Niewidzialne prace w naszym świecie

W poprzednim wpisie zająłem się tematyką pracy emocjonalnej, jako jednej z “niewidzialnych prac”, jakie wykonujemy w świecie, ale o których nie myślimy zwykle. A to istotne, bo jak ich nie nazywamy i nie myślimy o nich, to zwykle również ich nie doceniamy ani nie nagradzamy. Nie byłoby w tym może nic złego gdyby nie fakt, że prace te nieproporcjonalnie obciążają jedną połowę ludzkości – kobiety. W efekcie pracują one więcej, wymaga się od nich więcej, ale jednocześnie za tą dodatkową pracę ich się nie nagradza.

Przyjrzenie się tym pracom i ich nazwanie jest pierwszym krokiem do tego, by móc coś z tym problemem zrobić.

Czy warto o tych pracach mówić?

Gdy już porusza się niewidzialne prace, często próbuje się temat szybko zakopać pod dywan.  Zwykle argumentuje się przy tym, że w sumie może nie mają one jednak takiego znaczenia. W końcu nie wlicza się ich do PKB, nie prowadzą więc do wzrostu gospodarczego czy bogacenia się kraju. Cóż, z tym podejściem jest jeden kluczowy problem – uznaniowość miary.

Bo widzisz, PKB to fascynująca rzecz. Sprawia wrażenie twardego ekonomicznego wskaźnika, a tymczasem jest absolutnie i całkowicie umowny. To co się wlicza do PKB, a czego nie wliczamy jest tak bardzo subiektywne, jak to tylko możliwe. W zależności od tego jaką metodologię przyjmiemy (np. czy wliczymy szarą strefę, czy nie), PKB może się drastycznie zmienić. Nie ma tu też “prawidłowej” metodologii. PKB i tak może być wartościowy – nawet ograniczona miara i tak coś nam mówi. Po prostu daleko mu do ostatecznej wyroczni.

 

Tym bardziej, że dokładnie ta sama praca, dająca te same efekty może być w jednym przypadku wliczana do PKB, a w drugim nie. Załóżmy, że jesteś szefem kuchni w knajpie i robisz dla klienta omlet. Ta praca będzie wliczona do PKB. Jeśli jednak wrócisz do domu i zrobisz ten omlet dla swojego dziecka, nie będzie to wliczone do PKB – choć pracę wykonaliśmy taką samą. Nie chodzi też o pokrewieństwo – jeśli Twój syn zamówiłby ten omlet w restauracji i zapłacił, Twoja praca liczyłaby się do PKB. Ale nie chodzi też o miejsce, bo gdybyś zrobił go dla niego sam w tej restauracji jako prezent od szefa kuchni, to znów ta praca nie liczyłaby się do PKB. Jak więc widzisz, bardzo łatwo o pracę Schrodingera – jednocześnie będącą i nie będącą w PKB.

Jasne, większość z nas nie jest zawodowymi szefami kuchni. Ale i tak wykonujemy takie i inne prace. Choćby sprzątanie czy pranie – są przecież specjaliści, którzy się tym zajmują i jeśli byśmy ich do tego wynajęli, to już liczyłoby się do PKB. Niektórzy uciekają od problemu określając taką pracę jako oczywistą czy domyślną, coś co “każdy robi”, ale to jest absolutnie umowne. Np. są dzielnice w czeskiej Pradze gdzie trudno o mieszkanie z normalnie wyposażoną kuchnią. Bo ludzie tam praktycznie nie gotują obiadów, tylko tradycyjnie chodzą do lokalnych knajpek. W tych dzielnicach umowne jest płacenie za taką pracę, choć w innych umowne jest robienie jej samemu, bezpłatnie. W zależności od kraju i metodologii badania, taka bezpłatna praca w domu odpowiada między 20 i 50% dodatkowego PKB kraju. Innymi słowy, gdyby praca ta była wynagradzana po stawkach rynkowych (które i tak są dla tego rodzaju pracy dość niskie!), PKB kraju urosłoby między 20 i 50%. Jeszcze innymi słowy – ludzie dają się okradać na między 20 a 50% krajowego PKB rocznie, robiąc za darmo coś, co powinno być płatne.

Tak, argument o okradaniu jest dość ostry. Celowo. Po prostu nie wyobrażam sobie kogoś, kto mógłby logicznie argumentować np. za tym, że podatki to kradzież – z czym się nie zgadzam, ale co jest popularnym argumentem w pewnych środowiskach – i JEDNOCZEŚNIE spójnie twierdzić, że taka praca bezpłatna nie jest kradzieżą, tylko np. małżeńskim obowiązkiem. A dlaczego wspominam o małżeństwie? Bo bezpłatna praca jest w nieproporcjonalnym stopniu obciążeniem kobiet w związkach. Nawet w najbardziej równościowych krajach jak Szwecja robią jej przeciętnie o 30 minut więcej niż ich partnerzy. W Polsce różnica to średnio 4.5 godziny dziennie! (I mowa tu o parach gdzie obydwie osoby pracują na etacie!) Być może to wyjaśnia czemu małżeństwo poprawia długowieczność mężczyzn, ale skraca życie kobiet – biorą na siebie po prostu dodatkowe obowiązki bez wystarczającego wsparcia. A to, cóż, przekłada się na ich stan zdrowia. Z kolei mężczyźni są w tym układzie odciążeni, co przekłada się na ich długowieczność.

Praca bezpłatna to właśnie te wszystkie obowiązki domowe, które realizujemy, ale których nie wliczamy do PKB ani nie traktujemy jako “prawdziwej” pracy. Tymczasem często jest ona równie lub bardziej obciążająca, niż praca zawodowa.

 

W ramach pracy bezpłatnej warto wyróżnić też dwie dodatkowe podgrupy – pracę wychowawczą i pracę opiekuńczą. Obydwie również wykonywane są w nieproporcjonalnie większym stopniu przez kobiety.

Praca wychowawcza, czyli szeroko rozumiane zajmowanie się dziećmi. Ponownie mamy tu paradoks PKB – opiekun do dzieci, przedszkolanka czy nauczyciel szkolny generuje PKB. Rodzic opiekujący się dziećmi czy nauczający je w domu już nie, choć robi dokładnie tą samą pracę. Im więcej takiej niewidzialnej pracy, tym taniej dla państwa – inaczej musiałoby zapewniać żłobki, przedszkola, szkoły, itp. A to kosztuje.

Praca opiekuńcza, czyli zajmowanie się osobami chorymi, niepełnosprawnymi, starymi czy niedołężnymi, najczęściej krewnymi. Chyba wręcz najbardziej z trzech wymienionych nieproporcjonalnie obciążająca kobiety (dwa do DZIESIĘCIU razy bardziej niż mężczyzn!), a jednocześnie odciążająca bardzo budżet państwa, przez redukcję kosztów opieki szpitalnej i domowej, pomocy osobom niepełnosprawnym czy przybytków spokojnej starości. Dla wielu osób taka opieka nad bliskimi staje się wręcz pracą pełnoetatową (a niekiedy wręcz kilkuetatową).

(Podkreślam tu kwestie oszczędności ze strony państwa, gdyż jest to dość charakterystyczny obszar w którym polityki państwowej oszczędności mają tendencję do szczególnego uderzania w kobiety. W zdecydowanie większym stopniu uderzają one bowiem w obszary takie jak edukacja, opieka przedszkolna, okołomedyczna czy dla osób starszych, które typowo przejmują od państwa kobiety, niż np. w drogi, z których częściej korzystają mężczyźni. Można więc powiedzieć, że kobiety w dużej mierze płacą – w formie bezpłatnej pracy, często uderzającej np. w ich prawa emerytalne – za niedostatecznie efektywne działanie państwa.)

 

Oprócz typowej pracy bezpłatnej jest też szereg innych form niewidzialnej pracy, o których na co dzień nie rozmawiamy.

Praca administracyjno-porządkowa – czyli rzeczy typu przygotowania kawy na spotkanie w firmie, prowadzenie notatek podczas niego i posprzątania pokoju po tym spotkaniu. Takie zadania są standardowo czymś oczekiwanym od kobiet i to niezależnie od ich pozycji w organizacji. (Nie raz gdy na spotkanie przychodzi kobieta-menadżer z mężczyzną-asystentem, to od niej grupa oczekuje przyniesienia kawy!) Co więcej, ponieważ takie zachowania pasują do stereotypu “porządkującej” i “usługującej” kobiety, odmowa ich wykonania przez kobiety spotyka się z dużym oporem społecznym. Kobiety są często społecznie i zawodowo karane za odmowę takich zachowań – uznawane za niemiłe, niezaangażowane, czy nie chcące współpracować z zespołem. Ponieważ od mężczyzn nie ma takich stereotypowych wymagań, nie spotykają się oni z karami za brak takich zachowań. (Natomiast mogą się spotkać, w odróżnieniu od kobiet, z docenieniem za ich zrobienie – bo postępują wbrew stereotypowi.)  W efekcie kobiety spotykają się z dodatkowymi obciążeniami, z których nie mogą za bardzo zrezygnować.

 

O pracy emocjonalnej pisałem więcej w poprzednim wpisie, zwłaszcza w kontekście prywatnym – dawania drugiej osobie w relacji emocjonalnej przestrzeni i czasu na przetworzenie swoich emocji, wsparcie emocjonalne, motywowanie i zachęcanie do działania, itp. W kontekście służbowym praca emocjonalna to również “robienie dobrej miny do złej gry”, zachowanie spokoju w trudnych sytuacjach, uśmiechanie się do niemiłego klienta i szereg podobnych działań, które wymagają zwykle dużo wysiłku i energii, ale które traktowane są jako coś oczywistego i domyślnego. Pokrewne do pracy emocjonalnej są też praca społeczna i mentalno-organizacyjna.

 

Praca społeczna – czyli bycie tą osobą, która pamięta pamięta kiedy są urodziny ludzi z zespołu pracy i ogarnie zrzutkę na prezent dla nich. Albo tą osobą, która, gdy dwie osoby w zespole się pokłócą, będzie próbować je godzić. Podobnie jak przy pracy administracyjno-porządkowej, są to raczej rzeczy oczekiwane od kobiet, ale jednocześnie niespecjalnie im wynagradzane.

 

Praca mentalno-organizacyjna – Bycie tą osobą, która ma o wszystkim pamiętać. Która jest w stanie powiedzieć w której szafce co jest. Która pilnuje, żeby kupić z wyprzedzeniem bilety czy zabrać wszystko co trzeba na wycieczkę. Która powie co jest do zrobienia i jak to ma być zrobione. W pracy to bycie tą osobą, która ogarnie rezerwację sali na zebranie zespołu albo zadba o to, by przypomnieć wszystkim mailem o nadchodzącym spotkaniu.

W wielu związkach nierównowaga w tej pracy przejawia się jako problem typu “Zrobię to chętnie, tylko niech on/ona mi powie, że to jest do zrobienia.” Tymczasem takie pomyślenie czy pamiętanie o tym, że trzeba coś robić też jest wymagającą pracą. Przekazanie tego, że coś jest do zrobienia również ma swoje koszta, często stanowi też dodatkową pracę emocjonalną typu “jak skłonić drugą osobę do większej aktywności jednocześnie nie marudząc zbytnio ani nie narzekajac”. Nic więc dziwnego, że w takiej sytuacji wiele osób decyduje się samemu wykonać dane zadanie. Tu i teraz jest to łatwiejsze i mniej obciążające, nawet jeśli sumarycznie przekłada się na większy poziom obciążenia. Jednocześnie długoterminowo budzi zwykle poczucie frustracji i niesprawiedliwości, które łatwo mogą wybuchnąć i doprowadzić do poważnych konfliktów w związku.

De facto praca mentalno-organizacyjna to praca project managera. A to jest posada, którą trudno efektywnie dzielić z innymi rolami, np. bezpośrednim zaangażowaniem w projekt. Albo dobrze zarządzamy projektem, albo dobrze w nim pracujemy. (Zapewne znajdą się pojedyncze wyjątki gdzie pogodzenie tego będzie możliwe. Będą jednak one głównie pochodną prostoty i powtarzalności projektów, a nie argumentem za tym, że się da te rzeczy pogodzić. W większości przypadków jednak się nie da.)

 

Koszta niewidzialnych płac

Te wszystkie niewidzialne prace są po prostu potwornie czaso-i-energożerne. Nawet same w sobie przekładają się na ogromny dodatkowy wysiłek, który zwykle nie jest dostrzegany ani wynagradzany. (Ale którego brak spotyka się z negatywnymi konsekwencjami.) W efekcie mają silnie negatywne przełożenie na jakość życia i kariery osób nimi nieproporcjonalnie obciążonych.

Dodatkowo, większość z tych niewidzialnych prac musi być wykonywana równolegle z innymi działaniami. Przerywasz na chwilę swoją pracę by przypomnieć Zegrzysławowi o zrzutce na urodziny Franka. Przeskakujesz między kilkoma zadaniami w pracy domowej, druga osoba nie zadbała o żadne z nich, a jeśli pozwolisz im zniknąć z pola Twojej uwagi, masz duże ryzyko, że któreś istotne pominiesz. To wymaga przeskakiwania między zadaniami. A jak wiemy, wielozadaniowość jest nieefektywna sama w sobie, tzw. koszta przełączania sprawiają, że przez nawet pół godziny po przeskoczeniu między zadaniami myślimy i działamy mniej efektywnie. W efekcie niewidzialna praca jeszcze dodatkowo obciąża nas w codziennym działaniu. Mniejsza wydajność sprawia, że albo mamy gorsze wyniki, albo musimy włożyć jeszcze więcej czasu i wysiłku w uzyskanie oczekiwanej wydajności.

Te różnice przekładają się na realne koszta. Emocjonalne. Poznawcze. Energetyczne. A finalnie w zakresie kariery, jakości życia czy po prostu zdrowia i długowieczności. Dlatego potrzebujemy mówić o niewidzialnej pracy i zacząć się do niej odnosić.

 

No dobrze, ale jeśli jest tu dyskryminacja, może po prostu warto przestać ją robić?

Niestety, nie jest to takie łatwe.

Na poziomie zawodowym, ponieważ niewidzialna praca jest od kobiet domyślnie oczekiwana, odmowa jej wykonania spotyka się z negatywnymi reakcjami, krytyką czy pogorszeniem perspektyw zawodowych. (Mężczyźni odmawiający niewidzialnej pracy, o którą są dużo rzadziej proszeni, nie spotykają się z takimi konsekwencjami. Im “wolno”. Widać po prostu nie potrafią, no nie można od nich wymagać. Ta tendencja występuje gdyż to od kobiet stereotypowo oczekuje się takich kompetencji, a od mężczyzn nie.) Jednocześnie wykonywanie tej niewidzialnej pracy praktycznie nigdy nie przekłada się na korzyści zawodowe, większe szanse awansu, itp. (Skoro jest niewidzialna, rzadko kiedy o niej się myśli, nie zdarza się też zwykle by była uwzględniania w KPI’ach czy innych miernikach jakości wykonywanej pracy.) Osoby obciążone niewidzialną pracą stają więc między młotem, a kowadłem – jeśli jej nie robią, są karane za nie robienie jej. Jeśli robią, zużywają na nią energię i czas, a nie zyskują niczego w zamian. (Wszystko to potwierdzają badania. )

 

Również w życiu prywatnym niewidzialna praca jest problemem, który trudno po prostu odrzucić. Jasne, możesz przestać wykonywać pewne prace w domu i może po jakimś czasie Twój partner czy partnerka w końcu się obudzi i choć niektóre z nich zrobi. Co jednak, jeśli do tego nie dojdzie? Ty też ponosisz konsekwencje braku wykonania danej pracy, więc robi się z tego, w najlepszym razie, gra na przetrzymanie. Również wyczerpująca i nieproduktywna. Do tego w wielu przypadkach pojawiają się inne jednostki w systemie. Np. dzieci albo zwierzęta, nie zadbanie o które byłoby po prostu okrucieństwem.  Jasne, możesz nie być tą osobą, która dba by na wyjazd wszystko zostało wzięte, ale potem Ty też będziesz cierpieć z powodu braku jakiejś rzeczy, albo niepotrzebnie wydasz pieniądze na jej dokupienie. Jasne, możesz nie załatwiać tych biletów do teatru, ale wtedy jest ryzyko, że nikt tego nie zrobi i Ty również przegapisz sztukę na której Ci zależy. W efekcie pojawia się diabelski wybór między “nie zrobię tego i nikt tego nie zrobi i wszyscy będą z tego powodu cierpieć”, a “zrobię to i ja poniosę koszt tego wysiłku”. Reszka: wszyscy przegrywają, orzeł: przegrywasz tylko Ty. Dla niektórych osób wybór będzie tu jasny, ale jednak większość z nas wolałoby opcję w której, cóż, można by jednak wygrać.

 

Jeśli dodamy do tego fakt, że jedna z płci jest od młodego wieku socjalizowana by traktować bezpłatną pracę jako swój obowiązek, oraz spotyka się ze społecznym oczekiwaniem by te prace wykonywać, łatwo zrozumieć gdzie mogą się pojawiać problemy z tym, by po prostu jej odmówić. (Dla jasności, będą jak najbardziej związki czy sytuacje zawodowe gdzie to na mężczyzn spada większość niewidzialnej pracy, są one po prostu rzadsze.) Taka odmowa to jedna duża przykrość, która długoterminowo oszczędza wielu małych, sumarycznie większych, ale jednak tu i teraz mniejszych. Do tego często dana osoba może po prostu nie mieć mocy przerobowych by wprost odmówić. To też wymaga wysiłku mentalnego, a zarzucenie codziennymi sprawami skutecznie zżera energię niezbędną by wyraźnie się postawić. Po prostu brak na to sił poznawczych.

 

Co możemy zrobić?

No dobrze, co możemy w takim razie zrobić z tą całą niewidzialną pracą? Tak na poziomie jednostkowym, jak i społecznym?

 

1. Nazwijmy ją, opiszmy i omówmy

Czy to w pracy czy w relacjach (tak w związkach, jak np. w przyjaźni) warto pewne rzeczy wprost nazwać i jasno komunikować. W pracy czy w związku warto np. stworzyć konkretne listy, które następnie byłyby analizowane. W pracy byłaby to lista wszystkich zadań wykonywanych, które nie są zawarte w niczyim opisie stanowiska, ale jednak są robione – i wtedy można zadecydować o ich przypisaniu, podziale, priorytetach i ewentualnym nagradzaniu. W związkach taka lista rzeczy, które robimy i mamy wrażenie, że druga strona nie bierze tego pod uwagę byłaby przydatna do jasnej dyskusji o podziale obowiązków. W przyjaźni trudniej o listy, ale otwarta komunikacja typu “słuchaj, przeszkadza mi to, że zawsze to ja wychodzę z inicjatywą, żebyśmy się spotkali, jak możemy to zrobić, żeby czasem inicjatywa wychodziła od ciebie?” może również rozjaśnić wiele kwestie.

 

2. Zacznijmy ją traktować jak normalną pracę

Zacznijmy wliczać bezpłatną pracę do PKB – po cenach rynkowych. Zacznijmy publikować raporty i zestawienia w temacie. Dopiero gdy do świadomości społecznej dotrze perspektywa pt. ‘ej, ta “bezrobotna” matka czwórki dzieci wykonuje tak naprawdę pracę wartą co najmniej 4000 zł po stawkach rynkowych’ mamy szansę na bardziej merytoryczną dyskusję o takich obciążeniach. Dyskusję, która może prowadzić w różnych kierunkach, od zasiłków po zwiększenie ilości przedszkoli i żłobków, tak by ta matka mogła tam oddać dzieci i iść do pracy, bo w przedszkolu ta sama praca będzie się rozkładała na większą grupę wychowawczyń i wyjdzie taniej. Zmieni to też dyskusje o małżeństwach gdzie jedno z osób zajmuje się domem i dziećmi, a drugie pracuje zarobkowo – nagle będzie to porównanie dwóch równoległych wartości.

 

3. Wykażmy większą inicjatywę w jej zakresie

Zwłaszcza jeśli należymy do grupy, która jest uprzywilejowana (lub chociaż mamy takie podejrzenie). Zamiast oczekiwać w związku, aż druga osoba poprosi Cie, żeby coś zrobić, zaproponuj, albo jeszcze lepiej, po prostu to zrób. (Dlaczego jeszcze lepiej? Bo po prostu zrobienie tego odejmuje ciężar decyzji przy usłyszeniu propozycji.) Gdy dostrzeżesz niewidzialną pracę wykonywaną przez kogoś w sytuacji służbowej raz za razem – następnym razem uprzedź tą osobę i zrób to za nią.

 

4. Doceńmy, zwłaszcza w sytuacjach społecznych i służbowych

Niewidzialna praca jest niewidzialna, bo o niej nie mówimy. Nazwanie jej wprost – przy potraktowaniu jej jako coś ekstra i nadwymiarowego, a nie coś oczywistego i domyślnego – służy wyciągnięciu jej na powierzchnie i rozpoczęciu konwersacji na ten temat.

 

5. Zmieńmy stereotypy

Jednym z podstawowych czynników napędzających niesprawiedliwość niewidzialnej pracy są stereotypy płciowe, zrzucające ją w większości na kobiety. Jeśli zmienimy te stereotypy, mamy szansę na większe wyrównanie tej pracy.

 

Temu problemowi daleko do rozwiązania i powyższe sugestie nie zapewnią pełnego wyjścia z sytuacji. Ale są jakimiś krokami do rozpoczęcia myślenia i dyskusji nad tą sytuacją, do wyciągnięcia jej na światło dzienne. Od tego musimy zacząć i bez tego nic nie zrobimy.


Moja nowa książka jest już dostępna, dołącz do zbiórki!

Jeśli chcesz dowiedzieć się jak działają mechanizmy statusowe i jak wykorzystać je w swoim życiu, ten tom jest dla Ciebie. Zbiórka na książkę trwa do 20 grudnia 2020!

Zapraszam do udziału!

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis