Praca emocjonalna i jej koszta w życiu

Są prace, które cenimy i szanujemy. Są też takie, które ignorujemy i ich nie dostrzegamy. O ile praca fizyczna, jako łatwo widoczna, była doceniana w zasadzie zawsze, o tyle dopiero jakiś czas temu zaczęliśmy jako społeczeństwo doceniać pracę koncepcyjną czy kreatywną. Są też takie rodzaje pracy, których do dziś nie zaczęliśmy porządnie doceniać, albo i wręcz zauważać. Jedną z nich jest tzw. praca emocjonalna, która ma ogromne znaczenie w relacjach intepersonalnych, ale też w organizacjach czy pracy okołoterapeutycznej. Czym jest taka praca?

 

Praca emocjonalna to emocjonalne wsparcie drugiej osoby.

To dawanie jej walidacji, podkreślanie jej wartości, wskazywanie na to, że to co robi jest dobre.

To dawanie jej przestrzeni na powiedzenie o swoich emocjach, troskach, obawach i nadziejach w bezpiecznym, nieoceniającym środowisku, nawet gdy te emocje, obawy i nadzieje bezpośrednio Ciebie dotyczą.

To utrzymanie miłego nastawienia na zewnątrz, mimo, że wewnątrz czujesz zmęczenie, złość, frustrację, smutek lub podobne stany, ale nie chcesz drugiej osoby kłopotać i chcesz by było jej przyjemnie. (Patrz też: uśmiechnięta depresja.)

 

Pierwotnie termin „praca emocjonalna” odnosił się do sektora biznesowego i dotyczył takich kwestii jak uśmiechanie się do klienta i radzenie sobie z jego nieuprzejmymi zachowaniami. Z biegiem czasu zaczął być odnoszony do szerszego zakresu działań, takich jak np. nieformalne mediacje w konfliktach między współpracownikami. Szczególny sens zyskał w kontekście relacji, gdzie obejmował wszelkie zachowania opisane powyżej i wykonywane często w bardzo niezrównoważony sposób.

Pracą emocjonalną w niektórych modelach jest też kwestia troszczenia się o drugą osobę, pamiętania „za nią” o ważnych terminach i organizacja jej życia. Bycie tą osobą, która „wie gdzie co jest” i jest w stanie to wskazać. Bycie osobą, która pilnuje co ma kiedy być zrobione, wskaże palcem „weź to posprzątaj”. Bycie tą osobą, która organizuje wyjazdy i inne projekty. Która trzyma w głowie plan lekcji dzieci i pamięta które trzeba gdzie zawieźć. Absolutnie nie umniejszając tej pracy – też jest bardzo wyczerpująca i też jest absolutnie niedoceniana – wydzieliłbym ją jako oddzielną (choć bliską) kategorię „pracy mentalnej” albo „pracy organizacyjnej”. Jest tak, gdyż skłonności do takiej pracy niekoniecznie pokrywają się ze skłonnościami do pracy emocjonalnej zdefiniowanej na początku tego artykułu. Myślę zresztą, że na blogu przyda się w ogóle oddzielny artykuł o sporym zakresie „niewidzialnych” prac, które ludzie realizują, ale które są zwykle ignorowane w kontekstach takich jak PKB czy ocena obciążenia poszczególnych osób – obowiązki domowe, praca emocjonalna, praca mentalna, praca opiekuńcza (np. nad chorymi czy niedołężnymi bliskimi) i kilka pokrewnych. Natomiast na potrzeby tego artykułu pracę emocjonalną definiować będziemy jak powyżej.

 

Praca emocjonalna może się wydawać lekka w porównaniu np. z wykonywaniem prac domowych. W rzeczywistości jednak jest nieporównywalnie bardziej obciążająca. Wymaga jednoczesnej uwagi, hamowania swoich emocji i ich ekspresji, odpowiedniej ekspresji niektórych emocji wobec drugiej osoby, często pracy kreatywno-organizacyjnej. To wszystko wyczerpuje, nawet bardzo. Jednocześnie jest czymś czego zwykle nie dostrzegamy oraz co bardzo rzadko rozkłada się na równi między ludźmi.

Praca emocjonalna jest zwykle czymś, co ponadprzeciętnie obciąża kobiety w związku. (Tak, jakby tych obciążeń już było za mało…) Jest to związane w dużej mierze z socjalizacją i wychowaniem. Z jednej strony kobiety są często wychowywane w oczekiwaniu, że będą taką pracę emocjonalną zapewniać. Z drugiej, mężczyźni wychowywani są często w sposób, który nie tylko zniechęca ich do własnej pracy emocjonalnej, ale bardzo zachęca do nieproporcjonalnego obciążenia swojej partnerki w związku. Model toksycznej męskości nie tylko sprzyja wypieraniu emocji i unikaniu okazywania słabości. Zniechęca też do poszukiwania pomocy z zewnątrz – czy ze strony terapeuty, czy przyjaciół. Kobiety relatywnie często budują sobie społeczne sieci wsparcia, dzięki czemu żadna osoba w takiej sieci nie jest nadmiernie obciążona. Natomiast mężczyźni mają tendencję unikania intymności i odsłaniania się w relacjach z innymi mężczyznami. Zamiast tego mają skłonność do zamykania całego swojego życia emocjonalnego do kontaktów z kobietami. (Co w praktyce oznacza zwykle jedną kobietę z którą są w związku – w końcu inna popularna idea toksycznej męskości to „mężczyźni i kobiety nie mogą być po prostu przyjaciółmi”.) W efekcie to, co niej rozkłada się na szereg osób, często łącznie z psychoterapeutą, on w całości zrzuca na nią… Do tego często unikając tu nawet jakiejkolwiek własnej pracy, bo analiza swoich emocji jest zbyt frustrująca i łatwiej ją zbyć odburknięciem czy wymówić się zmęczeniem.

Oczywiście, to, że ZWYKLE to mężczyźni unikają pracy emocjonalnej i przerzucają ją na kobiety nie znaczy, że ZAWSZE tak jest. Zdarzają się jak najbardziej sytuacje odwrotne, czy różnego rodzaju mieszanki. Niektóre osoby mają wręcz naturalnie wyuczoną skłonność do wykonywania pracy emocjonalnej (np. zwykły pełnić taką rolę wobec któregoś ze swoich rodziców, albo i obydwojga). Taka osoba będzie często „powiernikiem” dla całej grupy przyjaciół, krewnych i znajomych, co może być dla niej absolutnie wyczerpujące. Tacy emocjonalni powiernicy nie mają zdefiniowanej płci. Podobnie również kobiety mogą mieć z różnych przyczyn słabsze więzi społeczne czy niechęć do eksploracji własnych emocji, przerzucając te kwestie na drugą osobę. Niezrównoważone relacje mogą się też przejawiać w przyjaźniach czy w rodzinach, gdzie jedna osoba „wyładowuje” swoje emocje wobec drugiej i chętnie korzysta ze wsparcia, ale nie jest gotowa na podobne wsparcie w drugą stronę.

 

Chciałbym tu podkreślić, że pisząc o dysproporcji w pracy emocjonalnej mam na myśli długoterminowe sytuacje. W każdej relacji może być tak, że jedna z osób ma gorszy okres. Rozwód, problemy w pracy, kłopoty ze zdrowiem, czy po prostu trudniejsze chwile mogą wymagać, by jedna osoba bardziej wspierała drugą. Mogą też sprawić, że druga osoba nie ma po prostu zasobów, na ten moment, by wspierać pierwszą. To naturalne i nie jest problematyczne. (Może stać się problematyczne gdy obydwie osoby przechodzą trudny okres w tym samym czasie, co jest jedną z przyczyn dla których rozbudowane sieci wsparcia są tak cenne. To jednak inna kwestia, niż ta o której tu mówię.) Problem pojawia się, gdy taki niezrównoważony układ jest domyślną relacją dwóch osób.

 

Dlaczego jest to problemem?

Podstawową kwestią w dysproporcjonalnej pracy emocjonalnej jest po prostu kwestia obciążenia. Taka praca potrafi potwornie wyczerpywać poznawczo i emocjonalnie. Dodatkowo bardzo trudno tu często postawić granicę. Następuje tu w pewnym sensie mechanizm współuzależnienia, poczucie „jeśli ja nie wesprę tej osoby, to nie ma nikogo innego i pewnie nie da sobie rady, więc chcę czy nie chcę – potrzebuję to zrobić”. To może prowadzić, obok nagromadzającego się wyczerpania, do rosnącego poczucia winy i rozdarcia między potrzebą zadbania o siebie i zadbania o drugą osobę.

W ekstremalnych przypadkach taka sytuacja potrafi doprowadzić do stanów lękowych ilekroć np. dzwoni telefon czy słyszy się sygnał komunikatora internetowego – bo może jest to znowu TA osoba, znowu trzeba będzie wykazać się cierpliwością, wsparciem i zrozumieniem, niezależnie od tego czy ma się na to siłę i ochotę czy nie. W związku odpowiednikiem takiego dzwoniącego telefonu może być np. zbliżająca się godzina powrotu drugiej osoby z pracy, gdy już wie się, że zaraz będzie kolejna tyrada o tym jak ma źle, albo kolejna sytuacja gdy trzeba taką osobę pocieszać i wspierać.

 

Nie trzeba dodawać, że taki układ może prowadzić do wypalenia, apatii, frustracji, a nawet żalu czy pogardy ze strony przeciążonej osoby. Często źródło tych emocji będzie trudne do nazwania czy zidentyfikowania. Ponieważ większość ludzi nie nazywa emocjonalnej pracy, nie bierze też jej pod uwagę przy analizie przyczyn swojego samopoczucia. Żal do drugiej osoby może więc być racjonalizowany na różne sposoby, czasem niemal absurdalne. Niewyrzucone śmieci czy za późno odwołane spotkanie mogą stać się formalnej pretekstem do kłótni czy wręcz zerwania wieloletniej relacji, w której pod spodem w rzeczywistości fermentowała silna nierównowaga w pracy emocjonalnej.

 

Innym realnym zagrożeniem wynikającym z nierównowagi w pracy emocjonalnej jest reinterpretacja relacji w związku. Może tam nastąpić tzw. parentyfikacja, przesunięcie relacji równościowej na relację rodzic/dziecko. To zaś prosta droga między innymi do zaburzenia relacji intymnych w takiej parze czy utrudnień w utrzymaniu równowagi w związku. Dodatkowo, osoba znajdująca się w roli dziecka może w takim układzie mieć tendencje do jeszcze większego polegania na drugiej, co dodatkowo napędza spiralę problemu.

 

Jakby więc na to nie patrzeć, przewlekła nierównowaga w pracy emocjonalnej może być bardzo niekorzystna. Jak sprawdzić, czy w danej relacji się w niej nie znajdujemy?

 

Sygnały, że druga osoba w relacji (związku, przyjaźni, relacji rodzinnej) może się migać od pracy emocjonalnej:

 

1. Powtarzalne unikanie rozmów na poważne tematy

Jeśli ilekroć próbujesz poruszyć kwestie obciążające emocjonalnie, mówić o swoich problemach, itp. druga osoba jest zbyt zmęczona, wyraźnie demonstruje, że nie ma sił ani chęci, jest to sygnał, że jest tu coś nie tak. Jeśli poruszenie jakiegoś tematu wywołuje głębokie westchnienie i kręcenie oczyma czy inne sygnały, że nie należy tego tematu poruszać, to jest to sygnał, że sytuacja jest problematyczna. Jeśli razem uczestniczycie w procesie terapeutycznym i druga osoba ewidentnie go sabotuje – unika sesji pod byle wymówką, nie wykonuje prac domowych, „nie pamięta” co było na poprzedniej sesji – coś jest narzeczy.

Dla jasności: każdy ma prawo danego dnia mieć dość. Każdy ma prawo być zmęczony jakimś tematem. Każdy ma prawo raz na jakiś czas nie przygotować się do terapii. Problemem jest powtarzalność takich sytuacji. Problemem jest jeśli nigdy nie jest dobry dzień na poruszenie danej kwestii. Jeśli usłyszysz „dzisiaj nie mam siły o tym mówić, czy możemy jutro” i jutro faktycznie do rozmowy dojdzie, albo wręcz druga osoba sama ją zainicjuje, jest ok. Natomiast jeśli druga osoba woli nie wkładać wysiłku w poruszenie tych trudniejszych kwestii, bo wygodniej jest jej by wisiały w powietrzu między Wami, zrzucając na Ciebie poradzenie sobie z tą sytuacją… To jest to sygnał ostrzegawczy.

 

2. Strzelanie fochów, „coś wiszącego w powietrzu”

Anglicy mają na to dobry termin „brooding”, którego polski odpowiednik „zadumanie” niestety niezbyt dobrze oddaje ponurą, przesyconą żalem i pasywno-agresywną naturę tego zachowania. Polskie zadumanie jest w swoim wydźwięku dużo bardziej pozytywne. Tu zaś chodzi o pewnego rodzaju niewypowiedziane napięcie. Jest ono pochodną tego, że nieprzepracowane emocje nie znikają same w sobie. Jeśli zostawiamy je by się „kisiły”, to cóż… Normalne kiszonki mają dość charakterystyczny zapach często. Emocjonalne również potrafią nieźle cuchnąć.

Foch jest przy tym pasywnym przerzucaniem na drugą osobę ciężaru sytuacji. „Coś” jest na rzeczy, to widać, słychać i czuć. Co konkretnie? Tego już nie usłyszysz, musisz zgadywać i starać się „wyciągać” problem od drugiej osoby. To obciąża emocjonalnie Ciebie, a jej pozwala uniknąć dużej części pracy – samodzielnego nazwania tego co doświadcza, znalezienia odpowiedniego momentu na poruszenie tego z Tobą, itp.

 

3. Czujesz wyczerpanie choć nie wiesz czym

Praca emocjonalna jest wyczerpująca. Nawet bardzo. Jest też w dużej mierze niewidzialna, także dla osoby która ją wykonuje. Możesz się więc obudzić z nieoczekiwanym poziomem wyczerpania, choć przecież wydaje się, że nie pracujesz aż tak dużo, sypiasz normalnie, odżywiasz się ok, nie masz jakoś dużo problemów czy zmartwień. A jednak brak Ci energii.

Inną oznaką dużej pracy emocjonalnej może być znikający czas. „Spędziłem dwie godziny wspierając znajomego/ą telefonicznie” jest czymś, co rzadko przychodzi nam na myśl gdy myślimy o tym co stało się z naszym dniem. Jeśli takich znajomych jest dużo, mogą niesamowicie pożerać czas.

(Oczywiście w jednym i drugim przypadku możliwe są też inne przyczyny. Zachęcam po prostu do rozważenia pracy emocjonalnej jako jednej z wielu możliwości.)

 

4. Blokowanie rozwiązań 

Ilekroć proponujesz jakieś rozwiązania sytuacji, druga osoba zbija Twoje pomysły. Nie ma siły, chęci, energii, tego się nie da zrobić, nie ma o czym gadać. Dotyczy to nie tylko kwestii poważniejszych rozmów (te poruszaliśmy w punkcie pierwszym), ale dowolnych rozwiązań sytuacji jakie poruszacie i jakie proponujesz. Jeśli druga osoba odmawia włożenia energii w poszukanie jakichś rozwiązań, jeśli nie przygląda się Twoim tylko z góry je odrzuca, jeśli ewidentnie szuka tylko pretekstu by stwierdzić, że dana rzecz nie zadziała, jest to silny sygnał, że coś może być nie tak.

 

5. Pomniejszanie i odrzucanie Twoich emocji

Osoba unikająca pracy emocjonalnej nie tylko przerzuca swoją pracę na Ciebie, unika też takiej pracy względem Ciebie. Nie tylko nie chce przyjrzeć się swoim emocjom, również Twoje są dla niej problematyczne. Będzie więc mieć tendencję do trywializowania, pomniejszania i negowania Twoich emocji. W końcu jeśli „przesadzasz”, albo po prostu nauczysz się nie mówić o swoich emocjach z tą osobą, to ona nie będzie musiała wydawać energii na poradzenie sobie z nimi!

Oczywiście, czasem faktycznie przesadzamy, nadmiernie przejmujemy się jakąś kwestią i z dystansu sprawa wygląda inaczej. Żaden z tych punktów nie jest decydujący. Każdy jest pewną wskazówką, a im więcej ich występuje na raz, tym silniejszy sygnał dają.

 

6. Zbytnie usprawiedliwianie drugiej osoby

Jak już mówiliśmy, w takiej nierównowadze emocjonalnej można znaleźć ślady współuzależnienia. Jeśli nieustannie racjonalizujesz zachowanie drugiej osoby, jeśli raz za razem tłumaczysz sobie, że zachowuje się tak, bo po prostu jest przemęczona, zestresowana, a w ogóle to ten rok jest taki, że trudno inaczej reagować i nic dziwnego… To pytanie brzmi kiedy byłby ten moment, w którym należałoby przestać tą osobę usprawiedliwiać. Jeśli tego punktu nie ma, to coś z tą relacją jest nie tak. Jeśli jest – upewnij się, że faktycznie się tej granicy trzymasz.

 

7. Niechęć do pracy nad sobą

Osoby unikające pracy emocjonalnej wykazują dużą niechęć do pracy nad sobą. Przy czym nie chodzi tu o pracę nad sobą w poprozwojowym znaczeniu, o rzeczy typu „bądź lepszy każdego dnia”. Chodzi raczej o odrzucanie takich opcji jak podjęcie własnej (lub wspólnej) terapii, czy szukanie pretekstów by jak najszybciej taką pracę zakończyć.

 

8. Czujesz poczucie winy na myśl o postawieniu granic

Ostatnim sygnałem na który warto zwrócić uwagę jest własna reakcja na myśl o postawieniu granic takiej osobie. O powiedzeniu jej czegoś w stylu „Ej, wiesz co, nie mam dziś siły gadać o Twoich problemach. Jeśli może poczekać, daj znać za dwa dni. Jeśli nie, proszę, poszukaj kogoś innego.”

Jeśli myśl o takim zachowaniu wywołuje u Ciebie silny opór, poczucie winy („to z kim ta osoba pogada jak nie ze mną?”), obawy o drugą osobę, itp… To jest to bardzo silny sygnał ostrzegawczy.

 

 

Jak poprawić kwestie pracy emocjonalnej w swoich relacjach?

Może już wiesz, że jest źle. Może dostrzegasz u siebie skłonności do nadmiernej pracy emocjonalnej lub nadmiernego obciążania nią partnera/ki, przyjaciół czy krewnych. Jak można to zmienić?

 

1. Zanim obciążysz kogoś pracą emocjonalną, zapytaj, czy ma na to zasoby i energię

To może być coś tak prostego jak „słuchaj, zależy mi na poruszeniu tej kwestii, czy jesteśmy w stanie o tym teraz porozmawiać?” albo „wiesz, potrzebuję się wygadać o jednej sprawie, masz energię by mnie wysłuchać?” Po prostu upewnij się, że druga osoba jest w stanie przyjąć to, co chcesz na nią zrzucić ZANIM to zrobisz. Zakładanie, że w razie czego Ci przerwie i da znać, że nie ma siły jest niestety hiperoptymistyczne i mocno nierealistyczne.

 

2. Sprecyzuj oczekiwania

Część nierównowagi w pracy emocjonalnej może być też pochodną tego, że jedna z osób stara się zrobić za dużo. Więcej, niż druga osoba potrzebuje. Dlatego często dobrze jest jasno dopytać czego druga osoba faktycznie od Ciebie potrzebuje. Może nie musisz kombinować nad rozwiązaniami, druga osoba potrzebuje się po prostu wyładować i wygadać i tyle? Może mniej jej chodzi o samą pracę emocjonalną, a bardziej np. o poczucie samotności, a na razie tylko gadając o problemach potrafi budować kontakt społeczny?

 

3. Zwracaj uwagę na swoje potrzeby i stawiaj granice

Jeśli czujesz, że masz dość, zacznij o tym mówić. Wiem, że może to być trudne. Dobra wiadomość jest taka, że z biegiem czasu robi się łatwiejsze. Jeśli druga osoba ignoruje Twoje granice, być może warto sprawę eskalować.

 

4. Buduj (i zachęcaj do budowania) sieci wsparcia

Sieci wsparcia społecznego są bardzo ważnym czynnikiem w kontekście zrównoważonej pracy emocjonalnej. Im bogatsza Twoja sieć, tym mniejsza szansa że będziesz nadużywał jednej-dwóch osób z tej sieci. (I podobnie w przypadku drugiej osoby, jeśli to Ty jesteś osobą normalnie „nadużywaną” emocjonalnie.)

 

5. Jeśli masz obawy czy problemy z wyrażaniem emocji, rozważ psychoterapię

A potem po prostu na nią pójdź, bo to zdecydowanie warto przepracować.

 

6. Zaakceptuj, że może być trudno

Tak, praca nad własnymi emocjami może być naprawdę trudna i nieprzyjemna. Ale długoterminowo daje duże efekty. Dlatego, jakkolwiek nie byłoby trudno, warto zaakceptować to wyzwanie na początek i zgłębić się w temat.

 

Praca emocjonalna może być ogromnym i zupełnie niedostrzeganym obciążeniem. Warto to zmienić.

 


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis