Przekonałem się, że w efekcie cyklu Anty-Guru pojawiło się kilka nieporozumień odnośnie tego, jak podchodzę do różnych form zarabiania. Starałem się być w tej kwestii precyzyjny, ale jak pokazuje rzeczywistość – niedostatecznie. Warto wiec skorygować co sądzę o tych kwestiach.


A więc:

Zarabianie w internecie – mimo bycia fanem Salty Droida, nie zgadzam się z jego tezą „nie da się zarabiać w internecie”. Uważam, że jak najbardziej się da, przy czym:

– internet to typowy rynek „zwycięzca zabiera wszystko”, jak sport czy aktorstwo. A to znaczy, że 1% chcących tu zarabiać będzie zarabiało krocie, 10% będzie zarabiało przyzwoicie, a 90% będzie zarabiało odrobinkę lub wręcz dopłacało do interesu. Istotne, jeśli ktoś chce wiązać z tym swoją karierę – najpierw zacznij realnie zarabiać, potem rezygnuj ze swojej pracy.

– ze względu na powyższe robi mi się niedobrze gdy ktoś próbuje sprzedawać „metody zarabiania w internecie” ludziom zupełnie z internetem nie obytym, twierdząc, że oczywiście nic nie muszą umieć, zostaną poprowadzeni za rączkę. Ci ludzie będą wśród tych dopłacających i są po prostu oszukiwani.

– powyższe dotyczy oczywiście klasycznego zarabiania na wiedzy, blogach, itp. Zarabianie na sklepach internetowych, usługach SEO, grafice, tworzeniu stron, itp. to oddzielna działka, często biznesu „klasycznego”.


Programy partnerskie – jestem jak najbardziej za. Sam korzystam m.in. z programu Helionu czy – do czasu gdy ten program funkcjonował – z programu Rebel.pl na moim blogu Niedzielni Gracze. Kokosów się na tym raczej nie zarobi, ale parę groszy zawsze wpadnie.


Przychód pasywny – nie ma czegoś takiego. Serio. Wszystkie rzeczy reklamowane jako „przychód pasywny” są de facto „przychodem z nieregularnym powiązaniem między pracą, a zarobkami”, ale pracę tam i tak trzeba wykonywać i to regularnie. Nawet jako autor książki, gdzie w teorii tantiemy same wpadają, muszę w jakiś sposób dbać o promocję tej książki. Gdy mam program partnerski na serwisie, muszę, minimalnie, zadbać o odświeżanie strony, a jeśli ma przynosić realne dochody, to również co jakiś czas ją uaktualniać, itp. O zajmowaniu się nieruchomościami, gdy je wynajmujesz, nie wspominając – jak masz szczęście, nie będzie z tym dużo roboty. Jak masz pecha, przygotuj się na istne piekło. Nie znaczy to, że sposoby zarabiania reklamowane jako przychody pasywne są złe, tylko podejdźmy do nich realistycznie.


Etat – a’propo piekła, to etat bynajmniej nie jest piekłem. A jeśli masz problemy z posiadaniem szefa (nie dlatego, że ten jednostkowy szef jest bucem, co się zdarza, ale dlatego, że ktoś śmie wydawać Ci polecenia), to jest to coś na terapię i jeśli tego nie przepracujesz dzisiaj, to prędzej czy później wróci to do Ciebie i zrobi ci solidne kuku.

Nie jest również upodleniem czy jakimś kryzysem finansowym. Sorry, znając samozatrudnionych i etatowców, finansowo i prestiżowo etatowcy nie raz stoją w dużo lepszej pozycji, mając przy tym dużo więcej swobody i spokoju psychicznego. Tak, są też kiepskie prace. Co więcej, często musisz przez te kiepskie prace przejść, by mieć szanse na te lepsze. Biedactwo.

Z mojej perspektywy – nawet, jeśli zamierzasz zakładać firmę, idź najpierw na kilka lat na etat, bo możesz się dzięki temu dużo nauczyć. I zaliczyć nieco prawdziwego rozwoju osobistego.


Własna działalność – bynajmniej nie jest rajem ani nobilitacją. Jest po prostu jedną z wielu form obecności na rynku. Jasne, można powiedzieć, że trzeba mieć odwagę, przedsiębiorczość i co tam jeszcze, by założyć własną firmę. Tylko równie dobrze można powiedzieć, że własna działalność jest wtedy, gdy Twoje umiejętności nie są na tyle wysokie, by ktoś za wszelką cenę chciał Cię wynająć i zaoferować naprawdę dobre warunki.

W praktyce większość osób zakłada własne firmy dla statusu płynącego z posiadania własnej firmy. Kiepsko się to zwykle kończy.

Własna działalność może też oczywiście przynieść sukces i to duży. Nie róbmy jednak kultu „prywaciarza” i anty-kultu „etaciarza”, bo to absurd. Ogromną karierę można zbudować i w jednym i w drugim układzie (jeśli ktoś ma wątpliwości – obecni CEO Microsoftu i Apple to etatowcy z krwi i kości). Podobnie jak odnieść ogromną porażkę.

Dodatkowo, są pewne rzeczy, które możesz zrobić tylko na własnej działalności i takie, które możesz zrobić tylko na etacie – więc dużo zależy od obszaru, w jakim chcesz pracować.


MLM – ponieważ nie chcę po raz tysięczny powtarzać tej samej, bezsensownej dyskusji, bardzo krótko – uważam, że MLMy są naciąganiem większości przystępujących do nich osób, niezależne dane pokazują, że większość aktywnych dystrybutorów dopłaca do interesu (co istotne, proporcje dopłacających – ponad 99% – spójnie powtarzają się w danych z różnych źródeł). Jeśli chcesz dyskutować i przekonywać mnie, że MLM działa, czy w komentarzach tutaj, czy na Facebooku, czy gdziekolwiek indziej, zrób to podając niezależne dane n.t. opłacalności MLMu dla aktywnych dystrybutorów. Niezależne dane, tzn. wyniki badań naukowych, dane sądowe, dane niezależnych instytucji, choćby wyniki niezależnych audytów. Jeśli będziesz próbować dyskutować w jakikolwiek inny sposób, to:

1) Po pierwsze, nic to nie da – nie przekonasz mnie, ani nie uwiarygodnisz swojego stanowiska.

2) Po drugie, zademonstrujesz, że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem.

3) Po trzecie, zademonstrujesz, że jesteś idiotą (lub idiotką).

Sorry, skończyła mi się cierpliwość, więc krótka piłka.


Sprzedaż Bezpośrednia – tak jak nie trawię MLM, tak nie mam nic przeciwko sprzedaży bezpośredniej jako takiej (choć oczywiście nie toleruję takich rzeczy, jak wciskanie emerytkom koców za 10.000). To po prostu forma sprzedaży i tak długo, jak produkt jest sensowny i w dobrej cenie, nie ma problemu. Gorzej, jeśli sprzedawany jest szmelc w sposób manipulatywny – ale to samo może dotyczyć też normalnej sprzedaży, więc trudno tu argumentować wobec SB. Jeśli dana firma łączy SB i MLM – przeciwko części SB danej firmy nic nie mam. Przeciwko części MLM danej firmy mam dużo. Odnośnie uwag do tego i dyskusji – J.W.


Platform Selling – sorry, nie toleruję manipulacji w tej skali. Coś jeszcze?


Blogowanie – tak, da się zarabiać na blogach, przy czym dochody deklarowane przez „czołowych polskich blogerów lifestylowych” to wg. wszelkiego prawdopodobieństwa ściema robiona na zasadzie „jak będę dostatecznie uparcie twierdził, że tyle zarabiam, to w końcu mi firmy tyle zaproponują”. Kasia Tusk – przebijająca popularnością wszystkich najważniejszych blogerów lifestyle’owych razem wziętych, wprost zadeklarowała, że jej firma nie miała nigdy przychodu w wysokości 50 tys. zł/miesiąc. Szanse, że inni blogerzy mieli taki przychód są więc minimalne.


I to chyba tyle. Oczywiście zapraszam do dyskusji :)


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis