Choroba sceptyka

Jeśli miałbym wybrać jedną rzecz, którą staram się przekazać przez ten blog, to byłoby nią kluczowe znaczenie sceptycyzmu naukowego w rozwoju osobistym. Tak, narzędzia zmiany osobistej mogą być niesamowicie skuteczne. Mogą być też bezwartościowe lub wręcz szkodliwe. Nauczenie się rozpoznawać co jest czym jest kluczowe.

Gdy już poznasz te narzędzia, może się wydawać, że sprawa jest jasna. Rozumiesz jak działają badania. Jesteś sceptykiem. Wykorzystujesz narzędzia oparte na dowodach, a tam gdzie dowody nie są jasne, opierasz się na najlepszych jakościowo przesłankach. Historia skończona, żyli długo i szczęśliwie i skutecznie…


Niestety, życie tak nie działa. Bycie sceptykiem nie jest pojedynczą przemianą typu „było mi źle, jest dobrze.” To kwestia codziennej dyscypliny. To coś w czym, niestety, bardzo łatwo się zgubić.


Ostatnio moją banieczką social media wstrząsnęła kolejna mini-afera. Jeden z popularnych polskich sceptyków zaatakował ruchy body-positive, promujące akceptacje różnych kształtów ciała (w odróżnieniu od mocno anorektycznej i wyphotoshopowanej „stylówki”, promowanej przez media). Wbrew licznym badaniom pokazującym, że fat-shaming jedynie pogłębia problem otyłości, a większa akceptacja różnych kształtów ciała pomaga ludziom dbać o zdrowie.

Nie był to pierwszy taki przypadek w środowisku sceptycznym. Co jakiś czas komuś „odwala”. A to inny znany polski sceptyk próbował dowodzić, że ADHD to spisek i mit. A to „czterej jeźdźcy neo-ateizmu” demonstrują silne skłonności mizoginistyczne i rasistowskie, negując dyskryminacje wbrew tonom badań w temacie. Przykłady można mnożyć.

Skąd to się bierze, skoro sceptycyzm ma promować racjonalne podejście i zdrowe myślenie?

W środowiskach sceptycznych od dawna krąży termin „choroba Noblisty”. Zainspirowany Linusem Paulingiem, podwójnym noblistą, który zaczął następnie promować absurdalne tezy o mega dawkach witaminy C jako leku na wszelkie zło, doczekał się już całej „galerii niesławy”. Choroba Noblisty to sytuacja, w której uznanie ekspertyzy danej osoby w jednym obszarze jest przez nią wykorzystywane jako podstawa do założenia, że zna się w zasadzie na wszystkim, także na dziedzinach daleko poza jej polami zainteresowań i wiedzy. Nie trzeba do niej dostać Nobla – Nassim Taleb nie jest noblistą, ale jest klasycznym przykładem osoby cierpiącej na taki problem. Wydaje się, że nadmierny sukces po prostu zaślepia wiele osób i sprawia, że tracą jakąkolwiek perspektywę do swoich działań.


Podobne mechanizmy wydają się działać w czymś, co określiłem swego czasu mianem „Choroby Sceptyka”.

Jako sceptyk naukowy ulegasz regularnemu warunkowaniu. Raz za razem wypowiadasz się w dziedzinach w których opierasz się na faktach, dyskutując z ludźmi, którzy fakty widzieli gdzieś, kiedyś, daleko na obrazku i przez szybę. Pancerną. I w lustrze. No i światło nie było za dobre.

Jeśli robisz to regularnie, dzień po dniu, rok po roku, Twój mózg uczy się tego, że zwykle gdy coś Ci się wydaje prawdą… To prawdą jest.

Że gdy ktoś się z Tobą nie zgadza, to zwykle się myli.

To naturalne, mózgi tak się uczą, tworzą wzorce w oparciu o doświadczenie.

A potem te wzorce jeszcze uogólniają.


W efekcie bardzo, bardzo łatwo jest przeskoczyć ze „zwykle to co wydaje mi się prawdą, jest prawdą” na „niemal zawsze to co wydaje mi się prawdą, jest prawdą”. A potem o krok dalej…

ZAWSZE to co wydaje Ci się prawdą, jest prawdą.

ZAWSZE gdy ktoś się z Tobą nie zgadza, to się myli.

Twój mózg od razu i bez problemu znajdzie tak wiele dowodów na takie sytuacje. Efekt potwierdzenia, dysonans poznawczy i kilka innych błędów poznawczych pomogą w pozbyciu się ewentualnych wyjątków.


I tak mamy chorobę Sceptyka. Wariant choroby Noblisty. Tu i tu prowadzący do nadmiernego przeświadczenia o własnej racji w obszarach, w których nie mamy do tego ekspertyzy.


Czy jesteśmy na nią skazani, jako sceptycy?

Nie, ale jest ona nieustannym zagrożeniem. Bo bardzo, bardzo łatwo tu popłynąć.


Aby tego uniknąć, potrzeba po prostu dyscypliny.

1. Weryfikuj swoje poglądy, gdy wchodzisz na obszary, których nie jesteś pewien.

2. Wyrywkowo weryfikuj swoje poglądy nawet w obszarach w których pewien jesteś, raz na jakiś czas, na wszelki wypadek.

3. „Z pamięci” możesz w zasadzie dyskutować tylko w obszarach, które masz już wielokrotnie przerobione i w których argumenty są Ci znane.

4. Raz na jakiś czas próbuj analizować jakiś fragment swojej wiedzy i go rozpakowywać – „dlaczego tak jest?”, „dlaczego tak to działa?”

5. Miej wokół siebie osoby, które w razie potrzeby „kopną Cię w głowę” i czasem ich nawet słuchaj ;)

6. Dbaj o to by nie ulegać sceptycznemu elityzmowi, podziałowi na „nas, zdrowo myślących” i „ich, oszołomów”. Jesteśmy ludźmi. Podatnymi na błędy poznawcze. Wkręcającymi się w bzdury. Wszyscy.


Bo sceptycyzm jest czymś zbyt cennym, by go wypaczać takimi odlotami.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis