Podsumowanie 2019 – czego się nauczyłem?

Podobnie jak w 2018, podsumowanie roku chciałem zrobić nieco bardziej złożone, oddzielając główne nauki, porażki, ogólne podsumowanie, oraz podsumowanie książkowo-popkulturowe. Mam wrażenie, że taki styl sprawdził się ostatnio i chcę się go trzymać.


Znaczenie odpoczynku


Jeśli miałbym wskazać na jedną jedyną istotną rzecz, jaką wyciągnąłem z 2019, byłaby to rola odpoczynku. Jasne, już wcześniej pisałem o kwestii efektywnej pracy i tego, że nie da się jej przymuszać. O ograniczonych mocach przerobowych.

Ale dopiero w 2019, dzięki ogromnej ilości badań przytoczonych przez Walkera w „Why we sleep” doceniłem w pełni rolę snu i konieczność „odespania” swojego. Doceniłem jakie konsekwencje ma brak zadbania o takie kwestie. Jak bardzo w naszej kulturze sen jest spychany na margines i jak bardzo nie ma to sensu jeśli zależy nam na realnej efektywności. A nawet jeśli po prostu troszczymy się swoje życie i zdrowie.

To zmieniło mocno moje własne podejście – dużo bardziej dbam o ilość snu, o spłacanie ewentualnego długu snu i o to, by – jeśli jestem niedospany – pewnych rzeczy nie robić. (Np. nie prowadzić samochodu.) Daje sobie dużo więcej swobody w tym, by dospać dodatkowo, jak czuję, że potrzebuję odpocząć. Chyba właśnie ta wewnętrzna zmiana podejścia jest tu najcenniejsza.

Dużo więcej poświęcam też tej kwestii uwagi w mojej pracy. Na szkoleniach staram się podkreślać rolę snu (choćby w lepszym utrwaleniu treści szkolenia, czy w efektywniejszym funkcjonowaniu po nim). Klientów coachingowych coraz częściej przestrzegam przed zadbaniem o odpowiednią ilość snu przed i po sesji. Budzi to czasem wątpliwości, żyjemy w końcu kulturze równającej sen z lenistwem… Ale cóż, na koniec dnia chyba jednak ważniejsze jest by o siebie zadbać.

Jeśli nawet nie wyniósłbym z tego roku nic więcej, to i tak byłoby to bardzo dużo.


Nie ma czegoś takiego, jak skłonność do ryzyka


Ta jedna drobna kwestia, wyciągnięta z wybitnego Testosterone Rex, potężnie zmieniła moje podejście do pracy z kwestiami pewności siebie. Niesamowita Cordelia Fine wskazuje na szereg badań pokazujących, że nie możemy tak naprawdę mówić o takiej cesze jak „skłonność do ryzyka”. Jak trzeźwo zauważa – są ludzie gotowi skakać ze spadochronem, ale wstydzący się podejść do nieznajomej/nieznajomego w knajpie i zagadać. Są ludzie chętnie zagadujący, ale unikający jakichkolwiek inwestycji nawet o minimalnym stopniu ryzyka. Są ludzie traktujący giełdę jak kasyno, ale unikający jakiejkolwiek fizycznej konfrontacji.

Gdybyśmy mieli jedną stabilną cechę jaką jest skłonność do ryzyka, powyższe przykłady nie miałyby sensu. Jedna osoba zarówno skakałaby na spadochronie, jak i zagadywała w knajpie, jak i hazardziła na giełdzie. Jasne, zdarzają się takie „komba”, ale u większości ludzi widzimy raczej zachowania jak z powyższych przykładów. Tu ryzykuje bardziej, a tam mniej.

Albo, jak sugerują badania, generalnie wszędzie ryzykuje tak samo… prawie wcale.


Ludzie okazują się być bowiem mało skorzy do ryzyka. To, co z zewnątrz postrzegamy jako skłonność do ryzyka, w badaniach okazuje się być pochodną… niższego oszacowania danego ryzyka. Czyli albo ktoś uznaje, że dana sytuacja jest tak naprawdę niezbyt trudna i da sobie radę… Albo ma solidne zaplecze, które pozwala na podjęcie takiego ryzyka. Jeśli stracenie miliona na giełdzie Cię nie boli, będziesz grać dużo bardziej agresywnie. Jeśli masz solidne wsparcie społeczne i poczucie swojej atrakcyjności, pojedyncze odrzucenie w knajpie jest mniejszym ryzykiem i możesz po prostu zagadać. Jeśli nie doceniasz ryzyka płynącego z himalaizmu, masz większe szanse iść na taką wyprawę. Itp, itd.

W efekcie osoby bardziej skore do ryzyka to przede wszystkim ludzie z dużo solidniejszymi „plecami”, dzięki którym na to ryzyko mogą sobie pozwolić. Albo ci, którzy, alternatywnie, nie mają nic do stracenia. Albo w końcu takie, które postrzegają zyski z danego ryzyka, jako nieporównywalnie większe.


To ma ogromne znaczenie dla pracy z pewnością siebie. Zamiast bowiem pracować z ogólną cechą, pracujemy z interpretacją sytuacji. Co więcej, zamiast pracować tylko z postrzeganiem sytuacji jako groźnej i zmianą tej kwestii, możemy dorzucić dodatkowe aspekty – pracę nad „poduszką bezpieczeństwa” oraz nad zwiększeniem postrzeganej wartości danego działania. To pozornie drobne modyfikacje, ale mające spore znaczenie dla efektywnej pracy.


Jest gorzej niż myślałem


Moją trzecią dużą lekcja z minionego roku było uświadomienie sobie w jak wielu obszarach jest niestety gorzej, niż mi się wydawało. Wiem, wiem, modne jest teraz „Factfulness” i „wcale nie jest tak źle”. Cóż, niestety jest. W wielu obszarach źle/tragicznie.

Globalne ocieplenie? Mamy przerąbane.

Seksizm? Wciąż jest go zatrważająco dużo.

Może i powoli idzie na lepsze (ej, do II wojny światowej mieliśmy rozległą kastę służących będących de facto niewolnikami!), ale świat wymaga jeszcze bardzo, bardzo wiele usprawnień. Nie ma więc co z nimi zwlekać!


Uzależnienia i zmiana mózgu


Zgłębiając tematykę uzależnień, fascynujące było dla mnie kilka rzeczy. Po pierwsze, zaskakująco wysoki procent osób, które same w ciągu kilku lat wychodzą nawet z poważnych uzależnień, typu crack. Po drugie, wskazanie na słabości dotychczasowych modeli – tak „słabej woli” (co już znałem) jak i popularnego modelu uzależnienia jako choroby (czego już nie znałem). Owszem, uzależnienie zmienia mózg. Tyle tylko, że absolutnie każda regularnie powtarzalna czynność zmienia mózg-  bo się po prostu uczymy. Co jednak najciekawsze… Wyjście z uzależnienia TEŻ zmienia mózg, budując ścieżki automatycznej samokontroli w kontekście napotkanych bodźców.

Mózg się po prostu zmienia. Wszystko co robimy wystarczająco długo i/lub intensywnie prowadzi do jego zmiany, bo tak jest skonstruowany. Zamiast dyskutować o tym czy coś zmienia mózg, dyskutujmy o konsekwencjach konkretnej zmiany, albo o kierunkach nowej zmiany


Status jest nieco bardziej złożony


W dużej mierze za sprawą prac Fransa deWaal’a, etologa, jak również pouczających rozmów z jednym z moich przyjaciół, zacząłem dostrzegać i doceniać nieco większą złożoność statusu. Dokładniej, aspekt polityczny zachowań wysokostatusowych, to jak zachowania te dodatkowo różnią się w zależności od tego z kim taka osoba wchodzi w interakcje. Jak również to, jak dwa typowe style dominacji (agresywny i mediacyjny) przekładają się na późniejsze szanse lidera, czas jego władzy i los po zakończonej dominacji. Zacząłem też, pod wpływem nieco innych źródeł, eksplorować różnicę między „miłym” i „chamskim” wysokim statusem, bo jest to coś potencjalnie odstraszającego wiele osób od zachowań wysokostatusowych.

To wszystko cenne rozróżnienia, wzbogacające model przy jednoczesnym pozostawieniu jego podstawowych wzorców nietkniętymi. Myślę, że w 2020 uda się z tym zrobić coś naprawdę fajnego.


Ciągłość ewolucji


„The Deep History of Ourselves” Josepha LeDoux to tom, który sprawił mi sporo problemów. Z jednej strony, druga połowa książki jest tragiczna. Z drugiej – pierwsza jest cudowna. To najlepiej przeprowadzona ścieżka przez historię ewolucji, z jaką się spotkałem, pięknie pokazująca ciągłość funkcjonalności od najprostszych bakteryjnych zachowań, do naszych ludzkich działań. (No, do działań podstawowych ssaków. Potem jest duży i niefajny przeskok, prowadzący do tej części, o którą mam do LeDoux żal.)

Uświadomienie sobie tej ciągłości procesów, tego jak bardzo nasze codzienne działania są po prostu przedłużeniem skrajnie pierwotnych i podstawowych automatycznych procesów komórkowych jest czymś absolutnie fascynującym i uczącym bardzo fajnego podejścia do własnych procesów i postaw. Koniec końców, ta droga od protoorganizmów naprawdę nie była aż tak długa! Ta świadomość jest też ciekawa w tłumaczeniu różnych procesów, którym ulegamy na codzień.


To chyba pięć najważniejszych i najciekawszych rzeczy, których się przez ten czas nauczyłem. W kolejnych wpisach zerkniemy na błędy, ogólne podsumowanie, książki i popkulturę w 2019.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis