Jakiś czas temu spotkałem się na kawie ze znajomym, z którym znaliśmy się w zasadzie od początku mojej historii w światku rozwoju (m.in. razem byliśmy lata temu na Masterze NLP), choć dziś  średnio spotykamy się tak raz na rok-półtora. Przyjemnie było pogadać i nadrobić zaległości, a jednocześnie zadał mi w pewnym momencie pytanie, które brzmiało mniej więcej tak:

„Artur, słuchaj, kiedyś tak zajmowałeś się ezoteryką i duchowością, nawet zdaje się coś szkoliłeś z tego zakresu, a od dłuższego czasu jesteś całkowicie na nie wobec tych kwestii. Co się zmieniło?”

Temat ten jest na tyle ciekawy, że pomyślałem, że warto mu poświęcić oddzielny wpis.

Faktycznie, swego czasu byłem bardzo zaangażowany w tematykę ezoteryki, bioenergii, magii, szamanizmu i podobnych barwnych podejść do rzeczywistości. Jako, że zwykle interesując się czymś biorę się za to naprawdę na poważnie, to kilka lat, które spędziłem w tej działce było BARDZO intensywnymi. Z perspektywy nie uważam ich też za stracone, było tam niewątpliwie wiele bardzo ciekawych doświadczeń i przeżyć. Prawdopodobnie nie miałbym szans doświadczyć ich w inny sposób. Nie jestem również, wbrew temu co niektórzy o mnie sądzą, zupełnie na nie wobec ezoteryki. Uważam, że – zwłaszcza pod odpowiednim nadzorem – mogą to być bardzo ciekawe i silne narzędzia wpływające na działanie naszego umysłu.

Natomiast prostu kategorycznie nie zgadzam się z tym, że narzędzia i podejścia związane z ezoteryką wpływają na cokolwiek POZA naszym umysłem, że można przy ich użyciu w jakikolwiek pośredni lub bezpośredni sposób wpłynąć na rzeczywistość, prawdopodobieństwo, nasze zdrowie, życie, itp.  To po prostu marzenia ścietej głowy i tyle. Myślenie magiczne, chęć obejścia zasad, o której już nieco pisałem i fantazje pozwalające czuć się dobrze bez realnego wysiłku.

No dobrze, wszystko fajnie, ale kiedyś wierzyłem też, że da się przy użyciu tych rzeczy zrobić coś więcej, że faktycznie da się wpłynąć na świat używając rytuałów magicznych i szamańskich. Zdobyć pieniądze, osiągnąć sukces, itepe, itede. A to wszystko nie podejmując realnych wyzwań do tego potrzebnych. Co się więc zmieniło?

Cóż, wpływ na zmianę mojego podejścia miało kilka rzeczy:

  • Po pierwsze obserwowałem ludzi, którzy w tych kręgach siedzieli, często od długich lat i tak jakoś niespecjalnie osiągali te wszystkie cele, które sobie stawiali. Niektórzy z nich do dziś są dokładnie w tym samym miejscu, w którym ich spotkałem lata temu. Jasne, są czynniki losowe wpływające na wyniki, ale akurat konkretnie ezoteryka miała być czymś pozwalającym na kontrolowanie tych czynników. Dlaczego więc jedynymi, którzy zdawali się osiągać choćby marginalny sukces przy użyciu tych metod byli ludzie, którzy za duże pieniądze uczyli innych jak z nich korzystać? Te obserwacje były czymś, co długo starałem się ignorować, ale co z czasem zaczęło się dobijać do mojej uwagi…
  • Po drugie, niewątpliwie ogromny wpływ miały na mnie książki Idries Shaha. Shah jest dość specyficznym autorem z zakresu duchowości o tyle, że w zasadzie wszystkie jego ksiażki, które udalo mi się znaleźć w tym temacie, poświęcone są nie tyle celowi, co przygotowaniom do drogi. Innymi słowy, nie pisze on o tym, jakie są cele rozwoju duchowego czy osobistego, jaki ma być rezultat, ani tym bardziej „jaka jest prawda n.t. świata”. Zamiast tego raz za razem zwraca uwagę na oczekiwania, założenia, fantazje, pragnienia i przekonania, które mogą przeszkadzać w poszukiwaniu takiego zrozumienia i wyprowadzać na manowce. Wskazuje na to, że ludzie chcą już szukać, ale nie sprawdzili, czy wiedzą jak szukać. Już chcą wiedzieć, ale nie zadbali o upewnienie się, czy będą mogli pożądaną wiedzę zrozumieć i opanować. Ksiażki Shaha dały mi naprawdę dużo perspektywy, zarówno do pracy z sobą, jak i do obserwowania środowiska ezoterycznego pod kątem określonych zachowań i ich funkcji.
  •  Po trzecie, miałem ogromne szczęście mieć „normalnych”, „nierozwojowych” przyjaciół, którym zależało na mnie na tyle, by „kopali mnie w głowę” i ściągali na ziemię, gdy zbyt odlatywałem. I miałem szczęście, że mi również na tyle na nich zależało, że zareagowałem na to co robili, zamiast, jak sugeruje tak wiele podejść „rozwojowych”, „odciąć się od niedostatecznie rozwiniętych osób”. Takie „odcinanie się” prowadzi w rzeczywistości jedynie do powstania „towarzystw wzajemnej adoracji”, w których wszyscy wzajemnie przekonują się jacy to wszyscy są wspaniali i cudowni i jak ich poglądy są wiarygodne, a jakiekolwiek wątpliwości są wstrzymywane pod karą ostracyzmu. Nie jest to więc zbyt rozwojowe środowisko, choć ze smutkiem obserwuje, że wielu rozwojowców dokładnie takie próbuje sobie zbudować w okół siebie. Rozumiem emocjonalną atrakcyjność tego układu, ale jego długoterminowe konsekwencje były wręcz tragiczne w absolutnie każdym znanym mi przypadku (w biznesie, polityce, czy w rozwoju właśnie).
  • Po czwarte, w tamtym okresie zaczął mnie również fascynować temat błędów poznawczych i tego, jak ludzkie umysły są wręcz zaprojektowane do niezbyt prawidłowego, ale szybkiego wnioskowania. Poruszałem ten temat już przy różnych okazjach i zachęcam każdego do poznania tej tematyki bliżej, np. odwiedzając Wikipedię i przeglądając dość krótką i niepełną listę takich błędów. Zauważyłem jak te błędy łatwo można odnieść do moich doświadczeń z ezoteryki i jak wiele z nich, choćby klasyczny confirmation bias, czyli tendencja do szukania dowodów na potwierdzenie własnych przekonań, pozwalają przez lata wykorzystywać nieskuteczne, ale emocjonalnie atrakcyjne narzędzia, łudząc się, że w końcu uzyska się jakiś efekt. W końcu dwa lata temu jak zrobiło się ten rytuał na przyciągnięcie miliona złotych, to po dwóch tygodniach trafiło się na dychę na ulicy, czyli już prawie się udało… A ze przez te dwa lata mimo wielu rytuałów kasa tylko topnieje, to detal ;) (Przykład nie mój osobiście, ale znałem osobę z takim podejściem. W sumie do dziś je ma.)

Dostrzeżenie jak wielu błędom ulegamy wszyscy każdego dnia dało mi podstawę do poważnego i ponownego przeanalizowania moich podejść i przekonań. Nie sądzę przy tym, żeby taka szczera analiza była u mnie możliwa bez wcześniejszego przepracowania różnych emocjonalnych kwestii dzięki materiałom Shaha. Dzięki nim mogłem odłożyć na bok emocjonalne powody na przyjęcie jakichś poglądów i przyjrzeć się stricte ich trafności Gdy jednak w końcu do niej doszło, zacząłem dostrzegać luki i pęknięcia w moim światopoglądzie, zaczeły do mnie też docierać obserwacje środowiska, które wcześniej wypierałem i zacząłem odchodzić od tematyki ezoterycznej.

Jednocześnie coraz bardziej pochłaniała mnie tematyka błędów poznawczych, która doprowadziła mnie też do materiałów z zakresu sceptycyzmu. Wielkim odkryciem był świetny blog „Science Based Medicine„, którego zostałem stałym czytelnikiem.  Najciekawsze było chyba jednak podchodzenie do tych samych dyskusji, w których kiedyś brałem udział, ale od zupełnie przeciwnej strony, patrzac na dokładnie te same argumenty, których kiedyś używałem i będąc w stanie wskazać na ich ograniczenia i zawarte w nich błędy. Starając się być otwarty na ew. kolejne nowe dane starałem się regularnie stykać z argumentami sprzecznymi z moim obecnym podejściem, jak dotąd nie dało to jednak specjalnego efektu (no, poza zauważeniem jak bardzo te argumenty lubią się powtarzać). Jest więc spora szansa, że sceptykiem już pozostanę. Wymaga to wprawdzie co pewien czas zmiany zdania n.t. jakiegoś aspektu zmiany lub rozwoju, gdy pojawiają się dane podważające lub doprecyzowujące coś, w co wierzyłem dotychczas, ale ma to i dobre konsekwencje – to co robię i to czego uczę jest po prostu skuteczniejsze.

W sumie, była to ciekawa podróż. Z jednej strony czas stracony, a z drugiej niesamowite doświadczenie. Czy polecałbym ją innym? Nie. Polecałbym przeżycie pewnych procesów związanych z tą działką, pod odpowiednią opieką i ze świadomością, że są to po prostu przeżycia i doświadczenia, w taki sposób w jaki polecałbym np. rafting czy laserowy paintball. Natomaist cała podróż, cała ideologia, itp. nie są zbyt produktywne. Mogę co prawda wykorzystać to doświadczenie w rozmowach z ludźmi zafascynowanymi takimi podejściami, ale to by było na tyle.

No i to tyle ;) To się zmieniło, odpowiadając na pierwotne pytanie :)


Jeśli cenisz treści z tego bloga, zostań patronem na Patronite i postaw mi kawę.

Im więcej kawy w Arturze, tym więcej ciekawych treści Artur generuje ;)


Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis