Podsumowanie 2018: Najważniejsze czego się nauczyłem

Jak co roku, koniec grudnia to czas podsumowania na blogu. W tym roku stwierdziłem, że spróbuję trochę poeksperymentować – oprócz większego podsumowania „co tam u mnie”, spróbuję zrobić kilka krótszych wpisów o takich rzeczach, jak najważniejsze nowe odkrycie w tym roku. To pierwszy z takich wpisów. Dajcie znać, czy coś takiego jest dla Was interesującego na kolejne lata?

W tym roku trafiłem na wiele ciekawych motywów, ale najcenniejszy, jaki wyniosłem, to kwestia myślenia w kategorii modeli mentalnych.

Wspominałem o tym trochę w kontekście celowego ćwiczenia, bo to właśnie „Peak” Kevina Anders Ericssona pozwolił mi zrozumieć tą kwestię – i była ona dla mnie naprawdę dużym wglądem. Zwłaszcza w kontekście pamięci operacyjnej i jej ograniczeń.


Ericsson zaproponował bowiem, że droga do mistrzostwa w różnych dziedzinach opiera się na udoskanalaniu modeli mentalnych, tak by – dosłownie – móc w głowie zmieścić więcej treści na raz. Dobrze pasuje to do tezy Yudkowsky’ego, jakoby dziedziny mogły się rozwijać solidnie dopiero gdy wytworzą żargon, który umożliwi na większą kompresję wiedzy i obracanie większą ilością pojęć specjalistycznych na raz. Jest jednak jednocześnie szersze i bardziej praktyczne, niż model Yudkowsky’ego.

W psychologii od dawna pojawia się koncepcja „magicznej liczby” – liczby informacji, jaką da się na raz przechowywać w pamięci operacyjnej, naszym zasobie uwagi. Najpierw sugerowano, że to 7+/-2, obecnie chyba coś w rodzaju 4+/-1, ale realny jej zakres nie ma większego znaczenia. Spotkałem się też ostatnio z ciekawym uzupełnieniem, jakobyśmy mieli, w różnych kontekstach, pewne pamięciowe „schowki”, w których tymczasowo możemy przechowywać dodatkowy zestaw informacji określonego rodzaju, np. tylko wizualnych, choćby w celach porównawczych.

Na nasze potrzeby istotna jest jednak kwestia, że ta „magiczna liczba” – jaka by nie była – dotyczy konkretnie liczby informacji, jaką na raz jesteśmy w stanie przechować. Jednak – i to kluczowe jednak – rozmiar tego, czym jest „informacja” jest tutaj płynny. Na początku może to być coś drobnego. Pojedyncza liczba. Jeden ruch. Jedno słowo.

Po pewnym czasie treningu i wygenerowaniu nowych modeli mentalnych, jedna informacja to już cykl liczb. Albo sekwencja ruchów. Całe zdanie.

Po dalszym treningu i dalszym rozwoju modeli mentalnych, jedna informacja to kilkadziesiąt liczb. To cała choreografia taneczna. To łatwość napisania „z głowy” całego formalnego listu, eseju czy poematu.


Zrozumienie, że wzrost ekspertyzy przekłada się na większą „kompresje” informacji może się wydawać banalne, ale ma szereg naprawdę istotnych konsekwencji.


W głowie się nie mieści

Po pierwsze – pokazuje, że ludzie często mogą dosłownie nie być w stanie zmieścić w głowie tego, co chcielibyśmy im przekazać.

Dosłownie nie mają dość pamięci roboczej, by pomięcić wszystkie koncepcje, które zawarte są w naszym przekazie.

Jest tak dlatego, że po prostu nie mają na tyle wykształconych struktur mentalnych. To, co w Twoim przekazie jest np. trzema porcjami informacji, dla nich może być trzynastoma. Zbyt wiele, by na raz zmieścić.

Jeśli odbiorcy nie dostaną porcji dostosowanych do ich struktur, po prostu się zgubią. Nie będą w stanie nadążać, gdyż na raz będą w stanie utrzymać tylko ułamek tego, co chcemy zawrzeć.  Jeśli nie zostanie to odpowiednio ogarnięte, pojawiają się problemy w rodzaju tych, które opisywałem w tym artykule. Wyjaśnia mi to też np. dlaczego niektóre osoby dopiero powtarzając Praktyka komentowały, że dopiero teraz zwracają uwagę na pewne kwestie, które robię i które pojawiają się w treści. Dosłownie nie miały wcześniej mocy przerobowej, by wszystko zintegrować.

Świadomość tego mechanizmu bardzo mocno wpływa na moje podejście do nauczania, pisania książek, czy też analizy poznawanych materiałów. Ustrukturyzowanie przekazywania wiedzy nie tylko wg. zwykłego „co odbiorcy już wiedzą, a co mają poznać”, ale rozbicie tego na fazy pt. „jakie modele mają już wypracowane”, „jakie modele mają wypracować”, „ile nowych poznawanych treści zmieści się razem z modelami, które już mają”, „ile czasu może wymagać integracja nowych treści w spójny model”, itp.

To pozornie drobna, ale poznawczo bardzo duża zmiana jakościowa. Już częściowo ją wykorzystuje przy projektowaniu szkoleń i wiem, że będzie tu dużo więcej praktycznych zastosowań.


Analiza modelów rozmówców

Kolejną rzeczą, na którą zacząłęm zwracać uwagę są modele wykorzystywane przez rozmówców w dyskusji. Sygnalizują mniej więcej poziom na jakim rozmówca przetwarza daną treść, co z kolei ułatwia dopasowanie argumentów. Inaczej, znów, to do czego próbujemy przkonać może się dosłownie nie zmieścić w głowie odbiorcy – liczba niuansów czy detali może być za duża, nawet jeśli chcemy wiernie przekazać informacje.

Powoli eksperymentuje ze stosowaniem tego w dyskusjach i zauważam całkiem ciekawe efekty (przynajmniej gdy o tym pamiętam).


Usprawnienie nauki

To rozwiązanie ma też ciekawe konsekwencje z perspektywy własnej nauki. Pomaga bowiem patrzeć na swoją wiedzę pod kątem tego, co najłatwiej/najsensowniej dałoby się zintegrować (i jak), tak by być w stanie na raz operować jeszcze gęstszymi sieciami znaczeń. To zdecydowanie ukierunkowuje i ułatwia podejście do swojego rozwoju.


Własny komfort

Idąc w drugą stronę, zacząłem doceniać sytuacje gdy mogę komfortowo operować na najwyższym poziomie „przetwarzania”, jaki jestem w stanie uciągnać. Nie jest to takie łatwe, po latach celowego upraszczania – wciaż czasem łapię się, przy okazji pisania nowego bloga ( www.DissociativeDiaries.com ) na zbędnym uproszczeniu czy wyjaśnianiu, zamiast po prostu pozwolić sobie popłynąć i liczyć, że ktokolwiek chętny do lektury po prostu dotrzyma mi tempa… Ale nawet to co jest jest cudownie relaksujące i dające masę przestrzeni w głowie. Co bardzo, bardzo cenię i nawet nie miałem pojecia jak bardzo mi tego brakowało. Bo kwestia modeli mentalnych działa też trochę w drugą stronę – jak już je wypracujesz i zautomatyzujesz, to powrót na niższe poziomy integracji jest po prostu męczący. Wyobraź sobie, że składasz z Lego domek, po czym za każdym razem gdy chcesz go użyć, musisz najpierw rozłożyć go na kilka elementów…


Podsumowując – taki sposób myślenia to dla mnie zdecydowanie najcenniejsza nowa wiedza z 2018. Pomogła przekształcić dużą część mojej pracy, przekłada się bezpośrednio na naukę, komunikację czy własny rozwój.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis