Po Osho, Trumpie i Kiyosakim pomyślałem, że warto zrobić krótką przerwę w cyklu „Anty-Guru„, tak by nie zasypać czytelników jednym i tym samym przekazem. Cykl wróci więc za tydzień, z Kernem, Robbinsem i jeszcze jedną osobą, a w tym tygodniu kilka innych tematycznie wpisów.


Dziś chciałem się natomiast zająć motywacją.

To, co napiszę to na razie wstępne rozważania, wyniki moich prac nad jednym z intrygujących mnie tematów. Prawdopodobnie będzie tu więcej pytań, niż odpowiedzi, ale może te pytania też komuś pomogą?

Jakiś czas temu jednym z moich idee fixe, tematów, które „przerzucam” sobie w głowie w wolnych chwilach i staram się z nich coś złożyć, stała się powtarzalność wzorców emocji. Chodzi mi o to, ze – z perspektywy oszczędnego gospodarowania zasobami – opłacalne jest, aby mózg wykorzystywał te same procedury do doświadczania różnych emocji. Zamiast mieć oddzielny system do każdej emocji, sensowniejszy wydaje się układ w którym mała ilość systemów odpowiada za dużo większą ilość emocji. Oczywiście, ewolucja nie zawsze tworzy to co ma największy sens z perspektywy ergonomii, ale akurat taki układ jest też bardziej prawdopodobny ewolucyjnie – drobne mutacje poszerzające zakres pojedynczego systemu są bardziej prawdopodobne niż wygenerowanie całego zestawu oddzielnych systemów.

Istnieją dane zdające się potwierdzać tą hipotezę – np. nasze poczucie moralności zdaje się opierać na tych samych strukturach, co poczucie fizycznego obrzydzenia. W swojej pracy znalazłem też wiele emocji opierających się na wspólnej strukturze „nakręcania” – frustracja, złość, zazdrość, lęk, podniecenie, pozytywne oczekiwanie, te wszystkie stany zdają się funkcjonować w oparciu o jeden dość prosty schemat (wielokrotne nakręcanie wizji kończącej się tuż przed punktem najwyższego natężenia emocji).

Temat interesuje mnie o tyle, że jeśli dana grupa emocji opiera się na podobnym systemie działającym w mózgu, na wszystkie takie emocje powinny działać podobne narzędzia, powinny się wśród nich powtarzać określone schematy, itp. Innymi słowy – jeśli takie systemy faktycznie istnieją, ich zidentyfikowanie byłoby dużym krokiem do przodu w pracy z różnymi problemami emocjonalnymi. Krokiem tym ważniejszym, że w chwili obecnej tak naprawdę nie mamy trafnej typologii problemów psychologicznych. ICD i DSM, stosowane w psychiatrii, opierają się na katalogowaniu podobnych zespołów objawów, zespołów, które mogą, ale nie muszą być generowane przez wspólne przyczyny.


Dobrze,  wstęp wstępem, a co to wszystko ma wspólnego z motywacją?

Cóż, od jakiegoś czasu testuję ideę tego, czy motywacja nie jest aby oparta na podobnym systemie, jak pewność siebie.

1. W pewności siebie typowa osoba mająca problem z tym obszarem przeskakuje między stanem „jestem mały, w centrum uwagi” i „jestem wielki, w centrum uwagi” – obydwa te stany są równie patologiczne, drugi, będący rzekomym rozwiązaniem, prowadzi wręcz do pogorszenia problemu. Faktycznym wyjściem jest układ „jestem normalnej wielkości, nikt specjalnie na mnie uwagi nie zwraca”.

Podobny proces, mam wrażenie, zachodzi w motywacji. Większość osób skacze między układem „nic mi się nie chce, marnuje czas” i „jestem supermeganakreconydodzialaniahurra” – układem, którego ekstremalnym przejawem jest zaburzenie dwubiegunowe. (Pisząc te słowa zacząłem się zastanawiać, czy u osób z borderline nie przejawiają się równolegle podobne wahania pewności siebie.) Faktycznym wyjściem z sytuacji jest tu układ pt. „nawet jak mi się nie chce, działam”, swoista determinacja zamiast motywacji.

2. Podobnie jak w pewności siebie, rodzaj dobieranych celów (zależne w 100% od dobierającego vs. niezależne w 100%) będzie miał duży wpływ na działanie.

3. Idąc w drugą stronę, zastanawiam się, czy nie ma odpowiednika motywacyjnych „dystraktorów” w obszarze pewności siebie?

4.  Zarówno „naturalna” pewność siebie jak i „naturalna” motywacja nie opierają się na chwilowym nakręceniu, a po prostu na działaniu, bez specjalnej refleksji nad tym, jak to jesteśmy „pewni” czy „zmotywowani”. Taka refleksja może co najwyżej przyjść po jakimś czasie.

5. Pojawiają się podobne wzorce w zakresie punktu skierowania uwagi (zewnątrz-wewnątrz), dialogów wewnętrznych, czy submodalnościowych reprezentacji celów.

6. Obydwie mogą być mocno pobudzone behawioralnie – pewność przez zachowania statusowe,  motywacja przez podjęcie działań, do których się chcemy zmotywować i sprzężenie zwrotne.

neuron

Tyle na razie, w ramach przemyśleń w tym temacie. Jak Wasze wrażenia i obserwacje? Czy macie jakieś własne uwagi? Sugestie? Nie zgadzacie się z czymś? A może dostrzegacie inne stany/procesy, które także funkcjonują w tym wzorcu?


P.S. Nie chciałbym być tu źle zrozumiany. Nie twierdzę, że pewność siebie jest tożsama z motywacją, ani vice versa. Twierdzę, że opierają się na podobnym systemie. Choć stawia to ciekawe pytanie, czy jeśli system jest silnie rozwinięty odnośnie np. pewności, to nie wpływa to też na jego rozwinięcie odnośnie motywacji? (Niekoniecznie liniowo…)

Oczywiście dopuszczam też opcję, że to co opisałem to przypadkowa korelacja, a motywacja i pewność siebie funkcjonują w oparciu o odmienne systemy.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis