W pogoni za szczęściem – hygge, ikigai, kalsarikännit i inne hasła

Chcesz być szczęśliwa? A czy Twoje życie jest hygge?

A, czekaj, już nieważne. Hygge czy nie, bez znaczenia. Musisz sobie zadać inne ważne pytanie… Czy Twoje życie jest ikegai?

To super! Co? Nie jesteś szczęśliwy? No to dlatego, że Twoje życie nie jest jeszcze kalsarikännit!

Nie masz pojęcia o czym mowa? Spoko, nikt inny w zasadzie też nie!

Ale nie przeszkadza to w pogoni króliczka. Nie, nie Trinity z Matrixa. Ani nie króliczka playboy! (Czas na nową modę? Czy Twoje życie jest Heffner? ) Ani nawet nie białego królika Alicji, aczkolwiek przysięgam, że jego łatwiej byłoby złapać, niż tego króliczka – króliczka zwanego szczęściem.

Dobre życie ma wiele elementów. Mamy różnice między szczęściem, a spełnieniem, o której już kiedyś pisałem. Mamy wiele, wiele różnych przyjemności, które kształtują nasze życie i nadają mu wartość.

Łatwo jest zebrać pewną grupkę tych rozwiązań i przedstawić je jako jeden cudowny sposób na szczęście.

Wyjdzie nam z tego duńskie Hygge – zrównoważone życie w komforcie.

Wyjdzie nam z tego japońskie Ikigai – życie z poczuciem sensu i czymś co ten sens nadaje.

Wyjdzie nam z tego fińskie Kalsarikännit – życie na luzaku.

Wyjdzie nam z tego francuskie Joie de Vivre – radosne biesiadowanie i cieszenie się życiem.

Wyjdzie nam z tego amerykańskie Heffner – czerpanie z przyjemności cielesnych.


No dobrze, to ostatnie nie jest prawdziwą rzeczą. Jeszcze. Za chwile będzie – to lub coś podobnego.

Za chwilę będziemy mieli filozofię szczęścia wynikającego ze wspólnoty z innymi i budowania tej wspólnoty.

Za chwilę będziemy mieli filozofię szczęścia wynikającego z pozostawienia czegoś po sobie.

Za chwile będziemy mieli kolejną i kolejną filozofię szczęścia i dalsze gonienie króliczka…


Bo wszyscy chcielibyśmy być szczęśliwi. Najlepiej przez cały czas. Najlepiej jednocześnie będąc spełnionymi – choć te dwie kwestie przynajmniej częściowo ze sobą kolidują.


Piszę to nie po to, by odrzucić te wszystkie filozofie. One mają swoją wartość! Zwykle opierają się na konkretnych elementach, które dają faktycznie szczęście.

Ale my jako ludzie mamy to do siebie, że gdy spełnimy jedną potrzebę, to nagle zaczynamy odczuwać inną, która dotychczas była mniej istotna. Dlatego szanse na to, że jedna filozofia szczęścia da Ci je na stałe są dość niewielkie – chyba, że byłeś faktycznie wygłodniały w jednym konkretnym obszarze i zaspakajanie tych potrzeb zajmie Ci naprawdę długo.


Dlatego, choć warto czerpać z takich ideologii, jeszcze bardziej warto przyjrzeć się sobie. Zobaczyć jakie dziury w swoim sercu potrzebujesz faktycznie zapełnić. Czy potrzebujesz luksusu? Przyjemności? Sensu? Towarzystwa? Bezpieczeństwa?

Im lepiej to wybadasz, tym łatwiej będzie Ci dobrać taką drogę do szczęścia, która najlepiej spełni swoją rolę.


Co oczywiście nie da tego szczęścia na zawsze. Pojawią się nowe potrzeby, nowe wyzwania. Jeszcze z 15 tysięcy lat minie, zanim nasz mózg w końcu zrozumie, że nie mieszkamy już na dzikiej sawannie. Że już żyjemy w raju. Ułomnym bo ułomnym, jak wszystko – ale cudownym z perspektywy tego, do czego nasz mózg powstał.



Moja nowa książka jest już dostępna, dołącz do zbiórki!

Jeśli chcesz dowiedzieć się jak działają mechanizmy statusowe i jak wykorzystać je w swoim życiu, ten tom jest dla Ciebie. Zbiórka na książkę trwa do 20 grudnia 2020!

Zapraszam do udziału!

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis