Recenzja:

Doing Good Better: How Effective Altruism Can Help You Help Others, Do Work that Matters, and Make Smarter Choices about Giving Back

William MacAskill

(Dziękuję Danielowi Wyrzykowskiemu i Altruisto za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego.)

Efektywny altruizm to koncepcja wskazująca na to, że dobroczynność może być mniej lub bardziej efektywna, oraz że decydując się na działania dobroczynne powinniśmy skupiać się na takich rozwiązaniach, które pozwalają optymalizować efekt naszej dobroczynności. Jest to o tyle istotne, że ze względu na różnice w majętności świata, skala inwestycji niezbędna na poprawę jakości życia albo wręcz jego uratowanie, jest bardzo odmienna w różnych rejonach świata. W USA uratowanie czyjegoś życia może kosztować tyle, ile uratowanie 50 żyć w Bangladeszu czy Etiopii. Jeśli więc chcemy, aby nasza dobroczynność miała realny wpływ na świat, a nie tylko była czymś, co sprawia, że sami się dobrze czujemy, to zdecydowanie warto przyjrzeć się metodom efektywnego altruizmu i wdrożyć w życie przynajmniej część z nich.

O efektywnym altruizmie już pisałem na blogu, wyjaśniając o co w nim chodzi oraz podając przykłady jak uprawiać go efektywnie. Doing Good Better znacząco jednak poszerzyło moją perspektywę na to w jaki sposób ogarnąć ten temat. Książka jest napisana bardzo konkretnie i treściwie, bez lania wody. Po prostu punkt po punkcie porusza różne aspekty efektywnego altruizmu, tłumacząc jak działają, jak podejmować w tym zakresie lepsze decyzje i jak wyglądają dotychczasowe dobre praktyki i badania w temacie.

Zaczyna się od pięciu podstawowych pytań odnośnie efektywnego altruizmu, skupionych przede wszystkim na organizacjach dobroczynnych i ich efektach:

1) Ile osób korzysta i jak bardzo? Wskazując na konkretne miary, które możemy wykorzystywać (nieidealne, jasne, ale przy tej skali problemów i tak dające jakieś porównanie), by porównać działanie różnych organizacji dobroczynnych. Bo wiele brzmi jakby miało świetne pomysły, ale realna efektywność tych pomysłów potrafi być bardzo różna. Tu przydaje nam się m.in. zmienna QAYL – quality-adjusted years of life, czyli o ile lat, skorygowanych pod względem jakości życia, uda się wydłużyć życie takich osób.

2) Czy to najbardziej efektywna rzecz, jaką możesz zrobić? Każda złotówka, która pójdzie na jedną akcję jest złotówką, która nie pójdzie na inną akcję. Jak dajesz, to warto dawać tam, gdzie wyniki będą najlepsze. Dla przykładu, zapewnianie dzieciom w Afryce książek do nauki okazuje się być ponad sto razy mniej wydajne, niż zapewnianie im odrobaczania.

3) Czy na tym obszarze jest wystarczająca ilość uwagi? Są pewne obiekty dobroczynności, które są szczególnie nagłośnione i dostają dużo wsparcia. Często dużo więcej, niż organizacje pracujące w tym obszarze są w stanie efektywnie spożytkować. Po prostu, jeśli organizacja pracuje na budżecie 2 miliony i dostanie nagle 4, to pewnie jakoś to ogarnie, ale jeśli dostanie 40-ci, to zanim zrekrutuje i przeszkoli dodatkowy personel, itp. żeby to wszystko poogarniać, to duża część tych środków będzie wisiała w limbo. Medialnie nagłośnione problemy, np. katastrofy naturalne zaliczają zwykle ogromny przypływ pieniędzy, często niezależnie od realnych potrzeb. (Np. tajfuny w Japonii i na Haiti przyciągnęły podobną liczbę środków, choć ten w Japonii wyrządził dużo mniejsze szkody, lokalne organizacje miały fundusze by temat ogarnąć i z góry dawały znać, że nie potrzebują pomocy)

4) Co by się wydarzyło alternatywnie? Czy gdybyś Ty nie podjął tego działania, podjąłby je ktoś inny? Dla przykładu, jeśli jest kolejka ochotników do wyprowadzania psów ze schroniska i jeśli Ty nie pójdziesz z tym psem, to prawdopodobnie pójdzie z nim ktoś inny, to jest to dużo mniej efektywne działanie, niż gdyby nikt do tych psów nie przychodził.

5) Jakie są szanse na sukces i jak duże będą konsekwencje sukcesu? Nie każde działanie dobroczynne da efekty, a jeśli już da, to mogą one mieć różną skalę. Warto się na tym skupić.

 

Możesz zwrócić uwagę, że powyższe zestawienie nie wskazuje np. na koszty własne organizacji. Dlaczego? Bo niektóre organizacje będą miały bardzo wysokie koszty własne, a i tak ich efektywność będzie ogromna i dowolne datki na nie będą bardzo efektywne. Dla przykładu, okazało się, że organizacja produkująca radiowe opery mydlane instruujące ludzi odnośnie podstawowych zasad higieny okazywała się mieć kolosalne wyniki, choć ich koszty były nieporównywalnie większe, niż np. organizacji dostarczającej mundurki dzieciom. Po prostu, wyprodukowanie i puszczenie opery mydlanej, nawet bardzo niskokosztowej, swoje jednak kosztuje. Ale daje też niesamowite efekty.

 

Oprócz wskazówek co do wspierania efektywnych organizacji dobroczynnych, Doing Good Better porusza też kilka innych tematów, które zwykle nie pojawiają się w kontekście dobroczynności. Omawia na przykład kwestię doboru pracy zapewniającej odpowiedni poziom altruizmu. Mocno argumentuje tu za wartością “zarabiania dla altruizmu” – znalezienia dobrze płatnej pracy po to, by móc znaczną część wynagrodzenia z niej przekazać na dobroczynność. W tym rozumieniu, chirurg plastyczny, który znaczną część swoich dochodów przekazuje na efektywny altruizm okazuje się ratować dużo więcej żyć, niż neurochirurg, który takich środków nie przekazuje. Ciekawe jest też wskazanie na możliwość wykorzystania efektywnego altruizmu jako formy zniwelowania kosztów ekologicznych, a potencjalnie nawet etycznych swojego stylu życia (muszę to w sumie podesłać znajomym miłośnikom steków i szybkich samochodów ;) ). Okazuje się bowiem, że dobierając odpowiednie organizacje dobroczynne kwota ok. 100 dolarów rocznie jest już wystarczająca na zrównoważenie śladu węglowego typowego Amerykanina (a więc dużo wyższego od śladu węglowego typowego Polaka). Drugie 100 dolarów jest mniej więcej kosztem przekonania jednej osoby do przejścia na wegetarianizm na rok  – jeśli więc wolisz, by ktoś nie jadł mięsa za Ciebie, to potencjalnie masz na to wyjście. Takich drobnych, życiowych sugestii i rozwiązań książka daje całkiem sporo, więc tym bardziej zachęcam do jej poznania.

 

Jeśli czegoś w efektywnym altruizmie brakuje (i ta książka tego bezpośrednio nie porusza), to kwestii zadbania o te bardziej emocjonalne aspekty dobroczynności. Tzn. co zrobić, jeśli jakiś obszar jest jednak dla nas bliski emocjonalnie (małe kotki!), albo jeśli chcemy mieć bardziej emocjonalną, niż racjonalną satysfakcję z dobroczynności. W tym zakresie spotkałem się z ciekawą propozycją w innym miejscu – w takim układzie warto podzielić swoje środki, jakąś ich część dać na rzeczy, które emocjonalnie nas wynagrodzą, a resztę poświęcić na efektywny altruizm. Będzie to nieco mniej optymalne niż czyste poleganie na efektywnym altruizmie, ale bardziej skuteczne niż alternatywy.

 

Poziom: S2 – skorzystają i początkujący i bardziej doświadczeni

Ocena: 5/5 – bardzo dobry materiał na temat efektywnego altruizmu, zdecydowanie polecam

Książkę możesz kupić np. tutaj


Moja nowa książka, "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań" jest już dostępna w formie e-booka! Tylko na Mindstore.pl 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis