Wśród rozwojowców modna jest pogarda dla pracy na etat.

„Etat jest dla słabych i niekompetentnych.”

„Etaty są dobre, ktoś musi mi czyścić basen.”

„Etat to niewola.”

Itp. itd.

Niewątpliwie udział w takiej mentalności mają publikacje Kiyosakiego – sprzedawane niestety jako poradniki, zamiast, zgodnie z prawdą jako literatura fantasy. Przyczynia się do niej pewnie również szereg MLMowców, próbujących rekrutować do swoich struktur hasłami o tym, jak to etat jest wredny. Nie bez znaczenia ma również kwestia prestiżu – „właściciel firmy” to brzmi dumnie, a CEO i prezesów rady nadzorczej jednoosobowych działalności gospodarczej było swego czasu pełno na Goldenline i LinkedIn.


Sęk w tym, że etat, sam w sobie, nie jest ani dobry, ani zły. Wszystko rozbija się o szczegóły. Pomyślałem więc, że warto zająć się kilkoma kwestiami najczęściej poruszanymi w tym zakresie.


1. Tylko we własnym biznesie się dorobisz!

Serio? Znam ogromną ilość osób mających własne biznesy, które ledwo wiążą koniec z końcem. I znam wielu etatowców, którzy co miesiąc przyjmują na konto kilkanaście-kilkadziesiąt tysięcy (nie wspominając o innych korzyściach). W badaniach Stanleya i Denko nad milionerami etatowców jest owszem, mniej, ale również są. A jeśli jeszcze do kategorii „etat” wliczymy takie rozwiązania, jak kontrakty menadżerskie, to i wśród najbogatszych ludzi świata znajdziemy wiele osób, które po prostu, normalną etatową drogą, dotarły na szczyty korporacji finansowych i tam się dorobiły.

Koniec końców, rozkład dochodów etatowych jest po prostu bardziej płaski. Etatowcy częściej będą zarabiali kwoty średnie i dobre. Tymczasem właściciele firm częściej będą zarabiali bardzo źle (lub wręcz nic), ale też częściej bardzo dobrze. Przy czym z natury tych zarabiających bardzo dobrze będzie oczywiście dużo mniej, niż tych zarabiających bardzo źle.

To jednak jeden z tych czynników, na który niewiele osób patrzy. Naturalne jest zakładanie, że owszem, nie aż tak wiele osób odnosi wielki sukces, ale ja będę wśród nich! Ludzie mają takie tendencje do optymistycznego samooszukiwania. Tyle tylko, że skuteczniej jest jednak szacować swoje szanse realistycznie. Zwłaszcza, jeśli od wyniku zależy życie nie tylko Twoje, ale też np. Twoich dzieci.

Nie będę oczywiście wspominał o kwestii komfortu psychicznego i finansowego związanego z przewidywalnymi przychodami na etacie, w porównaniu z przychodami niekiedy potwornie nieprzewidywalnymi w przypadku własnej firmy.

business-170645_640

2. Nikt mi nie będzie rozkazywał! Sam sobie będę szefem!

A widzisz! Tu właśnie, moim zdaniem, kryje się sedno oporu przed etatem większości osób w środowisku rozwojowym. Opór przed pracą dla kogoś, opór przed okazaniem komuś posłuszeństwa.

Tyle tylko, że prowadząc własną firmę tym bardziej będziesz to musiał robić. O ile nie dostarczasz czegoś absolutnie pożądanego i wyjątkowego, „nasz klient, nasz pan” wciąż obowiązuje. A to znaczy, że każdy klient jest Twoim szefem. Jeśli sobie z tym nie poradzisz, wielu zniechęcisz i prawdopodobnie zbankrutujesz.

Sądzę – nie mam tu badań, to wyłącznie moja opinia- że ta jedna kwestia jest przyczyną problemów bardzo wielu firm. Brak przepracowanej kwestii autorytetów i akceptacji autorytetu innych będzie zarówno zniechęcał do etatu, jak i sabotował próby rozwinięcia własnej firmy.

Bo w firmie każdy klient będzie Ci rozkazywał. A nawet jak się myli, to potrzebujesz być w stanie dać mu poczuć, że wciąż rozkazuje, tylko akurat miał ochotę zmienić zdanie. To on ma być szefem.


3. Na etat idą słabi i przegrani

Pomińmy już nawet kwestię ewidentnego pompowania własnej próżności w ten sposób… Czy myślałeś kiedyś o tym, co będzie jak sam będziesz chciał kogoś zatrudnić? Bo wiesz, żeby być bogatym właścicielem firmy, przydałoby się, żeby to nie była jednosobowa działalność, tylko coś deczko większego. A do tego potrzeba pracowników.

Na etacie.

Więc co – będziesz rekrutował słabych i przegranych, żeby dla Ciebie pracowali? A jak już zrekrutujesz, to będziesz im dawał znać, że uważasz ich za słabych i przegranych, czy tylko w skrytości ducha będziesz tak o nich myślał? Co z delegacją obowiązków? Słabym i przegranym będziesz delegować? Ty, taki wspaniały? Przecież Ci firmę zniszczą, w końcu są słabi i przegrani!


Łatwo widać, że takie myślenie ma krótkie nogi i kończy się tak naprawdę na jednoosobowej działalności – i to prawdopodobnie takiej, która szybko padnie z braku klientów (zachciało im się mieć wymagania!) i zbankrutuje (a przecież tylko na firmie można się dorobić! Na pewno rząd jest wszystkiemu winien!)


Rzeczywistość jest po prostu bardziej złożona. Są sytuacje, gdzie etat się bardziej opłaca i są sytuacje, gdzie bardziej opłaca się praca we własnej firmie. W jednym i drugim układzie można się dorobić. Jedno i drugie może pożerać masę czasu, lub dawać dużo luzu. Jedno jest nieco pewniejsze, kosztem nieco mniejszej progresji zarobków, drugie jest mniej pewne, ale daje więcej okazji. Zdecydowanie nie da się jednak powiedzieć, że jedno jest lepsze, a drugie gorsze.

Chyba, oczywiście, że bawimy się w zwykłe pompowanie własnej próżności i fantazje o tym, jak to nasza cudowna firma zaraz dorobi się milionów.

Tylko powiedzmy sobie szczerze, to fantazje na poziomie fantazji o wygraniu w lotka ;)



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis