Wstyd – skąd się bierze i co z nim robić?

Jak wstyd ma się do kwestii pewności siebie? Czy praca w tym obszarze może pomóc ze wzrostem pewności? Z tymi i podobnymi pytaniami zgłosił się do mnie niedawno jeden z czytelników.

Przyznam, byłem pewien, że na blogu poruszałem już kwestie wstydu, kiedy więc ku swojemu zaskoczeniu odkryłem, że nie, natychmiast zdecydowałem się nadrobić te zaległości. Pomiędzy prowadzeniem bloga, ponad dekadą szkoleń, latach e-learningu, szeregu dłuższych wypowiedzi online itp. bardzo łatwo się w pewnym momencie zgubić w tym co gdzie już było ;) Jeśli macie wrażenie, że czegoś ważnego na blogu brakuje, dawajcie znać – jeśli faktycznie brakuje, postaram się uzupełnić.

 

Po tym wstępie wróćmy jednak do wstydu. Czym jest? Cóż, jak może pamiętasz z wpisu o emocjach konstruowanych, próby definitywnego stwierdzenia “ta emocja jest tym i tym” są nieco problematyczne. W rzeczywistości emocje są w dużej mierze umowne, choć kulturowo uczymy się pewnych ich wzorców. Pisząc o wstydzie odniosę się tu więc do pewnego kulturowego wzorca wstydu. Jeśli pod tym terminem rozumiesz/odczuwasz coś innego, część z tego co pisze może Ci nie pasować. (W tej sytuacji zachęcam się do podzielenia się swoim odbieraniem wstydu, bo może to też wzbogacić dyskusje w temacie).

Przy tych założeniach, wstyd możemy zdefiniować jako nieprzyjemne uczucie związane ze złamaniem pewnych grupowych standardów i wystawieniem się na ocenę grupy w związku z tym. Wstyd jest uczuciem społecznym. Nie może istnieć prywatnie. Ktoś musi się albo dowiedzieć o naszym wykroczeniu. Albo przynajmniej musi istnieć ryzyko tego, że ktoś się dowie. Gdyby nagle wyginęła cała ludzkość poza Tobą, nie mógłbyś odczuwać tak rozumianego wstydu. W odróżnieniu od poczucia winy, które wciąż mógłbyś wtedy odczuwać. Wina uczucie związane z prywatnym złamaniem standardów, nawet jeśli nikt się o tym złamaniu nie ma jak dowiedzieć. Na przykład, jeśli ktoś czuje się źle z chodzeniem nago po domu, bo może sąsiedzi zobaczą, jest to przejaw wstydu. Jeśli ktoś czuje się źle z chodzeniem nago po domu choć nie ma możliwości by ktokolwiek to zobaczył, byłby to przejaw poczucia winy, złamania jakichś wewnętrznych standardów. Przy czym wewnętrzne standardy też mogą być czymś, czego nauczyliśmy się od innych, istotna jest kwestia ich zinternalizowania. Często dzieje się tak w sytuacjach gdy wstyd i wina się przenikają – złamanie danego standardu jest odbierane źle zarówno społecznie, jak i prywatnie.

Sam miałem takie doświadczenia. Jestem ekstremalną sową. Moim idealnym trybem snu jest tak 4-12, może nawet 5-13. Wychowałem się jednak w naszej kulturze, która jest kulturą skowronków. Kultywuje się wstawanie wcześnie rano, spanie do południa – niezależnie od tego o której poszło się spać – traktowane jest jako coś złego. W efekcie przez większość życia czułem się źle wtedy, gdy słuchałem swojego ciała. Czułem się z tym źle wobec innych, np. domowników, bo przecież jak to można. Ale i w okresach gdy mieszkałem sam i nikt mnie nie kontrolował, nikt nie miał pojęcia o której wstaje, tak czy tak czułem się źle wstając po określonej godzinie. Bo przecież “powinienem” wstawać rano, jak wszyscy. Zewnętrzny standard został zinternalizowany i traktowałem go jak coś swojego.

 

Pierwszym krokiem w kontekście pracy ze wstydem jest więc zastanowienie się, czy chodzi tu faktycznie o wstyd, czy o poczucie winy. Możesz to sprawdzić zadając sobie pytanie czy czułbyś się źle z daną rzeczą mając pewność, że nikt się nigdy o niej nie dowie? Jeśli wtedy nie byłoby problemu, mówimy tu o wstydzie. Jeśli wciąż byłby to problem, mamy raczej do czynienia z poczuciem winy. Jest to o tyle istotne, że z winą pracuje się inaczej niż ze wstydem. Dużo więcej tu kwestii wewnętrznych standardów – pracy na przekonaniach, często z kwestią zero-jedynkowości, itp.

Jeśli ważne okaże się to, że inni się o czymś dowiedzą lub mogą dowiedzieć, wtedy faktycznie mamy do czynienia ze wstydem. Warto tu dodać, że wstyd nie musi się odnosić do faktycznego złamania zasad. Nawet potencjał tego złamania (“Nie wiem co powiedzieć, więc nie wiem czy nie powiem czegoś głupiego. Nie wiem jak oni na to zareagują.”) jest już wystarczający do wywołania tej reakcji. To, że wstyd faktyczny (“grupa się o czymś dowiedziała”) i wyczekiwany (“boję się, że grupa może się o czymś dowiedzieć”) jest odbierany bardzo podobnie dużo nam mówi o naturze tego uczucia. Jest ono u swoich podstaw lękowe. Wstydząca się osoba boi się wykluczenia, boi się kary społecznej, boi się utraty statusu. Obawia się reakcji grupy (rodziny, społeczeństwa, znajomych, partnera/ki) na złamanie wspólnych zasad. Wstyd jest przy tym czymś denominalizującym – zmienia nawet materialne fakty w działania (będące od razu występkami). Nieprzystające do sytuacji ubranie zmienia się w akt złamania zasad społecznych odnośnie tego, jak powinno się wyglądać i obawą przed reakcją grupy na to wykroczenie. Wstyd własnego ciała (niestety bardzo popularny w naszej kulturze, ze względu na szereg tabu, presji reklamowych i społecznych, itp.) staje się aktem posiadania nieodpowiedniej sylwetki, kształtu nosa czy warg sromowych, oraz obawą przed tym jak na nas zareagują na to inne osoby. (Swoją drogą – chirurgia plastyczna warg sromowych jest na zachodzie od lat najszybciej rosnącą gałęzią chirurgii plastycznej, co pokazuje jak absurdalnym presjom ulegamy jako społeczeństwo.)

 

Na poziomie pracy z pewnością siebie wstyd przejawia się często, najczęściej nazwany wprost jako obawa przed tym jak ludzie zareagują czy co pomyślą. Podstawową metodą pracy z tym jest praca z doborem celów. Jeśli przestajemy się skupiać na reakcji innych, automatycznie przestajemy skupiać się na wstydzie, taka już jego natura. Praca z przekonaniami jest tu również przydatna, zwłaszcza pod kątem zbudowania własnej odporności na negatywną ocenę ludzi, uświadomienie sobie, że nie jest ona czymś tak destrukcyjnym, jak się obawiamy. Sprawdzają się techniki na budowę sprawczości, dzięki którym uczymy się większej ilości zasad funkcjonujących w różnych kontekstach. Znika więc duża część obawy o przypadkowe złamanie zasad. Teraz wiemy jakie są i jeśli je łamiemy, to celowo. Wsparcie społeczne jest cenne jako sygnał, że ludzie nie będą nas tak źle oceniać, rzadko kiedy jest jednak wystarczające samo w sobie – natura lęku w poczuciu winy jest taka, że nawet jak ta jedna osoba nas akceptuje mimo naszych “wykroczeń” to nic nie mówi o reszcie społeczeństwa.

Odpowiadając więc na pytania od których wyszliśmy – praca ze wstydem może więc pomóc w pracy z pewnością siebie. A i większość standardowych technik, jakie polecam do pracy z pewnością siebie “automatycznie” zahacza o prace ze wstydem sama z siebie.

 

P.S. Swoją drogą, mam w temacie wstydu taką prywatną hipotezę. Nie mam na nią bezpośrednich badań, choć jest nieco poszlakowych, które wydają się do niej pasować. Wydaje mi się, że u większości ludzi można wyróżnić dominującą emocję (raczej wyuczoną w toku życia, niż wrodzoną) spośród trójcy wstyd, poczucie winy, złość. Taki duży “negatywny” (nieprzyjemny) motywator, wpływający na ich zachowanie i decyzje, zwłaszcza w sytuacjach problematycznych. Nie znaczy to, że taka osoba nie będzie zdolna do odczuwania pozostałych dwóch, ale będą się u niej pojawiały proporcjonalnie dużo rzadziej. Tak jak wspominałem, jest w temacie nieco poszlak (np. badania sugerujące preferencje między wstydem i winą i ich powiązania z produktywną i destrukcyjną złością), aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że może to być też przejaw błędu poznawczego – tendencji do łatwej kategoryzacji ludzi. Jeśli kiedyś będę miał okazję lepiej rozwinąć tą hipotezę i ją skuteczniej zweryfikować, na pewno do niej wrócimy.

 


Moja nowa książka jest już dostępna, dołącz do zbiórki!

Jeśli chcesz dowiedzieć się jak działają mechanizmy statusowe i jak wykorzystać je w swoim życiu, ten tom jest dla Ciebie. Zbiórka na książkę trwa do 20 grudnia 2020!

Zapraszam do udziału!

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis