Recenzja: Włam się do mózgu

Radosław Kotarski

Książki internetowych celebrytów wypadają bardzo różnie. Od naprawdę dobrego „Webshows” Gonciarza, aż po zupełnie tragiczne i nie warte nawet wspomnienia. O „Włam się do mózgu” Radosława Kotarskiego, twórcy vloga „Polimaty” pytaliście mnie od bardzo dawna. Książka reklamowana była tym, że autor w pół roku miał się nauczyć szwedzkiego korzystając z zawartych tam narzędzi i ogólnym osadzeniem w nauce, dla wielu z Was było to więc coś, co warto było mi podrzucić do weryfikacji. Miałem w końcu okazję przeczytać, czas więc na recenzję i sprawdzenie jak wyszło tym razem.

Krótki disclaimer – nie oglądam Polimatów. Raz czy dwa chyba kiedyś spróbowałem, nie chwyciło (choć chyba też jakoś nie obrzydziło). Nie wiem więc na ile to jak napisana jest książka pasuje do stylu samego vloga. Gdy dzieliłem się na Facebooku na żywo wrażeniami z lektury, w tym klęciem na styl, część reakcji miałem pt. „no czego się spodziewałeś biorąc pod uwagę kanał”, inne zaś „jestem fanem kanału, interesuje mnie temat książki, przez styl zupełnie się od niej odbiłem”. Jednocześnie znam osoby, którym styl zupełnie nie przeszkadzał. Nie jestem więc w stanie ocenić na ile to, czy podoba Ci się vlog wpłynie na wrażenia z książki.

Te są, cóż… Dla mnie w najlepszym razie przeciętne. A i to ignorując styl, za który bardzo doskwiera – zwłaszcza w tym temacie.

No właśnie, zacznijmy od tego stylu. Moje pierwsze komentarze przy lekturze książki, notowane „na żywo” na FB:

Na razie styl nieco irytuje i męczy, no ale też nie jestem w jego widowni docelowej. Zobaczmy jak treści.”

Ależ to jest wkurwiajacy styl”

I przy tym lanie wody.”

To nie jest tylko przegadane, to jest rambling…”

Dalej nie było lepiej, choć byłem przynajmniej w stanie zoperacjonalizować co jest nie tak. Książka to ogromne lanie wody, do tego z wstawkami (tak w treści, jak i na marginesach) na ogromną ilość tematów pobocznych. Jest to problematyczne z kilku powodów, z których najważniejszy, co ciekawe, podaje sam autor w jednym z rozdziałów… Tyle, że ewidentnie nie rozumie tego co pisze. Wskazuje bowiem na badania pokazujące, że jeśli zarzucimy odbiorcę zbędnymi, nie powiązanymi z sednem informacjami, to gorzej zapamięta przekaz, który dla niego mamy. I pisze o tych badaniach dosłownie STRONĘ po tym jak sam wrzuca teksty typu „*nie wiemy do końca skąd pochodzi to powiedzenie (pierwsze koty za płoty-Art), profesor Bralczyk uważa, że (…)”. Innymi słowy, książka o skutecznej nauce została napisana z ignorowaniem podstawowych prawideł skutecznej nauki, które autor sam w niej przytacza…

To, niestety, przejaw szerszego problemu książki. Kotarski przywołuje badania, ale ich nie rozumie. Nie wydaje się nawet ich próbować zrozumieć. Gdy parę razy próbuje o czymś pisać głębiej, to pisze bzdury na poziomie $!@$!@ Ohme. (Tak, jest tak źle!) Pisze np.o EEG i różnicach w aktywacji mózgu przy uczeniu się jako dowodzie na wrodzoną zdolność do szybszego przyswajania informacji… Co jest taką bzdurą, że głowa mała. Ma też potworne problemy z dość podstawowymi pojęciami w omawianym zakresie. Miesza rodzaje pamięci (potrafi zasugerować, ze pamięć krótkoterminowa – liczona w sekundach! – zanika po DOBIE). Wydaje się nie być świadomym podstawowego rozróżnienia na zapamiętywanie, utrwalanie i przywoływanie, zlewając zapamiętywanie i utrwalanie w jedno. W kontekście psychologii i pamięci boli to szczególnie – zwłaszcza, że o tym jest ta książka – ale podobne przejawy ignorancji i płytkiego rozumienia (takie powtarzanie na Dreyfus 1) widziałem w zasadzie w każdym temacie którego tykał, a z którego sam miałem więcej niż powierzchowną wiedzę. W połączeniu z przegadaniem i milionem zbędnych treści było to potwornie irytujące i męczące. Wypychanie książki bez realnej wartości jest dla mnie jednym z największych możliwych grzechów autora. 

Gorszym jest tylko gadanie bzdur. Na szczęście, gdy już przeszedł do konkretnych narzędzi uczenia się, bzdur tam specjalnie nie było… Było tylko płytko… I wtórnie. Ok. 90% technik podanych w książce to bowiem różne odmiany jednego konkretnego narzędzia, reinterpretacji poznawczej. Innymi słowy: jeśli chcesz lepiej zapamiętać daną treść, aktywnie się na niej skup i zrób z nią coś. Np. fizycznie odegraj, albo przekształć w ramach mnemotechniki. Praktycznie każda metoda zawarta w książce sprowadza się, pod spodem, do tego pojedynczego rozwiązania. Fakt, że autor tego nie ogarnął był dla mnie wręcz bolesny poznawczo. To naprawdę poziom wnioskowania, który jest w stanie ogarnąć relatywnie inteligentny czytelnik po jednej lekturze, a co dopiero ktoś, kto miał temat zgłębiać i podjął się pisania z niego książki! Nie znaczy to, że książka nie ma wartości. Trochę ma. Tylko mogłaby być jednym dłuższym artykułem na blogu i zawierać dokładnie tyle samo wartościowej treści. W takim formacie w jakim została wydana jest potwornie rozczarowująca. Co więcej, jest na tyle droga, że w tej cenie prawdopodobnie można spokojnie wykupić ZARÓWNO „How to teach so students learn” Sprenger jak i „Peak” Ericssona i mieć idealne combo do uczenia się, skrajnie przebijające ten tomik.

 

Nie jest to szajs. Nieco z tych informacji może być przydatnych – jeśli przebrniesz przez styl. Jest to natomiast potwornie rozdmuchane i rozlane. Jest pozbawione jakiegokolwiek realnego wglądu w poruszany temat. Jest oparte, w większości, na dość starych publikacjach i zdecydowanie nie nadąża z nowymi trendami i nową wiedzą. Nie robi masy kluczowych rozróżnień (np. to jak odmiennie uczą się laicy i eksperci), które byłyby potrzebne, żeby zrobić DOBRĄ książkę w temacie.

Zostaje rozczarowanie i zmęczenie przegadaniem. (Mogło być gorzej – mogło być przegadane, nieczytelne i napuszone, choć tego ostatniego udało się uniknąć.

Poziom: S1 – absolutne podstawy

Ocena: 2.5/5 – męczący styl, powtarzalne i rozlane, choć te nieliczne rady które są, mają realne uzasadnienie

Książkę możesz dostać np. TUTAJ


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis