Nie mówiłem tak długo, to teraz już naprawdę nie mogę powiedzieć…

Pisałem niedawno o tym, dlaczego ludzie często nie poruszają ważnych dla nich tematów, aż w końcu nie wytrzymują i wybuchają. Poruszyłem też powiązaną z tym kwestię różnic między sympatią i empatią, współczuciem a zrozumieniem drugiej osoby. Dziś natomiast chciałbym się zająć szczegółowym przypadkiem takiego nieporuszania kwestii. Sytuacją, gdy nie mówiliśmy o czymś tak długo, że poruszenie tej kwestii teraz wydaje się tym trudniejsze. Skąd się takie sytuacje biorą? Jak sobie z nimi radzić?

Trzeba było od razu powiedzieć…

Wyobraź sobie, że przyjeżdżasz na święta do ciotki, z którą masz słaby kontakt. Dostajesz od niej jakiś badziewny sweter w ogórki, ale chcesz jej zrobić przyjemność, udajesz więc zachwyt… I zaczyna się… Od tego czasu na każdą okazję dostajesz od niej coś z ogórkami. Skarpetki. Krawat. Podręcznik hodowcy. Zestaw do profesjonalnego kiszenia. „Bo przecież lubisz ogórki”. Z każdym kolejnym prezentem coraz bardziej Cię to frustruje, ale czujesz, że nie masz jak powiedzieć cioci, że tak naprawdę to ogórki masz gdzieś… A potem ciocia Cię niespodziewanie odwiedza i jest załamana, że ten plakat z ogórkami wcale nie wisi u Ciebie na ścianie… Jak to, wcale nie lubiłeś tych ogórków? A ona tak się starała!


Albo wyobraź sobie, że znajomy w pracy ma irytujący nawyk łapania Cię za ramię ilekroć się widzicie. Nie ma w tym złośliwości, nie jest to seksualne… Ale irytuje. Ale to coś tak drobnego, że poruszenie tego wydaje się robieniem afery z niczego. Tylko on to robi ZAWSZE. Aż pewnego wyjątkowo stresującego dnia nie wytrzymujesz i wybuchasz, wygarniając mu wszystko, co leży Ci na wątrobie. Jest solidnie zaskoczony – w końcu nigdy nic nie mówiłeś!


Często w naszym życiu bywa tak, że – czy to z uprzejmości, czy z chęci uniknięcia jakiegoś konfliktu – nie reagujemy na sytuacje, czy zachowania, które są dla nasz jakoś problematyczne. Możemy udawać, że coś nam się podoba, choć wcale tego nie lubimy – żeby nie zrobić komuś przykrości. Możemy tolerować problematyczne zachowanie, bo nie jest aż tak problematyczne, żeby na nie zareagować. Może było tak, że jakoś, zaskoczeni sytuacją, po prostu nie zareagowaliśmy, bo nie przyszło nam to wtedy do głowy. Niezależnie od powodu, taka sytuacja się powtarza… A my wciąż nie reagujemy. I znowu… i znów nie reagujemy…


I nagle dzieje się coś ciekawego. Nagle trudniej jest nam zareagować, niż za pierwszym razem. Bo skoro już tyle razy nic nie powiedzieliśmy, to tworzy to pewien ciężar, pewne oczekiwanie. W końcu jeśli dana rzecz FAKTYCZNIE byłaby problemem, to zareagowalibyśmy od razu. Skoro tego nie zrobiliśmy… To znaczy, że tak naprawdę nie ma żadnego problemu, nie ma o czym mówić. Poruszenie tego teraz byłoby zbytnim rozdmuchiwaniem sprawy. Poza tym inne osoby przyzwyczaiły się do takiego stanu rzeczy. Jeśli teraz powiemy, że nam nie pasuje, to wyjdzie, że wcześniej – nic nie mówiąc – kłamaliśmy. Lepiej więc zagryźć zęby. Jakoś to będzie.


Oczywiście, w rzeczywistości nie będzie i prędzej czy później sytuacja wybuchnie. Czy to na zewnątrz, czy wewnętrznie w ramach autoprzemocy jakiegoś rodzaju. Trzeba jednak powiedzieć, że takie sytuacje potrafią się ciągnąć bardzo długo, czasem przez całe lata, powodując masę zbędnego cierpienia i frustracji. Jesteśmy wyjątkowo dobrzy w racjonalizowaniu takiego rozłożonego w czasie cierpienia, przekonywaniu siebie, że to wcale nie jest taka zła sytuacja i nie ma co mieszać. W praktyce jest to jednak kiepski plan, maksymalizujący jedynie nasze złe samopoczucie w czasie. Jeśli coś Ci przeszkadza, to trzeba na to zareagować.


Było dobrze, ale już nie jest


Oddzielną kategorią problemu są sytuacje, w której dane zachowanie przez długi czas jak najbardziej w porządku… Po czym przestało być, ot tak sobie. Powody mogą być różne.

Czasem jest nim zwykły wzrost samoświadomości – nagle zauważamy, że coś nam po prostu przeszkadza, choć wcześniej tego nie dostrzegaliśmy.

Czasem będzie to pewien poziom przesycenia – to jak z dobrym dowcipem. Długo śmieszy, aż nagle, nieoczekiwanie, zaczyna nudzić, albo wręcz irytować. Albo z zaspokajaniem dowolnej potrzeby – wypełnimy niedobór, po czym okazuje się czegoś być za dużo. Każdy, kto doświadczył przejedzenia łatwo znajdzie przykład takiej sytuacji.

Niekiedy też możemy się po prostu zmienić, jako ludzie. To co nam pasowało kiedyś, dziś już po prostu nie pasuje. Część tych zmian jest dość przewidywalna i zachodząca z wiekiem i doświadczeniem życiowym. (Np. wiele osób, które na studiach lubiło jeździć pod namiot, dwadzieścia lat później nie wyobraża sobie wyjazdu bez komfortowego hotelu.) Część jest trudniejsza do przewidzenia i wynika ze zmian zachodzących w tej konkretnej osobie. Bo ludzie też potrafią się zmienić w toku życia, czasem bardzo. Niektórzy stwierdzają, że potrzebują wyluzować. Inni zmieniają wartości. Jeszcze inni zaczynają traktować życie bardziej na poważnie. Nasze mózgi zmieniają się w końcu cały czas, zwykle zgodnie z regułą „więcej tego samego”, ale bywają od tego fascynujące wyjątki.


Taki układ może być tym bardziej frustrujący. W końcu dane zachowanie było dotąd faktycznie ok. Ba, mogło być nawet fajne i przyjemne, mogliśmy do niego aktywnie zachęcać. Wskazanie teraz, że jest z nim coś nie tak, że chcielibyśmy jego zmiany, robi się naprawdę trudne. W końcu wszyscy lubimy myśleć o sobie jako o osobach przewidywalnych oraz sygnalizować taką przewidywalność innym. (Zwróć uwagę co robisz, jeśli np. wychodzisz z domu i nagle zdajesz sobie sprawę, że czegoś zapomniałeś i musisz się wrócić kilkadziesiąt metrów. Czy odwracasz się od razu, czy też odgrywasz pewien teatrzyk dla potencjalnych widzów, pozwalający im odczytać „a, pewnie o czymś zapomniał”? No właśnie!)

Standardową próbą rozwiązania takiej sytuacji jest oczekiwanie, że druga strona się „domyśli”, zareaguje na nasz zmniejszony entuzjazm czy wycofanie w pewnych kwestiach…  Jest to jednak bardzo ryzykowne. W większości relacji utykamy w pewnych automatyzmach i wyjście z nich – dostrzeżenie, że coś uległo zmianie – jest po prostu rzadkie.

Dlatego, pomimo trudności, jakie może to ze sobą nieść, również w takiej sytuacji warto pewne rzeczy postawić wprost.


Jak wyjść z tej pułapki?


Odpowiedź jest równie prosta, co trudna: poruszyć dany temat wprost.

Może to być trudne, warto więc sobie pomóc, poświęcając chwilę na pomyślenie o przyszłych konsekwencjach milczenia. Jak wiele kolejnych takich sytuacji pojawi się w toku całego Twojego życia? Ile frustracji, złości czy dyskomfortu będziesz musieć przez nie znieść? Pojedyncza sytuacja może być zbyt mało intensywna by sprowokować reakcję, ale już ich kumulacja będzie często wystarczająca.


Niekiedy zagrożeniem jest odwrotna sytuacja – nadmiar emocji, gdy to jedno zachowanie przywołuje Ci od razu szereg innych, podobnych. Wtedy łatwo jest ulec emocjom i wybuchnąć, dlatego warto postarać się nieco ogarnąć emocje. Jeśli czujesz, że nie możesz tego tu i teraz zrobić, czasem warto odłożyć rozmowę na chwilę większego spokoju. Jednocześnie unikaj czekania na kolejną sytuację w której zachowanie się powtórzy – zareaguj wcześniej.


Przy mówieniu o danej kwestii dobrze przestrzegać modelu komunikatu „ja”/NVC.

To struktura „Kiedy (zachowanie opisane obiektywnie i bezstronnie, bez ocen, tak jak złapałaby je kamera wideo), ja (opis emocji, skupiony na sobie), potrzebuję (opis zachowania).”

Np. „Kiedy przerywasz mi opowieść, ja czuję się ignorowany, potrzebuję żebyś poczekał aż skończę, zanim coś powiesz.”

Zwróć uwagę na „ja czuję się ignorowany”, a nie „ja czuję, że mnie ignorujesz” – to pierwsze to Twoje odczucie, to drugie to już zarzut wobec rozmówcy, który nie będzie przyczyniał się do skutecznego rozwiązania problemu. Ten sposób komunikacji jest niewątpliwie przydatny, nie jest jednak obowiązkowy. Ważniejsze jest by w ogóle poruszyć daną kwestię, forma jest czymś co może po prostu pewne rzeczy ułatwić.


Miej świadomość, że druga osoba może na początku trywializować Twoje uwagi czy prośby. Traktować je jako tymczasowy humor, czy chwilową zachciankę. Tworzymy sobie pewien obraz drugiej osoby i postrzegamy ją bardzo przez ten obraz. To naturalne dla ludzi. Niekoniecznie dobre czy fajne, ale naturalne. Oszczędzamy tak moce poznawcze. Pomyśl, gdy ktoś z Twoich znajomych zachowuje się w nietypowy sposób, Twoją pierwszą myślą nie jest „O, Zegrzysław się zmienił jako osoba.” Jest nią „Co dziś wstąpiło w Zegrzysława?”, albo „Zegrzysław zachowuje się dziwnie, ciekawe czy coś mu się stało?” Podobnie działa to u wszystkich ludzi. To bezpieczne emocjonalnie – myśląc o innych jako o relatywnie niezmiennych osobach, budujemy stabilność swojego wewnętrznego świata. „Wiemy” czego po innych oczekiwać. Tylko ma to swoją cenę – próby „zagonienia” odstępujących od naszych wyobrażeń osób z powrotem na „ich miejsce”. Tak może być też z Twoimi uwagami czy prośbami łamiącymi pewne ustabilizowane oczekiwania. Oczekując takiej trywializacji możesz do niej podejść nie z frustracją czy żalem, ale ze świadomością, że to naturalny mechanizm drugiej osoby, który trzeba po prostu przemóc jasnym stawianiem granic.


Miej też świadomość, że mimo najlepszych chęci do zmiany, drugiej stronie może to zająć nieco czasu i wysiłku. Automatyzmów i nawyków nie zmienia się łatwo. W razie potrzeby przypominaj o swoich potrzebach. Staraj się to jednak robić bez złości czy nadmiernych emocji, po prostu spokojnie przypominając o tym czego potrzebujesz. (Zakładamy tu oczywiście dobrą wolę drugiej strony. Jeśli masz co do niej wątpliwości, warto je wprost poruszyć w rozmowie.)

 


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis