Stalking nie jest romantyczny, czyli problematyczne skrypty relacji z popkultury

Zostaliśmy wszyscy potwornie skrzywdzeni tym, jak w filmach, serialach i książkach przedstawiono romantyczność. Wbudowało nam to potwornie toksyczne skrypty, które szkodzą absolutnie wszystkim. Tam gdzie “działają” często prowadzą do niezamierzonej przemocy seksualnej i emocjonalnej. Tam gdzie “nie działają” prowadzą do frustracji, konfuzji i zagubienia, bo przecież “nie tak to miało być”…

 

W poprzednim wpisie omówiliśmy sobie koncepcje skryptów poznawczych i behawioralnych, czyli wzorców myślenia i zachowań, jakie przejmujemy z otoczenia i popkultury, które kształtują nasze własne życie i relacje. Teraz czas na przyjrzenie się jednemu z najbardziej powszechnych i jednocześnie najbardziej toksycznych skryptów relacji, jakich uczy nas popkultura. Zobaczymy skąd się bierze, czemu ma sens w książkach czy filmach, ale niespecjalnie w prawdziwym życiu, jak może być szkodliwy i co warto mieć zamiast tego.

Podstawowa różnica między fabułą, a życiem

Chciałbym kiedyś napisać powieść, albo i kilka. Nie wystarczają mi poradniki czy książki podróżnicze, które napisałem, chciałbym mieć też na koncie coś fabularnego. To jednak zupełnie inna kompetencja niż pisanie literatury faktu, więc od lat się w tym zakresie dodatkowo doszkalam. I z lekcji tych wyniosłem między innymi taką, podstawową regułę: najprostszy sposób, by sprawić, że fabuła będzie angażująca, to sprawić by bohater pragnął czegoś, ale nie mógł tego zdobyć, albo nie chciał czegoś, ale musiał to mieć.

Jeśli przyjrzysz się angażującym filmom, serialom, książkom, komiksom, itp. wątki te – często przemieszane – będą się w nich regularnie przewijały. A klasycznym przykładem takiego zabiegu artystycznego będą właśnie romanse. Główny bohater (bo zwykle to jednak historia jego sprawstwa) zakochuje się w  jakiejś dziewczynie (bo zwykle mamy tu heteroseksualną relację – wrócimy jeszcze do tego czemu to istotne). Ta dziewczyna go jednak, typowo, nie chce. Może jest w innym związku. Może główny bohater jest bucem. A może po prostu jest spoko, ale po prostu nie w jej typie. W każdym razie nie jest nim zainteresowana. Co więcej, jasno daje mu o tym znać.

 

Bohater chce czegoś, ale nie może tego dostać?

Zaliczone! 

Z tego miksu pragnienia oraz niedostępności powstaje dramatyzm, który utrzymuje odbiorców w napięciu przez całą fabułę. Będzie się więc starał i zmagał, walcząc z przeciwnościami losu by zdobyć to, na czym mu zależy. Aż do wielkiego finału, w którym główny bohater zdobywa jednak serce swojej wybranki. Koniec, fanfary. A widz wychodzi z kina z przeświadczeniem, że tak właśnie wygląda prawdziwa, romantyczna miłość. No i tu jest problem, bo życie tak zupełnie nie działa, a podążając tym skryptem można łatwo zrobić krzywdę i sobie, i osobie, która nas interesuje.

 

Wymieńmy sobie po kolei skrypty, których uczy nas takie fabularne ujęcie romansów:

  1. Należy zignorować odmowę osoby, która nas interesuje. Nasze jej pragnienie jest ważniejsze niż jej pragnienie by nie być z nami i/lub jakiekolwiek inne jej pragnienia.
  2. Jeśli będziemy wystarczająco długo się starać, to druga osoba musi nam w końcu ulec.
  3. Zainteresowanie drugiej osoby jest nagrodą, która się nam należy za nasze starania i wytrwałość.
  4. Osoba, którą jesteśmy zainteresowani uzna nasze regularne pogwałcenie jej granic za coś dobrego, atrakcyjnego i romantycznego, a nie za irytujące, nieprzyjemne lub wręcz zagrażające napastowanie. Nawet jeśli na początku zareaguje na to zachowanie negatywnie, to długoterminowo i tak zachowanie to zapewni nam sukces.
  5. Manipulowanie drugą osobą dla uzyskania jej uczuć jest dobre i usprawiedliwione, bo nasze emocje to uzasadniają.
  6. Takie uporczywe ignorowanie granic drugiej osoby jest w porządku i usprawiedliwione, bo nasze emocje to uzasadniają.
  7. Jestem bohaterem tej historii, to wokół moich emocji, potrzeb i oczekiwań wszystko się kręci. Jestem podmiotem, osobą decyzyjną.

Nazwane wprost, skrypty te już zaczynają się wydawać nieco mniej urocze czy romantyczne, prawda? Może nawet takie trochę niepokojące?

 

A teraz spójrzmy na nie z perspektywy drugiej osoby. Tej, którą w takim układzie rzekomo kochamy. A skoro kochamy, to chyba też zależy nam na dobrze tej osoby. Co te skrypty mówią z tej perspektywy?

  1. Moje zdanie i granice mogą zostać zignorowane, jeśli można mnie użyć do zaspokojenia czyichś potrzeb.
  2. Będę ofiarą napastowania tak długo, aż w końcu ulegnę.
  3. Jeśli się komuś podobam to nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia, muszę prędzej czy później odwzajemnić to zainteresowanie.
  4. Mam traktować pogwałcenie moich granic jako coś fajnego i atrakcyjnego.
  5. Można mną manipulować, bo przecież tak mnie kocha.
  6. Można gwałcić moje granice, bo przecież tak mnie kocha.
  7. Jestem rzeczą. Przedmiotem, nie podmiotem. To nie ja decyduje.

 

Robi się naprawdę ciężko, prawda? Tej perspektywy jednak nie widzimy, bo obserwujemy sytuację z perspektywy bohatera i jego potrzeb, a nie z perspektywy jego (de facto) ofiary. Coś, co jest narzędziem dobrej narracji uczy nas jednocześnie, że takie zachowanie jest jak najbardziej ok, albo wręcz oczekiwane i pożądane. Co gorsza, skryptów początków związków uczymy się głównie z popkultury – o ile możemy jeszcze oglądać to jak działają związki w naszym otoczeniu, to rzadko kiedy dorastając jesteśmy światkami ich początków. W efekcie uczymy się, że powyższe skrypty (ładnie podsumowane jako “stalking dla miłości“) są pewnym standardem w kontekście rozpoczynania związków.

 

Nietrudno domyślić się, że w rzeczywistości rzeczy rzadko kiedy działają jak w filmach. Dużo częściej takie zachowanie ze strony zainteresowanej osoby budzi u obiektu uczuć bardzo uzasadnione obawy i poczucie zagrożenia. Skoro zalotnik nie jest gotowy przyjąć naszego “nie” tutaj, to gdzie jeszcze może go nie chcieć przyjąć? Czy nie grozi nam ze strony tej osoby przemoc (fizyczna, psychiczna, społeczna, zawodowa)? Czy musimy się pilnować przed nią, unikać sytuacji w której mogłaby się też pojawić, nawet kosztem rezygnacji z elementów naszego życia, które ceniliśmy? Może lepiej pominąć to spotkanie z wspólnymi znajomymi, bo jak ta osoba tam będzie, to nie da nam spokoju?

W niektórych wypadkach prześladowane tak osoby mogą wręcz ulec z poczucia zagrożenia lub wyczerpania i zgodzić się na relację z takim człowiekiem. Tyle tylko, że trudno taką sytuację określić inaczej, niż gwałt. Wymuszenie seksu prześladowaniem psychicznym jest identycznym złamaniem wolności drugiej osoby, jak wymuszenie go przemocą fizyczną. Pod wieloma względami jest gorsze, bo ofiara w tej sytuacji może sobie wyrzucać, że przecież “miała” wybór, choć w rzeczywistości uporczywa przemoc psychiczna sprawiała, że żadnego wyboru tam nie było. Co więcej, sprawca przemocy może w tej sytuacji być zupełnie nieświadomy tego, że coś jest nie tak. W końcu ukochana osoba się zgodziła, zresztą to po prostu jego wytrwałość została nagrodzona. Jestem tu pewien, że wielu sprawców tej sytuacji, gdyby dotarło do nich czego się dopuścili i jak wygląda realna sytuacja w której uczestniczą, porzygałoby się z obrzydzenia i miałoby potężnego kaca moralnego. Większość takich osób jest całkiem przyzwoitymi ludźmi, po prostu odgrywa skrypty, których nauczyła ich popkultura.

 

Swoją drogą: jeśli zwracasz uwagę na to, że zdecydowanie częściej wskazuję tu na dynamikę mężczyzna “zalotnik” i kobieta “obiekt zalotów”, to jest to zdecydowanie celowe. Wspomniane skrypty są bowiem wyjątkowo silne w takim układzie. W odwrotnym wręcz często się je wyśmiewa, przedstawiając kobietę tak uporczywie ścigającą wybranka jako nieco zaburzoną. W zasadzie brak też takich skryptów w narracjach na temat związków homoseksualnych, niezależnie od tego, czy M/M czy K/K. W efekcie również w życiu dużo częściej będziemy się z przejawami tych skryptów spotykać w relacjach mężczyzna-kobieta niż jakichkolwiek innych.

 

No dobrze, więc jednym możliwym scenariuszem wynikającym z takich skryptów jest ignorowanie woli drugiej osoby, zastraszanie jej i potencjalne wymuszenie relacji przemocą psychiczną. Drugim, na szczęście bardziej prawdopodobnym, jest ogromna frustracja zalotnika. 

Bo robi wszystko, co powinien – według skryptów, które zna – i to jakoś nie działa. Zamiast nagrody za swoje wysiłki i starania dostaje w najlepszym razie nic, a często wręcz spotyka się z agresją. I to agresją z jego perspektywy nieuzasadnioną. Przecież robi wszystko to “co trzeba”, podąża za skryptami, które zna, które w filmach, książkach, itp. działają. Gdy więc w rzeczywistości jest inaczej, to czuje się oszukany i sfrustrowany. W efekcie powstaje duża część manosferycznych i redpillowych fantazji,  czy innych sposobów nadania sensu postrzeganej sprzeczności. Uświadomienie sobie, że może jednak świat działa inaczej, że te skrypty, które zna i próbuje stosować są po prostu wadliwe jest dla wielu osób trudne. Nie mają wystarczającej wiedzy i perspektywy, by spojrzeć z dystansem na to jak świat “powinien” działać i zastanowić się co z tego “powinien” jest faktycznie prawdziwe. W efekcie często zderzają się ze ścianą. Nie bez powodu od dawna wskazuję na to, że przy wszystkich problemach z kursami uwodzenia, “coś” w tym stylu jest faktycznie potrzebne dla wielu osób, bo po prostu nie mają wzorców budowy relacji. Tyle, oczywiście, że typowo te kursy jedynie pogłębiają patologiczne skrypty, zamiast z nich wyzwolić.

 

Bo krótka i prosta odpowiedź na cały powyższy skrypt jest następująca: “nie” oznacza po prostu nie. Jeśli druga osoba jasno daje Ci znać, że nie jest zainteresowana, przyjmij to do wiadomości i daj jej spokój. Więcej, jeśli Twoje umizgi spotykają się po prostu z niejednoznaczną reakcją, już bądź dość ostrożny, ewentualnie wprost zapytaj. Bo druga osoba po prostu może sobie ich nie życzyć, choć niekoniecznie może potrafić to sama wprost zwerbalizować.

Tak, wiem, że to bardzo wbrew skryptom, jakie znasz. O. TO. CHODZI.

I tak, może to zabrać szanse na nieco relacji, które startowały z pozycji niezdecydowanej czy wątpliwej, a może coś by z nich wyszło. Trudno. Lepsze to niż alternatywy, serio.

 

No dobrze, ale niektóre osoby też same zinternalizowały taki skrypt i grają w “trudne do zdobycia”. Co wtedy?

Odpuść. Serio. Wdawanie się w takie relacje jest proszeniem się o problemy i to bardzo poważne. Jak bowiem np. u takiej osoby oddzielisz prawdziwe “nie” od odgrywanego np. w kontekście seksu? No właśnie.

 

A co ze zmianą zdania? Czy pojedyncze nie w wieku 20 lat oznacza, że gdy spotkacie się ponownie w wieku 25 to wciąż należy zakładać, że to “nie” obowiązuje? W końcu ludzie się zmieniają?

Prosta odpowiedź – zdrowy rozsądek i empatia. Jeśli widzisz, że druga osoba wciąż trzyma się na dystans wobec Ciebie, itp. to daj spokój. Jeśli widzisz, że dobrze się Wam rozmawia, możesz zapytać – ale znów z poszanowaniem granic. Pomyśl o tym, że to do Ciebie przystawia się osoba zupełnie dla Ciebie nieatrakcyjna, pod żadnym względem. Co jaki czas pytanie “ej, a może jednak” byłoby dla Ciebie w porządku? Następnie pomnóż to co najmniej dwukrotnie i traktuj jako minimalną granicę.

 

Czy upór to zawsze stalking?

Czy to znaczy, że upór czy wytrwałość w związku nigdy nie ma sensu? Nie. Będą sytuacje, gdy faktycznie mogą być wartościowe. Relatywnie rzadkie, ale będą. Czasem np. ktoś faktycznie potrzebuje sobie poukładać różne kwestie, najpierw ogarnąć np. pracę i kwestie rodzinne, a dopiero potem myśleć o związku. Albo szczerze nie wie czy chce teraz być w związku, czy nie i musi to sobie dopiero przemyśleć. W takiej sytuacji to, że druga strona jest cierpliwa i może poczekać, aż taka osoba sobie różne kwestie poukłada może być wartością dla obojga.

Tyle tylko, że taka sytuacja potężnie różni się od sytuacji opisanej w popkulturowym skrypcie.

Po pierwsze, osoba będąca obiektem zainteresowania w tej sytuacji nie mówi “nie” – co zamknęłoby temat – tylko mówi “nie wiem”, “potrzebuję czasu”, itp. Bardzo, bardzo duża różnica.

Po drugie, obydwie osoby ustalają wtedy czy jest dla takiej osoby ok, jeśli osoba zainteresowana poczeka, aż druga poukłada sobie to co potrzebuje i wtedy podejmie decyzje. Jest to o tyle ważne, że takie poczucie “ktoś czeka, aż ja się poukładam” może być dla danej osoby dodatkowym, zbędnym obciążeniem, którego sobie po prostu nie życzy. Jeśli na tym etapie odpowiedź brzmi “nie, nie jest dla mnie w porządku, że ktoś będzie na moją decyzję czekał”, to jest to również jasny przekaz pt. “nie” i kluczowe jest uszanowanie go.

Po trzecie – i to będzie dopiero kontrowersyjne dla wielu osób  – obydwie osoby rozumieją, że fakt, że jedna z osób czeka na drugą, do niczego tej drugiej nie zobowiązuje. Jeśli za pół roku taka układająca swoje sprawy osoba stwierdzi “wiesz co, nie, jednak nie chce być w związku”, albo nawet “chcę być w związku, ale nie z tobą”, to osoba która na nią czekała nie ma na tej podstawie żadnych roszczeń, poczucia zdrady, itp. Ej, obstawiłeś/obstawiłaś pewien zakład, o potencjalnie niskiej szansie zwrotu i po prostu nie wyszło. To nie Twoja wina, ale też nie wina drugiej osoby. Tak czasem po prostu bywa.

 

Wyobraź sobie taki motyw w filmie romantycznym… Przecież publiczność by taką postać znienawidziła. W fabule mamy bowiem oczekiwanie pewnego zwrotu z inwestycji. No dobrze, poczekaliśmy, utożsamiając się razem z głównym bohaterem (bo to zwykle będzie jednak bohater, nie bohaterka), aż obiekt miłości się poukłada… Ale teraz, według kolejnego skryptu jakiego się uczymy, za naszą cierpliwość należy się nam nagroda! I to bardzo konkretna nagroda – nie to, że staliśmy się w tym czasie lepszą osobą, przepracowaliśmy jakieś swoje kwestie, nauczyliśmy się być bardziej szczęśliwi sami ze sobą. Nie! To ma być konkretnie miłość i związek, i seks, i to z tą konkretna osobą będącą obiektem “naszych” uczuć. Cokolwiek innego byłoby zdradą skryptu i emocjonalnie frustrujące.

Tyle, że życie to nie film. I w życiu ten skrypt jest po prostu toksyczny. W życiu nie masz prawa oczekiwać od kogoś, że dostosuje swoje emocje do Ciebie tylko dlatego, że Ty włożyłaś jakiś wysiłek, czas, cierpliwość, itp. w daną relację! Tak jak nikt nie ma prawa oczekiwać tego od Ciebie! Żyjemy wśród ludzi, a nie układanek, które da się “wygrać” jeśli tylko znajdzie się odpowiedni sposób.

 

Dlaczego więc ktoś miałby w ogóle się decydować na taki układ? Cóż, ponownie, można na to patrzeć jak na obstawienie zakładu. Szanse na wygraną mogą być niskie, ale jeśli wygrana jest wystarczająco wartościowa, to zakład wciąż może być racjonalną decyzją. Innymi słowy, jeśli dana relacja byłaby dla Ciebie tak wartościowa, że jesteś gotowy zaryzykować dla niej np. pół roku swojego życia, to – przy spełnieniu wszystkich powyższych warunków – może to być sensowną decyzją.

(I tak, uprzedzając – znajdą się na pewno takie osoby, które dość bezwzględnie wykorzystają nadzieje takiej osoby, wodząc ją za nos i traktując jako opcję alternatywną, na wypadek gdyby inna interesująca ich relacja nie wypaliła. Niestety, bywa, ludzie bywają podli. To co warto w tej sytuacji zrobić, to zrewidować na ile nasza ocena takiej osoby w ogóle była trafna, na ile był to ktoś, z kim chcielibyśmy w ogóle budować jakąś relację. Znów trzymając się analogii zakładu – czasem ludzie oszukują w hazardzie, pytanie brzmi, czy nie warto wtedy przemyśleć wyboru partnerów do gry. To o czym tu mówimy, to uczciwa komunikacja ze strony wszystkich zaangażowanych, a nie manipulacje i gierki. )

 

Podsumowując: owszem, w dość rzadkich sytuacjach czekanie na drugą osobą, za jej świadomością i zgodą, może być usprawiedliwioną decyzją. Będzie to jednak bardzo odmienny układ od typowych, znanych nam skryptów.

 

Inne problemy

Filmy itp. romantyczne przekazują nam przy okazji cały szereg innych problematycznych skryptów. Na przykład uczą nas, że “prawdziwa” miłość, jedyna, która się liczy, zaczyna się od wielkiego zrywu serca. Po prostu spotykasz taką osobą i wiesz, że jest Ci ona przeznaczona. Związki, które zaczynają się od przyjaźni, bez wielkich, płomiennych uczuć i dopiero stopniowo zmieniają w związek romantyczny są w tym modelu uznawane za gorsze, albo wręcz tymczasowe “przechowalnie” lub “gorsza opcja” z którą się trzeba pogodzić do czasu spotkania “tej jedynej”/”tego jedynego”.

Tymczasem badania pokazują, że w prawdziwym świecie ponad dwie trzecie związków romantycznych zaczyna się właśnie od przyjaźni! Co więcej, takie związki wydają się być bardziej trwałe (co nie powinno zaskakiwać – opierają się na długotrwale budowanej bliskości i szacunku, które są dużo lepszym predyktorem trwałości dowolnych relacji). Rzeczywistość działa więc zupełnie odmiennie od skryptów, jednocześnie jednak ludzie wierzący w takie skrypty mogą mieć poczucie, nawet w szczęśliwym związku, że czegoś kluczowego im brakuje, bo przecież nie doświadczyli tego, co obiecywać mają skrypty.

 

Innym popularnym skryptem są “wielkie romantyczne gesty”, najczęściej połączone z głównym skryptem typu “miłość to stalking”, rzeczy w rodzaju wielkich publicznych oświadczyn, np. na koncercie czy na stadionie w czasie meczu. Jasne, niektóre osoby marzą o czymś takim (bo zinternalizowały skrypty) i jeśli wiesz, z jasnych komunikatów, że druga osoba tak marzy i że chciałaby powiedzieć tak na takie oświadczyny, to może być to uzasadnione. Ale bardzo często takie publiczne wielkie gesty służą wywarciu presji społecznej na obiekt gestu. Jeśli mimo tego wszystkiego powie “nie”, to automatycznie wypada na tą złą osobę, przecież on tak się postarał i tak się odważył! Jasne, może publicznie powiedzieć tak, a potem jednak zerwać zaręczyny… Ale to znowu nie jest takie łatwe, bo w końcu publicznie się zgodziliśmy, więc jak teraz można do tego podchodzić?

 

Całą oddzielną kategorią skryptów są też po prostu modele relacji. Tym przyjrzymy się w oddzielnym wpisie, ponieważ jest to ogromny temat i coś, co zasługuje na solidne omówienie. Na tym etapie wskażmy po prostu, że popkulturowe skrypty romantyczne przedstawiają typowo bardzo niewielki wycinek możliwych relacji, względem wszystkich, w jakich ludzie mogą szczęśliwie i zdrowo funkcjonować.

 

Podsumowując – nie ucz się miłości z komedii romantycznych, ani z żadnego innego obiektu popkultury. To po prostu bardzo, bardzo, bardzo zły kierunek.

Zamiast tego SŁUCHAJ drugiej osoby i traktuj ją jak podmiot, jak kogoś, kto ma prawo o sobie decydować. Wszyscy na tym wyjdą dużo lepiej, niezależnie od tego, czy uda Wam się w końcu stworzyć jakiś związek, czy nie.

 


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis