Gotowość pracy 16 godzin na dobę, bycie rokującym i inne patologie kultu zajętości

W ostatniej “Polityce” pojawił się artykuł na temat Marcina Matczaka, prawnika i ojca rapera Mata, w którym między innymi zżyma się on na to, że “młodzi ludzie nie są gotowi pracować 16 godzin na dobę by osiągnąć sukces”, a potem “indywidualne niepowodzenia (…) służą im jako uzasadnienie dla zmian systemowych”. Wątek ten pociągnął potem sam zainteresowany w polemice twitterowej z Adrianem Zandbergiem, dalej promując tryb pogoni za harówką i zarzucając oponentom w dyskusji brak chęci do ciężkiej pracy (i uporczywie unikając odpowiedzi na kwestie takie jak prawo pracy).

Mój wniosek z tego…

Naprawdę?

W 2021 roku naprawdę musimy o tym znowu rozmawiać?

 

Praca 16 godzin na dobę nie jest wydajna. Jasne, można się do niej zmusić, często ogromnym kosztem zdrowotnym (psychicznym i fizycznym), kosztem utraconych i zniszczonych relacji. Da się. Ludzie potrafią się przystosować do bardzo wielu rzeczy, w tym do bezsensownej długotrwałej harówki z niedoborem snu i jakoś będą funkcjonować. Mogą się nawet na tyle przyzwyczaić, że zapomną już jak wydajni byli pracując normalnie.

Ale badania nie kłamią.

Niedosypiając  – pracujesz mniej wydajnie.

Pracując za długo – pracujesz mniej wydajnie.

Pracując mniej wydajnie, popełniasz też więcej błędów, więc wydajność Twojej pracy jeszcze bardziej spada, a jej kosztą rosną.

Nie ma żadnych racjonalnych argumentów za kultem zapierdolu, jaki próbują sprzedać takie osoby. Więcej – gdyby Matczak faktycznie sugerował, że w jego kancelarii typowi pracownicy pracują 12-16 godzin na dobę, to byłby to jasny sygnał, by trzymać się od takiej kancelarii z daleka, gdyż liczba błędów popełnianych przez takich pracowników byłaby kolosalna, a poziom obsługi klientów dużo, dużo niższy niż gdyby obsługiwali ich ludzie pracujący po 8h na dobę, nie mówiąc nawet o czterech. (Mam jednak nadzieję, że to raczej ideologiczna deklaracja, a ludzie w tej kancelarii pracują zgodnie z wymogami prawa pracy. Zarówno ze względu na nich, jak i na ich klientów.)  I tak możemy się w pełni skupić przez maksymalnie 4.5h dziennie, a i to w optymalnych warunkach. (Wiemy to np. z badań nad celowym ćwiczeniem.) Typowy czas realnej pracy jest dużo krótszy, między 1.5 i 3h dziennie (patrz np. badanie Vouchercloud). Cała reszta to pozorowana praca, pisanie maili, bezproduktywne spotkania i tona bezmyślnych “dupogodzin” z których nic wartościowego nie wynika. (A które i tak wyczerpują).

 

Praca nie jest wartością samą w sobie. Skłonność do ciężkiej pracy nie jest cnotą. Pracoholizm jest chorobą.

Jasne, niekiedy, krótkoterminowo, potrzeba jest trochę dodatkowego skupienia. Ale ze świadomością, że nie da się tak długo i że trzeba to będzie albo zaraz spłacić, albo odchorować. Od tego się nie ucieknie i próby twierdzenia inaczej są takimi samymi próbami zakrzyczenia rzeczywistości, jak kreacjonizm.

Mamy 2021 rok. Skończmy z kalwinistyczną mentalnością z XIX wieku, bo naprawdę od dawna wiemy, że nie ma ona najmniejszego sensu.

 

A jeśli ktoś chce ganić lenistwo, to niech gani lenistwo intelektualne, które prowadzi do nieznajomości współczesnych opracowań na temat efektywnego czasu pracy i sprzyja promowaniu ideologii rodem z fabryk tekstylnych z 1890go…

 

I tak, wiem, że się powtarzam. Wiem, że o tym już pisałem. Ale jak widać co jakiś czas trzeba to przypominać, bo ideologia lubi powracać.


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis