Subtelna pokusa moralnego oburzenia…

Oburzenie moralne jest, powiedzmy sobie szczerze przyjemne.

Ten charakterystyczny gniew, gdy ktoś łamie zasady i myślisz sobie „jak on śmie!”

Ba, może nawet zareagujesz? Skrytykujesz, wystąpisz wprost i powiesz, że tak nie należy.

Jak dobrze się wtedy poczujesz! Zareagowałeś! Jesteś kimś dobrym. Moralnym!

Oburzenie moralne kusi. W internecie, gdy łatwo się do niego przyłączyć po prostu share’ując posta czy wrzucając komentarz jest tym bardziej atrakcyjne.


Tyle tylko, że – jak wiele kuszących rzeczy – także i tu czai się kilka groźnych problemów.

Przede wszystkim oburzenie moralne jest tak naprawdę egoistyczne. Działa tym silniej im silniejsze poczucie winy (niekoniecznie w danym temacie) sami czujemy. Im silniej zareagujemy, im większe nasze oburzenie moralne, tym skuteczniej rozładowujemy własny niepokój i poczucie winy. Dodatkowo, im silniej zareagujemy, tym bardziej wzmacniamy własną tożsamość osoby moralnej i dobrze postępującej.

W ten sposób przekłada się na silne poczucie czegoś, co Anglicy określają jako self-righteousness. Nasze słowniki tłumaczą to na zadufanie w sobie czy przekonanie o swojej nieomylności, ale to nie jest dobry odpowiednik. Osoba, która jest self-righteous jest przekonana nie tyle o swojej nieomylności, co o swojej wyższości moralnej, o tym, że jest etycznym kompasem dla świata. To jest niewątpliwie jakaś forma zadufania, ale chodzi tu o jego etyczny aspekt. To takie poczucie bycia ostatnim sprawiedliwym – bardzo kuszące.

W ten sposób oburzenie moralne buduje nam poczucie wyższości moralnej i pozwala zredukować winę. Co samo w sobie nie byłoby jeszcze takie złe, gdyby nie kolejna cecha tej odmiany złości.


Oburzenie moralne przekłada się bowiem, owszem, na chęć ukarania osoby łamiącej jakieś zasady. Ale już niestety nie na poprawę sytuacji ofiar. Już bezpośrednie lub symboliczne ukaranie sprawcy jest dla nas wystarczające by poczuć się dobrze. Nie czujemy potrzeby by dodatkowo pomagać ofierze, czy to tu i teraz, czy szerzej,systemowo. Ba, im silniej okazaliśmy nasze oburzenie moralne, tym mniej winni się ogólnie czujemy – więc tym niższa skłonność do jakiejkolwiek pomocy ofiarom!


Co gorsza, te negatywne aspekty oburzenia moralnego ulegają jeszcze wzmocnieniu w sieci, gdzie łatwo mogą prowadzić do mniejszych lub większych linczów. Czasem zasłużonych, ale w wielu sytuacjach naganianych półsłówkami, fałszywymi informacjami, itp. Pokusa poczucia się lepiej i bardziej moralnie jest taka, że kto by sprawdzał? (Co jeszcze gorsze, takie masowe ataki mają podwójnie szkodliwy efekt – o ile doskwierają mocniej ofiarom, o tyle za sprawą tzw. paradoksu wirusowego oburzenia prowadzą do zmniejszenia zaangażowania postronnych osób w sprawę. Masowa reakcja wydaje im się przesadzona i zbyt agresywna.


Skoro więc moralne oburzenie jest szkodliwe i problematyczne, skoro służy tak naprawdę naszej miłości własnej, to czy powinniśmy po prostu przyjmować wszystko ze spokojem? Czy rację mają Ci, którzy twierdzą, że każda złość to forma projekcji*? Czy powinniśmy z podejrzeniem patrzyć na tych, którzy emocjonalnie podchodzą do różnych kwestii?


Serio, mnie pytacie? Mnie, Mr. Shitstorm himself? Gościa, który od lat m.in. na tym blogu klnie na patologie w rozwoju osobistym, a jak w rozwoju się nieco (tylko nieco!) wyczyściło, to wziął się za seksizm czy podobne kwestie? Bo nie mógł usiedzieć w miejscu i zająć się tylko tym co dobre?

Przecież wiecie, co Wam odpowiem: NIE

Nie, zdecydowanie nie należy przyjmować wszystkiego na spokojnie. Złość jest cudownym motywatorem. Doskonale inspiruje do działania.


Tyle tylko, że powinna to być odpowiednia złość!


Bo jest coś pozornie bliskie moralnego oburzenia, ale o zupełnie innym kontekście. Tzw. złość empatyczna.


*Nie, nie mają. Serio, o tym już dawno pisałem ;)


Empatyczna złość

Tam, gdzie oburzenie moralne dotyczy intencji (np. ktoś zrobił coś, bo chciał kogoś skrzywdzić), empatyczna złość dotyczy krzywdy wynikłej (lub mogącej wyniknąć) w konsekwencji.

Innymi słowy, osoba wykazująca oburzenie moralne jest zła przede wszystkim dlatego, że zostały złamane jakieś zasady. To, że złamanie tych zasad doprowadziło do czyjejś krzywdy jest wtórne i mniej istotne. Chodzi o karę dla osoby łamiącej zasady, nie dla osoby krzywdzącej innych. To nie krzywda wywołuje emocje, tylko wystąpienie przeciwko regułom. W efekcie oburzenie moralne wywołuje złość przeciwko łamiącym zasady, ale już nie motywacje, by pomóc pokrzywdzonym czy zmienić coś na przyszłość. Jak wspominałem wcześniej, wydaje się być raczej formą potwierdzenia siebie „ja jestem moralną osobą”, niż relacją ze światem.

Tymczasem empatyczna złość, choć również skłania do chęci ukarania sprawcy, daje też silną motywację do pomocy ofiarom. Nie wydaje się pociągać ze sobą negatywnych skutków oburzenia moralnego. Nie służy redukcji własnego poczucia winy czy wzmocnienia swojej tożsamości jako osoby etycznej. Nie wydaje się mieć takiego potencjału wirusowego (a nawet gdyby miała, cóż, wirusowe staranie się by pomóc ofiarom nie jest takie złe!). Skupia się na innych i ich krzywdzie, a nie na tym jacy to my jesteśmy fajni i dobrzy.


Np. Oburzenie moralne prowadzi do publicznego objechania rodzica czy dziadka, który w miejscu publicznym np. grozi dziecku klapsami. Ignorując fakt, że to powstałą w tej sytuacji złość prawdopodobnie wyładuje na dziecku. Tymczasem empatyczna złość sprawi, że podejdziesz, będziesz obecny i w razie czego zareagujesz, ale nie będziesz prowokować konfliktu by „ukarać” rodzica, jeśli podejrzewasz, że mogłoby to mieć negatywne konsekwencje dla dziecka.


To zdecydowanie mniej satysfakcjonujący układ. Empatyczna złość nie kręci tak dobrze, jak oburzenie moralne. Ale jest po prostu obiektywnie lepsza dla świata. Koniec końców intencje i łamanie zasad są mniej istotne – choć istotne być mogą – niż ludzka krzywda. Tym bardziej, że krzywda może być wbrew intencjom. Antyszczepionkowi rodzice chcą dobrze, tylko potencjalnie zabijają swoje (i cudze) dzieci. Intencje są w porządku, to krzywda jest tu problemem.


Jak odróżnić jedno od drugiego u siebie?

Bo powiedzmy sobie szczerze, to bardzo bliskie zjawiska i łatwo je pomieszać.


Zacznij od zadania sobie prostego pytania: co mnie tu wkurza? Ale tak szczerze?

To, że ktoś łamie zasady? Że zachowuje się nieodpowiednio?

Czy to, że ktoś w efekcie tego może ucierpieć? Albo już ucierpiał?


Jeśli pojawia się w Tobie pierwszego rodzaju gniew – gorąco sugerowałbym przysiąść do pracy nad sobą, bo tak działając możesz zrobić krzywdę i sobie, i innym.

Jeśli pojawia się gniew drugiego rodzaju – wtedy przede wszystkim skup się na tym, co można zrobić dla ofiar. Ukaranie sprawcy też może mieć znaczenie, ale jest wtórne.

Jeśli mieszanka – cóż, wiesz nad czym możesz popracować.


Wiem, że nie jest to łatwo odróżnić. I wiem, że oburzenie moralne jest po prostu emocjonalnie atrakcyjne. Bycie ostatnim sprawiedliwym daje swoistą satysfakcję. Wiem. Byłem tam. Robiłem to. Mam koszulkę. Mam całą szafę koszulek.

Z biegiem czasu (i korzystnymi „kopniakami” od przyjaciół) przynajmniej trochę z tego wyrosłem. Zrozumiałem, że pewne rzeczy wymagają odrobiny polityki. Że można się oburzać moralnie i czuć z tym dobrze, albo dostrzec potrzeby pokrzywdzonych i skupić się na tym, żeby o nie zadbać. Także akceptując czasem sojusze z osobami mającymi zasady, które nie do końca pokrywają się z naszymi, ale przynajmniej nie przyczyniają się do pogłębienia czy podtrzymania krzywdy, a zgadzającymi się, że ta krzywda jest czymś kluczowym do rozwiązania.

To podejście niemożliwe z perspektywy oburzenia moralnego – bo każde złamanie zasad wzbudza tam od razu silną reakcję.

To podejście niemal niezbędne z perspektywy empatycznej złości. Bo serio, Twoje poczucie moralnej wyższości jest mniej ważne, niż krzywda ludzka, której mógłbyś przeciwdziałać.

Więc jakkolwiek to przyjemne, jeśli masz skłonności do oburzenia moralnego… Czas dorosnąć i zmienić je na coś bardziej produktywnego.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis