Kiedy faktycznie opłaca się opierać na intuicji?

Co jakiś czas w dyskusjach, zwłaszcza w środowisku rozwojowo-coachingowym, pada argument typu „ja nie potrzebuję badań, intuicyjnie wiem jak jest!”

Cóż, niewątpliwie coś takiego jak intuicja istnieje. Przeczucie, że dana rzecz jest dobra lub zła, że warto tu być ostrożnym lub zaufać komuś. Takie odczucia mogą mieć wartość. Tym bardziej, że z psychologicznej perspektywy stanowią po prostu owoc przetwarzania informacji poniżej progu świadomości. Przetwarzania w oparciu o to, co określilibyśmy Systemem 1 w teorii podwójnego procesu.

 

Oczywiście takie przeczucia mogą być trafne lub nie. To, że dane informacje przetwarzane są poniżej progu świadomości nie oznacza wcale, że będą przetwarzane trafnie. System 1 opiera się na licznych skrótach i automatyzmach, które mogą solidnie wypaczyć nasze wnioskowanie. Dane, do których ma dostęp mogą być niereprezentatywne. Dlatego w ogromnej większości nasze „intuicyjne” wnioski będą raczej wyrazem naszych uprzedzeń, emocjonalnych uwarunkowań i podobnych ograniczeń. „Ja nie potrzebuje badań, wystarczą mi moje uprzedzenia!” brzmi już nieco inaczej, prawda?

 

Niekiedy jednak intuicja może być faktycznie przydatna w dokonywaniu trafnych ocen. Kiedy tak będzie?

Możemy (w pewnym uproszczeniu) wyróżnić trzy kluczowe obszary: ekspertyzę, szybkie decyzje w natłoku informacji oraz decyzje gdy Twój obraz siebie rywalizuje z Twoimi preferencjami. Przyjrzyjmy się im po kolei.

 

1. Ekspertyza – eksperci stają się ekspertami przez rozbudowę mentalnych modeli w zakresie swojej specjalizacji. Te modele działają w dużej mierze poniżej progu świadomości. Pozwalają ekspertowi „wyczuć” że coś jest nie tak bez uważnej, świadomej analizy, albo docenić jakość czegoś bez szczegółowego zgłębiania tematu.

Jeśli jesteś ekspertem w jakiejś dziedzinie, w zakresie tej dziedziny możesz zwykle zdać się na intuicję. Należy być ostrożnym jedynie w zakresie kwestii, co do których masz silne emocjonalne uprzedzenia, które mogą przeważyć na automatycznym procesie decyzyjnym. Jeśli np. święcie uważasz, że z dwóch możliwych rozwiązań jedno musi być lepsze, to będzie to wpływało na ocenę wdrożeń obydwu.

Bycie ekspertem niesie też ze sobą istotne ryzyko. Łatwo jest wyjść z „jestem ekspertem w X” na „jestem ekspertem, kropka.” Automatycznie uznać, że skoro w jednej dziedzinie intuicja daje dobre wyniki, to będzie tak w każdej innej. (Wariantem tego jest opisana już kiedyś Choroba Sceptyka.) Dlatego jeśli chcesz polegać na intuicji ze względu na swoją ekspertyzę, bardzo, bardzo pilnuj ograniczeń tejże. Nie znasz się na wszystkim.

 

2. Szybkie decyzje w natłoku informacji – intuicja normalnie słabo nadaje się do podejmowania złożonych decyzji, porównywania wielu czynników i wybierania najlepszej opcji. Świadomie, racjonalnie, jesteśmy w stanie dojść do dużo lepszych wniosków…

Jeśli mamy dość czasu.

Racjonalna analiza wymaga bowiem sporo czasu i energii poznawczej. Jeśli któregoś z tych zasobów nam brakuje, jeśli musimy podjąć złożoną decyzję w krótkim czasie, intuicyjne wnioskowanie może się okazać dużo skuteczniejsze. Ludzie, którzy mieli zaledwie pół godziny na wybór najlepszej opcji spośród kilku opisanych szeregiem różnych cech, okazywali się wypadać dużo lepiej jeśli opierali się na intuicyjnym przetwarzaniu informacji, a nie na świadomej analizie. W tak krótkim czasie byli po prostu zasypani danymi i nie mieli dość czasu na świadomą ich weryfikację. Ich automatyczne procesy były pod tym względem dużo szybsze i efektywniejsze.

Oczywiście przewaga tego systemu znika wraz ze zwiększeniem dostępnych zasobów. Jeśli mamy dość czasu na racjonalną analizę, oraz dysponujemy odpowiednimi narzędziami jej przeprowadzenia, da ona lepsze wyniki niż czysto intuicyjna decyzja.

 

3. Wybór między realnymi preferencjami, a tym jak siebie postrzegamy – wszyscy mamy jakieś wyobrażenia siebie samych. Są one często aspiracyjne. Mniej „jestem taki/ taka”, a bardziej „chcę być taką, a taką osobą”. Nawet, jak nie jesteśmy. I tu pojawia się problem często, bo wiele decyzji osobistych podejmujemy pod kątem tych naszych aspiracji. Najchętniej zrobilibyśmy pierwszy taniec na weselu do marszu imperialnego, ale jednak wypada być kulturalnym człowiekiem i wybrać jakiś klasyk muzyczny. Chcielibyśmy na ścianie powiesić ulubioną tandetną grafikę z hasłem głupim, ale fajnym… Tylko jakoś tak nie wypada, lepiej powiesić dzieło sztuki abstrakcyjnej! Chcemy myśleć o sobie jak o kimś odważnym, więc choć nijak nie pasuje to do naszych realnych skłonności, rzucamy lubianą pracę by otworzyć startup, bo przecież „trzeba brać życie pełnymi garściami i ryzykować”!

W takich sytuacjach łatwo wybrać opcję z której będziemy niezadowoleni. Nawet racjonalnie się do niej przekonać. W końcu to racjonalnie dążymy do tego lepszego obrazu siebie. Na szczęście akurat w kontekście samych siebie jesteśmy zwykle ekspertami! Intuicyjne podejmowanie decyzji odnośnie tego, z czego faktycznie będziemy bardziej zadowoleni okazuje się więc być całkiem skuteczne w tym zakresie. Badani po pół roku, ludzie okazywali się zdecydowanie bardziej zadowoleni z decyzji podjętych w oparciu o intuicyjne, niż racjonalne wnioskowanie.

 

No dobrze, wiemy już kiedy warto zdawać się na intuicję. Ale jak to zrobić w takich sytuacjach? Cóż, jak się okazuje, sposobem na to jest „zapchanie” racjonalnej analizy innym zadaniem, tak by nie integrowała w działanie automatycznych procesów. Innymi słowy, zapoznajesz się z problemem, poświęcasz resztę czasu na podjęcie decyzji realizowaniu innych zadań obciążających poznawczo (np. analizie innego problemu na który masz więcej czasu, albo po prostu wykonaniu szeregu działań matematycznych, rozwiązaniu sudoku, itp.) i tylko na chwilę wracasz pod koniec przewidzianego czasu by szybko podjąć decyzję. Taki sposób podejmowania decyzji jest zwykle mało satysfakcjonujący tu i teraz – ludzie są mniej przekonani co do jakości swojego wyboru. W ramach wskazanego powyżej zakresu da jednak faktycznie lepsze efekty, niż próby racjonalnego wnioskowania.

 

Jak widzisz, realny zakres sensownego polegania na intuicji jest tak naprawdę relatywnie ograniczony. Do tego wymaga zwykle celowego jej uruchomienia. Zdecydowanie nie dotyczy większości sytuacji, gdy ludzie mogą być skłonni mówić „intuicyjnie uważam, że…” W tych przypadkach nie mamy zwykle do czynienia  z intuicją. Mamy próbę racjonalizacji swoich uprzedzeń. Nie ma co na to marnować swojego czasu.

Jednocześnie tam, gdzie intuicja może się przydać, zdecydowanie warto z niej korzystać. Okazuje się po prostu bardziej efektywną opcją i w konkretnych zakresach można jej zaufać.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis