Skąd się biorą innowacje? Mit 1: Wojna sprzyja rozwojowi nauki

Jest kilka mitów na temat innowacji, które mnie potężnie frustrują. Wpisały się w naszą kulturę, powracają raz za razem, trudno je zabić – niezależnie od tego jak bardzo są błędne.

Jednym z tych mitów jest teza, że wojna sprzyja rozwojowi nauki. Teza niekiedy wręcz stosowana jako apologetyka wojen i argumentacja za ich prowadzeniem.

Problem w tym, że nie tylko tak nie jest. Jest wręcz odwrotnie. Uczestnictwo kraju w wojnach przekłada się na mniejszą ilość patentów zgłaszanych przez jego obywateli, zarówno w kraju, jak i poza nim. I wystarczy nawet podstawowe zrozumienie nauki, by zrozumieć czemu wojny hamują rozwój nauki i innowacji. Ciekawe może być jednak przyjrzenie się temu, czemu ludzie mimo wszystko wierzą w ten mit.

Dlaczego wierzymy, że wojna sprzyja rozwojowi nauki?

Podstawową przyczyną, dla której wyznajemy ten mit jest ludzka skłonność do mylenia współwystępowania z przyczynowością. Początek XX wieku to okres ogromnego postępu technologicznego. Początek XX wieku to również dwie „wielkie wojny”. Łatwo stworzyć z tego opowieść o tym, że to te wielkie wojny były odpowiedzialne za postęp techniczny, jaki widzimy równolegle do nich. Tym bardziej, że można wskazać na wiele technologii może niekoniecznie wynalezionych na potrzeby wojny, ale na pewno w ramach działań wojennych intensywnie rozwiniętych – choćby radaru czy samolotów odrzutowych.

Nakłada się na to kolejna ludzka skłonność poznawcza. Tendencja do nie brania pod uwagę kosztów alternatywnych. Innymi słowy, patrzymy na technologię rozwiniętą w czasie wojny, a nie bierzemy pod uwagę jaka technologia mogłaby zostać rozwinięta gdyby wojny nie było.


Tymczasem niezależnie od występowania wojen, oczekiwalibyśmy w tym okresie gwałtownego rozwoju technologicznego. Od połowy XIX wieku mieliśmy metodę naukową (wciąż nieidealną, ale nieustannie usprawnianą). Ta pozwoliła nam na dokonanie szeregu przełomów technologicznych (często dokonywanych równolegle w różnych częściach świata, bo w końcu mieliśmy do tego narzędzia). Te przełomy często otwierały drogę do kolejnych, niczym padające domina. Odkrycie jednego zjawiska dawało podstawy do odkrycia kolejnego oraz do szeregu praktycznych implementacji. Można wręcz argumentować w drugą stronę – że to równoległy rozwój nauki umożliwił wystąpienie dwóch wojen światowych, np. przez usprawnienie komunikacji i logistyki. Ba, Blitzkrieg, dzięki któremu II Wojna Światowa mogła się rozwinąć z lokalnego konfliktu, po prostu nie byłby technologicznie możliwy dwadzieścia lat wcześniej.

Innymi słowy, nawet gdyby wojen nie było, oczekiwalibyśmy co najmniej identycznego rozwoju technologicznego, po prostu w wyniku gwałtownego przełomu wynikającego z powstania i rozwoju metody naukowej. Wystarczy zresztą spojrzeć na większość ludzkiej historii. Czy wojna 100-letnia doprowadziła do gwałtownych przełomów technologicznych w Anglii i Francji? Jakie nowe odkrycia wynikły z Wojen Napoleońskich? Albo z podbojów Aleksandra Wielkiego? Albo nawet z współczesnej wojny w Iraku?

Dwie wielkie wojny z początku XX wieku zakrzywiają naszą perspektywę i sprawiają, że przypisujemy współwystępujący im rozwój technologiczny każdej wojnie… I to w relacji przyczynowo-skutkowej. Absolutnie błędnie.


Czy wojna jest więc zupełnie bezużyteczna dla rozwoju nauki? Cóż, zapewne można też wskazać na kilka czynników związanych z wojną, które sprzyjają faktycznie innowacjom. Sęk w tym, że czynniki te nie są przypisane do wojny i można o nie zadbać także bez żadnej wojny.

Głównym takim czynnikiem jest inwestycja państwa w badania. Tym tematem będę się chciał szerzej zająć w innym wpisie, obalającym kolejny mit. Sedno jest tu jednak proste – państwa inwestujące w badania mają większą szansę doprowadzić do przełomu, bo mają większą tendencję do ryzykownych, ale bardzo obiecujących tzw. badań podstawowych, podczas gdy firmy prywatne inwestują głównie w badania implementacyjne, które dużo słabiej posuwają wiedzę do przodu. Wojna jest faktycznie silnym motywem dla państwa by zainwestować bardziej w badania, szukając przewagi nad rywalami. Te inwestycje są jednak możliwe i bez wojny, a negatywne czynniki związane z wojną znacząco przeciwdziałają takiemu rozwojowi.

Drugim czynnikiem związanym z wojną, który faktycznie mógł mieć znaczenie było to, że wracający żołnierze i dowódcy inspirowali się niekiedy rozwiązaniami już wprowadzonymi w państwach, w których walczyli. Np. ogromny rozwój amerykańskiej infrastruktury drogowej w okresie międzywojennym jest bezpośrednio wiązany z tym, co zobaczyli amerykanie walcząc w Europie, gdzie sieć drogowa i kolejowa były nieporównywalnie lepiej rozbudowane. Ta rozbudowana infrastruktura przekładała się później na wiele okazji dla lepszego rozwoju technologicznego. Tylko, ponownie, do tego nie trzeba wojen!

W końcu, to obciążenia wojenne skłoniły klasę wyższą do większej gotowości podzielenia się swoim majątkiem z ubogimi (np. w formie wyższych podatków dochodowych, wprowadzenia konfiskacyjnych podatków majątkowych), co dało początek „złotego trzydziestolecia” i związanego z nim skoku edukacyjnego populacji. To jednak, ponownie, nie kwestia do której wymagana jest wojna.


Sądzę, w końcu, że jest jeszcze jeden powód dla którego ten mit o innowacji jest tak popularny. Ludzie lubią romantyzować wojnę. Dostrzegać jej dobre strony, żyć heroicznymi fantazjami o tym jak sami by się w takiej sytuacji zachowali. Interpretowanie wojny jako motoru postępu daje dodatkowe (nomen-omen) paliwo dla takich fantazji. To jednak tylko fantazje.

Dlaczego wojna nie może sprzyjać rozwojowi nauki?

We wstępnie wspomniałem, że uczestnictwo kraju w wojnach przekłada się na mniejszą ilość patentów zgłaszanych przez jego obywateli. Dotyczy to zarówno obywateli mieszkających w danym kraju, jak i jego obywateli mieszkających poza nim.

W kraju – bo ten jest zniszczony i wyczerpany po wojnie. Nie ma więc zasobów na inwestycje w badania i testowanie nowych rzeczy, skupia się na odbudowie. Czasem po prostu na przetrwaniu.

Poza granicami – bo ludzie, którzy walczyli na wojnie nie spędzili tego czasu rozwijając swoje kompetencje. Ludzie, którzy zginęli na wojnie nic już nie wymyślą. Ludzie, którzy zostali poranieni (tak fizycznie jak i psychicznie) przez udział w wojnie (ich samych lub ich bliskich) będą poznawczo funkcjonować znacznie poniżej swojego optimum.


Wojna marnuje ogromną ilość zasobów, które w innej sytuacji mogłyby służyć rozwojowi nauki. Ponieważ część tych zasobów jest pompowana w kilka ograniczonych projektów, możemy liczyć na pewne przełomy w tych dziedzinach, ale kosztem drastycznego pogorszenia rozwoju technologii w wielu innych. W szerszej jednak perspektywie, na wojnie środki są kanalizowane w działania operacyjne, zaopatrzenie i utrzymanie wojska, logistykę. To zostawia dużo mniej zasobów na inne obszary życia społecznego, w tym na badania naukowe. Co gorsza, te zasoby są w dużej mierze marnowane i nie do odzyskania – obydwie strony niszczą swój drogi sprzęt, nie generując w efekcie niczego wartościowego.


Wojna odciąga ogromne rzesze ludzi od edukacji na rzecz czy służby wojskowej, czy pracy w przemyśle wojennym, czy po prostu rozpaczliwego walczenia o przetrwanie w świecie, w którym ilość zasobów drastycznie się skurczyła. Długa edukacja niezbędna do stania się ekspertem to luksus i wojna drastycznie takie luksusy redukuje. Nie mówiąc o ekspertach, którzy po prostu przy okazji działań wojennych zginą – służąc w wojsku, uciekając, mając nieszczęście być w złym miejscu w trakcie bombardowania, itp. To lata nauki i masa zasobów zainwestowana w ich rozwój, które zostały właśnie zmarnowane. To również przerwanie pewnej międzypokoleniowej ciągłości przekazywania wiedzy. To wszystko przekłada się na ogromne koszta i zahamowanie procesów rozwojowych.


Wojna blokuje wolny przepływ informacji. Nauka rozwija się dzięki wolnemu przepływowi informacji, dzięki konfrontacji pomysłów, aktywnej, merytorycznej krytyce, recenzji koleżeńskiej. Gdy tego brakuje, powstają potworki. (Widać to wyraźnie w ramach nauki ZSRR w trakcie zimnej wojny, zresztą to bagno z którego ta nauka w wielu sektorach nie wyciągnęła się do dziś.) Bez wolnego przepływu informacji nauka zmienia się w alchemię, nieweryfikowaną wiedzę tajemną. Rozwój jest blokowany. W tym miejscu pada czasem argument o tym, że wojna umożliwia przeprowadzenie eksperymentów, które w innych warunkach nie byłyby prowadzone z przyczyn etycznych, przywołuje się tu choćby eksperymenty nazistów czy japońskich faszystów w trakcie IIWŚ. Sęk w tym, że większość danych z tych eksperymentów jest bezwartościowa, gdyż – bez odpowiedniej zewnętrznej weryfikacji – ich procedury były absolutnie pseudomedyczne i uniemożliwiały trafne wnioskowanie. Nawet sadystyczni psychopaci torturujący ludzi w imię nauki mogliby skorzystać z recenzji koleżeńskiej.


Wojna, w wyniku propagandy, wyklucza z puli potencjalnych badaczy część osób (wystarczy wskazać np. na Japończyków przetrzymywanych w USA w obozach koncentracyjnych w trakcie II WŚ). To redukuje ogólną pulę badaczy i spowalnia proces rozwoju.


W końcu, wojna niszczy infrastrukturę badawczą i wymusza przymusowe przemieszczenie ludzi (zarówno uczestników badań jak i prowadzących). To zaburza prowadzone badania, przerywa długotrwałe procesy (wiele badań wymaga lat obserwacji), prowadzi do zaburzenia i zniszczenia danych i utraty kluczowych informacji.


Innymi słowy, wojna po prostu nie ma jak wspierać efektywnego rozwoju nauki w jakimkolwiek sensownym stopniu. Można ewentualnie mówić, że zagrożenie wojną – prowadzące do większych państwowych inwestycji w badania, itp. mogłoby się do takiego rozwoju przyczyniać. To jednak argument polityczny – równie dobrze moglibyśmy mieć ten sam efekt bez zagrożenia wojną, po prostu w wyniku odpowiednich decyzji rządzących.


Dlatego tak frustruje się ilekroć słyszę, że wojna miałaby służyć innowacji. Wojna innowacje zabija. Rozwój wiedzy najlepiej działa w okresie pokoju. Nie bez powodu tak wielki skok technologiczny w XIX wieku miał miejsce głównie w tych rejonach, które akurat nie były dotykane wojną, a nawet jeśli brały udział w walkach, to głównie kolonialnych, odbywających się daleko i często opartych o lokalne wojska (lub wojska pochodzące z innych kolonii), względnie bardzo krótkich i tym samym nie wyczerpujących tak zasobów kraju. Między zjednoczeniem Włoch i Prus, a I Wojną Światową mieliśmy w Europie prawie 50 lat relatywnego pokoju. I to wtedy mieliśmy te gwałtowne przełomy technologiczne i naukowe.


Pamiętajmy o tym, jeśli chcemy dyskutować o innowacji.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis