Pan Narrans

Choć nasz gatunek nazywa się zwykle „Homo Sapiens Sapiens”, człowiek rozumny właściwy, jest inny termin, który opisuje nas dużo trafniej. To „Pan Narrans”: szympans opowiadający historie.

Dlaczego?

Bo to właśnie robimy, non stop i nieustannie. Opowiadamy sobie i innym historie na temat świata. A historie mają bardzo specyficzną naturę, mocno oderwaną od natury prawdziwej rzeczywistości.

W rzeczywistości rzeczy się dzieją. Po prostu. Czasami pewne rzeczy wywołują inne, w jasny i przewidywalny sposób. Często jednak rzeczy „po prostu się dzieją”, a daną rzecz wywołuje nie konkretna i łatwa do wskazania inna, ale cała masa drobnych wpływów, których nie potrafimy przewidzieć. Albo trzecia rzecz, o której nie mamy pojęcia.


Życie, życie jest nowelą…

Pan Narrans to się nie podoba. Historie Pan Narrans tak nie działają. Te historie mają jasny przebieg i proste przyczyny. Pan Narrans trzepnął innego Pan Narrans w głowę kamieniem i tamten padł. To jest historia. W historii zawsze coś wywołuje coś innego. Kamień w głowę sprawia, że konkurent upada. Pioruny uderzają, bo Zeus się zezłościł. Słońce porusza się po niebie, bo gigantyczny skarabeusz przesuwa je po nim. Słońce wstaje rano, bo wczoraj złożyliśmy ofiarę z serca wrogów.

Tak właśnie działają historię i tak o nich myślimy.

Jeśli w historii coś dzieje się przez przypadek, nieoczekiwanie, to jest to zła historia. To bardzo poważny błąd w narracji. To „deus ex machina” albo „diabolus ex machina”. Sytuacja w której problemy bohaterów są rozwiązane (lub narastają – diabolus) w wyniku rzeczy od nich zupełnie niezależnej i wcześniej nie zasugerowanej w historii. To oznaka kiepskiego scenariusza i leniwego scenarzysty.

W historiach, bo w życiu to standard.

Tyle tylko, że nie lubimy tak myśleć o życiu. Jesteśmy Pan Narrans i wszystko jest dla nas jakąś historią. Dlatego też ubieramy życie w takie właśnie historie. Są więc dobrzy i źli. Bohaterowie i łotrowie. Wyzwania i nagrody. A nader wszystko: są przyczyny i są ich skutki.

szept

Chcę ci powiedzieć, że…

Zniekształcona perspektywa

Taka tendencja do ubierania życia w opowieści jest prawdopodobnie czymś wrodzonym, pochodną tego jak ewoluował nasz język. Ewolucyjnie przez długi czas była to kolosalna przewaga. Pozwalała nam opowiadać sobie historie o tym jak polować, krzesać ogień czy handlować z innymi plemionami. Pozwoliła na stworzenie kultury, bytu który zastąpił nam ewolucję w roli głównego czynnika przystosowawczego. Kultura i opowieści pozwalały nam przechowywać wiedzę przez pokolenia – rzecz niespotykana w historii świata!

Tyle tylko, że dzisiaj ta tendencja wychodzi nam nieco bokiem. Świat jest dziś dużo bardziej zróżnicowany niż kiedyś, nasze sposoby rozumienia i odkrywania go nieporównywalnie bardziej bogate. Jednak nasz wbudowany aparat pojęciowy, nasze umiłowanie do historii… To wszystko siedzi wciąż na sawannie, sto tysięcy lat temu i entuzjastycznie nam macha na powitanie.

Nasze pierwotne uwarunkowania zniekształcają nasze postrzeganie na setki możliwych sposobów. Intuicyjnie po prostu nie jesteśmy przystosowani do myślenia o rzeczywistości w kategoriach niej samej. Zamiast tego opowiadamy sobie, odruchowo, bajki z sobą samymi jako bohaterami. Prowadzi to niestety do wielu problemów i błędnych wniosków. W tym tekście chciałem zająć się prawdopodobnie najpopularniejszym z nich. Błędem absolutnie naturalnym – ale wciąż błędem i to poważnym.

W fachowym żargonie nazywa się on myleniem korelacji z przyczynowością, ale sądzę, że lepiej określić go nieco bardziej swojsko. Błędem tym jest mylenie „X zachodzi po Y” z „X zachodzi w wyniku Y”. Mylenie sposobu, w jakie dwa wydarzenia są (lub nie są) powiązane.


PO czy W WYNIKU?

Jak pisałem, jesteśmy Pan Narrans. Lubimy historie i opowieści. A w historiach wszystko jest jasne – jeśli jakaś rzecz dzieje się po drugiej, to dzieje się w wyniku drugiej. Jakby nie było drugiej, nie byłoby i pierwszej. To oczywiste.

Tak oczywiste, że w ogóle tego nie podważamy. Nawet o tym nie myślimy.

Tymczasem w prawdziwym świecie sytuacja może być zgoła odmienna. Możliwe jest wiele innych wyjaśnień:

A) Mógł to być czysty przypadek. Często się w życiu zdarzają. Tym razem akurat po pierwszej rzeczy wydarzyła się druga.

B) Pierwsza i druga rzecz mogły być niezależnymi efektami trzeciej rzeczy, na którą nie zwróciliśmy uwagi.

C) Druga rzecz mogła być efektem trzeciej rzeczy, która miała miejsce na długo przed pierwszą, ale zadziałała z opóźnieniem.

D) To pierwsza rzecz mogła być efektem drugiej rzeczy, która zaczęła działać nieco wcześniej, niż nam się wydawało.


Konkrety

Zdaję sobie sprawę, że może się to wydawać wszystko bardzo teoretyczne, dlatego chciałem rozpisać to na kilku przykładach z życia.


Klient idzie na coaching by poprawić swoje wyniki biznesowe, wyniki biznesowe klienta poprawiają się.

Może być oczywiście tak, że to coaching pomógł klientowi w poprawie wyników. Ale również…

A) Ogólnie na rynku była poprawa koniunktury i klientowi poprawiłyby się wyniki niezależnie od coachingu.

B) Klient wyczuł, że na rynku zmienia się sytuacja i dlatego poszedł na coaching… jednocześnie zmiana tej sytuacji wpłynęła też na jego wyniki, a sam coaching nie dał efektów.

C) Klient rok wcześniej prowadził intensywne działania reklamowe, które w końcu zaczęły dawać efekty (które błędnie przypisał coachingowi)

D) Klienta stać było, żeby poszedł na coaching właśnie dlatego, że jego wyniki już stawały się lepsze.


Teraz jaśniej? To zróbmy jeszcze jeden taki przypadek.

Zofia zjadła owoce morza w restauracji i ma mdłości.

Może być tak, że to owoce morza wywołały mdłości. Ale również…

A) Kieliszek z którego popijała Zofia zawierał odrobinę płynu do mycia naczyń na którego składnik jest uczulona. Mdłości są więc efektem tego co wypiła, a nie owoców morza, ale nie przyjdzie jej to do głowy.

B) Zofia jest w ciąży, przez co miała ochotę na owoce morza i poszła do restauracji, ale przez co czuje też mdłości (które czułaby niezależnie od tego co by zjadła)

C) Zofia złapała jakiś czas temu grypę żołądkową, która akurat dała efekty, niezależnie od jedzenia.

D) Zofia już wcześniej czuła się niemrawo, poszła więc na owoce morza się pocieszyć, niestety ta „niemrawość” była zapowiedzią grypy żołądkowej.


Trafne wnioski

Oczywiście, „najprostsze” „przyczynowe” wyjaśnienie może się wydawać najbardziej prawdopodobne, ale nigdy nie możemy być pewni czy jest prawdziwe. Dlatego właśnie tak trudno jest wnioskować z anegdot (pojedynczych przypadków) czy nawet współwystępowania na szerszą skalę. Nigdy nie wiemy, czy nie ignorujemy jakiegoś ukrytego czynnika albo nie mylimy kolejności wpływu. Czy to szkolenie pomogło zespołowi, czy sam fakt, że dyrekcja zdecydowała się posłać zespół na szkolenie był przykładem ogólnej zmiany atmosfery w firmie? Czy technika podrywu zadziałała, czy może fakt posiadania techniki skłonił faceta do zagadania do dziewczyny której i tak się podobał (teraz nieco mniej, po tej lamerskiej technice, ale dobra, nada się)?


Ten problem z myleniem „po czymś” z „w wyniku czegoś” jest jedną z kluczowych przyczyn dla których prowadzi się badania naukowe. Są one jedną z nielicznych metod na wyselekcjonowanie tego, co faktycznie działa z szumu innych informacji. Problem ten jest też główną przyczyną, dlaczego nigdy nie można wnioskować z pojedynczych opowieści czy przypadków.

Sam staram się na niego korygować w swoim myśleniu o własnej skuteczności, swoich szkoleniach i reklamach. Jeśli podaję jakiś przykład procesu z mojego życia, coachingu czy szkolenia, zawsze podkreślam, że ma funkcję demonstracyjną, a nie dowodzącą. Pokazuje JAK coś może działać, ale nie dowodzi ŻE coś działa. Również mówiąc czy pisząc o skuteczności piszę o faktach (na X klientów Y miało taki efekt), ale staram się też zaznaczać,że nie jest to próba badawcza i nie można tutaj mówić o potwierdzonej przyczynowości i określonej skuteczności.

Wiem, jest to mniej marketingowe niż niepotwierdzone deklaracje o skuteczności, ale jest to po prostu uczciwsze.


Mylenie „po czymś” z „w wyniku czegoś” generuje zresztą masę problemów w różnych obszarach życia. W biznesie może skłaniać do błędnego oceniania skuteczności ekspertów i wartości firm (np. uznając, że dany fundusz przyniósł zyski w wyniku działania menadżerów, a nie sytuacji na rynku). Częściowo odpowiada za irracjonalny lęk przed szczepionkami i fałszywe wiązanie ich z autyzmem (pierwsze objawy autyzmu pojawiają się w tym wieku, w którym szczepi się MMR, stąd rodzice potrafią błędnie uznawać, że to szczepionka jest przyczyną). Rzuca się cieniem na wszelkie relacje, sprawiając, że przypisujemy innym ludziom dziwne intencje byle by tylko nadać sens naszym wewnętrznym historiom.

And now for something completely different... czyli gene/memetyka wg. Monty Pythona

Chodź, opowiem ci bajeczkę droga Pan Narrans

Rozwiązanie jest proste, choć niełatwe. Musimy wystąpić przeciwko naszym instynktom i zrezygnować z opowieści na rzecz analizy. Tam gdzie nie możemy rozróżnić między „po” a „w wyniku”, potrzebujemy zawiesić osąd. To trudne i niekiedy nieprzyjemne, ale niezbędne jeśli chcemy działać skutecznie we współczesnym świecie.

P.S. Znajomy zasugerował wyróżnienie też opcji E) czyli „Drugie wydarzyło się POMIMO pierwszego”. Z mojej perspektywy jest to element A-C, ale faktycznie warto o tym wspomnieć.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis