W środowisku rozwojowym od jakiegoś czasu krążą memy i artykuły inspirowane książką Toma Corleya “Rich Habits”. Kontrastują one zwykle zachowania biednych i bogatych, w oparciu o treść książki. Ich niepisaną obietnicą (a czasem wręcz obietnicą podawaną wprost) jest “rób jak bogaci, a sam będziesz bogaty”.

To silny mem, ładnie pasujący do archetypu “od pucybuta do milionera” i często powtarzanego hasła typu “pracuj ciężko i mądrze, a i Ty będziesz kiedyś bogaty”. Również same nawyki wydają się na pierwszy rzut oka takie zdroworozsądkowe i pasujące do naszych wyobrażeń i stereotypów. Nic dziwnego, że cały przekaz znajduje duże uznanie w internecie. Sęk w tym, że przy bliższej weryfikacji całość rozpada się jak domek z kart…

Rzekome nawyki bogatych vs biednych

Nawyki sugerowane przez Corleya, to np:

  1. Hazard – więcej biednych uprawiało hazard
  2. Marzenia – więcej bogatych podążało za marzeniami
  3. Cele – więcej bogatych skupiało się na realizowaniu swoich celów
  4. Zdrowie – mniej bogatych miało nadwagę, więcej bogatych ćwiczyło regularnie, bogaci jedli mniej w fast-foodach i rzadziej się upijali
  5. Czas – mniej bogatych szukało rozrywki w internecie i telewizji, więcej bogatych wstawało wcześniej i miało listę rzeczy do zrobienia
  6. Oszczędności – więcej bogatych oszczędzało 20% lub więcej dochodu
  7. Relacje – mniej bogatych plotkowało i mówiło wprost co myślą, więcej bogatych wysyłało kartki z podziękowaniami, dzwoniło z życzeniami i szukało kontaktów z ludźmi skupionymi na sukcesie
  8. Nauka – więcej bogatych czytało codziennie, więcej słuchało audiobooków, mniej bogatych czytało dla rozrywki
  9. Pozytywne podejście – więcej bogatych wierzyło że będą kiedyś bogaci, w to że ich sukces zależy od nich samych
  10. Emocje – mniej bogatych było wściekłych w ubiegłym miesiącu niż biednych

I tak dalej, i tak dalej…

Brzmi fajnie, co? Tak sensownie, tak pasuje do stereotypów. Biedni są leniwi, zewnątrzsterowni, nie kontrolują emocji, nie mają marzeń i dlatego ich nie osiągają. Miej marzenia, spisuj cele i wszystko będzie dobrze!

Co za stek pseudorozwojowego łajna.


Zacznijmy od metody, przy użyciu której autor gromadził swoje dane…

Tom Corley oparł swoje wnioski n.t. bogatych i biednych na ankietach przeprowadzonych na 233 milionerach, którzy nie odziedziczyli swojego majątku, oraz 128 osobach ubogich. Nie są to bynajmniej duże grupy, do tego nie mamy dobrych informacji o ich doborze (co mogło wpłynąć na wyniki). Uzyskane dane nie zostały również poddane żadnej poważniejszej obróbce statystycznej, choćby po to by ocenić czy różnice między grupami są statystycznie istotne (co ważne, przy grupach o różnych rozmiarach należało zastosować narzędzia biorące na to korektę…). Ot, autor po prostu stwierdza X% bogatych robi zachowanie 1, Y% biednych robi to zachowanie, X>Y, więc zachowanie prowadzi do bogactwa…

Nawet gdyby wykazane różnice były istotne statystycznie (a tego po prostu nie wiemy!), nie pozwoliłoby to na takie wnioski. Wciąż byłoby to myleniem korelacji z przyczynowością. Fakt, że nie mamy tu jakiejkolwiek analizy statystycznej, dyskredytuje jakiekolwiek próby wnioskowania.

To jednak nie koniec!

Warto bowiem sprawdzić jak wybrane zostały mierzone nawyki. Otóż… autor wyssał je z palca i umieścił w ankiecie. Dlaczego akurat te nawyki? Czemu to one miałyby być kluczowe, a nie jakieś inne? Tego nie wiemy i się nie dowiemy nigdy. Tymczasem takie rzeczy są niezwykle ważne – bo nawet gdyby te różnice były istotne statystycznie (a tego, ponownie, nie wiemy), to i tak nie wiedzielibyśmy, czy analizujemy faktycznie istotne nawyki. czy zwykły szum informacyjny.

No i w końcu były to ankiety. Osoby badane mogły chcieć odpowiadać zgodnie z tym, jaki obraz siebie powinny mieć, z pewnymi normami społecznymi, także przyjętymi podświadomie. Mogły np. zaniżać pewne wskaźniki, inne zawyżać, bo w końcu tak wypada. Nie mamy jak sprawdzić rzeczywistych ich wyników, a pozycje z ankiet były wartościujące, co sprzyja kłamstwom w odpowiedziach. Zawsze do takich danych należy podchodzić z dużą dozą sceptycyzmu.



Przerwa na reklamę ;)


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Wracamy do artykułu :)



Korelacja to nie przyczynowość…

No dobrze, ale załóżmy, że te dane są cokolwiek warte statystycznie, że próba była dobrana prawidłowo, że nawyki do były dobrane sensownie,że odpowiadający nie pozowali, tylko odpowiadali szczerze. Co w takim wypadku mówią zebrane dane?

Absolutnie, całkowicie nic.

Wciąż bowiem nie mamy żadnych informacji na temat tego, czy nawyki te faktycznie prowadzą do stania się bogatym. Pojawia się tu kluczowe, a często niestety ignorowane rozróżnienie między przyczynowością, a korelacją (współwystępowaniem).

Nawet jeśli dwie cechy występują razem, wciąż nie jesteśmy w stanie powiedzieć, że jedna wywołuje drugą. Mogą np. obydwie być pochodną trzeciej, nieujawnionej cechy. Dla przykładu: być może osoby, które się lepiej odżywiają, robią tak, bo zostały lepiej wychowane, przez bardziej majętnych rodziców, których wsparcie pozwoliło takim osobom też na większe ryzyko i łatwiejsze osiągnięcie sukcesu. Możemy więc próbować zmieniać styl żywienia, a tymczasem lepiej byłoby nam  poszukać jakiegoś wsparcia, które pozwalałoby nam podejmować większe ryzyko? (Oczywiście, to tylko hipotetyczny przykład, chodzi o wskazanie reguły).

Do czasu, gdy nie ustalimy, czy zebrane dane mają relację przyczynową, czy jedynie korelacyjną, niestety nie powiedzą nam za wiele.


…a przyczynowość może mieć różny kierunek

Co jednak równie istotne, nawet jeśli mielibyśmy do czynienia z przyczynowością, nie wiedzielibyśmy w jakim kierunku ona działa. Czy to ludzie wykazujący dane nawyki mają większą skłonność do bogactwa? Czy może ludzie, którzy stali się bogaci będą mieli skłonność do pewnych zachowań?

Przyjrzyjmy się powyższej liście z tej perspektywy:

  • Hazard – jako hazard u biednych traktowano kupowanie losów na loterii czy np. gry hazardowe. Ale przecież to głównie bogaci inwestują na giełdzie – co też jest formą hazardu, choć już nie jest tak liczone. Może tu istotna była definicja?
  • Marzenia i cele – gdy jesteś biedny i skupiony na najbliższym czynszu, trudno Ci myśleć bardziej do przodu o jakichś marzeniach czy celach
  • Zdrowie – bogatych stać na siłownię, osobistych trenerów, lepszej jakości jedzenie (w USA wielu biednych mieszka w tzw. pustyniach żywieniowych, gdzie NIE DA SIĘ kupić świeżych warzyw i owoców!), droższe restauracje. Mają też mniej codziennego stresu, który redukowaliby alkoholem (tudzież stać ich na alternatywy w stylu kokainy).
  • Czas – bogaci mają większą dostępną gamę rozrywek, bo ich na to stać, biednych często stać tylko na internet i telewizję; wcześniejsze wstawanie było w odniesieniu do początku pracy – mogło więc np. sugerować, że zaczynali pracę później, a nie, że wcześniej wstawali; lista rzeczy do zrobienia mogła być czymś, czego się nauczyli
  • Oszczędności – więcej zarabiasz, to łatwiej oszczędzać
  • Relacje – plotkowanie jest formą redukcji stresu i budowania koneksji, której bogaci mogą nie potrzebować; ludzie skupieni na sukcesie raczej nie szukają kontaktu z biednymi, tylko z bogatymi…
  • Nauka – bogaci mają więcej czasu i energii na lekturę, często wykonują też zawody wymagające doszkalania
  • Pozytywne podejście – nic dziwnego, że bogaci widzieli źródło swojego sukcesu w sobie – to typowe zjawisko psychologiczne, by przypisywać sobie sprawstwo dobrych działań
  • Emocje – biedni mają generalnie dużo więcej stresu, więc nic dziwnego, że i częściej puszczają im nerwy

Dla jasności – NIE WIEMY które wytłumaczenie jest trafne. Możliwe, że obydwa są nietrafne, możliwe, że obydwa są trafne po części. W tym sęk, że nie da się z tego wnioskować. Należałoby dopiero ustalić, czy zebrane dane pozwalają na ustalenie przyczynowości “od nawyków do bogactwa”. A i wtedy trzeba by też sprawdzić siłę efektu (bo dany nawyk może się owszem, realnie przyczyniać do bogactwa, ale np. w 0.05%… a wymagać od Ciebie masy wysiłku) . A i wtedy nie mamy gwarancji, bo mogły się zmienić warunki…


Różnice w czasie i przestrzeni

To, co dzisiaj robią milionerzy jest dla nas przy tym mniej interesujące, niż odpowiedź na inne pytanie – co robili stając się milionerami? Oraz czy dziś te same metody by zadziałały?

W końcu ich dzisiejsze nawyki, nawet jeśli pozwalałyby im podtrzymać majątek, nie muszą pomagać w jego pierwotnym zgromadzeniu (a mogą nawet szkodzić). Inaczej trenujesz i jesz starając się zrzucić wagę, a inaczej tylko utrzymując obecną – czemu więc w kontekście majątku takie podejście miałoby nie obowiązywać? A środowisko biznesowe zmienia się szybciej, niż ludzka biologia, więc pojawia się dodatkowo kwestia skuteczności technik w czasie. Metody, które działały 5, 10 czy 30 lat temu mogą dziś po prostu nie działać. Dlatego nawet, gdybyśmy doszli do tego co pomogło obecnym bogaczom się wzbogacić… wciąż nie wiedzielibyśmy, czy pomoże to nam…

To samo dotyczy zresztą miejsca – coś, co działa w USA niekoniecznie musi działać w Polsce (i vice versa), choćby ze względu na różnice w poziomie zaufania społecznego czy otwartości. W USA można zacząć gadkę z sąsiadem w kolejce w markecie i sprzedać mu swoją usługę. W Polsce raczej bym na to nie liczył ;)


Jak widzisz z powyższych uwag, próby wnioskowania w stylu Corleya są absolutnie nieuprawnione. W zasadzie wystarczyłoby je zamknąć hasłem “korelacja nie oznacza przyczynowości”, ale celowo zdecydowałem się wyliczyć większą ilość błędów i problemów z takim podejściem. (Wciąż nie są to wszystkie!) Moją intencją było tu pokazanie jak trudno jest w rzeczywistości dojść do prawdy n.t. tak złożonych zjawisk. Dlatego trzeba je szanować i nie rzucać się pochopnie na proste rozwiązania i metody…


Żerowanie na stereotypach

Nie powinno nikogo chyba dziwić, że Corley zrobił ze swojej ankiety spory biznes i sprzedaje swoim klientom mowy motywacyjne o tym jak stać się bogatymi. I ludzie kupują.

Model biznesowy jest tu prosty – bierzemy popularne stereotypy w danej kulturze (biedni są biedni bo są leniwi i nie mają dobrych nawyków, bogaci są bogaci bo ciężko pracują i mają dobre nawyki) i sprzedajemy ludziom takie rzekome oczywistości, wraz z “przepisem” dla nich samych. To działa (dla sprzedawców), bo:

  • potwierdza ludzkie stereotypy, a to przyjemniejsze emocjonalnie, niż ich podważenie
  • pozwala słuchaczom poczuć się lepiej od pewnej wyimaginowanej grupy leniwych biednych
  • pozwala słuchaczom poczuć się bezpieczniej, bo coś wielkiego i złożonego i trudnego – jak zgromadzenie bogactwa – zostaje zamknięte w pięknych, prostych hasłach i regułach (zwykle również potwierdzających stereotypy słuchaczy)
  • daje słuchaczom poczucie, że coś robią ze swoim życiem, choć w praktyce tylko wyrzucają pieniądze

W ten sposób, sprzedając znane rzeczy ludziom, którzy już w nie wierzą, guru motywacyjni typu Corleya trzepią całkiem spore pieniądze (do czasu kolejnej mody)… Ale bogacą się na tym tylko oni.


Co z tego wynika?

Oczywiście, wnioskiem z tego artykułu nie powinno być “a, super, czyli walić czytanie i zdrowe odżywianie, teraz siadam na maraton chipsy + telewizja + wkurzenie na cały świat”!

To, że dane nawyki nie prowadzą do bogactwa nie znaczy, że nie są one zdrowe czy wartościowe. Warto je często wprowadzać – ale wprowadzajmy je z realistycznych przyczyn. Także dlatego, że wtedy łatwiej nam je będzie podtrzymać i utrwalić.

I nie dajmy się kupić na tanie obietnice prostych metod na stanie się bogatym. Poza odziedziczeniem (bezpośrednim, lub pośrednim, np. przez wykorzystanie kontaktów rodziców, jak u Gatesa), względnie wżenieniem się w majątek, prostych metod na bogactwo nie ma. Nie ma w ogóle jasnych i pewnych metod. Są rzeczy które prawdopodobnie pomagają, z solidnym prior probability. I są rzeczy, które prawdopodobnie szkodzą. Większość z tych rzeczy jest dość zdroworozsądkowa i naprawdę nie musisz wydawać nie wiadomo jakich kwot na motywacyjne spędy, które miałyby Cię ich nauczyć.

A na koniec dnia jest to, czego tak bardzo wielu guru motywacyjnych nienawidzi – bo nie da się tego sprzedawać – czyli rozkład prawdopodobieństwa. Lub, mówiąc inaczej – łut szczęścia. Można udawać, że go nie ma… ale to trochę jak chodzić po polu minowym z zamkniętymi oczami,”bo póki nie widzę min, nic mi nie zrobią”.



Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis