Rozwój neurotypowy, czyli jak narracje rozwoju osobistego ignorują kwestie neuroatypowości

Neurotypowość (lub neurologiczna typowość) to termin opisujący osoby o typowej neurologii, w kontraście do osób neuroatypowych lub neuroróżnorodnych, a więc o “okablowaniu” mózgu odmiennym od typowego w danej populacji. Neurotypowość pierwotnie pojawiła się w kontekście dyskusji o autyzmie jako wygodny opis na osoby nie-autystyczne, z czasem jej znaczenie zostało rozszerzone także na inne kwestie związane z nietypową budową i/lub funkcjonowaniem mózgu. Do osób neuroatypowych zaliczamy więc obecnie osoby na spektrum autyzmu, ale też osoby z ADD/ADHD, zaburzeniami koordynacji, czy różnego rodzaju problemami psychologicznymi. Gdy zaś mówimy o osobach nienależących do tej kategorii, mamy do czynienia właśnie z osobami neurotypowymi.

 

Tu właśnie pojawia się jeden z dużych problemów związanych z rozwojem osobistym. Większość materiałów tworzonych i oferowanych w ramach rozwoju osobistego – książek, kursów, itp. – jest bowiem tworzona nawet nie tyle z perspektywy neurotypowej, co bez świadomości, że jakakolwiek inna perspektywa mogłaby w ogóle istnieć. Jest to dodatkowo wzmacniane błędną, ale popularną w rozwoju koncepcją “skoro zadziałało to dla mnie, to zadziała i dla innych”, na której zresztą opiera się duża część marketingu rozwojowego. (“Osiągnąłem taki, a taki sukces w zrzucaniu wagi/zarabianiu pieniędzy/uczeniu się/podrywaniu i pokażę Ci jak Ty też możesz to zrobić!” oraz “Oto wywiady/luźne analizy zachowań ludzi, którzy osiągnęli sukces, na podstawie ich powiemy Ci jak Ty to możesz zrobić!”)

Jest to tym większym problemem, że w dość naturalny sposób osoby neuroatypowe będą miały dużo większą tendencję do sięgania po materiały i narzędzia z rozwoju osobistego. Po prostu, nasze społeczeństwo jest dopasowane pod neurotypowych, mniej więcej w ten sposób, jak dopasowane jest pod praworęcznych. I tak jak osoby leworęczne napotykają w swoim życiu więcej przeszkód (i mniej podpórek tam gdzie ich by szukały), tak samo osoby neuroatypowe będą częściej zderzać się z granicami społeczeństwa, które nie bierze pod uwagę ich istnienia. Często takie osoby nie będą w ogóle świadome np. swojego ADHD, dorosłego autyzmu czy depresji. Będą więc napotykały problemy tam, gdzie nikt inny -jak im się wydaje – takich problemów nie ma. W tej sytuacji typowym zachowaniem jest poszukiwanie przyczyn i możliwości zmiany sytuacji, a narzędzia rozwoju osobistego będą często obiecującym rozwiązaniem. W końcu obiecują lepszą organizacje czasu – coś czego potrzebuje osoba z ADHD! Lepsze samopoczucie i więcej energii, idealne dla osoby z depresją! Sposób na lepsze dogadanie się z ludźmi, coś dopasowanego do wielu osób na spektrum autyzmu czy z zaburzeniami lękowymi w kontekście lęku społecznego! To wszystko sprawia, że proporcjonalnie więcej osób neuroatypowych będzie sięgało po temat rozwoju osobistego…

 

I zderzy się ze ścianą, która może jeszcze tylko pogłębić ich problemy, złe samopoczucie czy wątpliwości co do siebie samych.

Założenie neurotypowości jest bardzo głęboko osadzone w większości materiałów rozwoju osobistego. Jest tak między innymi ze względu na filozofię stojącą u podstaw tej dziedziny (którą poruszałem już w oddzielnym wpisie), z jej silnymi nurtami merytokracji, kultu sukcesu i sprawczości. Prowadzą one do założenia, że wszyscy startujemy z tego samego miejsca. To oczywiście nie jest prawdą nawet u osób neurotypowych, ale jest tym bardziej nieprawdą w kontekście neuroatypowości.

 

Neurotypowa porada rozwojowa mówi o tym, by skupić się na wybranym celu i pozbyć się dystraktorów. Dla osoby z ADD/ADHD jest to jednak coś nieporównywalnie trudniejszego i proste nakłanianie by to zrobić naprawdę nie będzie wystarczające.

Neurotypowe sugestie odnośnie samopoczucia mówią by po prostu myśleć pozytywnie, mniej się przejmować, zacząć coś robić by energia i motywacja same się pojawiły itp. Dla osoby z depresją będzie to nieporównywalnie trudniejsze.

Neurotypowe sugestie mówią o tworzeniu lepszych nawyków żywieniowych, podejmowaniu lepszych decyzji, itp. Dla osób z insulinoopornością czy zaburzeniami hormonalnymi będzie to wielokrotnie trudniejsze, niż dla osób neurotypowych, a nawet gdy zdołają to zrobić, to efektywność zmiany będzie drastycznie mniejsza.

Neurotypowe ćwiczenia często polegają na wizualizacji. Osoby z afantazją niezdolne są do wizualizowania czegokolwiek.

 

To oczywiście tylko kilka przykładów tego, jak neurotypowość przenika klasyczne podejścia rozwoju osobistego. Nie ma w tym raczej złej woli twórców rozwoju (przynajmniej pierwotnie, o wtórnej złej woli jeszcze porozmawiamy). Po prostu, często brak tu świadomości, że coś takiego jak neuroatypowość w ogóle istnieje. Że inni ludzie działają według nieco innych zasad niż my sami oraz, że to nie jest tak, że oni sobie arbitralnie te zasady wybrali i teraz mogą je po prostu zmienić (np. przez zmianę przekonań) i po sprawie.

Problem nakręca fakt, że jest na tyle dużo osób neurotypowych, dla których dane rozwiązania faktycznie zadziałają, że łatwo uznać, że to musi być coś nie tak z tamtymi ludźmi, którym nie działa. No bo proszę, tu działa doskonale!

 

Jest to o tyle dużym problemem, że osoby neuroatypowe często bazowo mają poczucie “ej, ze mną jest coś nie tak”. I tak czują się wyobcowane z otoczenia i ze świata w którym funkcjonują. Jeśli teraz dodatkowo jeszcze trafiają na narzędzia, które maja mieć wielką skuteczność, testują je i narzędzia te działają dla nich dużo gorzej, niż w deklaracjach, albo wcale, to bardzo łatwo uznać to za koronny, ostateczny dowód na tezę pt. “jestem ekstremalnie zjebany i nic mi nie pomoże”. To może odbierać siły i chęć do dalszej pracy nad sobą, pogłębiać problematyczne stany, jak również w wielu wypadkach utrudnić uzyskanie odpowiedniej diagnozy. Jest to tym bardziej problematyczne, że osoby neuroatypowe i tak mają w naszym społeczeństwie ciężej, a tu dochodzi im jeszcze dodatkowe obciążenie. Co więcej, to obciążenie często nie będzie tylko wywodziło się “od wewnątrz”.

Obiecałem wrócić do tematu wtórnej złej woli. Cóż, wszyscy lubimy dobrze o sobie myśleć. Co się więc dzieje, gdy ktoś oferuje rozwiązania rozwojowe i trafia na ludzi, u których te rozwiązania systemowo nie działają? Pojawia się przecież dysonans poznawczy: “skoro jestem dobrą, kompetentną osobą, to oferuję dobre, kompetentne rozwiązania, ale dobre i kompetentne rozwiązania powinny w tej sytuacji działać, a nie działają”. Jednym z najprostszych mechanizmów na poradzenie sobie z takim dysonansem jest niestety tzw. podstawowy błąd atrybucji. Uznanie, że problem nie tylko leży po stronie osoby stosującej dane rozwiązanie, ale też jest powiązane z konkretną cechą jej charakteru. Skoro tej osobie nie wychodzi, to dlatego, że jest złą, ułomną, leniwą itp. osobą. I prawda jest taka, że w kuluarach rozwojowych nie raz i nie dwa spotykałem się z takimi komentarzami na temat np. kursantów, którzy mimo wielu prób nie uzyskiwali obiecywanych efektów.

Nie chcę tu sugerować, dla jasności, że narzędzia rozwojowe zawsze musż działać, kropka. Nie ma cudownych rozwiązań. Ale napotkawszy na sytuacje, zwłaszcza powtarzalne, gdy dane narzędzie nie działa, można spróbować zacząć szukać “ok, co konkretnie tu nie działa, co mogę z tym zrobić, jak na przyszłość usprawnić taką metodę”. To jednak kosztowne emocjonalnie i poznawczo. Uznanie, że problem jest po stronie zaangażowania itp. kursanta jest bowiem dużo łatwiejsze, niż dużo bardziej zniuansowane “ej, prawdopodobnie są jakieś mechanizmy, które tutaj mogą stanąć na drodze efektywnemu zadziałaniu tej metody, przyjrzyjmy się temu jak te mechanizmy mogą wyglądać, czy to coś związanego z nieodpowiednim tłumaczeniem ćwiczenia, z jakimś nieporozumieniem w jego przekazaniu, czy takie narzędzie w ogóle nie jest dopasowane do tej osoby i trzeba zacząć od czegoś innego, itp.” Wtórny resentyment, “nie działa, bo są leniwi, nieodpowiednio zmotywowani, itp. itd.” jest po prostu łatwiejszy niż refleksja nad tym, że model ‘ja mogłem to zrobić, więc każdy może to zrobić” niekoniecznie jest trafną hipotezą.

 

No dobrze, a co – jeśli sami zajmujemy się szeroko rozumianym rozwojem osobistym – możemy zrobić, by rozwój był mniej neurotypowy i lepiej dopasowany do neuroatypowości:

a) sami zadbajmy o własną edukacje w zakresie neuroatypowości, tak by móc łatwiej dostrzec objawy sugerujące neuroatypowość i móc odpowiednio zareagować

b) unikajmy uniwersalizmów przy mówieniu czy opisywaniu narzędzi i ich skuteczności, wskazujmy na czynniki neuroróżnorodnościowe i inne, mogące wpływać na skuteczność

c) w sytuacji gdy konkretne narzędzia nie działają u danej osoby, starajmy się raczej zrozumieć schemat, który sprawia że nie działają, niż zakładajmy, że to konsekwencja jakiejś przewiny osoby której narzędzie dotyczyło

d) mówmy wprost o neuroatypowości i jej konsekwencjach, m.in. dla narzędzi rozwoju osobistego

e) odrzućmy założenie, że ludzie startują z tego samego bazowego poziomu, że zmagają się z tym samym zakresem i intensywnością wyzwań, itp.

 

Nie rozwiąże to oczywiście wszystkich problemów. Ale będzie jakimś wstępem do tematu.

 


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis