Witaj,

Czas czytania: ok. 3 minuty

Właśnie mija druga rocznica od kiedy zacząłem przyjmować klientów na płatne coachingi.  Czwarta rocznica tego, gdy zacząłem coachować (a przynajmniej – gdy zacząłem świadomie określać to co robię jako coaching) minęła już kilka miesięcy temu. Jak więc wskazują niezwykle skomplikowane wyliczenia matematyczne – zanim pracowałem z klientami za pieniądze, przez ponad dwa lata przyjmowałem również klientów za darmo.  Robiłem to dla zdobycia doświadczenia w realnej pracy z ludźmi, w odróżnieniu od pracy na szkoleniach – choć jeśli to również udało się Ci się wydobyć z samego obliczenia matematycznego, oferuję Ci pracę tu i teraz! ;)

W związku z tą rocznicą, postanowiłem podzielić się z Tobą niektórymi obserwacjami, jakie zauważyłem podczas tych lat pracy i kilkuset osób, z którymi miałem w tym czasie przyjemność (no, zazwyczaj ;) ) pracować jako coach.

Jedną z tych obserwacji i tą, na której chciałbym skupić się dzisiaj, było coś, co określam jako paradoks czasu i efektu.

Widzisz, na samym początku przyjmowałem klientów zupełnie za darmo. Spotykaliśmy się w kawiarnii, oni płacili za kawę i to było wszystko. Kiedy zacząłem pracować z ludźmi, zaczynałem od indywidualnie negocjowanej ceny, ustalanej w zależności od efektu, który ich interesował. Co ważne, płacili wtedy wyłącznie przy osiagnięciu efektu i niezależnie od tego, ile sesji zajęło jego uzyskanie. W końcu, od nieco ponad roku, pracuję niemal wyłącznie za stałą stawkę, uzależnioną od czasu, który zajmuje uzyskanie efektu.

Paradoks leży w tym, że w momencie gdy klienci płacą mi za sesję, osiągają zwykle efekty zdecydowanie szybciej, niż wtedy gdy płacili mi za efekt, albo gdy nie płacili wcale!

W pamięć wryło mi się wspomnienie jednego z klientów z którym pracowałem na efekt, który chciał się zmotywować do pewnej rzeczy. Muszę mu w tym momencie podziękować, ponieważ właśnie jego słowa były dla mnie inspiracją do zrezygnowania z pracy na efekt. Brzmiały one „Wiesz co, te narzędzia do motywowania się, które od Ciebie uzyskałem działają świetnieTylko jakoś nie jestem zmotywowany, żeby ich używać.

Ta wymiana pokazała mi jak na talerzu, że bez własnego zaangażowania klienta w proces zmiany, możesz stanąć na głowie – a zmiana i tak nie zajdzie. Dlatego właśnie, jako jeden z moich podstawowych przekazów do ludzi z którymi pracuję, brzmi „Mogę pracować bardzo ciężko, ale ani trochę ciężej niż Ty sam.”

Oczywistym zaś jest, że dla większości ludzi motywacja finansowa jest czymś, co zdecydowanie bardziej skłania do pracy własnej niż brak takiej motywacji. Tym, czego nie oczekiwałem, było to jak bardzo skuteczna będzie to motywacja. W czasach, gdy pracowałem na efekt, zadaną pracę domową robiły zwykle 2-3 osoby na 10. Gdy pracuję za stawkę godzinową, pracę domową wykonuje 9 osób na 10 -co oczywiście znacząco przyczynia się do utrwalenia i wzmocnienia efektów.

Jako ciekawostka – 10 osoba, tak która nie wykonuje pracy domowej, w większości wypadków jest dokładnie tą samą osobą, która nie płaci za sesję z własnej kieszeni. Płacą za nią rodzice, mąż albo żona.

Wnioski wyciągnij sam :)

Baw się i rozwijaj z pasją!

P.S. Dzisiaj 250 rocznica mojego ulubionego piwa – Guinnessa. Jeśli będziesz ją świętować – wypij i kufelek za moje zdrowie!


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis