Mit Osobowości w Piśmie – dlaczego grafologia to bujda

Ludzie zawsze szukali metod na szybkie i trafne poznanie natury innych. Jesteśmy w końcu istotami społecznymi, a niewiele jest tak klasycznych zachowań społecznych jak próba oszukania innych. Jasne, współpraca, wzajemna pomoc, zaufanie, to wszystko jest fajne. Ale gdzieś głęboko w czarnym sercu naszego gatunku oszustwo i manipulacja uwiły sobie gniazdko. Były z nami zawsze i będą nam zawsze towarzyszyć.

Ale każda akcja wywołuje reakcję. Skoro ludzie oszukują, to inni starają się to oszustwo rozgryźć. Albo znaleźć jakiś zewnętrzny, obiektywny sposób na jasne i precyzyjne ustalenie z kim mamy naprawdę do czynienia.

Stąd różne typologie osobowości, często wiązane z cechami fizycznymi (sylwetka, kształt czaszki, dłoni albo źrenicy, czy nawet grupa krwi; spotkałem się nawet z człowiekiem który jako trik PR stosował czytanie osobowości z… kształtu pępka). Stąd też koncepcje takie, jak grafologia – pseudonauka sugerująca, że jesteśmy w stanie rozpoznać osobowość człowieka po jego piśmie. Nie po treści tego co pisze – to by miało jakiś sens. Trudno byłoby z tym dyskutować. Nie, nie – grafologia zakłada, że osobowość człowieka jest odwzorowana w tym jak pisze – w kształcie liter, odstępach między nimi, ich nachyleniu, itp.

(Niektórzy grafologowie idą nawet dalej. Spotkałem się zarówno z próbami diagnozy chorób po piśmie, jak i próbami… zmiany osobowości przez zmianę pisma. No wiesz, jesteś zbytnim samotnikiem? To dlatego, że piszesz litery przechylone w lewo. Naucz się pisać je przechylone w prawo i staniesz się bardziej towarzyski. A co, myślałeś, że trzeba się uczyć jak z ludźmi rozmawiać, pracować nad swoją postawą i oczekiwaniami? Phi! To dobre dla idiotów! Po prostu zmień swoje pismo!)

Historia

Pierwsze odnotowane próby powiązania kształtu pisma z ludzką naturą znajdujemy już w XVI wieku. Jednak, tak jak wiele innych podobnych koncepcji, prawdziwą popularność grafologia zdobyła dopiero w XIX wieku. Nie powinno to dziwić – większość odlecianych koncepcji, z którymi się dziś konfrontujemy ma swoje źródła w tamtym okresie. Homeopatia, bioenergoterapie osadzone w witaliźmie, spirytyzm, antyszczepionkowcy, nawet płaskoziemcy – wszystkie te ruchy to dziedzictwo tego niezwykłego wieku, z jednej strony pełnego naprawdę niezwykłych odkryć, a z drugiej przesyconego ogromną ilością fantazji. Jak widać, wiele z tych fantazji uporczywie trzyma się do dzisiaj.

(Od razu przyszło mi do głowy, by przejrzeć źródła historyczne i zobaczyć jakie dziwne XIX wieczne pomysły faktycznie zakopano – kto wie, czy za chwilę nie będzie to kolejną dziwną modą? ;) )

Pod koniec XIX wieku grafologia mogła się pochwalić własnym stowarzyszeniem branżowym (Societe Graphologique) i szeregiem publikacji. Stała się czymś modnym i rozpoznawalnym wśród śmietanki towarzyskiej. Przez lata stosowana była zarówno hobbistycznie, jak i w formie profesjonalnej lub półprofesjonalnej – np. w ramach procesów rekrutacyjnych czy testów zgodności małżeńskiej.


Co mówią badania?

Ze swojej natury, grafologia wydaje się być po prostu kolejną odmianą magii sympatycznej. To popularna reguła w większości systemów magicznych, łącząca dwie niezależne rzeczy na bazie jakiegoś ich podobieństwa. Np. jedzenie orzechów i ryb takich jak łosoś jest dobre dla mózgu – bo przecież orzechy włoskie wyglądają jak małe mózgi, a łososie mają taki kolor, jak mózg! Oczywiste i banalne, jak można było na to nie wpaść! (Zgodnie z tym samym „modelem”, nerkowce powinny być dobre na nerki, no bo ba! Widziałeś kiedyś nerkowca? No właśnie!)

Zgodnie z tą regułą magii sympatycznej, to co na zewnątrz – pismo – powinno mówić coś o tym, co wewnątrz – osobowość. Brak przy tym jasnej zgody co do tego co konkretnie miałoby co oznaczać – różne systemy grafologii zwracają uwagę na różne kwestie. Integratywna grafologia zwraca uwagę na to jak kreślone są linie. Holistyczna zwraca uwagę na formę i wykorzystanie przestrzeni. Jest też szereg mniejszych szkół, każda ze swoją własną metodą interpretacji. Sęk w tym, że żadna z nich nie zdołała faktycznie wskazać na skuteczność swoich metod.

W praktyce, badania nie znajdują jakichkolwiek związków między osobowością, a pismem.  Co więcej, trudno nawet wskazać jakikolwiek neurologiczny mechanizm, przy użyciu którego miałaby istnieć taka relacja. Styl pisania to typowy przykład pamięci mięśniowej, „przechowywanej” w mózgu oddzielnie od pamięci autobiograficznej czy innych kategorii wspomnień, które mogą mieć realny wpływ na ludzką osobowość. (Widzimy to wyraźnie np. u osób z uszkodzeniami pamięci długotrwałej – taka osoba może nie pamiętać kim jest, zachowywać się zupełnie inaczej niż kiedyś – ale jeśli np. wcześniej pływała, łatwo odnajdzie się w wodzie.)

Co więcej, zupełnie inaczej pisze się używając różnych narzędzi. Inaczej pisze się długopisem czy ołówkiem, inaczej wiecznym piórem, a inaczej faktycznym piórem. Nie mówiąc nawet o azjatyckich szkołach pisania pędzelkiem. Albo o pisaniu rysikiem na tablecie. Czy więc u osoby, która przestaje pisać długopisem i sięga po pióro należy oczekiwać wyraźnej zmiany osobowości? Czy zamiast leczyć pacjentów z nerwicą powinniśmy im po prostu kazać zmienić sposób pisania? A co ze zmianami historycznymi – czy nie powinniśmy wiedzieć wyraźnych i masowych zmian w osobowości w momencie popularyzacji długopisu?

Rzecz jasna nic takiego nie miało miejsca.


Dlaczego grafologia wciąż się trzyma?

Skoro grafologia nie działa, to czemu wciąż jest popularna? Cóż, mamy tu prawdopodobnie do czynienia do mieszanki kilku czynników. Po pierwsze, klasyczny efekt Barnuma/horoskopowy (pisałem o nim np. tutaj). Z ogromnej ilości tez grafologów ludzie zapamiętują to, co im pasuje i ignorują wszystkie nie pasujące. Zwłaszcza, gdy grafolog mówi miłe i pozytywne rzeczy – takie, w które aż chce się wierzyć.

Po drugie, grafologowie mają tendencję do stawiania tez nie podlegających falsyfikacji. Często zabezpieczają się np. zaznaczając, że osobowość ulega płynnej zmianie, więc jeśli ich odczyt akurat nie pasuje, to dlatego, że osobowość piszącego już się zmieniła. (Jeśli pasuje, to oczywiście jest to „dowód” na skuteczność grafologii i jej interpretacji.)

No i po trzecie – ludzie po prostu chcą w to wierzyć. Czy nam się to podoba, czy nie, pragniemy szybkich, prostych rozwiązań. Metod łatwo i prosto pokazujących nam „kto jest kim” czy pozwalających nam rzekomo odkryć więcej o sobie. Grafologia daje takie obietnice i niektóre osoby będą się na nie kusiły.


Dlaczego warto o tym mówić?

No dobrze, ale czemu w ogóle o tym pisać? W końcu nie było dotąd na blogu wpisu o irydologii czy czytaniu z dłoni i raczej nie ma co na coś takiego liczyć. Czemu więc poświęcam cały wpis na temat grafologii?

Cóż, w odróżnieniu od irydologii, czytania pępka czy podobnych metod, grafologia przez lata nabrała cienkiej patyny rzekomej naukowości. Przez lata była przedstawiana jako coś naukowego, wiarygodnego, godnego zaufania. Bywa stosowana w rekrutacji, ocenie małych dzieci czy poradnictwie małżeńskim. Ma więc potencjał krzywdzenia ludzi dużo większy, niż np. czytanie z dłoni. Nikt nie straci wymarzonej pracy ze względu na to, że ma za krótką linię owsianki na lewej ręce. Nikt nie zostanie namówiony do niezdrowego związku dlatego, że ma nieodpowiednie guzki na zadku (tzw. rumpologia – tak, tak, jest też czytanie z kształtu tyłka).  Ale czyjeś życie może ulec realnemu i poważnemu zaburzeniu przez nieodpowiedzialne korzystanie z pseudonauki jaką jest grafologia. Dlatego pewne rzeczy należy powiedzieć wprost. I stosownie reagować na nadużywanie takich pseudometod.



Lean Mind Experience - kurs, który zapewni Ci narzędzia do niezwykle głębokiego rozwoju. Dziewięć intensywnych dni, trzy zjazdy rozwojowe, poświęcone Twoim relacjom, skutecznemu działaniu i świadomości emocjonalnej. Nasycony praktycznymi rozwiązaniami, skupiony na tym, co buduje w Twoim życiu realną, codzienną wartość. Esencja ponad dziesięciolecia pracy nad skutecznym rozwojem. Pierwszy zjazd rozpoczyna się już 21 września! 


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis