Jesteśmy automatami do przekazywania genów. Jasne, nasza świadomość, zdolności intelektualne, kultura, to wszystko pozwala nam nieco wybić się ponad nasze pierwotne, biologiczne uwarunkowania. Nie zmienia to jednak faktu, że nasz organizm został w dużej mierze „zaprojektowany”* do tego by zapewnić nam jak najdłuższe przetrwanie (przynajmniej w okresie płodnym) oraz „wyprodukowanie” jak największej ilości dzieci.

Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie jeden kluczowy element. Nasz „projekt” dopasowany jest do sawanny sprzed jakichś 50 tysięcy lat. Od dawna już nie żyjemy w tym świecie. A skłonności, które nam tam pomagały, dziś mogą nas (powoli) zabijać…

*Zaprojektowany jest tu terminem trochę nietrafnym, bo ewolucja jako taka nie ma celu. Najlepsi replikatorzy zostawiają więcej kopii swoich genów, po prostu. Końcowy efekt może sprawiać wrażenie projektu, ale nie ma tam żadnej świadomej sprawczości, jest zwykły rozkład prawdopodobieństwa.

sexy

Zoolodzy Konrad Lorenz i Nikolaas Tinbergen zdołali nakłonić matki mewy do karmienia sztucznego dziobu na patyku, gdy tuż obok pokarmu domagały się ich prawdziwe, głodne pisklęta. Zdołali skłonić pisklęta do podążania za fałszywym dziobem matki, całkowicie ignorując prawdziwą samicę. Potrafili też skłaniać samce do prób kopulacji z drucianym konstruktem, ignorując prawdziwą, chętna samicę.

Lorenz i Tinbergen odkryli coś, co nazywa się bodźcami ponadnormalnymi, supernormal stimuli.

Ewolucja jest bowiem, jak już może kiedyś wspominałem, dość głupia, a przede wszystkim oszczędna. Zakodowanie szczegółowych instrukcji jak ma wyglądać piskle czy matka… cóż, metodą genetycznych zmian i przekazywania ich z pokolenia na pokolenie, trudna sprawa. Setki tysięcy, albo i miliony pokoleń. Prędzej by cały gatunek wymarł przez ten czas!

Ale można to zrobić taniej. Łatwiej. Szybciej.

Wystarczy żeby w mózgu matki zakodować, by wybierać najbardziej czerwony obiekt o kształcie podobnym do dzioba – i tam będzie wrzucała jedzenie. Najbardziej czerwone będzie zwykle gardło, które najlepiej widać przez najbardziej rozwarty dziób, występujący u najbardziej głodnego pisklaka. Prosty mechanizm, który zwykle się sprawdza – pisklaki z mutacją genetyczną odbarwiającą gardło szybko ginęły, czyszcząc pulę genetyczną i utrwalając mechanizm. Wszystko już w kilka-kilkadziesiąt tysięcy pokoleń, a więc nieporównywalnie szybciej.

Czerwone wnętrze dzioba to właśnie taki superbodziec dla niektórych gatunków ptaków. Inne superbodźce odpowiadają za dobór samic, identyfikacje danego zwierzęcia jako matki, itp.

Clou programu jest następujące: ludzie też mają superbodźce.



Przerwa na reklamę ;)


Chcesz popracować nad swoją pewnością siebie? Kurs autocoachingowy VOD Pewność Siebie w Praktyce zapewni Ci materiał do efektywnej pracy nad sobą w tym zakresie. 33 lekcje wideo o łącznej długości ponad 250 minut. 100% konkretnych, gotowych do zastosowania narzędzi.


Wracamy do artykułu :)



Lubisz słodycze? Batoniki i cukierki? 50 tysięcy lat temu na sawannie nasi przodkowie wykazywali wyjątkową wrażliwość na słodkie owoce**, które ten cukier zawierały. Lubiłeś owoce – miałeś mniejsze szanse umrzeć z głodu.

Lubisz tłuste jedzenie? Goloneczkę? Żeberka? Albo po prostu orzechy i inne nasiona? 50 tysięcy lat temu na sawannie było to kolejne cudowne źródło kalorii. Lubiłeś tłuste? Przeżywałeś dłużej i miałeś więcej dzieci, niż koledzy i koleżanki dbające o linię ;)

Tyle tylko, że nikomu na sawannie nie przyszło do głowy – bo i jak miałoby przyjść – że ktoś kiedyś zdoła skondensować cukier i tłuszcz tak bardzo, jak dziś to regularnie robimy. Masło orzechowe. Batoniki. Batoniki z masłem orzechowym. Żarcie zapiekane w głębokim tłuszczu. Batoniki… z masłem orzechowym… zapiekane w głębokim tłuszczu…

Ehh, przepraszam, rozmarzyłem się… Gdzie to ja byłem? A tak – dziś potrafimy skondensować te sygnały dużo bardziej, niż było to możliwe w czasach naszych przodków. Wysokokaloryczne jedzenie jest po prostu łatwiej dostępne – i nasz organizm mówi nam „bierzcie i jedzcie to wszyscy, to jest bowiem sposób, by przeżyć kolejny okres głodu”… Tyle, że ten okres nie nadchodzi. Musisz używać swojego intelektu, aranżacji środowiska i wielu innych sposobów by przeciwdziałać temu, co Twój organizm każe Ci jeść. A każe, bo to dla niego superbodźce i musi się na nich skupiać.

**Które były, notabene, nieporównywalnie mniej słodkie niż współczesne, poddane kilkunastu tysiącleciom selektywnego doboru w toku hodowli rolniczej.


Albo taki seks i uroda. Ile tam mamy superbodźców! Zwłaszcza teraz, w epoce superkosmetyków, chirurgii plastycznej oraz, rzecz jasna, photoshopa. Umożliwiają one wzięcie jednego ze standardowych bodźców atrakcyjności seksualnej, np. gładkiej cery (sugerującej brak chorób) czy odpowiednich proporcji talii do bioder (sugerujących płodność i łatwy poród) i podkręcenie ich do poziomów, które w naturze nie występują ani nie mają szans występować.

Fajnie demonstrują to nagrania typu Dove Evolution, Body Evolution czy pojawiające się niekiedy zestawienia wyglądu aktorek porno przed i po makijażu. Doskonale widać tam „pompowanie” superbodźców do poziomu w rzeczywistości nie istniejącego. Cera gładsza, niż jakakolwiek prawdziwa. Nierealne sylwetki i proporcje. To wszystko kształtuje jak myślimy o kobietach (i o mężczyznach, bo przecież ten sam trend dotyczy też modeli i aktorów) i jakie standardy pojawiają się w naszych głowach. To również wpędza wiele osób w bardzo destrukcyjne procesy. Zarówno w postaci pogoni za niemożliwym przez głodzenie się, używki, itp. – lub odmiennie, przez zaburzenia seksualne – jak i w postaci różnego rodzaju problemów psychologicznych wynikających z porównywaniem się z takimi ideałami.


A może rozrywka? Kilka osób zdążył się już „zagrać” na śmierć – grali w gry, zwykle typu MMO, z takim zaangażowaniem, że powstrzymywali się od picia czy spania i umierali w trakcie kilkudobowych maratonów. Nic dziwnego – gry tego typu budowane są w oparciu o odpowiednie rozłożenie wzmocnień, tak by maksymalnie angażować graczy. Niektórych aż do poziomu śmiertelnego zaangażowania. Podobnie zresztą z przemysłem urody, czy spożywczym – firmy mają silną motywacje do tego, by produkować rzeczy z jak największym natężeniem superbodźców, bo to zwiększa szanse, że kupimy ich produkt i kupimy go dużo.


Możesz tu oczywiście zaprotestować – przecież mamy wolną wolę! Możemy powiedzieć „nie”!

To prawda. Sęk w tym, że taka zdolność veta to ograniczony zasób, dodatkowo redukowany np. przez typowy dla naszej kultury niedobór snu. A superbodźce wymagają wyjątkowo dużo tej woli, aby im się przeciwstawić – bo są dopasowane do naszych potrzeb, po czym podkręcone na 200… W skali do 10.

To sugeruje, że – prędzej lub później – będziemy musieli się przyjrzeć systemowo tej kwestii, może np. wprowadzić pewne ograniczenia względem produkcji czy sprzedaży różnych towarów i usług. Bo inaczej, dosłownie, zagramy i zażremy się, jako gatunek, na śmierć…

To jednak pieśń przyszłości. Na ten moment warto po prostu mieć świadomość znaczenia superbodźców i ewentualnie starać się ograniczyć swój kontakt z nimi, poprzez odpowiednią aranżację swojego dnia i otoczenia.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis