Sympatia, empatia, współczucie i zrozumienie – czym się różnią, co mają wspólnego?

„Empatia” to jeden z tych terminów, które bywają używane w bardzo różnych znaczeniach. Jest to o tyle problematyczne, że znaczenia te mogą być tak naprawdę wzajemnie wykluczające. Mówiąc o czyjejś empatii lub jej braku możemy więc tak naprawdę mieć na myśli coś zupełnie innego, niż usłyszą odbiorcy. Z tego względu warto wprowadzić rozróżnienie na kilka odmian czy aspektów tego terminu.

Takie rozróżnienia są o tyle problematyczne, że nie ma w psychologii absolutnej zgodności co do nazewnictwa czy samej natury podziału. W różnych publikacjach możemy znaleźć nieco inne podziały, w zależności od podejścia danych autorów.  Dlatego celem tego artykułu nie jest narzucenie określonej „poprawnej” terminologii. Chciałbym, żebyś ukończył/a go po prostu z pewnym dodatkowym rozróżnieniem w głowie. Świadomością, że czasem pewne rzeczy trzeba doprecyzować.

Potocznie empatię rozumiemy jako zdolność do współczucia drugiej osobie i troski o nią. Czasem dodaje się tu element „postawienia się w butach drugiej osoby” albo „zrozumienia jej motywów”. Te elementy mogą się jednak bardzo różnić. Mogę np. bardzo się o kogoś troszczyć, ale zupełnie nie być w stanie zrozumieć jak ta osoba myśli. Mogę komuś współczuć, ale z perspektywy „gdybym ja był w pozycji tej osoby, to czułbym się źle bo X”, co jest czymś odmiennym od uświadomienia sobie, że ta osoba w tej samej sytuacji owszem, czuje się źle, ale dlatego, że Y. (Np. „Też nie byłbym w stanie wygłaszać przemówień, bo bałbym się że powiem coś głupiego.” powiedziane osobie, która nie wygłasza przemówień, bo uważa je za potwornie nudne.) Mogę doskonale rozumieć jak dana osoba myśli i być wstanie idealnie postawić się w jej pozycji, ale jednocześnie zupełnie o nią nie troszczyć i wykorzystywać swoją wiedzę by nią manipulować. ( Często postępują tak psychopaci. ) Mogę w końcu czuć sympatię do danej osoby, ale patrzeć długoterminowo na konsekwencje jej działania i robić rzeczy krótkoterminowo dla niej przykre, by oszczędzić jej większego cierpienia w przyszłości. Jest to dużo bardziej wielowymiarowy układ, niż prosta, czarno-biała skala „empatyczny/nieempatyczny”.


No dobrze, więc jakie elementy chcielibyśmy tu wyróżnić? Pamiętaj proszę, że nazwy są umowne – chodzi o strukturę, a nie o samą istotę. Jeśli uważasz, że „ej, współczucie to co innego, bo…” albo „pomyliłeś sympatie z empatią”, to nie chcę z tym dyskutować :) Nie upieram się przy nazwach, interesują mnie konkretne procesy.


Sympatia


Sympatia to poczucie, że chcemy dla kogoś dobrze, że reagujemy gdy ta osoba czuje się źle czy jest w trudnej sytuacji i pragniemy jej pomóc. Sympatia jest jednocześnie bardzo doraźnym uczuciem i bardzo automatycznym. Tu i teraz nam kogoś szkoda. Jesteśmy wrażliwi na krzywdę tej osoby i chcemy jakoś jej zaradzić. Sympatia jest zwykle przetwarzana przez bardziej emocjonalne obwody, tzw „gorącego poznania” („hot cognition”), przyśrodkowo-podstawnej części płatów czołowych. Skłania często do hojnych, ale też niekoniecznie racjonalnych ruchów. Tu i teraz komuś jest źle i tu i teraz chcemy tej osobie/istocie dać ulgę. W tym względzie Sympatia może stać w sprzeczności z Empatią i Zrozumieniem, które opierają się raczej na tzw. „chłodnym poznaniu” („cold cognition”). Sympatię można też uznać za przejaw Systemu 1, wg. podziału opisanego w tym artykule.

Sympatia tu i teraz może skłonić do dużych aktów hojności czy szczodrości. Jednocześnie – i trzeba to podkreślić – to zwykle działania przez które sami czujemy się lepiej, a niekoniecznie najlepsze działania w danej sytuacji. Sympatia wydaje się też być cechą wspólną większości ludzi (choć jej konkretna skala może zależeć od proporcji „zimnego” i „ciepłego poznania” u danej osoby), natomiast jej obiekty ulegały kulturowo zróżnicowaniu. Wydaje się to tłumaczyć jak ludzie np. na wojnie czy w minionych wiekach mogli dokonywać skrajnych okrucieństw wobec „obcych” albo wobec zwierząt – po prostu takie istoty nie były rozpoznawane jako podlegające sympatii.


Współczucie/współodczuwanie


Współczucie (w rozumieniu „współodczuwania”, nie „wrażliwości na czyjąś krzywdę”) to zdolność do postawienia się w miejscu danej osoby. „Jak ja bym się czuł w danej sytuacji?” Jako takie działa w oparciu o mieszankę „zimnego” i „ciepłego poznania”. Ma pewne zalety, ale też pewne wady względem „zimniejszej” empatii.

Osoba współczująca będzie wykazywać dużo więcej sympatii i troski. W końcu troszczy się o drugą osobę tak, jak o siebie. Ale jest jednocześnie ograniczona w zdolności do zrozumienia jej postawy czy sytuacji. Tu i teraz bardzo dobrze jest w stanie wyobrazić sobie jak czułaby się w sytuacji drugiej osoby. Jest w stanie żywo identyfikować się z czyjąś sytuacją, zwłaszcza gdy ten ktoś tu i teraz doświadcza w jakimś stopniu emocji, jakie w tej sytuacji też odczuwał. Jednocześnie jest to sposób, w jaki współczująca osoba sama by się czuła, a nie zdolność zrozumienia tego jak czuje się ktoś inny. Może się to wydawać drobną różnicą, ale w praktyce jest ona dość kluczowa. Osoba współczująca może być odbierana jako bardzo troskliwa, nawet być bardzo troskliwa – ale jednocześnie mieć ogromne kłopoty z relacjami, gdyż po prostu nie rozumie tego jak inni funkcjonują i traktuje ich jak traktowałaby siebie. A wbrew popularnym hasłom, „złota reguła” pt. „traktuj innych jak sam chcesz być traktowany” wcale nie sprawdza się zbyt dobrze. Bo ludzie są inni.

Najbardziej klasycznym przykładem słabości współczucia będą prezenty. Taka osoba kupi drugiej osobie prezent, który sama na jej miejscu chciałaby dostać. Np. współczująca osoba dla której ważny jest wygląd zewnętrzny, dostrzegając, że druga osoba ma zniszczony płaszcz, może kupić tej osobie płaszcz, myśląc „Samemu w takiej sytuacji chciałbym dostać płaszcz.” Jeśli jednak obdarowanej osobie nie zależy na wyglądzie, prezent może się zupełnie nie sprawdzić.

To w kontekście  współczucia mówilibyśmy ewentualnie o działaniu neuronów lustrzanych (choć akurat ich rola jest w ostatnich latach nieco podważana, zwłaszcza u ludzi).


Empatia


W odróżnieniu od współczucia, empatia byłaby tu definiowana jako zdolność do faktycznego zrozumienia drugiej osoby, jej sytuacji, potrzeb, itp. bez identyfikowania się z nimi. Jest to dużo „chłodniejszy” proces poznawczy, związany z aktywnością górnej kory przedczołowej. Z jednej strony pozwala na dużo pełniejsze reagowanie na faktyczne potrzeby i oczekiwania drugiego człowieka, zwłaszcza gdy połączony jest z pewną dawką sympatii. Z drugiej, jeśli człowiek empatyczny jest tej sympatii czy w ogóle chęci dbania o innych pozbawiony, staje się idealnym manipulatorem. Zdolność do faktycznego zrozumienia drugiej osoby, zamiast tylko postawić siebie w jej miejscu, daje możliwość doskonałego rozgryzienia takiego człowieka. Na co zareaguje? Co kupi? Co ją przekona? Czego on się boi? Co naprawdę zaboli?

Osoba z rozbudowaną empatią będzie w stanie bardzo skutecznie zidentyfikować takie „przyciski’ u drugiej osoby. Często lepiej od samej osoby, zwłaszcza gdy ma ona niewielki wgląd w siebie. To może być niezwykle cenna umiejętność u efektywnego psychoterapeuty… albo u efektywnego oszusta. Zrozumienie nie oznacza bowiem troski o drugą osobę.

Innymi słowy, empatyczna osoba kupi Ci albo prezent, który Ci naprawdę podejdzie… Albo taki, którego naprawdę będziesz nienawidzieć, absolutnie celowo…


Zrozumienie


Ostatnim czynnikiem, który chciałbym wyróżnić jest zrozumienie. (Oczywiście, możemy tu próbować dokonywać dalszych podziałów, ale te cztery wydają się być kluczowe z mojej perspektywy.) Zrozumienie jest podobne do sympatii, ale „chłodne” i skupione na długoterminowych efektach i optymalizacji działań. Z tego względu osoby o wysokim zrozumieniu mogą się wydawać chłodne lub wręcz okrutne, nawet jeśli działają z troską dla dobra innych. Przykładem może być tu chirurg, amputujący komuś bez wahania czy wyrzutów sumienia nogę, by uratować tej osobie życie.

(Swoją drogą, tak, wiem, że termin „zrozumienie” brzmi nieco dziwnie, jeśli macie dobre pomysły na alternatywę, wskażcie je prosze.)

Zrozumienie nie zawsze musi być dobre – ludzie są tylko ludźmi, nawet „chłodne poznanie” nie chroni przed błędami poznawczymi czy ideologią. Można jak najbardziej argumentować, że przynajmniej część nazistów popierało mordowanie osób zaburzonych psychicznie w ramach opartego na fałszywych eugenicznych przesłankach zrozumienia. Jednocześnie jednak zrozumienie to też np. efektywny altruizm, w odróżnieniu od przypadkowego wspierania kogoś w ramach aktywnej sympatii. Zrozumienie to ostre zareagowanie, gdy ktoś ma zaraz zrobić sobie krzywdę.


Świadomość różnic


Jak widzisz z powyższego, każdy aspekt tego, co potocznie uznaje się za empatie ma swoje wady i zalety. Sympatia jest pozytywnie odbierana i może zrobić wiele dobrego, ale jest też losowa i emocjonalna. Może być łatwo wykorzystywana w cyniczny sposób, albo prowadzić do pewnego marketingowego wyścigu na cierpienie. Współczucie sprzyja zadbaniu o innych, ale niekoniecznie z dobrego podejścia. Empatia pozwala nam lepiej zrozumieć innych, ale może być wykorzystywana przeciwko nim. W końcu zrozumienie, choć potencjalnie daje największe korzyści, może być też wykorzystane do usprawiedliwienia wielkiego okrucieństwa.


Nie chodzi o to, by teraz gloryfikować jedno z tych pojęć i ganić pozostałe. Warto natomiast uświadomić sobie swoje własne skłonności w zakresie każdego z nich i wyczulić się na ograniczenia tych podejść.  W szczególności tych podejść, które są nam najbliższe.

Jednocześnie warto zacząć tak patrzeć na inne osoby i ich działania. Ludzie naprawdę rzadko mają faktycznie złe zamiary, ale często stosują bardzo nieodpowiednie narzędzia. Im lepiej to dostrzeżemy, tym więcej możemy z tym zrobić.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis