Od jakiegoś czasu spotykam się w różnych internetowych artykułach z nawrotem pewnej manipulacji, która – zdawało mi się – dawno już przeminęła. Jak jednak widać, takie rzeczy nie mijają – po prostu raz na jakiś czas nieco cichną, by ponownie powrócić, gdy odbiorcy nieco od nich odpoczęli i przestali je tak łatwo wychwytywać.

Manipulacja ta, to stara zagrywka p.t. “zarabiam X zł za godzinę pracy”, gdzie pod “X” mamy często kilka lub kilkanaście tysięcy złotych.

Takie ujęcie sprawy tworzy złudzenie, że dana osoba zarabia w praktyce 160 razy X. W końcu skoro za godzinę pracy zarabia X, a etat  ma 160 godzin, to typowo zarabia 160 razy tyle! Wow!

No dobra, może nieco więcej pracuje – np. 200 h/miesiąc, w końcu przedsiębiorcy pracują dłużej – i wyciąga 200 x tyle! A może pracuje na pół etatu i tylko 80x tyle? Bez znaczenia -skoro X to np. 1000 zł (a często podawane jest w tym miejscu 2-20 razy tyle), to pracując na pół etatu taki spec wyciąga aż 80.000 miesięcznie! Ja też tak chcę, więc kupię jego produkt, na pewno dzięki temu też będę tyle zarabiać ;)

Eh ci głupi dyrektorzy korporacyjni, pracując za jedynie 20-30 tys. miesięcznie dużo dłużej. Gdyby tylko oni znali zarobki w sektorze coachingu, MLM, czy dowolnym, który jest akurat promowany…


Oczywiście, dyrektorzy tacy nie są wcale głupi (zwykle, bo jak wszędzie zdarzają się oczywiście wyjątki), tylko zdają sobie sprawę z drugiego elementu układanki, o którym nikt już tak ochoczo nie mówi. O tej “drobnej” manipulacji, na której opiera się to hasło.

Gdzie tu manipulacja? Cóż, zwykle ta “godzina pracy” okazuje się jedyną lub jedną z nielicznych godzin, za które dana osoba otrzymuje w ciągu miesiąca (a niekiedy i kilku miesięcy) wynagrodzenie. Może np. nie liczyć czasu poświęconego na promocję i zorganizowanie akcji sprzedażowej (kilku tygodni lub miesięcy) ani na przygotowanie produktu (ponownie), a jedynie przychody z trwającej godzinę sprzedaży. W skali miesięcznej czy rocznej, jej zarobki są więc nieporównywalnie mniejsze, niż wynikałoby z prostego 160 razy X. Mogą być przy tym niekiedy nawet przyzwoite – ale zdecydowanie bez tego WOW, jakie sugeruje “zarabiam X za godzinę pracy”. Tego nikt już nigdy nie dopowiada, bo psułoby to cały propagandowy efekt.

Rozwiązanie jest tu dość proste- ilekroć słyszysz, że ktoś mówi, że zarabia X na godzinę, zapytaj – ok, a ile na miesiąc i na rok? Konkretnie? Jeśli nie ma problemów z mówieniem ile zarabia na godzinę, z powiedzeniem ile zarabia na rok nie powinien mieć również żadnych.

P.S. Dla wszystkich, którzy chcą na tym etapie dopowiedzieć, że się nie znam i w branży szkoleniowo-coachingowej jest masa ludzi którzy zarabia X na godzinę i razy 160. Bo tak słyszeli od nich,  bo tak im mówili. Panie i panowie, jakby to ująć – znam stawki w branży :) Miałem, dzięki różnym życzliwym osobom, nawet dostęp do fragmentów rozliczeń finansowych różnych firm z sektora szkoleniowego, którymi byli uprzejmi się ze mną podzielić. Generalnie owszem, w branży można się dorobić naprawdę dużych pieniędzy, ale raczej jako właściciel firmy obsługującej masę szkoleń, niż jako jej gwiazda trenerska lub coachingowa.


Moja nowa książka jest już dostępna, dołącz do zbiórki!

Jeśli chcesz dowiedzieć się jak działają mechanizmy statusowe i jak wykorzystać je w swoim życiu, ten tom jest dla Ciebie. Zbiórka na książkę trwa do 20 grudnia 2020!

Zapraszam do udziału!

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis