Flintstonizacja, czyli jak projektujemy nasze wyobrażenia o teraźniejszości w przeszłość…

Co jakiś czas zdarza mi się mieć wrażenie, że jako pierwszy zidentyfikowałem jakieś zjawisko, tylko po to, żeby wkrótce odkryć, że ktoś inny opisał je pierwszy i pełniej. Tak było z testem fanatyka, tak było również z tematem dzisiejszego wpisu. A będziemy mówili o tym, jak ludzie mają skłonność do zakładania, że nasze obecne normy kulturowe, sposoby myślenia, itp. były w dużej mierze historycznie stałe i niezmienne.

Sam wpadłem na tą koncepcję słuchając cudownego Belle z musicalu Dzwonnik z Notre Dame. Piosenka piękna muzycznie, choć treściowo wybitnie toksyczna. Toksyczność ta bezpośrednio wywodzi się z literackiego pierwowzoru. I w musicalu i w książce mamy silne wątki mężczyzn obsesyjnie pragnących Esmeraldy oraz samej Esmeraldy, nęcącej, ale koniec końców cnotliwej. Model stosunków płciowych bardzo popularny w XIX wieku w którym żył i pisał autor ksiażki, Victor Hugo, model popularny (niestety) do dziś… Tyle tylko, że książka działa się w późnym średniowieczu. Które to było okresem głęboko wierzącym, że to kobiety mają nieposkromioną chuć, odciągającą mężczyzn od słusznej pracy dla dobra społeczeństwa i boga. A więc modelu niemal o 180 stopni odwrotnego od tego jak przedstawia nam zachowanie swoich bohaterów Hugo.

Ta sytuacja uświadomiła mi jak bardzo mamy tendencję do projektowania w przeszłość naszych współczesnych standardów kulturowych. Jak wiele książek, filmów, itp. opowiadających o wydarzeniach historycznych w rzeczywistości przypisywało dawnym czasom swoje własne zwyczaje, moralność czy obyczajowość. Żeby użyć innego przykładu, wczesne chrześcijaństwo niespecjalnie kultywowało dziewictwo (chyba, że w formie całkowitej ascezy), więc obraz Ligii z Quo Vadis jest czystą projekcją wiktoriańskiej moralności czasów Sienkiewicza na czasy starożytnego Rzymu. Co więcej, w tym okresie małżeństwa z miłości były skrajnym absurdem – moralność Rzymu była taka, że miłość męża do żony była traktowana jako obrzydliwe barbarzyństwo!

Oczywiście, takie działanie nie do końca jest winą autorów fikcji. W końcu piszą oni coś dla popularnego czytelnika, a nie dla małego wycinka historyków. Zwyczaje, standardy itp. ich bohaterów muszą być więc czymś, z czym zidentyfikuje się odbiorca powieści, a nie czymś historycznie wiernym. Tyle tylko, że w głowie odbiorcy kiełkuje w efekcie błędne wyobrażenie o przeszłości. Co więcej, takie zachowanie dotyczy nie tylko powieści, tak samo potrafią postępować również naukowcy.

 

Jak się okazało, nie byłem pierwszym, który zauważył to zjawisko. Już w 2010 opisali je Christopher Ryan i Cacilda Jetha, określając je mianem “flintstonizacji”. Było to oczywiście odwołanie do popularnej kreskówki Hanna Barbera, która przedstawiała życie rzekomych jaskiniowców (+dinozaury) stylizowane na życie stereotypowych amerykańskich rodzin nuklearnych z lat 50-tych XX wieku. Czyli mężczyźni pracujący zarobkowo i utrzymujący rodzinę, ich żony dbające o dom, wszyscy żyjący na przedmieściach w typowym układzie dwupokoleniowym. Oczywiście życie naszych przodków z okresu narzędzi krzemiennych (nazwisko tytułowej rodziny tłumaczy się jako “Krzemienie”) zupełnie nie przypominało życia XX-wiecznej amerykańskiej rodziny, ale też taki tryb życia był dużo bardziej naturalny i “oczywisty” dla młodych widzów, niż próby jakkolwiek realistycznego przedstawiania tego okresu. Przy czym “Flintstonowie” byli kreskówką dla dzieci. Natomiast zjawisko “flintstonizacji” dotyczy tego, jak przedstawiamy świat także dla dorosłych. I tu następuje projekcja bieżących kulturowych norm w przeszłość. Niestety często także w przypadku nauki, zwłaszcza dziedzin takich jak historia czy psychologia ewolucyjna, próbujących często na siłę znaleźć uzasadnienie dla współczesnych norm kulturowych (zwłaszcza gdy te normy zaczynają być podważane).

Co istotne, flintstonizacja nie dotyczy tylko kwestii relacji rodzinnych czy stosunków płciowych. Odnosi się do każdego aspektu naszego życia. Dla przykładu, znajomy historyk został kiedyś doprowadzony do szewskiej pasji argumentami o rzekomym rasizmie w starożytnym Rzymie. Antyczny Rzym był bardzo nieegalitarnym społeczeństwem, z tym nikt nie dyskutuje. Jednocześnie akurat koncepcji ras ludzkich oni po prostu nie mieli. To wytwór oświeceniowej Europy, głównie XVIII-XIX wieku. Nieegalitaryzm Rzymu polegał na różnicach między obywatelami i nieobywatelami, na systemie arystokratycznym, w końcu na prawie absolutnej władzy ojca rodziny nad wszystkimi jej członkami. Nie miał natomiast w sobie żadnych koncepcji rasizmu tak, jak dziś go rozumiemy. Próby doszukiwania się rasizmu w starożytnym Rzymie również stanowiły właśnie formę flintstonizacji.

Flintstonizacja nie jest też niczym nowym czy wyjątkowym dla współczesnego świata. Gdybyśmy poprosili średniowiecznego mieszczanina o narysowanie nam przypowieści biblijnych albo któregoś ze starożytnych filozofów, ubrałby te postacie w stroje sobie znane. My nie robimy tego tylko i wyłącznie dlatego, że telewizja, komiksy, książki dla dzieci, itp. dały nam pewne wyobrażenie na temat tego jak w danej epoce “powinni” się ubierać ludzie. (Często zresztą mocno błędne, ale to inna kwestia.) To dość naturalna skłonność. Tyle, że o problematycznych skutkach.

 

Jakich to skutkach? Dlaczego w ogóle mówimy o tym zjawisku? Dlaczego flintstonizacja jest czymś, co warto poruszyć?

Cóż, jest tak dlatego, że jako ludzie ulegamy często dwóm dużym błędom poznawczym. Mamy tendencje do zakładania, że:

a) to co naturalne jest z definicji dobre,

b) oraz to co długo się utrzymało (im dłużej tym lepiej) jest z definicji dobre, bo przecież inaczej by się nie utrzymało.

 

W efekcie powstaje nam typowe błędne koło w rozumowaniu. Bierzemy obecną sytuację – np. stereotypy kulturowe na temat tego, jacy są mężczyźni i kobiety. Projektujemy te stereotypy w przeszłość, błędnie przypisując je również naszym przodkom. A następnie bierzemy to fałszywe wyobrażenie na temat naszych przodków jako dowód na to, że przecież “zawsze” tak myśleliśmy, więc takie myślenie jest “naturalne”, “długo się utrzymało”, musi więc być “dobre” i “słuszne”, a jakiekolwiek próby zmiany tego z góry skazane na niepowodzenie.

 

W efekcie flintstonizacja używana jest do racjonalizowania nawet bardzo problematycznych wzorców zachowań i myślenia. Przypisuje się im dziedzictwo, którym nie mogą się tak naprawdę pochwalić. (I które tak czy tak nic by nie znaczyło, w końcu “naturalne” było dla naszych przodków wypróżnianie się przy reszcie stada, ale dziś niespecjalnie ktoś broniłby takiego zachowania!) Używa się tego dziedzictwa jako próby obrony takich wzorców i negowania ruchów na rzecz zmiany obecnej ,często problematycznej sytuacji. Prowadzi też do wypaczania naszego obrazu przeszłości i tego jak o niej myślimy, zaburzając obraz tego jak funkcjonowaliśmy przez wieki. Dlatego warto się jej wystrzegać i podchodzić do każdego okresu przeszłości z uwzględnieniem jego specyfiki. Nasze normy kulturowe są dużo mniej trwałe i powszechne niż nam się to wydaje i naprawdę warto mieć to z tyłu głowy ilekroć myślimy o przeszłości.

 


Moja nowa książka jest już dostępna, dołącz do zbiórki!

Jeśli chcesz dowiedzieć się jak działają mechanizmy statusowe i jak wykorzystać je w swoim życiu, ten tom jest dla Ciebie. Zbiórka na książkę trwa do 20 grudnia 2020!

Zapraszam do udziału!

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis