Recenzja: Good Reasons for Bad Feelings

Randolph Nesse

Gdy usłyszałem o tej książce, stwierdziłem, że mamy tu jedną z dwóch opcji. Albo będzie wyśmienita, albo okaże się szajsem przy którym moje klęcie na Ohme, Petersona i Meyersa to delikatna frustracja.


Jak się okazało, myliłem się. W obydwu przypadkach.


Nie jest to książka wyśmienita. Nie jest nawet dobra. Jednocześnie ma nieco wartościowych treści, które faktycznie mogą dać ciekawy wgląd w pewne kwestie.

Nie jest to szajs. Ma kilka głupich fragmentów, inspirowanych Bussem i podobnymi szajsami. Ogromna jej część jest po prostu rozlana, braindump pozbawiony jakiejkolwiek sensownej struktury czy przekazu. Ot, wyrzuce z siebie co wiem w temacie i może ktoś znajdzie w tym coś wartościowego. Ale tekstowi brak arogancji i patetyzmu, jakie czynią lekturę Petersona et consortes taką torturą. Wiecej tu ostrożności, więcej dystansu, mniej złudzeń wielkości i absolutnych tez.


Ok, więc czym jest ta cała „psychiatria ewolucyjna”? W założeniach jest to rozszerzenie na zdrowie psychiczne koncepcji medycyny ewolucyjnej (która próbuje patrzeć na zdrowie fizyczne z perspektywy ewolucyjnej). Tu pojawia się jedna z prostych a wartościowych rzeczy w tej książce, czyli istotne rozróżnienie. Nie chodzi o postulowanie, że choroby psychiczne (czy jakiekolwiek) stanowią ewolucyjne przystosowanie do czegokolwiek. Raczej o to, że są konsekwencją innych czynników, które same w sobie stanowią ewolucyjne przystosowanie. Wydaje się to drobną różnicą, ale ma dość istotne konsekwencje praktyczne.


Samo takie spojrzenie na problemy psychologiczne jest cenne i dwa pierwsze rozdziały ksiażki, wprowadzające takie podejście, chętnie bym wyciął i puszczał jako oddzielny felieton. Może bowiem pomóc ludziom łatwiej zaakceptować „czemu im się to dzieje”, dostrzec, że nie jest to nic niezwykłego, to po prostu system, który miał określoną funkcjonalność, która z jakiegoś powodu w danej sytuacji działa za mocno albo za słabo, albo nie w tym momencie gdy trzeba. To ważne, bo ludzie bardzo często czuja się wyalienowani przez swoje problemy. Postrzegają je jako znak, że jest z nimi coś nie tak, wyraz słabości lub niewyjaśnioną karę. Zrozumienie, że to po prostu coś, co pomagało naszym przodkom przetrwać, ale dziś wywołuje niepożądane skutki, może być niezwykle oswobodzajace.

Fajna jest tu analogia do wykrywacza dymu w mieszkaniu. Ponieważ pożar jest takim zagrożeniem, wolisz detektor, który jest zbyt czujny – nawet jeśli czasem zrobi bajzel bo przypalisz tosty – niż taki, który jest za słaby. Podobnie z np. systemem lękowym – wolisz system zbyt wrażliwy, niż zbyt ochoczo ignorujący zagrożenie.


W książce jest też kilka innych wartościowych elementów. Są to:


A) Główne kategorie rzeczy, których ewolucja nie jest w stanie naprawić

1. Niedopasowanie między ewolucyjnymi adaptacjami, a współczesnymi warunkami (klasycznym przykładem są tu superbodźce ).

2. Infekcje – mikroorganizmy ewoluują od szybciej od nas

3. Ograniczenia fizyczne – dobór naturalny nie wymusi pewnych kwestii

4. Koszta uboczne – praktycznie każda zmiana, która coś daje, musi też coś kosztować, ale będzie utrwalona, jeśli zysk jest większy od straty

5. Reprodukcja – dobór naturalny priorytetyzuje skuteczne rozmnażanie, nie zdrowie czy długowieczność, pewne rzeczy padają w cieniu doboru naturalnego (ich efekty pojawiają się po głównym okresie reprodukcyjnym)

6. Reakcje obronne – niektóre problematyczne reakcje są i tak korzystne biorąc pod uwagę alternatywy, ewolucja nie tworzy idealnych systemów


To z jednej strony rzeczy znane każdemu, kto liznął trochę ewolucjonizmu, ale z drugiej dobrze jest mieć je ładnie i krótko zestawione i doceniłem to w tej książce.


B) Główne sposoby na jakie nasze systemy mogą działać źle:

1. Próg reakcji jest za niski – reagujemy na nieistotne zmiany

2. Próg reakcji jest za wysoki – nie wykrywamy istotnych zmian

3. Reakcja jest niewystarczająca do zmian

4. Reakcja jest nadmierna do zmian

5. Reakcja jest uruchamiana przez nieprawidłowe bodźce

6. Reakcja zachodzi niezależnie od bodźców.


Podział ten jest prosty, ale wciąż wartościowy i możemy w niego wpisać większość naszych życiowych problemów. Przydatne do dyskusji z klientami na temat ich problemów.


C) Kilka drobiazgów typu wskazanie, że różne elementy nastroju/samopoczucia mogą być błędnie interpretowane razem, a warto byłoby je oddzielić. Albo, że różne elementy depresji należałoby potencjalnie rozbić w zależności od przyczyny, a nie tylko od symptomów. Interesujące było też zwrócenie uwagi na to, że choć takie rzeczy jak wzrost czy podatność na cukrzyce typu drugiego są silnie warunkowane genetycznie, to brak nam konkretnych, pojedynczych genów wyjaśniających dużą część zmienności. 90% wariancji wzrostu w zachodnich społeczeństwach to genetyka, ale pojedyncze geny dają efekty między 2 i 6 milimatrów, a razem brane 20 najważniejszych genetycznych markerów wyjaśnia jedynie 3% całej różnorodności genetycznej. W czymś niby tak podstawowym jak wzrost! (Daje to też inną perspektywę na epigenetykę – aktywacja lub inhibicja pojedynczych genów jest w tej perspektywie dużo słabszym procesem. Ale to już moja obserwacja ponad treść książki.) Ciekawy był też przegląd surowych danych z dużego badania nad żałobą, m.in. podważający mit o tym, że ambiwalentna relacja ze zmarłym przekłada się na największą żałobę.


Książka nie jest więc totalnym szajsem. Jest tam nieco cennych rzeczy.  Z drugiej strony, ilekroć autor próbuje wchodzić w konkretne ewolucyjne tłumaczenia emocji i problemów… Cóż, jest słabo. Nagorsze jest powielanie stereotypów rodem z Bussa i pokrewnych, ale nawet inne kwestie są po prostu… Rozlane. Brak tu jasnych konkretnych hipotez, jest wysyp „może to, może tamto” i to w potwornie niezorganizowany sposób. Ewidentnie przydałby się tej książce redaktor. Jest po prostu rozwleczona, nieprecyzyjna, bez konkretnego przekazu (poza tym, co można zamknąć w pierwszych dwóch rozdziałach).

Czy warto ją przeczytać? Nie. To co uważam za wartościowe zawarłem powyżej i jeśli weźmiesz te lekcje, oszczędzisz sobie czasu, który ja zmarnowałem. Koncepcja jest potencjalnie cenna, wykonanie niesatysfakcjonujące.

Poziom: S2 – nieco dla laików, nieco dla już coś wiedzących, ale nic powalajacego

Ocena: 2/5 – odradzam, mam poczucie, że co cennego, to generalnie podsumowałem powyżej. Chyba, że masz za dużo czasu ;)


Książkę możesz znaleźć np. tutaj


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis