą na jaw – spotkały się z powątpiewaniem i licznymi głosami obronnymi. To strategia popularna np. u przemocowych partnerów, którzy publicznie sprawiają wrażenie ultratroskliwych, wspierających, itp., a gdy stosowana przemoc fizyczna i/lub psychiczna wyjdzie na jaw, otoczenie nie wierzy zwykle ofierze, no bo jak to – przecież sami widzieli, że Zegrzysław to taki cudowny, wspierający człowiek. W efekcie nie tylko uzyskują wsparcie dla siebie i odcinają ofiarę od źródeł wsparcia, ale wręcz zwiększają szansę na to, że środowisko zacznie gaslightować ofiarę i wmawiać jej, że musiało jej się wszystko wydawać.

Co więcej, nawet jeśli ofierze uda się w takiej sytuacji odciąć od oprawcy, ten może jeszcze na tym skorzystać, wykorzystując szczególny przejaw sygnalizowania cnoty, tzw. “bycie cnotliwą ofiarą” (ang. virtuous victimhood). To zachowanie opiera sięna sygnalizowaniu cnoty połączonym ze stawianiem siebie w roli ofiary (często dodatkowo cierpiącej właśnie za swoją cnotę). Oprawca może więc łatwo przedstawić się jako prawdziwa ofiara danej sytuacji, z dowodem społecznym w postaci otoczenia, przekonanego do niego i zniechęconego do prawdziwej ofiary za sprawą wcześniejszego sygnalizowania cnoty. A tym samym oprawcy łatwo znaleźć np. nową ofiarę, dającą się nabrać na ten przekaz.

Badania sugerują, że “bycie cnotliwą ofiarą” jest szczególnie częste u osób przejawiających cechy tzw. mrocznej triady, czyli narcyzmu, makiawelizmu i psychopatii. Biorąc pod uwagę, że badania wskazują, że mroczna triada jest powiązana z prawicowymi poglądami (patrz np. tutaj, albo tutaj), nie powinno być zaskoczeniem, że taka narracja o byciu ofiarą jest szczególnie popularna na prawicy. To na kłamstwach o takim rzekomym prześladowaniu zbudował swoją karierę Jordan Peterson, narracja ta jest silnie obecna w prawicowych mediach nawet wtedy, gdy prawa strona dysponuje pełnią władzy (jak np. za prezydentury Trumpa, w której Republikanie kontrolowali wszystkie trzy odnogi rządu USA, czy obecnie u nas, mimo drugiej kadencji prawicowego rządu i prawicowego prezydenta).

Sygnalizowanie cnoty może być w końcu wykorzystywane przez duże organizacje (np. korporacje) jako forma pozornego działania – zyskiwania dobrego PR przy minimalnych kosztach, albo wręcz ignorowaniu realnych społecznych kosztów swoich działań. Dla przykładu, firma może wykonać symboliczne działania na rzecz ekologii (np. zasponsorować niewielką nagrodę, albo akcję społeczną), jednocześnie wciąż wybierając nieekologiczne opakowania dla swoich produktów i oszczędzając* na tym tysiąc razy tyle, ile wydadzą na takie pozorowane działania, a wciąż uzyskując etykietkę “ekologicznej”.

*Lub, dokładniej – przenosząc koszta na resztę społeczeństwa

 

Dlatego zarówno w kontekście polityki, świadomej konsumpcji jak i codziennego życia, warto mieć świadomość istnienia zjawiska sygnalizowania cnoty i być na nie wrażliwym. Jeśli zaczniemy dostrzegać, że cześć zachowań stanowi po prostu takie sygnalizowanie cnoty, łatwiej będzie nam mieć więcej dystansu i unikać wpadnięcia w pułapkę różnych narcyzów, manipulujących guru i innych nieciekawych ludzi. Jednocześnie warto też mieć świadomość, że sygnalizowanie cnoty w niektórych sytuacjach powiązane będzie ze szczerymi intencjami. Ktoś może na przykład jednocześnie być przeciwko rasizmowi jak i zbierać profity społeczne w określonej grupie z tego jak bardzo podkreśla, że jest przeciwko rasizmowi. Wiele działań o faktycznie dobrych intencjach można też próbować dyskredytować argumentowaniem, że jest to tylko kwestia sygnalizowania cnoty i nic więcej. (Na tej zasadzie działa np. popularne u inceli hasło o białorycerstwie.) Warto więc wskazać, że nawet, jeśli coś jest sygnalizowaniem cnoty, nie przekreśla to jeszcze danej osoby czy działania. Możemy robić daną rzecz równocześnie z wielu powodów. Na przykład możesz iść na obiad z przyjaciółmi jednocześnie po to by zaspokoić głód, mieć przyjemność ze zjedzenia czegoś dobrego oraz mieć innego rodzaju przyjemność ze spędzenia czasu w towarzystwie przyjaciół. Tak samo z sygnalizowaniem cnoty. Ktoś może demonstrować dane zachowanie jednocześnie ze względu na szczere przeświadczenie o jego wartości, oraz dlatego, że robiąc takie zachowanie czuje się lepiej ze sobą, oraz dlatego, że robiąc dane zachowanie może uzyskać społeczne uznanie.

Jak więc rozpoznać kiedy dana sytuacja jest szczerą demonstracją cnoty, a kiedy jej sygnalizowaniem? Może pomoże Ci w tym poniższa lista.

 

Znaki ostrzegawcze problematycznego sygnalizowania cnoty:

  • hipokryzja, publiczne głoszenie jednych poglądów, ale prywatne demonstrowanie innych (np. publicznie głoszenie zalet dobrej komunikacji, a jednoczesne wrzeszczenie na pracowników czy członków rodziny),
  • “odrabianie” cnotliwych zachowań, traktowanie ich jako coś, co należy teraz zrównoważyć lub co wręcz kupuje dyspensę na złe zachowanie (np. “wtedy zrobiłem tamtą zbiórkę, to co się mnie czepiacie, że oszukuję pracowników na ZUS?”),
  • tendencja do podziału “my/oni” i sugerowania braku moralności/cnót u innych osób, jako dodatkowy sposób na podkreślenie swoich postulowanych cnót (np. “niektórzy w pandemii będą was próbowali poróżnić i mówić, że oni znają prawdę, ale pamiętajcie, że takie działanie szkodzi nam wszystkim” co sygnalizuje, że “my”, a zwłaszcza mówiący te słowa jest tym cnotliwym, nie to co inni),
  • tendencja do gaslightingu – negacja subiektywnych doświadczeń innych osób (przy czym warto odróżnić subiektywne doświadczenia od prób ich obiektywnych interpretacji, które to interpretacje niekoniecznie muszą być trafne), podważanie ich rzeczywistości, podejście “jeśli ja mam z Tobą problem, to problem jest w Tobie, jeśli Ty masz ze mną problem, to problem jest w Tobie”,
  • tendencja do moralnego oburzenia, zamiast empatycznego gniewu – dla takiej osoby ważniejsze wydaje się być moralne potępienie złego zachowania niż przeciwdziałanie jego konsekwencjom, ochrona ofiar, itp.,
  • rezygnacja z działania lub znaczące zmniejszenie jego skali jeśli okaże się, że nie będzie się go dało nagłośnić tak, jak początkowo planowano (np. “Skoro to wydarzenie dobroczynne jednak nie będzie transmitowane przez telewizję, to ja nie będę na nie marnować czasu.”),
  • rezygnacja z działania lub znaczące zmniejszenie jego skali dla uniknięcia jakichkolwiek kosztów z nim związanych (np. flagi LGBT w na FB i Twitterze międzynarodowych korporacji w Europie i USA, ale nie w Arabii Saudyjskiej czy Rosji),
  • działanie nie ma istotnego wpływu na realną sytuację (na czym polega realny wpływ przeczytasz w materiale o efektywnym altruizmie),
  • jest używane jako element gry statusowej (“Jestem lepszy od ciebie, bo medytowałem o wsparcie ofiar tsunami!”),
  • jest używane jako forma przekonania siebie samego/samej o tym, że jest się dobrą/wartościową osobą.

 

Im więcej takich znaków dostrzeżesz, tym bardziej ostrożnym warto być wobec prawdziwych intencji osoby, u której takie sygnalizowanie cnoty dostrzegasz. A jeśli dostrzegasz takie zachowania u siebie, przetestuj celowo zablokowanie jakiegokolwiek sygnalizowania cnoty, np. na miesiąc dwa i sprawdź jak się czujesz. Jeśli czujesz się z tym niekomfortowo – tak, jakby spadła Twoja wartość, albo inni Cię mniej akceptowali – jest to dobry temat na przepracowanie (czy to samemu, czy z pomocą coacha, psychologa lub psychoterapeuty). Warto też stosować prostą zasadę – jeśli nie starasz się zbudować zainteresowania jakąś akcją, a po prostu chcesz zrobić coś dobrego, daruj anonimowo i nie chwal się tym. (Jestem tu wielkim zwolennikiem sufickiego podejścia w którym, jeśli przez dobre zachowanie zyskujesz przyjemność z tego jak się zachowasz lub jakie uznanie dostaniesz od innych, to zachowanie to już Cię wynagrodziło, nie ma więc szans uczynić Cię lepszym człowiekiem. Ma zaś taką szansę, jeśli robisz je bez żadnej, choćby subiektywnej nagrody czy oczekiwania nagrody.)

A, w wypadku korporacji – załóż, że cokolwiek robią jest tym problematycznym sygnalizowaniem cnoty, o ile nie zostanie dowiedzione inaczej. Wiem, że to nieco nieuczciwe wobec niektórych firm, gdzie faktycznie są dobre intencje, ale tych wyrachowanych jest tak wiele, że niestety, domyślny sceptycyzm jest tu bardziej racjonalną strategią.

 


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis