Czym jest stalking?

Stalking to działanie polegające na regularnym, niepożądanym śledzeniu zachowań jakiejś osoby lub osób, w sposób naruszający jej granice. To jeden z tych terminów dla których brak dobrego polskiego odpowiednika – “napastowanie” czy “prześladowanie” słabo oddają sens tego zjawiska. Stalking nie opiera się bowiem na bezpośrednim grożeniu danej osobie. (Może też się pojawiać, ale nie jest sednem problemu.)

 

Ba, intencją stalkera w ogóle nie musi być groźba! Może on lub ona działać w dobrych intencjach (choćby w wyniku zauroczenia). Tym niemniej działania takie wciąż będą stalkingiem jeśli będą naruszać granice drugiej osoby i zaburzać jej poczucie bezpieczeństwo. Stalking u swojej podstawy jest bowiem formą odebrania kontroli drugiej osoby. Sygnałem pt. „nie masz bezpiecznego/swojego miejsca”, „nie możesz się ukryć”, „mogę wkroczyć do twojego życia kiedy JA zdecyduje”. W efekcie, choć formalnie osoba stalkowana może nie być w żadnym realnym niebezpieczeństwie, psychologiczne efekty stalkingu mogą być bardzo poważne.

Jak to wygląda w praktyce? Sam doświadczyłem stalkingu, w różnych stopniach, dwukrotnie i mogę tu podać te przykłady. Nie są one w żadnym razie ekstremalne – znam dużo gorsze sytuacje – tym niemniej ładnie ilustrują jak stalking może wyglądać.

 

Pierwszy stalking był ze strony człowieka ewidentnie zaburzonego, który prześladował szeroką grupę trenerów, psychologów, coachów, itp. Zarzucał nas SMSami i niechcianymi telefonami. Po pracy z jednym z guru rozboju osobistego w Polsce uroił sobie, że nauczy się kotwiczyć na siebie pożądanie, tak by mieć harem. Piszę, nauczy się, ale to my mieliśmy go tego nauczyć. Mój pierwszy kontakt z tym człowiekiem skończył się szybką rekomendacją konsultacji psychiatrycznej, niestety nie uratowało to mnie przed znalezieniem się na jego celowniku.

W praktyce oznaczało to zalew maili (łatwe do zablokowania) oraz smsów i telefonów z kolejnych dokupowanych kart telefonicznych (w pewnym momencie ewidentnie było tak, że dostawał wypłatę, za część kupował alkohol i karty i zaczynał szaleć przez kilka dni). Zwykle z pogróżkami, obelgami i próbami wymuszenia. Generalnie nic nie działało – spokojne przekonywanie, prośby, groźby. Udało się go namierzyć, ale chłopak mieszkał na drugim krańcu Polski, więc ewentualna interwencja osobista byłaby dość pracochłonna, a i przepisy odnośnie stalkingu były wtedy dość ograniczone. (Obecnie jest trochę lepiej.) Próbowałem się też kontaktować z jego rodziną, ale bez większych efektów.

Jedna sytuacja, w której faktycznie sytuacja ta mocno wpłynęła na moje poczucie bezpieczeństwa, to moment w którym ten człowiek ogarnął kim była moja partnerka i dał o tym znać – bo przez chwilę wyglądało to tak, jakby miał zamiar ją napastować w podobny sposób i to było naprawdę niefajne. Koniec końców kupiłem po prostu call-blocker i zacząłem kolejne jego numery dorzucać do czarnej listy, co ograniczyło skalę problemu. Choć niektóre zachowałem, bo są całkiem zabawne, w taki dziwny, wypaczony sposób. W sumie ten stalking trwał około pięciu lat, nie wiem czy przerwało go kolejne aresztowanie tego człowieka, osadzenie go w ośrodku psychiatrycznym, czy po prostu zmiana przepisów odnośnie telefonów, utrudniająca nabycie telefonu na kartę w anonimowy sposób.

 

Drugi stalking z jakim się spotkałem był prostszy w swojej naturze. Osoba, która się we mnie podkochiwała, dostała jasną odpowiedź, że bez wzajemności, ale wciąż uruchamiała pewne zachowania stalkingowe. Np. w sytuacjach grupowych odbywających się w kilku pomieszczeniach jakoś niemal zawsze orbitowała tak, by znaleźć się tuż koło mnie, mimo wyraźnych sygnałów braku akceptacji dla takiego zachowania.

Paradoksalnie choć ten stalking może się wydawać dużo bardziej sympatyczny niż pierwszy – tam dostawałem obelgi, groźby obicia mordy, wywiezienia do lasu i zakopania i podobnych zabaw – to właśnie w tym była sytuacja dla mnie dużo bardziej niekomfortowa i stanowiąca dużo większe naruszenie granic. SMS albo tekst na komunikatorze – już nie pamiętam – gdzieś w okolicach północy, typu „Fajny masz blok.” Było to w sytuacji gdy mieszkałem nieco na uboczu, w miejscu gdzie przypadkiem raczej nikt by się nie znalazł. To nie była trasa powrotów z czegokolwiek gdziekolwiek. Ta osoba musiała więc ogarnąć gdzie mieszkam (czy od wspólnych znajomych czy z miejsca rejestracji firmy) i zdecydować się o zboczeniu z drogi specjalnie po to by podejść pod mój blok. I to było, jak to ładnie mówią angole, creepy as fuck. Było to wejście w mój świat, moją bezpieczną przestrzeń i jeśli nie zlikwidowanie jej, to wyraźne naruszenie jej granic. „Wiem gdzie mieszkasz, mogę cię tu spotkać, niezależnie od tego czy masz na to ochotę czy nie.”

 

Dla jasności, nie mówię, że osoba stalkująca miała taki zamiar. Jestem przekonany, że w perspektywie tej osoby ta wiadomość była wręcz sympatyczna. O ile bowiem zdarzają się stalkerzy – z braku lepszej nazwy – z zamiłowania, celowo zachowujący się w ten sposób i czerpiący przyjemność z poczucia władzy jaką mają nad ofiarą – to jest ich na szczęście mniejszość. Większość osób stalkujących ma dobre intencje, ale jak to często powtarzam na blogu, intencje naprawdę nic nie załatwiają. Czy z braku umiejętności społecznych, perspektywy czy przez nadmierne skupienie na sobie i swoich potrzebach, takie osoby mogą regularnie naruszać granice innych.

Jak pisałem, moje stalkingi były dość „lekkie”. Stalkerzy potrafią posuwać się dużo dalej. Miałem znajomych terapeutów pracujących z pacjentami o skłonnościach stalkingowych… których znajdowali później u siebie w domu, np. w schowku pod schodami. Stalkerzy potrafią fizycznie śledzić swoje ofiary, nachodzić w pracy czy drodze do niej, włamywać się do ich domów, montować urządzenia podsłuchowe, integrować się do środowiska znajomych takiej osoby „niby przypadkiem”. Rzadko kiedy stosują otwarte groźby czy przemoc (choć to również się zdarza), często samo łamanie granic wystarcza do terroryzowania ofiar i odbierania im poczucia bezpieczeństwa.

 

Dlaczego stalking jest problemem?

Efekt stalkingu na ofiary jest bardzo duży. To przede wszystkim ogromne wyczerpanie psychiczne i poczucie zagrożenia, przekładające się na zdrowie tak fizyczne jak psychiczne. Tak jak zwykle wskazuje na to, że przewlekły stres owszem, może być szkodliwy, ale gdy mówimy o stresie na poziomie zagrożenia życia… Tak stalking jest źródłem tego typu stresu. Nie daje organizmowi opcji relaksu i regeneracji. Zagrożenie dla ofiar jest więc duże. Do tego dochodzą działania, które ofiary podejmują by przeciwdziałać stalkingowi – zmiana swoich zachowań, niekiedy wręcz wyprowadzki, zmiana pracy i numeru tylko po to by odciąć się od stalkera. To może prowadzić do wyizolowania od dotychczasowych sieci wsparcia, a także utrudnić budowanie nowych. Następuje utrata zaufania, niekiedy skłonności paranoiczne – w końcu nie wiadomo co jeszcze stalker wymyśli. Każdy telefon z nieznanego numeru już może budzić niepokój i poczucie zagrożenia…

Nawet jeśli ofiara stalkingu nie ulega presji napastnika, jej życie ulega często zaburzeniu. Stalkerzy potrafią na przykład pojawiać się w jej pracy, co negatywnie wpływa na  sytuacje zawodową takiej osoby. (Za pierwszym-drugim razem może to wywołać współczucie otoczenia. Przy kolejnych frustracja takim stanem jest często przenoszona na ofiarę, która jest traktowana jako ktoś dodatkowo winny całej sprawie. Niewiele osób jest w stanie zrozumieć, że stalkera niełatwo zniechęcić. Niektórzy mogą wręcz sugerować ofierze ulegnięcie stalkerowi, racjonalizując jakoś coś, co jest tak naprawdę własnym pragnieniem świętego spokoju.)

Problemem dla ofiary jest też często to, że pojedyncze zachowania składające się na stalking nie wydają się dla osób postronnych niczym ekstremalnym. Ofiara bardzo łatwo może więc zyskać łatkę przewrażliwionej, nadmiernie reagującej, itp. Osobom postronnym trudno sobie wyobrazić jak natężenie pozornie niegroźnych zachowań może szybko budować poczucie zaszczucia.

 

Ofiary i sprawcy

Ofiarami stalkingu są w większości kobiety, sprawcami w większości mężczyźni. Stalkerzy w większości stalkują kobiety, stalkerki natomiast wybierają zarówno meżczyzn, jak i kobiety. Najliczniejszą grupą stalkerów są byli partnerzy ofiary (niekiedy po bardzo krótkich relacjach typu 1-2 randki). W wypadku stalkerek ofiarą często jest ktoś z bliskiego kręgu znajomych, niekiedy sąsiad (co może skłaniać taką ofiarę do zmiany miejsca zamieszkania). Kobiety dużo częściej decydują się też na cyberstalking, niż na stalking fizyczny, w odróżnieniu od mężczyzn. Osoby z szeroko rozumianej opieki zdrowotnej, nauczyciele i prawnicy mają podwyższone ryzyko bycia ofiarami stalkingu ze strony osób, z którymi miały kontakty zawodowe. Oddzielną grupą ofiar są osoby sławne, które również potrafią być ofiarami stalkingu.

 

Jeśli chodzi o sprawców i sprawczynie, tak jak wspomniałem najczęstszymi sprawcami są „odrzuceni stalkerzy”, osoby które były wcześniej w związku z ofiarą lub próbowały taki związek stworzyć, zostały odrzucone i nie potrafią przejść nad tym do porządku dziennego. Podobnie funkcjonują osoby po prostu zainteresowane drugą osobą, ale wyrażające to zainteresowanie (czy w wyniku niekompetencji społecznej, czy z innych przyczyn) w sposób absolutnie łamiący granice drugiej osoby. Stalkerzy tego typu często żyją w złudnym przeświadczeniu, że ofiara ich kocha (choć może być tego nie świadoma), albo że w jakiś sposób ją od czegoś ratują.

Inni stalkerzy działają z pragnienia zemsty, upokorzenia lub przestraszenia ofiary – tu mamy do czynienia z czystą i celową złośliwością i działaniem wbrew drugiej osobie. Inną motywacją może tu być chęć zmuszenia kogoś do określonego działania (np. kobiety zabierające publicznie głos w wielu sprawach są często stalkowane i cyberstalkowane przez mężczyzn chcących zniechęcić je do zabierania głosu). No i pozostaje motywacja kontroli nad życiem ofiary, władzy nad tym, czy czuje się bezpiecznie.

 

U stalkerów często pojawia się rys narcystyczny (lub pełne zaburzenie narcystyczne), borderline lub antyspołeczny.  Zachowania stalkingowe częściej pojawiały się po alkoholu. Część stalkerów charakteryzuje się zaburzeniami psychotycznymi, np. paranoją czy zaburzeniami schizotypowymi, ale większość nie cierpi na psychozy.

 

Choć zdarzają się przypadki złudnego poczucia bycia stalkowanym, są one relatywnie rzadkie i w miażdżącej większości pochodzą od osób zaburzonych psychicznie. W przypadku zdrowej osoby ryzyko, że stalking jest prawdziwy jest nieporównywalnie większe, niż że coś sobie wyobraża.

Stalking w XXI wieku…

Choć “tradycyjnie” stalking opierał się na bardziej fizycznym prześladowaniu, wraz z popularyzacją internetu, a zwłaszcza mediów społecznościowych, przybrał nową, dużo bardziej powszechną odmianę.

Tzw. Cyberstalking, czyli śledzenie drugiej osoby w internecie. (Niektórzy do cyberstalkingu zaliczają też zachowania z zakresu cyberbully’ingu – prześladowanie takiej osoby, podszywanie się pod nią, prowokowanie, itp. Tu jednak chcę się trzymać kwestii najbliższych pierwotnego stalkingu.) Media społecznościowe – i nie tylko – dają nam bogaty dostęp do prywatnego życia innych ludzi. Nowoczesna technologia jeszcze to usprawnia. Istnieją już np. appki pozwalające – po dyskretnym sfotografowaniu drugiej osoby w knajpie – zidentyfikować ją automatycznie na mediach społecznościowych i wydobyć szereg informacji na jej temat. Sami nie mamy świadomości jak wiele informacji o nas krąży w sieci.

 

Tak rozumiany cyberstalking może wywierać mniejszy wpływ na psychikę ofiary – większość nie będzie go bowiem nawet świadoma. Ale wciąż jest to coś potencjalnie bardzo problematycznego. Czy czułbyś/czułabyś się w porządku z tym, że były partner/partnerka przegląda Twoje zdjecia z wakacji z nowym partnerem/partnerką? Niby są one publiczne, niby udostępniasz je po prostu dla znajomych… Ale gdzieś tu jest mniej lub bardziej subtelna granica, którą bardzo łatwo przekroczyć. Niby jest to „victimless crime”, nikt nie cierpi, bo takie osoby nawet nie wiedzą, że otrzymały tyle uwagi… Ale hmm, jakby to dobrze zademonstrować… To nie będzie idealny przykład, będzie nieco bardziej ekstremalny, ale myślę, że dobrze odwzorowuje to, że może to być jednak problemem.

Wyobraź sobie, że ktoś kogo bardzo nie lubisz i kim się dosłownie brzydzisz bierze Twoje zdjęcie i się do niego masturbuje. Albo, jeśli masz z tym luz, to że modeluje postać wyglądającą jak Ty w symulacji VR w której może taką osobę systematycznie torturować i mordować. Nie pokazuje Ci tego, nie przesyła Ci takich zdjęć, itp. Kiedyś dowiadujesz się o tym zupełnie przypadkiem. Czy czujesz się niekomfortowo, czy nie ma to znaczenia?

Niby nie ma tu ofiary, ale coś bardzo naszego i intymnego zostaje naruszone. Dla większości ludzi będzie to niekomfortowe – co pokazuje, że mimo wszystko jakaś granica została przekroczona.

 

Sam mam wrażenie, że parę razy, gdy byłem młodszy, zdarzało mi się ją przekraczać, poświęcając zdecydowanie zbyt dużo uwagi profilom osób, które mi się podobały, niezależnie od braku jakichkolwiek sygnałów zainteresowania z ich strony. Dziś wiem lepiej i czuję się bardzo niekomfortowo z tym, że kiedyś tak się zachowywałem. Chcę jednak celowo o tym napisać, bo chcę też podkreślić, że to są kwestie, które da się zmienić.

 

Oczywiście, cyberstalking może też przyjmować bardziej ekstremalne formy. Prześladowanie mailowe. Ataki ze strony fałszywych profili w miejscach gdzie się udzielasz. Fałszywe oskarżenia. Opcji jest wiele. Te jednak dla większości ludzi są już odczuwalne jako coś złego. Chciałem więc wskazać na te drobniejsze kroki i kwestie, bo od nich się zwykle zaczyna. A one są zwykle odbierane jako coś normalnego i nie sprawiającego problemów. Można to zmienić.

 

Co da się zrobić?

Ze stalkingiem motywowanym władzą, terrorem czy zemstą trudno zrobić cokolwiek poza uruchomieniem policji. Na szczęście powoli sytuacja prawna i świadomość służb w związku ze stalkingiem się poprawia. Jest tu jeszcze długa droga, ale powoli robi się coraz lepiej.

Uprzedzając zwolenników „fizycznej” edukacji stalkerów, sprawa nie jest niestety taka prosta. Tak jak generalnie jestem wielkim zwolennikiem przemocy stosowanej do celów edukacyjnych i artystycznych*, tak w praktyce policja może wciąż zbyt lekko podchodzi do stalkingu, ale dużo ostrzej do przemocy – i próby samosądów raczej źle się skończą dla samozwańczych sędziów.

*Czarny humor, jeśli ktoś nie załapał. Przemoc jest naprawdę bardzo mało wydajną metodą na cokolwiek poza zrobieniem sobie krzywdy.

 

Większa świadomość na temat stalkingu może też ułatwić pomoc osobom psychotycznym, które demonstrują zachowania stalkingowe. Rodziny mogą być bardziej wrażliwe na ich obsesje i szybciej kierować ich na badania.

 

Jeśli natomiast chodzi o inne rodzaje stalkingu… Cóż, między innymi pod tym kątem powstał ten artykuł. Bo ogromna część stalkerów po prostu nie wie, że to co robi jest czymś złym.

 

Widzisz, myślę, że nie bez powodu miażdżąca większość stalkerów to faceci. A miażdżąca większość ofiar to kobiety.

Bo w 9/10 komedii romantycznych stalking jest kluczem do serca ofiary.

 

Nie, jasne, nie nazywa się go tam stalkingiem. To „upór”. „Wytrwałość”. „Prawdziwa miłość”. Główny bohater jest dla swojej wybranki odpowiednim facetem tylko za sprawą swojego głownobohaterstwa. (A któż nie uważa siebie za głównego bohatera historii swojego życia?) Jeśli ma ona relacje z kimś innym, zwykle ta relacja zostanie podważona tylko dlatego, że nie jest głównym bohaterem. Co więcej, bardzo często główny bohater zdobywa informacje dla podważenia tej relacji właśnie przez zachowania typowo stalkingowe.

 

„Dzień świstaka”? Bill Murray wykorzystuje moce de facto podróży w czasie by tak naprawdę zmanipulować koleżankę z pracy w związek – poprzez uzyskanie o niej informacji, których ujawnienia nie ma świadomości i przedstawienie się, w fałszywy sposób, jako idealny partner dla niej. „Planeta Singli”? Borys Szyc stalkuje bohaterkę, w której się zaczyna podkochiwać i jej faceta. (Na początku wzburza to jej oburzenie, ale hej, koniec końców facet sam się usuwa z drogi, a Szyc robi jeden duży gest odkupienia i już wszystko jest wspaniale.) Ilość filmów, w których kobieta mówi „nie”, a facet łamiąc jej granice, wbijając się w jej życie wbrew jej zgodzie w jej intymne sprawy, zostaje za to nagrodzony, jest ogromna. (Pod tym kątem tak odświeżającym było dla mnie niedocenione „W doborowym towarzystwie”, w którym para nie kończy razem, nie ma też typowego „romance-stalkingu”.)

 

Co ciekawe, takie stalkingowe zachowanie dużo rzadziej przedstawiane jest pozytywnie w wypadku kobiet. Tam jest ono zwykle pokazywane jako co najmniej dziwne, albo wręcz chore. Ale u mężczyzn to samo zachowanie staje się romantyczne. Pop-Culture Detective ma w temacie świetny odcinek, polecam dla chętnych jako lekturę uzupełniającą. Zapewne dlatego stalkingu mamy dużo więcej u mężczyzn niż u kobiet.

Bo mężczyźni są po prostu uczeni, że stalking jest kluczem do serca kobiety, która powiedziała nam „nie”. Bądź uparty i wytrwały, a ona odkryje, że jednak cię kocha – niezależnie od tego, że może po prostu mieć inne zdanie.

 

Nie mówię tu, że skłonność do stalkingu jest naszą, mężczyzn, winą. My też jesteśmy tu ofiarami – zjabanej kultury, która wdrukowuje nam chore wzorce. Ale jest naszą odpowiedzialnością. Nawet jeśli mamy te wzorce, to musimy wyrosnąć poza nie, dostrzec, że są toksyczne i niczego zdrowego nie robią.

 

Tu wracamy do całej tematyki kultury gwałtu itp., którą wielokrotnie poruszałem już na blogu.

Większość mężczyzn nie jest zła. Ale większość mężczyzn miało złe wzorce. Sam takie miałem, 5-10 lat temu sam uważałem, że ten „stalkerski” skrypt jest uzasadniony. Skoro ja mogłem się tego oduczyć, inni też mogą. To kwestia dotarcia z odpowiednimi informacjami. Odpowiedniego przekazu.

 

I tego typu artykuły mogą tu faktycznie pomóc. Uświadomić, że stalking NIE JEST ok. Że takie zachowania nie mają sensu.

 

Bo nawet jeśli szczerze uważasz, że dana osoba popełnia największy błąd swojego życia odchodząc od Ciebie czy nie uznając twojej atrakcyjności… I nawet odłóżmy na bok kwestie jej prawa do wyboru takiego błędu, jeśli to faktycznie byłoby błędem… I nawet załóżmy, że masz absolutną rację i to był błąd i uczyniłbyś tą osobę najszczęśliwszą na świecie i wszystkie alternatywy będą gorsze…

Nawet zakładając to wszystko – a to bardzo duże i wątpliwe założenia – czy sądzisz, że taka osoba będzie bardziej, czy mniej otwarta na argumenty w tym zakresie czując się zagrożona? Czy sądzisz, że taka osoba będzie bardziej, czy mniej skora wysłuchać argumentów kogoś, kto pokazał, że nie szanuje je zdania i jasnych przekazów?

Skoro więc jednocześnie sprawiasz drugiej osobie dyskomfort i sabotujesz swoje własne szanse… To może czas to zmienić?

 


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis