Wyzwanie: Napisać dwie książki w pół roku

Kilka lat temu wystartowałem na blogu z publicznym wyzwaniem dla siebie – 80 książek w rok. Wyszło dość dobrze, nie tylko w tamtym roku, ale też mam poczucie, że wpłynęło pozytywnie na ilość moich lektur również po skończonym wyzwaniu. Dlatego też pomyślałem, że warto wrócić do tej metody odnośnie innej rzeczy, z którą mam od jakiegoś czasu problem.

Też książek – tyle, że ich pisania.

Swego czasu potrafiłem regularnie „wypuszczać” po dwie książki w ciągu roku. Zdecydowanie pomagał w tym fakt, że pisałem z konkretnymi terminami od wydawnictw. Łatwo mi było się ich trzymać i je realizować, gdyż były czymś odgórnym.

Z własnymi terminami jest gorzej, zwłaszcza, gdy obok jest kilkanaście innych projektów, z których jestem faktycznie rozliczany terminowo. Tym bardziej, jeśli mam kilkanaście jeśli nie kilkadziesiąt tematów na książki, co i rusz pojawiają się nowe treści, o których chciałbym się rozpisać i naprawdę trudno to wszystko wziąć za mordę…

Dlatego postanowiłem się uciec do odpowiedzialności przed zbiorowością. Wiecie, jestem trenerem, coachem, te sprawy. Jak publicznie zadeklaruje, że zrobię to i to do tego i tego terminu… I będę dawał sprawozdania z postępów tak co 3-4 tygodnie przy okazji innych wpisów… To dużo ciężej będzie mi uznać te kwestie za inny priorytet, lub pogonić za kolejnym tematem.

Więc oto moja publiczna deklaracja. Mam dwie książki do skończenia.

Do moich imienin, 6 października chcę skończyć Umiejętności Miękkie dla Programistów (tytuł roboczy). Wprowadzenie do kompetencji miękkich, podane w stylu w jakim prowadzę moje szkolenia dla deweloperów, testerów czy team leaderów. Obecnie mam 44 tys znaków, docelowo chcę by była to książka co najmniej tak duża jak Pewność Siebie, więc zakładam 300 tys znaków.

A do najbliższego Halloween, bo też i w Halloween dwa lata temu napisałem do niej pierwsze znaki, chcę skończyć „Prawdziwą Warszawę” – kolekcję creepypast usytułowaną w Wawie. Tak jak „UMdP” ma jasno przewidziany biznesplan, tak „PW” jest dla mnie całkowicie zachciankowe, ale po prostu chcę tą książkę napisać. Nie mam pojęcia czy się sprzeda, nie wiem czy jest dla niej wydawnictwo („UMdP” wyjdzie raczej własnym sumptem). Ale mam ochotę taki realizm magiczny/new wierd wypuścić w świat. Tu limit znaków jest nieco mniejszy, 180-200 tys, obecnie mam napisanych 27 tys i 15 z planowanych 100 „Prawd”.


A żeby nie kończyć gołosłownie, mała zapowiedź tego, co znajdziesz w obydwu książkach. (Uwaga, na tym etapie to surówka bez żadnej redakcji…)


Umiejętności miękkie dla programistów

Przykładowy fragment:

Nasz mózg jest za wolny

Żeby zrozumieć jak działają ludzie, trzeba zacząć od jednego mało popularnego faktu na temat naszego mózgu.

W sumie, fakt ten nie jest wcale tak mało znany. Ludzie często o nim wspominają. Po prostu rzadko rozumieją jego konsekwencje.


Weź swój telefon komórkowy. Jaki ma procesor? Typowe komórki dzisiaj mają procesor taktowany na 1-2 gigaherce. Czasem zdarzają się też komórki z dwoma rdzeniami. (Już widzę, jak ta książka się szybko zestarzeje z podaniem takich danych. Chodzi jednak o skalę.)

2 gigaherce oznaczają, że procesor w Twojej komórce może wykonać ponad 2 miliardy podstawowych operacji na sekundę.

Ok, to teraz jak sądzisz, jak szybki jest Twój mózg? Jaka jest jego prędkość taktowania?


Większość osób idzie tutaj w setki miliardów, biliony albo tryliony. Tymczasem…


Słyszałeś kiedyś o falach alfa? To faktyczne zjawisko, popularnie zapożyczane do tak zwanej pop-psychologii. Tam (błędnie) są przedstawiane jako stan działania mózgu, który oferuje niezwykłe możliwości działania.

Cóż, fale alfa nie mają żadnych supermocy. Ale faktycznie istnieją. To oscylacje aktywności elektrycznej mózgu w zakresie 8-12 herców.


Nie megaherców. Nie gigaherców. Herców. 8 do 12 operacji na sekundę.

Nasz mózg działa w tempie od 0.5 do, maksymalnie, około 100 herców. 0.5-3 to głęboki sen, 30-100 to duża aktywność fizyczna. Od pół do stu operacji na sekundę.

Nasz mózg jest wolny.


Co nie znaczy, że głupi! Jasne, maksymalnie nasze procesory wyciągają 100 herców… ale jest ich dużo. Bardzo dużo. Mamy około 86 miliardów neuronów, których zbiory (w liczbie od kilkuset do kilkuset tysięcy, w zależności od złożoności) można uznać za wyspecjalizowane procesory, zajmujące się określoną funkcją.

Dzięki temu jesteśmy w stanie robić rzeczy dużo bardziej złożone, niż dowolny współczesny komputer… choć jednocześnie przegrywamy z nimi tam, gdzie liczy się czyste tempo obliczeń. Choć przegrywamy to zły termin – od dawna nawet nie zbliżamy się do jakiejkolwiek rywalizacji.


Jest jednak ważniejsza sprawa. Fakt, że nasz mózg jest tak wolny oznacza, że nie jesteśmy, tak naprawdę, w stanie reagować na rzeczywistość na bieżąco. Może nam się wydawać, że tu i teraz podejmujemy decyzje na temat tego jak zareagować. Jest to jednak złudzenie. W rzeczywistości uruchamia nam się uprzednio wybrany, automatyczny program dopasowany do danej sytuacji.

Z jednej strony może to być przerażające – tu i teraz nie mamy wolnej woli. Z drugiej jednak strony, jest tu coś pozytywnego. Bo możemy mieć wpływ na to jakie programy będziemy mieć „zainstalowane” w przyszłości.



Jak duży jest ten „lag” względem rzeczywistości? Cóż, w zależności od tego co konkretnie badamy wyniki są nieco różne, ale najczęściej podawany przedział to między 0.5, a nawet 10 sekund. Klasycznym przykładem jest tu badanie prowadzone często w Instytucie Maxa Plancka w Niemczech, gdzie podłączają człowieka do fMRI – wielkiego elektromagnesu-tuby. Miałem okazję kiedyś tego doświadczyć gdy asystowałem w jakimś eksperymencie, mało komfortowa rzecz. Dostajesz zatyczki do uszu, a i tak dudni jakby za oknem właśnie budowali dwie linie metra naraz. No i lepiej nie mieć żadnych kolczyków czy innych piercingów, bo metalowy piercing plus wielki elektromagnes równa się budżetowe kino gore…

Ten sprzęt, fMRI, to jeden z wielkich przełomów neurologii, jakie miały miejsce pod koniec XX wieku. Pozwala nam w czasie rzeczywistym obserwować które obszary mózgu stają się bardziej, a które mniej aktywne. Te bardziej aktywne wymagają więcej krwi ze składnikami odżywczymi, taka krew ma nieco inny opór elektryczny, wszystko poddawane jest kosmicznej ilości obliczeń i w efekcie wychodzą nam takie ładne „skany” aktywności mózgu, na których jedne obszary świecą się wyraźniej, a drugie słabiej. Technologia ta wciąż ma pewne ograniczenia (w 2008 nagrodę IgNobla – tzw. antynobla – zdobyło badanie demonstrujące, że martwa makrela wciąż daje pewne odczyty na fMRI), tym niemniej jest nieustannie doprecyzowywana i staje się coraz skuteczniejsza.

No dobra, jesteś w Niemczech, wsadzili Cię do fMRI, co dalej? Otóż dają Ci dwa plastikowe piloty, jeden do lewej, a drugi do prawej dłoni. Lustro podwieszone w fMRI odbija zegar wiszący na ścianie, tak żebyś mógł precyzyjnie powiedzieć która j.est godzina. Twoje zadanie jest następujące: zdecydować czy wciśniesz przycisk na lewym, czy na prawym pilocie, zrobić to oraz zgłosić badaczom kiedy konkretnie podjąłeś decyzję, jaki przycisk naciśniesz.

Co się okazuje? W zależności od osoby badanej, eksperymentatorzy byli w stanie przewidzieć który przycisk zostanie wybrany między pół, a nawet dziesięć sekund wcześniej. Co istotne, to nie „dziesięć sekund zanim przycisk został wciśnięty”. To „dziesięć sekund zanim ta osoba zdecydowała, że chce ten przycisk wcisnąć”.

Oczywiście, nie jest to jedyny zestaw badań w temacie. Dowodów na taki mechanizm jest więcej. Czemu więc masz złudzenie świadomego podejmowania decyzji, podczas gdy w praktyce wykonujesz tylko wcześniej wybrane programy? Cóż, wydaje się, że po prostu lepiej się dzięki temu czujemy na co dzień, został nam więc taki mały bug w systemie.

Skąd się wziął? Cóż, z perspektywy naszych przodków na sawannie, lepiej było szybciej odpalić jakiś automatyczny schemat działania, który dawał jakieś szanse przeżycia, niż racjonalnie przeanalizować wszystkie opcje kosztem cennych ułamków sekund. Te ułamki – to różnica między zębami tygrysa w tchawicy, a przeżyciem. Dziś tygrysy nam nie grożą, ale hardware został nam niestety w dużej mierze po praprzodkach.

P.S. Niedawne badania w Australii podbiły czas przewidywania do 11 sekund w nieco innej procedurze badawczej.



Nasz mózg nie reaguje więc w czasie rzeczywistym w sposób dowolny. Zamiast tego uruchamia, w zależności od warunków zewnętrznych, jeden z uprzednio przygotowanych skryptów.


To dlatego tak wiele osób miało doświadczenie, gdy robiło coś, jednocześnie wcale nie chcąc tego robić. Może też tak miałeś? Może wiedziałeś, że nie ma się czego bać, a jednak się denerwowałeś? Może czułeś, że przesadzasz, a i tak coraz bardziej się wkurzałeś? Albo wiedziałeś, że tak naprawdę nawet nie chcesz czegoś jeść, że nie sprawia Ci to żadnej przyjemności, ale ręce i tak po to sięgały, a ślinianki już się szykowały do przeżuwania?

Takie doświadczenia są konsekwencją tego, że nasza świadomość pełni raczej funkcję moderatora, niż zarządcy. Możemy nadzorować swoje działania, podsuwać sobie odpowiednie skrypty do uruchomienia – ale działa to z opóźnieniem i licznymi ograniczeniami. W opisanych powyżej sytuacjach doświadczyłeś właśnie takiego opóźnienia – świadomość już chciała działać inaczej, ale nie była w stanie wpłynąć na uruchomione skrypty.

W takiej sytuacji świadomość niewiele jest w stanie zrobić. Czasem masz opcję „weta”, awaryjnego zatrzymania systemu, ale to strasznie energochłonne i wymagające potem chwili na reorientację. Dużo więcej możesz natomiast zdziałać planując z wyprzedzeniem. Możesz wtedy przygotować nowe schematy reakcji i stopniowo je wdrażać, aż staną się domyślnymi. Możesz też zwiększyć szanse, że spośród dostępnych schematów reakcji wybierać odpowiednie. Akurat takie, które byłyby dla Ciebie najlepsze w danym kontekście. Jasne, nie jest to optymalny układ – ale taki mamy i musimy sobie z nim poradzić.


Prawdziwa Warszawa

Przykładowe fragmenty:


#13 Kościół

Niewielki, stary kościółek, położony w jednej z granicznych dzielnic Warszawy.

Tym, co wyróżnia ten kościół jest fakt, że cały kościół i cała kongregacja są dokładnie, precyzyjnie o jeden niewielki kawałeczek cegły od osiągnięcia ideału.

Nigdy nie spotkałeś milszych, lepszych, bardziej uczynnych ludzi. Są wspaniali. Są absolutnym ideałem tego, czym mogłaby być każda religia w swoim najlepszym wydaniu. Będą Cię traktować jak zaginionego krewnego, wspierać Cię o dbać o Ciebie tak bardzo, jak to tylko możliwe. Oddadzą za Ciebie życie, jeśli ich o to poprosisz. Przyjmą Cię, ochronią, nakarmią i wyposażą.

Są apogeum tego, do czego zmierza Niebo, niemalże ideałem perfekcji…

I wszyscy regularnie, sumiennie, starannie omijają niewielkie ułamanie, niewielką skazę przedniej ścianie kościoła. Fragment cegły, który odpadł przed kilkudziesięciu laty i nietknięty leży tam, dekada po dekadzie. Rok po roku, nabożeństwo po nabożeństwie, kolejne pokolenia niemal idealnych parafian omijają go, popełniając grzechy lenistwa i zaniedbania. Jedyne, które dzielą ich od ideału.

Jedyne, które dzielą ich od Piekieł, domeny absolutnej perfekcji.

Jeśli znajdziesz to miejsce, jeśli jesteś już tak bardzo wykoślawiony przez kontakt z Prawdami, możesz uzupełnić lukę. Przyłożony na miejsce kamień natychmiast się zrośnie. Ty zaś wiedzieć będziesz, że oto cała parafia skazana została na potępienie.

Czyniąc to zapewnisz sobie dozgonną nienawiść Prawd Niebios, ale również solidny dług wdzięczności wśród Prawd Piekieł. Sam oceń, co jest bardziej nierozsądne.


#34 Kopalnia czasu

Na tyłach najważniejszego biurowca w centrum mieści się niewielka alejka. Znajdziesz tam czerwone drzwi, na pierwszy rzut oka będące wejściem na zaplecze mieszczącej się po sąsiedzku chińskiej restauracji.

Aby mieć szanse na wyjście z tego miejsca cało ubierz się i ucharakteryzuj tak, by wyglądać jak najmłodziej.

Gdy otworzysz drzwi – o dziwo nie będą zamknięte – zobaczysz długą, wąską klatkę schodową. Będziesz nią schodzić bardzo długo. Dłużej, niż wydaje się możliwe. Niżej, niż mogą się mieścić fundamenty jakiegokolwiek budynku.

Gdy w końcu dojdziesz na sam dół, znajdziesz się w rozległym pomieszczeniu, którego ściany wyłożone są stalowymi płytami. Pomieszczenie wypełnia chmara młodych ludzi, kłębiących się wokół ogromnego, częściowo odkopanego przedmiotu. To serce miasta, pulsujące w rytmie jego życia. Nastolatkowie i studenci wokół niego wydobywają z serca czas. Później trafi on do najbardziej wpływowych osób w mieście. Naprawdę uważasz, że prezesi największych firm, gwiazdy sceny czy nauki, że najbardziej wpływowi ludzie mają tylko tyle czasu co Ty?

Nie, oni mają go więcej. Pochodzi właśnie z tej kopalni. Nie pytaj o cenę, jaką za ten czas zapłacili.

W kopalni pracują tylko młodzi. Oni wciąż czują, jakby mieli nieograniczony czas. Nie będzie ich kusiło, żeby ukraść trochę dla siebie. Znasz ogłoszenia, w których firmy poszukują wyłącznie studentów? Teraz wiesz, skąd wzięły się pierwsze z nich. Wiesz, na czym będzie naprawdę polegać ich praca.

Jeśli zachowasz należytą ostrożność, na jakiś czas wmieszasz się w tłum, może uda Ci się pochwycić którąś z wydobytych kostek czasu. Wynieś ją z tego miejsca, a już nigdy nie będzie Ci brakowało czasu, niezależnie od tego ile go zmarnujesz.

Jeśli opiekunowie tego miejsca kiedykolwiek dowiedzą się o Twojej kradzieży, jedyne, co z Ciebie pozostanie, to garść popiołu…


No więc cóż… Czas start :)



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis