Podsumowanie 2021

Here we go again… 2020 kończył się nadzieją na w miarę szybkie domknięcie tematu. Mieliśmy już, w tempie które pięknie demonstrowało co może zrobić odpowiednio finansowana nauka, skuteczne szczepionki na Covid. Jasne, wyprodukowanie zapasu dla 7 miliardów ludzi to wyzwanie, ale powrót do typowego funkcjonowania wydawał się już relatywnie bliski.

Cóż, jak to zwykle bywa, nie doceniłem skali ludzkiej ignorancji i odlotu. Choć, by nie obwiniać tylko ignorancji, mamy tutaj też dużo celowej złej woli. Dopiero w tym roku, w ramach pewnych materiałów szkoleniowych, które przygotowywałem, miałem okazję zderzyć się ze skalą i skomplikowaniem systemów dystrybuujących fałszywe treści w necie. I było to dość przerażające, bo okazuje się, że momentami nawet blisko 70% internetowego ruchu to boty siejące zamęt. W dużej części sponsorowane przez kraje autokratyczne takie jak Rosja (Tak, będzie o tym wpis.)

Czy obwinimy celową dezinformację, czy po prostu bezdenną ludzką głupotę, faktem jest, że 2021 był nieco lepszy, ale wciąż trudny. Szczepienia pozwalają czuć się pewniej i bezpieczniej, umożliwiają też przywrócenie pewnych aspektów normalności. Jednocześnie jednak większość pracy w mojej branży pozostała zdalna. Jednocześnie spora część zajęć na studiach również była zdalna, co miało dla mnie znaczenie tak pod względem własnych studiów, jak i w mojej relacji. Jednocześnie cały czas funkcjonujemy niestety na pół gwizdka, między domknięciem kwestii pandemii przez odporność stadną, a pełnymi ograniczeniami (które również umożliwiłyby domknięcie tej kwestii, ale na inny sposób.) Co gorsza, to był już kolejny taki rok, więc o ile w 2020 była pewna świeżość i zapas energii, o tyle w 2021 było takich zapasów już dużo mniej. Więc nawet gdy było w pewnych kwestiach łatwiej, to subiektywnie mogło to się wydawać trudniejsze, tak jak nawet niewielkie wzgórze może się wydawać straszne w momencie, gdy podchodzisz do niego skrajnie wyczerpany.

 

Więc nie, to nie był łatwy rok.

 

 

Najtrudniejsza dla mnie – choć kwestia ta domknęła się już na początku 2022, zresztą w moje urodziny – była choroba jednego z moich ukochanych kotów. Postępujące zaburzenia ruchu, które wymykały się diagnozie i długoterminowo skutecznej terapii, w końcu okazały się być objawami postępującego nowotworu pnia mózgu. Pożegnanie Luny było dla nas bardzo bolesne. To ten poziom relacji, w którym by nie wyć musisz się gryźć po rękach. Jednocześnie wiem, że było to najlepsze dla zwierzaka. Jestem też w pewnym sensie wdzięczny, zarówno dlatego, że byliśmy w stanie zapewnić jej odejście w komfortowych warunkach, jak i z tego, że sama diagnoza była chyba najczystszą opcją możliwą w tej sytuacji. Nie było tu miejsca na zastanawianie się czy można było zrobić coś innego, albo czy wcześniejsza diagnoza mogłaby pomóc, umożliwić operację, itp. Nie było miejsca na zastanawianie się, czy aby nie próbować obiecującej, ale wciąż niezatwierdzonej terapii, którą trzeba by za koszmarne pieniądze ściągać czarnorynkowo z Chin, jak miałoby to miejsce w przypadku diagnozy FIP. Nie było opcji, że gdyby kot miał innych właścicieli, to do tego by nie doszło. Miała dobre, dość długie życie, a ten rodzaj choroby sprawiał, że po prostu nie było opcji by było ono dłuższe (przynajmniej w jakimkolwiek komforcie dla niej) – i to pomaga w zaakceptowaniu tego pożegnania. Luna była cudnym zwierzakiem, niesamowicie upartym (czego mogli doświadczyć niektórzy moi kursanci, widząc jak kilkunastokrotnie, raz za razem zdejmuję ją sprzed monitora), szalenie towarzyskim, łatwo kupującym każdego (i bezwstydnie sprzedającym każdego za kolejną okazję na coś ciekawego).

To zawsze trudna świadomość, gdy opiekujesz się zwierzęciem. Świadomość, że kiedyś będzie się trzeba pożegnać i że to raczej nie ono zostanie bez Ciebie, tylko vice versa. Tym niemniej lata razem są tego warte i jeśli macie możliwość oraz gotowość by troszczyć się o jakieś futro (lub łuski, nie dyskryminujmy gadów), to zdecydowanie zachęcam. Tak, rozstanie boli. Ale czas razem jest bezcenny.

 

 

Zawodowo 2021 był bardzo intensywny. Pandemia oznaczała co prawda, że miażdżącą większość szkoleń prowadziłem zdalnie, co nieco wpływało na możliwą liczbę dni szkoleniowych. Jednak koniec końców finansowo był to naprawdę bardzo dobry rok, w zasadzie najlepszy jaki pamiętam. Musiałem wręcz zacząć narzucać sobie dalsze ograniczenia i przymusowe okresy przerwy, po prostu po to, by się nie zajechać. (Częściowo to zajęcie odbiło się także na częstotliwości aktualizacji bloga – postaram się być lepszy w tym roku.) Głód szkoleń na żywo był taki, że gdy w końcu, na jesieni, kilka szkoleń przeprowadziłem na żywo, to aż się wzruszałem na dźwięk tego charakterystycznego szmeru, jaki wydaje ćwicząca grupa szkoleniowa. To jedna z tych rzeczy, których online nie da się niestety zreplikować, a która przez lata była tak dobrze rozpoznawalnym elementem mojej pracy. Trudno mi jednak tu naprawdę narzekać. Pod względem zawodowym pandemia obeszła się ze mną bardzo dobrze, być może wręcz na plus względem tego, co byłoby bez niej. Staram się być świadomy tego, jakim jest to przywilejem i komfortem. Miałem tego zresztą bezpośrednie doświadczenie w kontekście choroby Luny. Gdy przyszło do wymieniania kosztów rezonansu i powiązanych, mogłem bez namysłu po prostu stwierdzić „ok, róbcie, zapłacę ile trzeba”. Zdaję sobie sprawę, jak wiele osób nie byłoby tego w stanie zrobić dla ukochanego zwierzaka – nie ze złej woli, czy braku miłości, a po prostu z braku odpowiednich środków. Jak również dla jak wielu byłby to iście diabelski wybór typu „zadbać o zwierzę, czy uniknąć spirali kredytowej”. Jest to coś, o czym, mam niestety wrażenie, duża część rozwojowej banieczki lubi zapominać.

Miło też po prostu mieć dobrą opinię u klientów. Już po raz kolejny zdarza mi się, że lista chętnych na moje szkolenia w danej firmie sięga ponad stu osób (przy typowych grupach ok. 12-osobowych), wszystko w oparciu o polecenia wcześniejszych uczestników. Jest to tym bardziej przyjemne, że to głównie szkolenia dla devów, a więc grupy, która zwykle z dystansem (często zasłużonym) podchodzi do szkoleń z kompetencji miękkich. Choć oczywiście zawsze są rzeczy do usprawnienia i dalszego doszlifowania, to dobrze mieć regularnie poczucie solidnie wykonanej pracy.

Intensywność tej pracy miała jednak swoje koszta. Rok skończyłem faktycznie zmęczony, a choć zarezerwowałem sobie okres na regenerację, niestety dużą część jego zajęła wyczerpująca emocjonalnie i wymagająca czasowo sytuacja z kotem. Między innymi dlatego nieco projektów, typu aktualizacja Mindstore, wciąż jest nieco opóźniona. Wiem, że są ważne, ale nie chcę ich robić kosztem dodatkowego wyczerpania. I w sumie cieszę się, że udało mi się narzucić sobie takie priorytety.

Obciążenie pracą przełożyło się też na moje zeszłoroczne lektury. Zwłaszcza do jesieni miałem poczucie, że skończę z jakimiś, mizernymi jak dla mnie 30-40 egzemplarzami, dopiero w końcówce roku udało mi się nieco nadrobić. (Oddzielne omówienie wkrótce.) Pod innymi względami 2021 był też nieco uboższy niż poprzednie lata. Mniej seriali, nieco mniej filmów, nieco mniej planszówek, ewidentnie praca była w tym okresie dużym obciążeniem.

Cieszę się, że pod koniec 2021 udało mi się w końcu uruchomić jeden z planowanych od dawna projektów, czyli kanał Self Overflow. Nie jest to jedyny kanał, jaki chcę prowadzić, natomiast mam faktycznie poczucie, po długim okresie i licznych próbach, że znalazłem w końcu format nagrywania, z którym komfortowo mi się pracuje i w którym mogę być relatywnie produktywny. To duży plus względem dotychczasowych nagrań, które były dla mnie dość obciążające tak na poziomie przygotowań, jak i samego prowadzenia. Daje to nadzieje na niedługie uruchomienie kolejnych kanałów – acz nie chcę tu się spinać, zdecydowanie mam zamiar przede wszystkim dbać o pewien poziom regeneracji.

 

 

Rok 2021 mija mi też pod znakiem chemii. Tuż pod koniec 2020 zacząłem przyjmować (oczywiście w oparciu o konsultacje lekarskie) metforminę na insulinooporność oraz metylofenidat na ADD. Obydwa leki znacząco podniosły mi komfort życia i uświadomiły np. jak dużą część swojego życia dotychczas układałem wokół ADD (oczywiście wtedy jeszcze tak tego nie nazywając). Prawdziwym hitem okazała się dla mnie jednak mysimba (mix naltrexonu i buprioprionu – zaznaczam, bo być może oddzielnie da się je uzyskać na refundowane recepty, razem niestety nie). Dla jasności, ten lek akurat mocno mi pogorszył jakość życia, zwłaszcza w 2 i 3 tygodniu przyjmowania, kiedy efekty uboczne polegały na codziennych kilkugodzinnych napadach mdłości i/lub bólu brzucha. Teraz jest lepiej, aczkolwiek wciąż nie idealnie. (Choć mam wrażenie, że na poziomie emocjonalnym ma też całkiem przyjemne działanie.) Dlaczego więc hit? Czyżby skrywane skłonności masochistyczne? Nie, po prostu środek ten okazał się dla mnie świetnie sprawdzać w redukcji wagi (głównie za sprawą spadku łaknienia oraz znaczącego zwiększenia poczucia sytości). Od początku stosowania jego efektywność była mniej więcej na poziomie 0.8 kg/tydzień (dokładniej, typowo przez cztery tygodnie traciłem po kilogramie, piąty nic, po czym powtórka cyklu). Moja łazienkowa waga (jak się okazuje, bardziej wiarygodne źródło niż Tanita interpretowana przez dietetyka stosującego dziwne wzory) wskazuje w tym momencie na -9kg i -2.5% tłuszczu, przy terapii rozpoczętej na początku listopada. Co istotne, spadek ten nie wiąże się dla mnie z jakimkolwiek odczuwalnym wyrzeczeniem czy trudnością*. Po prostu mój mózg daje inne sygnały i inaczej reaguje na jedzenie. Mogłem przez ten czas jeść normalnie. (Lub wręcz nieco mniej zdrowo, gdyż gotowanie dla siebie przy zmniejszonym łaknieniu jest dość problematyczne, trudno robić sensowne porcje. Nieco częściej więc zamawiam jedzenie na wynos, przy czym zjadam je zwykle na dwie lub więcej porcji.) Ta zmiana funkcjonowania, razem z obserwowaną skutecznością procesu, po latach zmagania z wagą, są dla mnie czymś naprawdę cennym. Plus, tak jak już pisałem parę razy w tym roku, naprawdę otwierają mi oczy na rolę neuroatypowości i chemii w kontekście rozwoju osobistego.

* To jest, poza trudnościami związanymi z bólem i mdłościami – te były dość intensywne w 2 i 3 tygodniu, od 4-go do chwili obecnej znacząco spadły, ale wciąż mniej więcej co drugi dzień mam cięższą godzinę lub dwie. U niektórych osób te efekty są nawet gorsze. Trudnością może być też sam koszt leku. Nie jest refundowany, więc miesięczna porcja to, w zależności od apteki, 400-600 zł. Dla mnie nie jest to dużym obciążeniem, ale wiem, że dla wielu osób koszta czynią to rozwiązanie niedostępnym. (Stąd sugestia za sprawdzeniem opcji refundacji oddzielnie jego składników, przynajmniej w części krajów jest taka opcja.)

 

 

Na poziomie rozwojowym, cóż, były dobre i złe doświadczenia. Złym była dalsza część Seksuologii Klinicznej na SWPS, łączącej kiepski poziom merytoryczny i lekceważące podejście do studentów. Przez jakiś czas myślałem, że może to ja mam po prostu za duże wymagania, ale poruszenie tego tematu z resztą roku pokazało, że nie jestem w tym sam. Jasne, uzupełniam kompetencje na własną rękę, dodatkowymi lekturami itp., ale jak na płatne i wymagające sporo czasu studia jest to wybitnie frustrujące. Doszło do tego, że zacząłem nagrywać dla kolegów i koleżanek z roku materiały wyjaśniające tematy, które uczelnia spaprała (z zaznaczeniem, rzecz jasna, że ej, wiecie, egzamin będzie z ich wizji).

Były jednak też dobre rzeczy. Lektura (całkiem niezłego) The Hidden Spring w pewnym momencie wkurzyła mnie** na tyle, że poszukałem kursów z neurologii i trafiłem na świetne Understanding the Brain: Neurobiology of Everyday Life prowadzone przez Peggy Mason. Kurs wybitny, a przy okazji odkryłem jak w minionych latach coursera usprawniła swój interfejs. Przerobiłem też część kursów marketingowo biznesowych od Bartka Popiela i Maćka Aniserowicza. Materiały jak dotąd fajne, kwestia czasu na wdrożenie. Ten aspekt samorozwoju był wiec całkiem udany. Przez ten rok kontynuowałem też terapię w nurcie Gestalt, o której wspomniałem przy okazji poprzedniego podsumowania. Doświadczenie ciekawe i dobrze mieć porównanie do CBT, natomiast przyznam, że nie wiem która byłaby dla mnie efektywniejsza, gdybym wybierał następną.

**Zaczęło mnie frustrować to, że muszę się chwilę zastanowić o jakiej części mózgu mowa w tekście, zamiast płynnie to rozumieć i stwierdziłem, że trzeba to zmienić.

 

 

Prywatnie było różnie. Z jednej strony doceniam to, że jako psycholog bardzo wcześnie załapałem się na szczepienie i dość szybko mogłem relatywnie bezpiecznie wchodzić w interakcje z innymi. Grono dobrych przyjaciół sprawia, że nie był to dla mnie okres samotny. Cieszę się też z tego, że mogłem w końcu bezpiecznie odwiedzać swoich rodziców. Jednocześnie wspomniane zdalne nauczanie, plus występująca po drodze seria niefortunnych zdarzeń, plus kilka innych czynników, sprawiły, że nie widziałem się w tym roku z moją partnerką nawet po części tak często, jakbym chciał. (Jako wykładowczyni akademicka, jeśli ma zajęcia stacjonarne, to bywa na miejscu, jeśli zdalne to raczej poza miastem i bardziej obciążona, co niestety utrudnia kontakt.) Było to zdecydowanie frustrujące, a wyczerpanie z 2020 nie pomagało w tej sytuacji. Z jednej strony sprawia to, że tym bardziej doceniałem wspólne chwile, z drugiej jednak mam ich duży niedosyt i wielką nadzieję, że 2022 będzie w końcu bardziej stabilny. Tak jak wspomniałem, zdecydowaną pomocą było tu dobre grono przyjaciół, w tym między innymi dość regularne sesje RPG, przyprawiające zwykle o ból brzucha ze śmiechu, czy też wspólne przejście świetnych Dylematów Króla (w teorii planszówka, w praktyce mikro-LARP). To już kolejny rok, w którym mogę docenić to jak fajnych ludzi mam wokół siebie, tak pod kątem osobowości, kompetencji jak i wsparcia emocjonalnego i dostępności. To również jest ogromnym przywilejem. Taka druga rodzina, złożona z osób niespokrewnionych, ale pod wieloma względami bardzo bliskich – zwłaszcza takich osób – jest czymś, czego każdemu bym życzył. (No, poza antyszczepami, im życzę ogarnięcia się.)

Inną przyjemną odskocznią był Science Board Game Jam. Choć w odróżnieniu od poprzedniego, tym razem moja drużyna nie wygrała, to jestem z owoców naszej pracy – prototypu gry „To nasza WSPÓLNA decyzja” – bardzo zadowolony i zdecydowanie będę chciał kontynuować proces jej wydawania. O ile zwycięski projekt 2019 był po prostu lekką licytacyjną karcianką, o tyle ten z 2021 jest naprawdę obiecującą strategią area control, z bardzo sympatycznym swojskim smaczkiem. (Domyślny setting to studenci-słoiki, prowokujący sprzeczki przy rodzinnym stole by podlizać się jak największej części rodziny i dostać najwięcej słoików do zabrania po świętach ;) )

Mimo takich pojedynczych wyjątków, patrząc wstecz, duża część tego roku wydaje mi się wielkim blobem, bez jasnych granic. Brak było tam szczególnie wyróżniających się punktów, a większość tych, które miały się wyróżniać albo się rozjechały, albo zostały przykryte zmęczeniem czy innymi kwestiami. Tak wiele rzeczy poszło w tym roku dobrze, ale było to raczej trwanie, niż prawdziwy rozkwit. Mam nadzieję, że pod tym względem 2022 wypadnie lepiej.

 

 

Tylko proszę, proszę, niech nikt się nie waży przytrzymać piwa 2022.

 

 

 


Masz pytanie z zakresu kompetencji miękkich/soft skills? Kanał Self Overflow dostarcza odpowiedzi z tego zakresu, dostosowanych w szczególności do potrzeb osób z sektora IT. Co tydzień nowe filmy z odpowiedziami na pytania od naszych widzów!

Przykładowe pytania:

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis