W końcu zebrałem się by napisać podsumowanie. Miniony rok był rokiem zdecydowanie nierównym, choć raczej udanym. Miałem dwa główne założenia i w miarę wyszły, aczkolwiek pierwsze z drobnym zamieszaniem na finiszu. Ogólnie było relatywnie spokojnie, rok dość stopniowych postępów.

Chciałem dalej odpocząć i się zregenerować – i to ogólnie wyszło bardzo dobrze, faktycznie mam poczucie wyrugowania dużej części przemęczenia, które w pewnym momencie sięgnęło aż do kości. Owszem, końcówka roku była bardzo intensywna (w ostatnim kwartale zrobiłem obroty porównywalne z tym, co zrobiłem przez poprzednie trzy, jednocześnie odpalając szereg procesów terapeutycznych na potrzeby szkoły terapii oraz bardzo intensywnie larpując i nie tylko). Do tego nie do końca dobrze rozegrałem początek roku, więc jak miałem plany odpocząć po tej kumulacji przez święta i styczeń, to bardziej będę miał okres odpoczynkowy tak od połowy lutego. Tym niemniej, na takim dogłębnym poziomie mam poczucie, że jest lepiej, że sporo aspektów wypaleniowych, ugh-factorowych i generalnego „I’m too old for this shit” udało się może nie wyleczyć, ale przynajmniej zaleczyć. Że jeśli w tym roku nie zrobię czegoś wyjątkowo głupiego i sobie zbyt nie docisnę, to będę operował na całkiem niezłym poziomie. Więc ogólnie, mimo pewnych poślizgów, wyszło to całkiem spoko. Miło, że przy tym wszystkim finansowo wyszło całkiem na plus, mimo, że nie wkładałem w to jakichś szczególnych wysiłków czy starań, niespecjalnie ograniczałem się też z wydatkami, wręcz „dobijając” kilka kolekcji. (Np. w końcu sprawiłem sobie maskę od Dmitriy Bragin, który robi rzeczy absolutnie prześliczne w swojej groteskowości.)

Drugie główne założenie, to poszerzenie grona towarzyskiego – bardzo cenię moje główne grono przyjaciół, ale miałem w minionych latach parę sytuacji, gdzie akurat skumulowało się tak, że większość takich osób była niedostępna akurat gdy mi brakowało nieco socjalizacji. Dlatego chciałem poszerzyć ten zakres i mam poczucie, że wyszło to bardzo dobrze, wręcz jest to sfera, którą być może będę potrzebował nieco przyhamować w 2026, bo jest pewien limit tego ile aktywnych bliskich relacji mogę utrzymać bez przeciążenia się. (Socjalizacja jest dla auadhdowego introwertyka co prawda nagradzająca, ale i mocno obciążająca.)

Były też oczywiście rzeczy, które nie wyszły. Nie udało mi się ogarnąć jednej ważnej prywatnej rzeczy, ale też jej ogarnięcie nie do końca zależało odemnie, więc podchodzę do tej kwestii dość luźno. Zrobiłem sporo tego, co tutaj mogłem zrobić, zapewne nie wszystko co się dało, ale dość by nie mieć poczucia, że mogłem się wyraźnie bardziej postarać.

Nie udało mi się też wbrew planom ogarnać w tym roku ponownego wylotu do Japonii. Zmieszczenie 2+tygodniowego wylotu między terminy larpów, wykupione bilety teatralne i zobowiązania w pracy ORAZ niewepchnięcie się w środek japońskiego lata mnie przerosło. Gdybym nie miał kłopotu z umieraniem z żaru, albo zrezygnował z jakiegoś terminu larpowego, pewnie bym ogarnął, a tak przesunałem, prawdopodobnie na ten rok.

W końcu nie udało mi się ruszać tyle, ile chciałem – choć m.in. za sprawą larpów tanecznych mam fajny pomysł na spróbowanie nowej formy w 2026 (contact impro) i jestem ciekawy jak wyjdzie.

A i lekko w tym roku złamałem swoje zasady. Tak, jak mam duże problemy z LLMami z miliona powodów (i z pewną fascynacją obserwuję bańkę, którą już wszyscy nazywają bańką, ale niektórzy wciąż pompują, zastanawiając się jak jej pęknięcie walnie w moim sektorze), tak pomysł rzucony przez kumpla na sesji Maga: Wstąpienie doprowadził mnie do tego, że zostałem dość zaangażowanym użytkownikiem Suno. Samemu nie mając kompetencji muzycznych ani motywacji by je wypracować, przyznam, że czerpię sporą satysfakcję z tego, że mogę usłyszeć swoje teksty śpiewane w fajnej jakości, przy całej świadomości, że jest to pewną hipokryzją z mojej strony. Cóż, nigdy nie twierdziłem, że jestem idealnie moralnym, wręcz jasno wskazywałem, że staram się być dobrym utylitarystą, ale nie zawsze mi to wychodzi.

Jeśli chodzi o szczegółowe elementy roku… Robiłem już podsumowania larpowe i rpgowe na FB i tam odsyłam zainteresowanych, nie będę się tu zbyt rozwodził, generalnie było po prostu bardzo dobrze i zdecydowanie zamierzam kontynuować. Miłym zaskoczeniem było to, że moje pierwsze próby MGowania zostały ciepło przyjęte, oglądanie D20 do zabaw z kotami i modelowanie Brennana czy Aabrii zaprocentowało. W 2026 planuję kontynuować, sięgając po parę nowych systemów, będę chciał w końcu też puścić swojego pierwszego larpa, choć niedawno wpadłem na to, że ciekawie byłoby zrobić też drugiego, inspirowanego Together We Will Go. Już mnie przekonano do przeprowadzenia paru sesji też na Flambergu.

Jeśli chodzi o inne rzeczy, które typowo sobie podsumowuje:

1) Książkowo dość przeciętnie. 63 książki, daleko do 110 z 2022 czy 2020. Za to kilka naprawdę pamiętnych jak The Authority Gap czy przecudne A Memory Called Empire/A Desolation Called Peace. Faktem jest te, że Dead Hand Rule sobie absolutnie dawkuje po kilka rozdzialików naraz, bo jest tak absurdalną rozkoszą intelektualną, że nie chcę go za szybko skończyć.

Prawda jest też taka, że był to rok, w którym doszedłem do dość przykrego zrozumienia, że o ile w obszarach na krawędzi mojej specjalizacji wciąż mogę liczyć na jakieś nisko rosnące owoce w literaturze popularnonaukowej (vide wspomnianie Authority Gap), to tyle w psycho- czy w neuro- w zasadzie nie mam co na to liczyć i muszę przerzucić się stricte na czytanie artykułów naukowych. Co nie było przyjemnym odkryciem, bo próg wejścia tutaj jest jednak dużo większy, ale jeśli chcę liczyć na jakiś progres i rozwój, nie za bardzo mam alternatywy. Pamiętam, jak byłem w Londynie w Foyles w dziale z popsych, miejscu z prawdopodobnie największym wyborem książek w tematach, które mogłyby mnie interesować, gdy to do mnie dotarło i miałem takie głębokie, gorzkie „przejebane”.

2) Komiksowo… Cóż, zależy jak liczyć. Jeśli patrzymy na skończone serie, tak jak typowo liczę, to jest słabo. Dużo tytułów, bo mieliśmy tu cały wylew tytułów od Marvela przy okazji co najmniej dwóch dużych eventów (One World Under Doom – swoją drogą skandalicznie zmarnowany potencjał – oraz Age of Revelation, które nawet nie próbowało udawać, że jest czymś innym niż cashgrabem), ale jakościowo nie było tu chyba nic wartościowego.

Z drugiej strony, z cykli które wciąż trwają i pewnie domkną się w 2026… Mniam, tu było dużo dobrych rzeczy. Przede wszystkim nowy Gillen, a nawet DWA – GENIALNE Power Fantasy i bardzo dobre Die: Loaded. Do tego przeurocze Smoking behind the supermarket with you, któremu udało się zrobić relację z dużą różnicą wieku nie creepy, a to już osiągnięcie. Firefly Wedding, które miało słabszy arc i właśnie wchodzi na tragiczny finał, ale było bardzo dobre całościowo. Oczywiście Apothecary Diaries (tu szybko przerzuciłem się na Visual Novel, więc w zasadzie jest w ksiażkach). Plus kilka pomniejszych tytułów. Myślę, że domknięcia w 2026 będą komiksowo mocno satysfakcjonujące.

3) Serialowo i filmowo – dalej mało, moje ADHD wciąż słabo znosi, jest też przynajmniej z 6 serii które mam niedomknięte bo np. nie dokończyłem ostatniego odcinka, więc nie liczę w kategoryzacji. Tu najlepszy był chyba nowy Superman, dla czystego optymizmu, a najgorszym rozczarowaniem był nowy Mitchell i Webb, panowie ŹLE się niestety zestarzeli, ich humor zawsze miał lekki aspekt zgorzknienia, ale teraz została prawie sama gorycz. Za to (głównie do zabaw z kotami i pociągów) zrobiłem sporo słuchowisk i nagranych sesji RPG. Dwa sezony Unsleeping City, pojednym Fantasy High, Exandria Unlimited: Calamity i Misfits & Magic, do tego Neon Inkwell no i skończony sezon Magnus Protocol.

4) A co do Magnusa, byłem w Londynie na przedstawieniu Magnusowym, co było bardzo fajne. Ogólnie miałem koło 20 szeroko rozumianych doświadczeń kulturowych – sztuk, wystaw, musicali, itp. Najlepsze były chyba powtórki klasyków w Syrenie (Next to Normal, Piplaja), choć zaskoczyły też naprawdę niezłe rzeczy w Teatrze Komedia (Karnawał Warszawski, Zemsta), który przez lata był w moim głowie takim ekstremalnym średniakiem. Tym niemniej ten rok był w tym zakresie nieco ubogi, nie w samą ilość, a jakość takich doświadczeń i będę nad tym chciał popracować w 2026.

5) Dość dużo grałem i skończyłem nieco tytułów, które miałem od lat na kupce wstydu*. W tym rozczarowujący Heavy Rain, ale też zachwycające Detroit: Becoming Human, czy niezły po wszystkich patchach Rogue Trader. Podobnie spatchowany niezły okazał się też Cyberpunk 2077.

*

Na ten rok z „kupki” zostało mi chyba tylko Disco Elysium, które zresztą stopniowo przerabiam.

Z niekupkowych tytułów nieco rozczarował remake Silent Hill (za to zaskoczył zaskakująco dobry Sorry We’re Closed w podobnym klimacie). Zachwyciło dla świetnych dialogów Dustborn (choć mechanicznie gra ma szereg ograniczeń), oczywiście Clair Obscur (choć przyznaje, że w połowie pierwszego rozdziału pytałem znajomego o co mu chodzi z ta wybitną fabułą, bo jak na razie to jest mocno przeciętnie). No i oczywiście Hades II, ale Supergiant to Supergiant. Z innych tytułów zwróciło uwagę uroczo creepy, choć gameplayowo średnie Mouthwash czy śmieszne mechanicznie Betrayal At Club Low. Mocno wciągnęło mnie też Old Skies, choć końcówka była dość przewidywalna.

6) A skoro mówimy o grach, planszówki. Było ich więcej, niż sądziłem – 29 tytułów i 59 rozgrywek, dwa razy więcej jak w 2024 i nieco słabiej niż 2023 czy 2022. W 2026 będę chciał nawet nie tyle grać więcej (choć to pewnie też), co wrócić do kilku tytułów, w które po prostu zdecydowanie za długo nie grałem. Np. Kemet, Kanban czy Francis Drake. No i mam kampanie z ISS Vanguard i Oathsworn do skończenia. (W teorii też z Aeon Trespass Odysey, ale obstawiam, że ta umarła śmiercią nadnaturalną.) Właśnie odebrałem Magnus Protocol Mysteries oraz For The Queen, więc mam apetyt na kilka fajnych rzeczy.

Jednocześnie dochodzę do etapu, w którym moja kolekcja jest praktycznie zamknięta. Jasne, są jakieś tytuły, które rozważam, jak Railroad Tiles czy Old King’s Crown, ale gdyby ktoś dziś kazał mi zapieczętować kolekcję i grać tylko w to co mam, myślę, że byłbym całkiem zadowolony z tego zestawu. (Bardziej, jeśli zdołałbym znajomemu podwędzić wspomnianego Francis Drake’a, ale nie jest źle.)

Generalnie to był dla mnie trochę rok domykania kolekcji.

Figurki Transformers G1 są w zasadzie kompletne, wręcz mam kilka na zbyciu. Podobnie kolekcja GI Joe Classified (a dokładniej przyzwoity armybuild Cobry, kogo obchodzą Joe’s?) I to mimo, że nowe serie Transformers i GI Joe z Image naprawdę dają radę, ale mój wewnętrzny kolekcjoner został tu domknięty. Podobnie ze szpejem larpowym (no, przydałby mi się jeszcze topór i ładny saex, ale to już ostatnie drobiazgi „na kiedyś”), maskami, ksiażkami i komiksami, pinami, figurkami do WH40K. Może chciałbym jeszcze parę rzeczy z lego, bo wyszło parę ślicznych modularów, ale tu niedobór miejsca wystawowego skutecznie studzi zapał. Nawet kupki wstydu mam generalnie przerobione, tak książkowe, jak i growe. Co jest dziwnym uczuciem, przyznam, ale chyba nie jest mi z nim źle. Po prostu nietypowo, całe życie byłem kolekcjonerem, zdarzyło mi się kolekcji pozbywać ze względu na ograniczone miejsce czy kasę, ale poczucie kolekcji po prostu podomykanych? Dziwne. Nieplanowane. Dziwne. Ale chyba ok.

No dobrze, skoro wiemy jakim rokiem był 2025, to jakim będzie 2026?

Myślę, że trochę – ale zdecydowanie trochę – bardziej intensywnym. Skoro udało mi się w końcu wydobyć z kości wyczerpanie (i nawet relatywnie bez strat wpakować szkielet z powrotem w mięso), to będę chciał trochę więcej robić. Nie super dużo, nie mam ochoty zajechać się jak w minionych latach, ale więcej. Jednocześnie gdzieś pod koniec 2025 zdałem sobie sprawę, że nawet jak robiłem rok pod kątem odpoczynku, to jednocześnie planowałem ten rok w pierwszej kolejności z perspektywy pracy. Kiedy mam szkolenia, kiedy mam obłożenie, kiedy mogę sobie pozwolić na wyjazd, a kiedy będzie ruch w interesie, to lepiej nie? To decydowało o całej reszcie. I o ile początek 2026 też już na tym etapie miałem tak ogarnięty, tak dalszą część chcę już planować z innej perspektywy. Kiedy mam zajęcia na jakich chcę być i jak mi to wpływa na to kiedy mogę brać szkolenia, a kiedy nie? Kiedy i gdzie chcę pojechać, kiedy są na to najlepsze terminy

Jasne, nie jest tak, że mam nieograniczone opcje. Trochę muszę brać pod uwagę kiedy będą zlecenia. Już mam kilkadziesiąt dni larpowych poustalanych. Mam szkołę terapii, z której mam ograniczone opcje opuszczania zajęć. (Plus jest tak „błyskotliwie” ułożony terminarz, że w jeden weekend wagaruje ze szkoły terapii by móc iść na zajęcia z tego samego rocznika szkoły terapii, tak, wiem, też byłem pod wrażeniem!) Tym niemniej ciężar planowania przesuwam z pracy na zdecydowanie inne obszary i jest to dla mnie zmiana duża, co najmniej równie duża jak „odpuszczenie” samego czasu pracy w minionych latach.

To powiedziawszy, będę chciał trochę bardziej rzeczy pod pracę ruszyć. Nieco częściej pisać bloga. Nie wiem czy wrócić do vloga per se, ale pewnie zrobić angielską wersję. Wypuścić przynajmniej jakieś kursy, bo już nieco jestem zażenowany jakością wizualną starych. W tych ostatnich kwestiach będę to jednak robił w formacie „rezerwuje okres i w tym okresie traktuje to jako moją główną pracę, minimalizując inne zlecenia.” Jasne, być może nie wyjdzie, być może np. w jakimś momencie pojawi się na tyle mało zleceń szkoleniowych, że będę musiał pomyśleć o alternatywach. Ale na ten moment, to główne założenie. Będę też kontynuował szkołę terapii (choć przyznam, że jak na razie wrażenia są umiarkowane, mogę wskazać w zasadzie na jedną wykładowczynię, która spełniła moje oczekiwania… i tak, wiem, że mam wysokie standardy, ale cóż, nie planuję ich obniżać tylko ze względu na coś tak prozaicznego jak rzeczywistość.)

Z drobnych rzeczy, w 2025 ograniczyłem sobie alkohol (głównie pod kątem kaloryczności) prostą zasadą „nie mogę kupować dla siebie” i ogólnie sprawdziło mi się to bardzo dobrze, w tym będę chciał utrzymać coś podobnego. Nie identycznego, jest co najmniej jeden gin smakowy, który chcę sprawdzić, więc muszę przemyśleć dokładne sformułowanie, ale coś mocno podobnego. Może pomyśleć o czymś podobnym w innych obszarach, skoro tu mi się ładnie sprawdziło.

Towarzysko muszę się przyjrzeć zobowiązaniom jakie mam, być może niektóre zredukować. Jest jedna bardzo ważna dla mnie relacja, którą z bólem, ale będę musiał pewnie zakończyć, bo wróciły w niej najgorsze jej aspekty i nie za bardzo widać potencjał na zmianę. Jest kilka zobowiązań, które już zredukowałem, np. w ramach stowarzyszenia ADHD. Jest kilka zobowiązań, które musze zrewidować i zobaczyć, czy będę w stanie je dotrzymać i się przy tym nie zajechać. Tym niemniej bardzo się cieszę, że mam taki wybór w ogóle i mam takie grono przyjaciół. Zdecydowanie też zamierzam kontynuować pewne zwyczaje wyrobione w minionych latach, jak np. regularne spotkania z karaoke u mnie w domu. (Nie, sąsiedzi nie narzekają. Albo widzieli moją piwnicę, to też opcja, nie pytałem.)

Zdecydowanie powtarzam w tym roku Larpart, celuję również we Flamberg. Będę też chciał w końcu wrócić na Fringe. Poprzednia wizyta dała mi the Mechanisms (a wtórnie też choćby Magnus Archive czy Slay the Princess), jeśli kolejna da 1/5 tego, będę zachwycony. Żałuję natomiast, że nie uda mi się wybrać na tegoroczny wyjazd CLab-u i widzę już, że będę musiał poszukać towarzystwa intelektualnego w zakresie psycho/neuro w inny sposób. Wydaje się jednak, że silniejszym efektem jest dla mnie po prostu towarzystwo odpowiedniego stężenia i zróżnicowania autystycznych nerdów, niż to czy jest ono bardziej psycho czy fantasy.

Jak widać, nie ma tu czegoś niesamowicie szalonego. Raczej spokojne „więcej tego samego” z pewnym dodatkowym przeniesieniem ciężaru. Cóż, na razie się sprawdza, więc skoro nie jest zepsute?

Tyle o mnie. Kolejny wpis mam nadzieję bardziej użyteczny.


Masz pytanie z zakresu kompetencji miękkich/soft skills? Kanał Self Overflow dostarcza odpowiedzi z tego zakresu, dostosowanych w szczególności do potrzeb osób z sektora IT. Co tydzień nowe filmy z odpowiedziami na pytania od naszych widzów!

Przykładowe pytania: