Ulotna obietnica nagrody, czyli jak gonić króliczka i nigdy go nie dogonić?

Jednym z najciekawszych wglądów w strukturę ludzkiej motywacji było dla mnie zrozumienie, że system dopaminowy (sztywny) w motywacji zapewnia nie tyle uczucie szczęścia, zadowolenia czy satysfakcji, co “obietnicy szczęścia”. Innymi słowy – rób to, rób, a już kiedyś, już wkrótce poczujesz się dobrze. Zrozumienie tego modelu wyjaśnia ogromną część ludzkich zachowań, które bez tego trudno by wyjaśnić.

 

Choć dopamina znana jest już od ponad wieku, dopiero koło lat 50-tych XX wieku zaczęły się nią interesować neurologia, psychiatria i psychologia. Ten neuroprzekaźnik okazał się być uwikłany w wiele różnych kwestii, odgrywając między innymi rolę w chorobie parkinsona czy właśnie w motywacji. Pierwsze badania na zwierzętach wydawały się wręcz fascynujące – gdy wszczepiono szczurom elektrody pobudzające neurony dopaminowej ścieżki motywacyjnej i dano im kontrolę nad ich aktywacją, potrafiły zagłodzić się na śmierć non stop naciskając dźwignię pobudzenia. Również pacjenci psychiatryczni lub upośledzeni intelektualnie, na których prowadzono podobnego rodzaju badania, mieli tendencję do intensywnej aktywacji tych elektrod. Wydawało się, że oto znaleziono złoty model motywacji i przyjemności!

(Tu chciałem wrzucić rzewne, ironiczne odniesienie do “złotych czasów” psychologii przed komisjami etyki, ale stwierdziłem, że ktoś mógłby to wziąć na poważnie. Generalnie niestety psychologia ma mocno niefajną historię mało etycznych działań w połowie XX wieku i dobrze, że w końcu zaczęto to korygować. Tym bardziej, że masa tych nieetycznych badań była przy okazji po prostu źle zaprojektowana, a dzisiejsze komisje etyczne wymagają przede wszystkim sensownego podejścia do tematu i merytorycznego przemyślenia go.)

No cóż, wydawało się. Nikomu bowiem nie przyszło do głowy, cóż, po prostu zapytać tych pacjentów jak się wtedy czuli. W końcu badacze wiedzieli lepiej! (Ach, złote czasy…) Skoro naciskali dźwignię, to znaczy, że im to sprawiało przyjemność, prawda?

Nieprawda. Gdy w końcu ktoś wpadł na pomysł by z nimi o tym porozmawiać, okazało się, że całe doświadczenie było dla nich przede wszystkim skrajnie frustrujące. Nie odczuwali przyjemności. Odczuwali, że powinni naciskać dźwignię to może zaraz będzie fajnie. Takie mentalne swędzenie, w którym im bardziej się drapiesz, tym bardziej swędzi i znikąd ulgi.

 

Ścieżka dopaminowa okazała się nie być drogą do przyjemności. Potwierdziły to zresztą późniejsze badania. Jest niewątpliwie elementem ogólnego układu motywacji i uczenia się zachowań. Jest bardzo ważnym aspektem naszego funkcjonowania. Jest potrzebna w uczeniu się nowych zachowań, budowaniu modeli świata czy automatyzacji działań. Jednak jej aktywacja sprowadza się do obietnicy nagrody, a nie do poczucia nagrody. Jeśli nie uruchomią się inne ścieżki motywacyjne, odpowiedzialne za przyjemność, tylko pozostaniemy w tej, może to prowadzić do ogromnego poczucia frustracji i pustki. Robimy, robimy, robimy, oczekując czegoś w zamian… Tylko to coś nigdy nie przychodzi.

 

To stan gdy otwierasz lodówkę, w sumie nie czując głodu, ale licząc, że coś akurat “złapie oko” i da to poczucie satysfakcji.

To stan gdy włączasz TV lub Netflixa albo siadasz przed Youtube, skacząc między kanałami czy filmikami, ale bez głębszej satysfakcji.

To coś, co przekłada się na problematyczną naturę wielu gier, zwłaszcza gier mobilnych – z jednej strony budując presję by w nie grać, ale z drugiej sprawiając, że niekoniecznie jest to odbierane jako przyjemne, a wręcz męczące. Czemu robimy coś, co jest w zasadzie nieprzyjemne, nudne lub po prostu obojętne? Bo gra już nauczyła nas oczekiwać kiedyś, gdzieś przyjemności z tego.  To zresztą odpowiada też za dużą część niewykorzystanego potencjału gamifikacji.

To coś co uruchamia się gdy zadajemy się z kimś, z kim w sumie nie spędza nam się dobrze czasu, ale liczymy, że może to się jednak odmieni.

 

Jeśli przyjrzymy się swoim codziennym działaniom, w bardzo wielu miejscach znajdziemy obszary, gdzie robimy coś nie dlatego, że jest to fajne, nie dlatego, że jest to przyjemne, tylko dlatego, że gdzieś nam się wydaje, że to “powinno” być przyjemne, “kiedyś” będzie przyjemne, “zaraz w końcu zacznie” być fajne, itp. Nie zdajemy sobie sprawę, że to oczekiwanie “ej, to w końcu będzie spoko” nie jest racjonalną oceną czy usprawiedliwionym oczekiwaniem. Że ten stan powstaje w naszym mózgu niejako w oderwaniu od realnej oceny sytuacji, po prostu jako wyuczony automatyzm.

 

Dlaczego to takie ważne?

Ścieżka dopaminowa jest zwykle wykorzystywana przy budowie nawyków i automatyzacji życia. Sam tego nawet uczę w ramach jednego z e-kursów. Dziś jednak chcę się przyjrzeć alternatywnemu zastosowaniu tej struktury.  Dla nawyków nie ma bowiem większego znaczenia czy mowa o układzie przyjemności czy o układzie obietnicy przyjemności. Ma to jednak ogromne znaczenie gdy chcemy się przyjrzeć swojemu życiu z perspektywy tych obszarów, w których pogoń za tą obietnicą przyjemności wiedzie nas na manowce. W których gonimy nieustannie króliczka, tylko jakoś nie jesteśmy w stanie go dogonić.

I rośnie w nas frustracja i zmęczenie tym stanem rzeczy.

I spada nasza satysfakcja z życia.

I marnujemy czas, energie i zasoby na rzeczy, które nie sprawiają nam satysfakcji czy przyjemności ani nie są dla nas korzystne.

Po prostu goniąc za tą obietnicą i oczekiwaniem nagrody.

 

Patrząc z tej perspektywy możemy nagle dostrzec jak wiele naszych zachowań jest motywowanych właśnie taką pustą obietnicą nagrody. Robimy je, gdzieś z tyłu głowy oczekujemy, że będą dla nas przyjemne lub satysfakcjonujące, ale wcale tej satysfakcji nie odczuwamy. Rzadko kiedy nas to jednak powstrzymuje. Zwykle wręcz odwrotnie, jeszcze napędza to kolejne i kolejne próby, pogoń za tym, aż tym razem w końcu poczujemy tą upragnioną przyjemność.

 

Złapanie się na tym jest pierwszym krokiem do zmiany takich zachowań.

Jak to zrobić? Połączyłbym tu dwa narzędzia.

Pierwszym jest okresowe przyglądanie się swojemu życiu i temu jak spędzasz czas po prostu. Przeanalizuj swoje zachowania w różnych kontekstach. Zobacz, czy są to rzeczy, które realnie sprawiają Ci przyjemność, czy też raczej robisz je oczekując, że będzie fajnie, ale to “fajnie” jakoś tak nigdy nie przychodzi.

Drugim jest zatrzymywanie się na chwilę w toku robienia różnych rzeczy i zadawanie sobie pytania o przyjemność płynącą z danego działania. Czy robisz je bo jest przyjemne? Czy też może oczekujesz, że powinno być przyjemne, ale jakoś tak nie jesteś w nim w stanie znaleźć satysfakcji? Takie zatrzymywanie bywa też przydatne jeśli robisz pewne rzeczy pozornie bez celu – zadanie sobie pytania “czy oczekuje, że to gapienie się na Netflix nagle stanie się przyjemne” bywa tu bardzo wartościowe.

 

Uważaj na samooszukiwanie

Istotne jest tu pilnowanie się przed wymówkami i racjonalizacjami typu “no normalnie to jest fajne”. Gdy już jakaś odczucie – np. obietnica nagrody – pojawi się w naszym mózgu, mamy bardzo silną tendencję do prób jej uzasadnienia. W końcu to nie jest tak, że robimy coś “po nic”, “przypadkowo” albo “automatycznie”! To my decydujemy! A przynajmniej tak nam się zwykle wydaje, choć niekoniecznie jest to trafna ocena. Będziemy więc próbowali to założenie utrzymać, nawet gdy niekoniecznie jest to dla nas korzystne.

“No przecież nie siedziałbym tylu godzin robiąc coś, co nie sprawia mi przyjemności ani nic nie daje!” Siedziałbyś. Wszyscy ulegamy tym efektom. Dlatego pilnowanie takich racjonalizacji jest tak ważne.

Jeśli samo przestrzeżenie przed nimi nie jest dla Ciebie wystarczające, rozważ ustawienie kilkanaście razy w ciągu dnia budzika i zapisywanie ilekroć zadzwoni a) co robisz i b) na ile tu i teraz, w tej chwili, w skali od 1 do 100, sprawia Ci to przyjemność. Nie na jaką przyjemność liczysz, ale jaką tu i teraz czujesz. Zbierz takie dane i przyjrzyj się swojemu zachowaniu z ich perspektywy.

 

No dobrze, widzę już w jakich zachowaniach jest problem. Co z nimi zrobić?

Sama świadomość tego, że te zachowania nie dadzą nam przyjemności już może pomóc w zrezygnowaniu z nich. Ale powiedzmy sobie szczerze, ścieżka dopaminowa działa bardzo automatycznie, więc i wiele takich zachowań przez nią kontrolowanych przejawia się może irracjonalnie, ale uparcie. Co więc możemy sobie wtedy na nie poradzić?

Jedną strategią jest wybiegnięcie w wyobraźni w przyszłość i zobaczenie jak suma takich zachowań i tak nie prowadzi do zadowolenia. “Przeładowanie” systemu, tak by rozbić zachowanie.

Drugą opcją jest zrobienie tego samego, ale “na żywo”. Zamiast odpuścić w momencie poczucia pierwszego znużenia niespełnioną obietnicą przyjemności rób dane zachowanie dalej. I jeszcze dalej. Aż do momentu gdy frustracja będzie tak duża, że złamie wyuczoną reakcję. (Oczywiście dotyczy to przede wszystkim takich zachowań, które nie będą zbyt destruktywne lub kosztowne. “Kupuj samochody aż zrozumiesz, że to na serio nie da Ci przyjemności.” niekoniecznie jest dobrą opcją.)

Trzecią – i prawdopodobnie najzdrowszą – opcją jest znalezienie i zapewnienie sobie alternatyw, które faktycznie sprawiają nam przyjemność i realnie dają poczucie szczęścia.

Bo pamiętasz te szczury, które potrafiły się zagłodzić naciskając dźwignię odpowiedzialną za elektryczną stymulację ścieżki dopaminowej?

Cóż, był jeszcze jeden istotny eksperyment z nimi związany.

 

Fakt, eksperyment ten nie używał bezpośredniej, elektrycznej stymulacji ścieżki dopaminowej. Był jednak na tyle bliski do omawianej kwestii, by móc z niego wyciągnąć nieco ciekawych wniosków. Zamiast tego oferował szczurom nieustanny dostęp do morfiny – jednego z narkotyków od którego bardzo łatwo jest zbudować uzależnienie oparte na ścieżce dopaminowej. Niektóre szczury wychowane były w izolacji i pozbawione atrakcyjnych bodźców/ Te szczury chętnie sięgały po morfinę gdy tylko mogły. Inne natomiast funkcjonowały w stymulującym środowisku, mogły się socjalizować, eksplorować większą przestrzeń, itp. Słowem, nie potrzebowały “obietnicy przyjemności”, miały dostęp do wielu realnych przyjemności. O ile pierwsze szczury nałogowo korzystały z narkotyków ( i można oczekiwać, że równie nałogowo korzystałyby z samostymulacji elektrycznej, gdyby dać im taką opcję), o tyle drugie owszem, czasem z nich korzystały, ale bardzo okazyjnie i bez nadużywania ich. Jasne, czasem było to coś fajnego, ale nigdy nie dominowało to ich funkcjonowania. Tak długo, jak ich otoczenie było dostatecznie wypełnione przyjemnością, tak długo pogoń za pustą obietnicą przyjemności nie była dla nich zbyt atrakcyjna.

Oryginalne badania nad “szczurzym parkiem” Bruce’a Alexandra miały nieco wad, zostały jednak na tyle dobrze zreplikowane, by móc próbować odnosić wnioski z nich do naszego codziennego życia. A wnioski z nich są proste – im więcej znajdziesz rzeczy faktycznie sprawiających Ci przyjemność, tym mniej będzie miejsca na pustą pogoń za obietnicą przyjemności. Postaraj się więc zapewnić sobie takie alternatywy w chwilach, w których pojawia się presja na pogoń za przyjemnością, a efekty mogą Cię miło zaskoczyć.

 


Moja nowa książka jest już dostępna, dołącz do zbiórki!

Jeśli chcesz dowiedzieć się jak działają mechanizmy statusowe i jak wykorzystać je w swoim życiu, ten tom jest dla Ciebie. Zbiórka na książkę trwa do 20 grudnia 2020!

Zapraszam do udziału!

 

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis