„Za kogo Ty się uważasz?” i inne reakcje zranionej próżności…

Co jakiś czas umieszczam tu na blogu post, który ma oszczędzić mi czasu w przyszłych dyskusjach. Gdy po raz kolejny spotykam ten sam, błędny argument w wymianie, mogę – zamiast znów się produkować – po prostu wrzucić stosowny link. Oszczędność czasu dla mnie, być może też demonstracja dla odbiorcy tego, że jego/jej zachowanie wcale nie jest takie unikatowe jak jemu/jej się wydawało. Być może coś, co może skłonić do refleksji. A na pewno coś, co oszczędzi mi czasu ;)

Fotografia – Diana Domin

Tym razem czas na tekst pojawiający się co jakiś czas w niektórych rozmowach: „za kogo Ty się uważasz”.

Standardowo pojawia się przy wskazaniu rozmówcy (dużo rzadziej, osobie trzeciej) niewiedzy lub niezrozumienia określonego tematu.

„Za kogo się uważasz, żeby tak mówić?”

„Kim Ty jesteś, by mówić mi, czego nie rozumiem?”

„Jak śmiesz zarzucać niewiedzę? Za kogo Ty się uważasz?”


Odpowiadając krótko: za kogoś, kto w tym konkretnym temacie ma większą wiedzę od rozmówcy.


Nie znaczy to, że jestem lepszym człowiekiem. Nie znaczy to, że jestem ogólnie mądrzejszy czy bardziej inteligentny. Nie znaczy to, że z rozmówcą jest coś nie tak. Nie znaczy to absolutnie niczego poza tym, że w tym konkretnym zakresie uznaję, że mam większą wiedzę od rozmówcy – i wypowiadam się z tej perspektywy.


Jak mogę uznać, że mam faktycznie większą wiedzę? Na podstawie tego co mówi rozmówca. W zależności od argumentacji, punktów odniesienia, poziomu kategoryzacji i kilku innych czynników da się takie rzeczy po prostu odczytać. Laik będzie zwracał uwagę na inne kwestie, będzie mówił w innych kategoriach, będzie traktował inne elementy jako ważne. Nawet umiarkowanie kompetentna osoba nigdy pewnych rzeczy nie powie. Nieco mówią o tym np. poziomy Dreyfusów, o których kiedyś pisałem. Często też, wbrew temu co może się wydawać rozmówcy, dane argumenty znam już od lat i nie prezentują niczego nowego czy oryginalnego w konkretnej debacie. (O tym też pisałem.)

Czy jest ryzyko, że przestrzeliłem? Że błędnie oszacowałem kompetencje rozmówcy, bo okazuje się, że ja byłem w tym zakresie np. na trójce Dreyfus, a ta osoba na piątce? Tak, jasne. Nie zdarza się to często, ale się zdarza. Tylko takie osoby nie mają problemów z jasnym wyłożeniem dalszej ścieżki wnioskowania, od mojego poziomu do ich. Nie oburzają się „za kogo się uważam”, tylko po prostu punktują moją niewiedzę.


Ludźmi, którzy się faktycznie oburzają i wchodzą w ton „kim ty jesteś, żeby mi to mówić”, są ludzie, którzy faktycznie danej wiedzy nie mają… Ale nie są skłonni tego do siebie dopuścić. Z jednej strony to ludzkie i zrozumiałe – dopuszczenie do siebie ograniczenia swoich kompetencji, nawet w niewielkim zakresie, nie jest przyjemne. Podważa naszą miłość własną. (A ta, jak wszyscy wiedzą, jest największą siłą we wszechświecie.) Wymaga od nas wysiłku poznawczego – a jesteśmy naturalnie leniwi. Burzy nasz obraz świata – a to buduje poczucie zagrożenia.


Z drugiej jednak strony… Dlaczego nikt nie zadaje przypadkiem odwrotnego pytania?


„A kim Ty jesteś, by w przestrzeni publicznej głosić niesprawdzone informacje?”

„Za kogo się uważasz, żeby zakładać, że Twoje zdanie ma wartość tylko dlatego, że jest Twoim zdaniem?”

„Za kogo Ty się uważasz, by uznawać,  że możesz głosić dowolne poglądy ot tak?”


Wolność słowa to nie tylko prawo. To też obowiązek. To, że możesz powiedzieć wszystko, nie znaczy, że możesz. Nie znaczy, że powinieneś. Nie znaczy też, że wszystko co powiesz zasługuje na wysłuchanie.

Z jakiegoś jednak powodu uznaliśmy, wraz ze wzrostem łatwości wypowiedzi, że każdy nie tylko może, ale powinien się wypowiadać. Że każdy powinien mieć jakieś zdanie, powinien je głosić i że podważanie tego zdania jest, nie wiem… Nieuprzejme? Aroganckie? Złe?


Pierwszą i podstawową arogancją w takim równaniu jest zawsze założenie, że mamy podstawy by się wypowiadać w temacie – jeśli ich nie mamy.

Jeśli ktoś nam na ten brak podstaw wskaże – to robi nam przysługę.

Brak podstaw nie czyni nas złą osobą. Nie czyni nas kimś gorszym. Czyni nas po prostu kimś, kto ma okazję nauczyć się czegoś nowego i nadrobić braki. Albo i nie – ale też wtedy warto mieć świadomość swoich ograniczeń.


Nie skaczesz do wzburzonej rzeki jeśli nie jesteś świetnym pływakiem, prawda?

Nie bierzesz udziału w wyścigach driftowych jeśli nie jesteś świetnym kierowcą, co?

Nie próbujesz podnieść 200 kilo na klatę, jeśli nie spędziłeś sporo czasu na siłowni, prawda?


W przypadku fizyczności szanujemy swoje limity i ograniczenia. Ale w przypadku kwestii wiedzowych jesteśmy niestety dużo mniej ostrożni. A gdy się sparzymy, pierwszą reakcją jest atak na tego, kto wskazał nam ograniczenia. Jak śmiał to robić?


No bo w końcu lepiej byłoby żyć w niewiedzy, co?



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis