„Mam cały zespół, który dla mnie pracuje. To znaczy, wszystko to darmowi stażyści, ale mam…”

Usłyszałem to jakiś czas temu na szkoleniu i przypomniało mi to rozważania, które miałem swego czasu na temat darmowych stażów. Pomyślałem, że warto o tym napisać kilka słów.


Zanim pójdziemy dalej, muszę zacząć od małego wyznania: sam kiedyś eksperymentowałem z darmowymi stażystami. W sumie pracowałem tak chyba z trzema osobami. Z jedną z nich, która się bardziej sprawdziła, była to nawet dłuższa współpraca, pracowała też z moją żoną. Tzn. owszem, w ramach tego stażu ta osoba miała dostęp do szkoleń z zachodnimi trenerami, które organizowałem, ale była tam w roli pomocniczej, trudno więc to określić mianem faktycznego wynagrodzenia.

I chociaż w tamtym czasie ta osoba była bardzo zadowolona, choć później pracowała dla mojej żony odpłatnie, a na koniec uzyskała pomoc w znalezieniu stałej pracy, to dziś jest mi z tego powodu głupio  i nie zachowałbym się w ten sposób.

Jeśli chciałem, żeby ktoś dla mnie pracował, powinienem był mu zapłacić.

Tym bardziej, że sam zaczynałem swoją karierę od takiego właśnie płatnego stażu, w NGO w UK. Gdyby był to bezpłatny staż, nie byłoby żadnej opcji, żebym się na niego wybrał. I fakt, byłem, nieskromnie mówiąc, dobrym i wartościowym pracownikiem (potrafiłem zrobić w pół dnia zadanie przeznaczone na miesiąc), ale o tym dowiedzieli się dopiero gdy już się na mnie zdecydowali. A tamten płatny staż dał mi solidne podstawy na resztę życia (zarówno finansowo-zawodowe, jak i czysto psychologiczne – po prostu mocno przez ten okres dorosłem i dużo mi to dało).

praca3

Jeszcze 10 lat takiej pracy… I zarobię aż 0 złotych!

Tematyka darmowych staży przewijała się przez sferę HR/zarządzania zasobami ludzkimi w ciągu ostatnich lat. Widać, że podejście do tematu się zmienia i są one coraz rzadziej akceptowane. Są wyjątki (TVN, patrzę na ciebie!), zwykle gdy naprawdę duże korpo wychodzą z założenia, że praca dla nich otworzy takim stażystom wiele drzwi w przyszłości, ale standardem stało się już w biznesie wynagradzanie stażystów. Wzory idą tutaj jednak z góry i mniejsze firmy dopiero się uczą, że za pracę się po prostu płaci. Nawet, jakby byli chętni (lub naiwni) gotowi pracować za frajer.

Środowisko rozwojowe jest, w moim doświadczeniu, szczególnie przesycone darmowymi stażami. Znam całe firmy które operują tak naprawdę na „stażystach” – w rzeczywistości bezpłatnych sprzedawcach, naganiających firmie klientów. W innych ten „staż” rzekomo opłaca szkolenia, które takie osoby odbywają… w roli pomocników. Innymi słowy płacisz swoją pracą za to… że możesz wykonywać pracę i może przy okazji się czegoś nauczysz. Żeby było zabawniej, takie praktyki są najpowszechniejsze w tych firmach, które na zewnątrz chwalą się swoim rzekomo ogromnym sukcesem… Ale jakoś nie stać ich nawet na opłacenie pracowników.


Uprzedzając przewidywany argument do absurdu: nie postuluję tu, żeby od razu, z miejsca, dawać każdemu pracę na etacie, dwie średnie krajowe i służbowy samochód. Oczywiście, że nie. Ale jeśli faktycznie potrzebujesz tej pracy, jeśli wnosi ona wartość w Twoją firmę, to zapłać za nią. A jeśli nie stać Cię, żeby zapłacić, a potrzebujesz ludzi: zróbcie tą firmę razem. Tak, wymaga to podzielenia się władzą i zyskami. Tak, nie będzie to już tylko Twoja firma. Ale oczekujesz od ludzi, że będą dla Ciebie pracowali. Że będą NA CIEBIE pracowali.

Uszanuj to.

Uszanuj ich pracę, a tym samym uszanuj też swoją firmę.


Owszem, darmowe staże, mogą być okazją do nauki. Owszem, takiego stażystę trzeba też do pracy przyuczyć, poświęcić na to nieco czasu. Dlatego nie bierze się stażysty, jeśli nie jest potrzebny. Ale jeśli już jest potrzebny, to znaczy, że jego praca jest coś warta i należy się za nią zapłata.


A może bierzesz stażystę dlatego, że jesteś po prostu za dobry na pewne zadania? Może uważasz, że jesteś „stworzony do wyższych celów”, że Twój czas jest zbyt cenny by np. przepisywać teksty? Super, w takim razie ZAPŁAĆ tym, których czas nie jest warty tyle co Twój. Jeśli faktycznie jesteś warty tyle, ile Ci się wydaje, stać Cię i to z nawiązką.


Darmowi stażyści są też często problemem dla firmy:

A) Ponieważ są darmowi, łatwo przestać ich szanować i zacząć kiepsko traktować. Problem w tym, że takie osoby często potem wyjdą z firmy, wiedzą o całej masie syfów, jakie w niej zachodziły… i z przyjemnością się podzielą, bo nie czują żadnej lojalności wobec byłego pracodawcy. A to może BARDZO boleć.

B) Ponieważ są darmowi, zaczyna się ich brać nie tylko do zadań faktycznie potrzebnych, ale też do wszystkich, których właścicielom i etatowym pracownikom po prostu nie chce się robić. To rozleniwia i to bardzo. Zniechęca do usprawnienia procedur – po co ograniczyć biurokrację, skoro stażysta wypełni papierki? Zniechęca też do rozwoju pracowników – po co stawać się lepszym, jak można nadrobić brak wydajności darmową robocizną?

C) Ponieważ są darmowi, sprzyjają absurdalnemu wyścigowi cen – w końcu skoro firma nie musi płacić pracownikom, może robić pewne rzeczy taniej. Tak długo wyglądała sytuacja np. na rynku szkoleń dla administracji państwowej, gdzie często jedynym kryterium była cena. „Sprytne” firmy dawały więc absurdalnie niskie stawki, słały darmowych stażystów do roboty, a mimo wszystko zgarniały z tego jakieś pieniądze… A że jakość usługi była do kitu? To już detal! Nie trzeba chyba wyjaśniać, że tego typu wojna cenowa długoterminowo szkodzi wszystkim zainteresowanym: zleceniodawca płaci za takie szkolenia kilkukrotnie, zleceniobiorca odkrywa, że ogólny poziom cen na rynku spadł, ale teraz trzeba już płacić wykonawcom…

D) Darmowi stażyści, zwłaszcza, gdy jest ich wielu, mówią bardzo wiele o Twojej firmie – i nie jest to pozytywny komentarz. W najlepszym wypadku wypadasz na wyzyskiwacza, w najgorszym na firmę mającą duże kłopoty finansowe. To naprawdę nie jest dobry PR.

E) W przypadku małych firm, darmowi stażyści rozleniwiają właściciela w bardzo osobisty sposób. Ponieważ są używani do robienia wszystkiego, czego właścicielowi po prostu nie chce się robić, właściciel zaczyna się po prostu obijać. Zwolniony czas rzadko kiedy jest wykorzystywany produktywnie i firma, zamiast działać sprawniej, staje się mniej wydajna i długoterminowo zmierza ku upadkowi.


Jeśli myślisz o stażyście:

1. Zastanów się czy faktycznie potrzebujesz dodatkowych rąk do pracy, czy jedynie pewnych rzeczy Ci się nie chce robić. To naturalne, ale stażysta NIE JEST tu rozwiązaniem.

2. Oceń ile warta dla firmy jest dana praca, a ile możesz za nią zapłacić, tak by wciąż było opłacalne.

3. Dopiero teraz znajdź stażystę i skoro jego praca daje wartość firmie – zapłać za nią. Udziałami, gotówką, czymkolwiek co przyjdzie Ci na myśl, ale zapłać.

Wszystkim zainteresowanym wyjdzie to na zdrowie.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis