Recenzja: O kobiecie pracującej

Kamil Fejfer

Na drugą książkę Kamila czekałem od dłuższego czasu, obserwując (i uczestnicząc) w dyskusjach na temat artykułów, które pisał w toku zbierania danych do niej. Co bardzo, bardzo powtarzalne – niemal wszyscy wyrażający w tych dyskusjach wątpliwości co do tego, że występuje dyskryminacja płacowa wyróżniali się chromosomem Y. Dużo łatwiej jest po prostu racjonalizować i nie dostrzegać niesprawiedliwości, gdy to my z niej korzystamy. To naturalne – ale też niezdrowe.


No dobrze, a jak wypada książka? Zacznę od tego co mi w niej się podoba, potem co mi niezbyt pasuje, a na koniec postaram się podsumować część z najistotniejszych, moim zdaniem, kwestii.


Co w tej książce dobrego?


Cóż, najważniejsze, w perspektywie wielu dyskusji jakie widziałem, jest osadzenie debaty konkretnie na naszych terenach. Bardzo wiele osób negujących dyskryminację argumentuje, że może ona występuje na zachodzie, ale u nas to w sumie nie. Kamil – opierając się na twardych danych, co zawsze jest u mnie ogromnym plusem (żeby nie powiedzieć – podstawowym wymogiem!) – odnosi się jak najbardziej do naszej krajowej sytuacji. Wskazuje na czynniki szczegółowe pokazujące, że wbrew pewnej często przytaczanej statystyce wcale u nas nie jest tak różowo z GPG (różnicą w zarobkach uzależnioną od płci) – typowe dane ignorują małe firmy, gdzie wydają się być największe różnice, oraz są bardzo spłaszczane przez państwowe posady, gdzie jest faktycznie spora (choć nie idealna) równość. Tym samym odbiera typowy argument pt. „no to jest problem, ale nie u nas”. Jest u nas i wszędzie.

Wspomniane opieranie się na danych jest oczywiście ogromnym plusem – bez tego książka nie miałaby większego sensu.

Doceniam również fakt, że autor bardzo się postarał, by miażdżąca większość wypowiadających się w książce ekspertów była kobietami. Jak sam wskazuje nie było to łatwe o tyle, że zwykle „domyślnie” podpowiadano mu mężczyzn, chyba, że precyzyjnie prosił o kobiety. (Aż szkoda, że nie rozwinął tego w oddzielny wątek pt. „domyślność” pewnej reprezentacji i jej znaczenie.)


Co mi nie pasowało?


Cóż jedno będzie kwestią gustu, drugie wiedzy, a obydwa będą połączone w jeden zestaw. Chodzi bowiem o styl książki. Brak tu, w mojej ocenie, spójnej osi. Autor wydaje się momentami skakać między tematami owszem, ważnymi, ale niekoniecznie budującymi spójną narrację, bardziej taką „chmurę” treści. Po początkowej dyskusji o dyskryminacji skaczemy chaotycznie między kobietami wychowującymi dzieci, kobietami w IT, pielęgniarkami i nauczycielkami, żeby zakończyć (bardzo dobrym) wywiadem z prawniczką na temat dyskryminacji, potem rozdziałem o urlopach macierzyńskich i tacierzyńskich, kończąc na sugestiach co można by usprawnić. Jakkolwiek na to patrzeć, jest to bardziej zbiór mini-reportaży w jednym obszarze tematycznym, niż spójny opis problemu.

Dodatkowo sprawę pogarsza dla mnie decyzja o tym jak książka jest pisana. To duże fragmenty reportażu o konkretnych osobach np. nauczycielach czy pielęgniarkach, połączone z pewną ilością danych i szerszej dyskusji w temacie. Tylko tu znów mamy rozmycie – dyskutujemy o stanie służby zdrowia czy edukacji w ogóle, zamiast o konkretnej sytuacji kobiet w tych rejonach z niewielkim dodatkiem ogólnego zarysu. W efekcie, mam wrażenie, zabrakło miejsca na bardzo wiele istotnych danych na temat dyskryminacji, które można było tu poruszyć, a to co mamy w zamian niekoniecznie to wynagradza. Po prostu jak na tak duży i ważny temat, książka mimo wszystko wydaje się niewystarczająco na nim skupiać, skacząc po innych zainteresowaniach autora. I to są tematy ważne i warte opisania – ale nie kosztem tytułowej kwestii.


Co można tu znaleźć?


Cóż, przede wszystkim warto podkreślić dwie kwestie, które autor jasno wykłada, a które często padają jako argumenty w dyskusjach o dyskryminacji.

1) Czy to dyskryminacja, że kobiety mniej asertywnie negocjują płacę i dlatego zarabiają mniej? Tak, to dyskryminacja, wg. prawa za taką samą pracę należy się taka sama płaca, niezależnie od umiejętności negocjacyjnych pracującego. Notabene ta różnica zanika przy wprowadzeniu jawności płac, więc można to łatwo rozwiązać.

(Swoją drogą, jak mi zabrakło materiału na temat tego, że kobiety są za asertywność karane społecznie!)

2) Czy to dyskryminacja, że praconabywca miał złe doświadczenia z kobietami idącymi na macierzyński i teraz nie chce zatrudniać kobiet? Tak, jak najbardziej to dyskryminacja – odmawiasz jednostce czegoś ze względu na przynależność do grupy co do której nie ma żadnego wyboru i Twoje uogólnione podejście do tej grupy.


Książka zaczyna się rozdziałem na temat wrodzonych różnic płciowych i ich preferencji. Mamy tu skonfrontowane podejścia dwóch ekspertek, jednej sugerującej całkowicie społeczne warunkowanie takich kwestii, drugiej będącej zwolenniczką pewnych wrodzonych skłonności (ale też nie odrzucającej społecznego warunkowania). Sam autor nie zabiera tu decydującego głosu – i trochę szkoda, bo jednak dane zdecydowanie wskazują na ten wariant społeczny. Tak naprawdę z tego rozdziału mogłaby być cała książka i jest on niestety bardzo krótki jak na skalę poruszanego tematu.


Następnie przechodzimy do tematyki 500+. Ty mamy raport bardziej w stylu „Zawodu”, bardziej wskazujący na ogólną sytuacje osób mniej zarabiających oraz na to, że tak często deklarowana „deaktywizacja” kobiet w wyniku 500+ dotyczy raczej sytuacji gdy wykonywały one prace w bardzo złych warunkach, z dużymi kosztami (finansowymi i czasowymi) dojazdu, itp. Innymi słowy – osoby mające sensowną pracę nie zrezygnują z niej z powodu 500+, ale te mające prace mocno problematyczne mogą już zrezygnować.


A skoro już o macierzyństwie, to kolejny rozdział dotyczy rodziców dzieci niepełnosprawnych – głównie kobiet, gdyż to kobiety wykonują dysproporcjonalnie dużą część prac opiekuńczych, tak nad dziećmi, jak i nad osobami starszymi. (Tylko znowu, przydałoby się tu więcej danych w temacie!)


Następnie przechodzimy do kobiet w IT. Choć branża ta często stawiana jako ideał aspiracyjny, „każdy może, jeśli tylko się postara”, napotykamy w praktyce środowisko mocno przerośnięte seksizmem. Choć w IT silna jest idea merytokracji, okazuje się, że – zwłaszcza w sytuacji niejawnych płac – tak naprawdę płeć ma często większe znaczenie niż realne kompetencje.


Kolejny rozdział to obowiązki macierzyńskie i w ogóle cała tzw. nieodpłatna praca. Wszystkie te obowiązki domowe – sprzątanie, gotowanie, opieka nad dziećmi – do których trzeba by kogoś zatrudnić, gdyby nie to, że ktoś decyduje się je robić za darmo. A przez „ktoś” mam na myśli „zwykle kobieta”, a przez „decyduje się” mam na myśli „no jakoś to tak wychodzi”.

Efekt ten jest silny zwłaszcza po urodzinach dzieci (jak to ujęła znajoma „To wtedy wychodzi na ile deklaracje partnera o feminizmie mają przełożenie na rzeczywistość”). Mężczyźni bowiem biorą na siebie mniejszą część obowiązków, a do tego wybierają zwykle te przyjemniejsze (zabawa z dziećmi, a nie wstawanie w nocy do płaczącego dziecka). Jest tak niezależnie od tego czy kobiety pracują zawodowo, a nawet niezależnie od zarobków. Mężczyźni też częściej czują pozwolenie by np. wybrać się na wyjazd sportowy czy wypoczynkowy, zostawiając partnerkę z dzieckiem, niż vice versa. I teraz część z powyższego to dane które znajdziemy w „O kobiecie”, część już nie (ale też podparte danymi) – dlatego wspominam co i rusz, że przydałoby się w książce więcej danych. Nie, żeby te które są już nie były istotne, ale zawsze warto moim zdaniem „dobić” temat, pokazać ponad wszelką wątpliwość i zdolność racjonalizacji: tak jest tu problem! Co z nim robimy?


Następnie mamy dwa kolejne „Zawodowe” rozdziały, o nauczycielkach i pielęgniarkach. Bardziej skupione na ciężarze tej pracy w ogóle – przy okazji sfeminizowanej i w tym zakresie odnoszącej się do kobiet – niż konkretnie o kobietach. (A znów, trochę szkoda – ciekawie byłoby np. poruszyć kwestię przemocy wobec pielęgniarek i tego czy w Polsce jest ona na podobnym poziomie jak wskazują zachodnie dane.) Zabrakło mi też bardzo – nie wiem gdzie to wsadzić, więc tu będzie chyba dobre miejsce – dyskusji na temat tego, jak feminizacja/maskulinizacja zawodu przekłada się na zmiany zarobków w nim. Wiem – z innych wymian – że autor te dane ma, więc tym bardziej szkoda, że nie poruszył ich porządnie w książce.


Kolejny rozdział to bardzo dobry i ciekawy wywiad z prawniczką specjalizującą się w dyskryminacji. Następnie przechodzimy do dyskusji o urlopach macierzyńskich (i prostym rozwiązaniu antydyskryminacyjnym, jakim jest nieprzechodzący urlop tacierzyński). W końcu zajmujemy się różnicami w dochodach – i to solidny rozdział, konkretny, tylko znów, zbyt krótki. Kończymy propozycjami usprawnień (przykłady podawałem) oraz apelem do mężczyzn pt. „Ej, panowie, to nie jest książka przeciwko wam. To książka o tym, że obecnie jest niesprawiedliwie i może warto zrobić samemu nieco więcej, żeby waszym partnerkom, siostrom, matkom i przyjaciółkom było dużo lepiej.” Dobrze, że jest, choć zabrakło mi podkreślenia niezerowości tego układu – poprawa sytuacji kobiet o X nie wymaga  pogorszenia sytuacji mężczyzn o X. W wielu przypadkach poprawa sytuacji kobiet 5X będzie wymagała tylko X wysiłku od mężczyzn. To nie jest gra o sumie zerowej i warto o tym pamiętać.


Podsumowując – dobrze, że ta książka jest. Mogło być lepiej, jasne, ale to co jest już może być dla wielu osób cenne i otworzyć im oczy na wiele problemów. Co nie zmienia faktu, że boli mnie brak pogłębienia wielu tematów. Może druga część? ;)


Poziom: S1 – wprowadzenie do tematu, jasne i sensownie wyjaśniające

Ocena: 4/5 – zabrakło pogłębienia, ale dobrze, że ta książka wyszła

Książkę możesz dostać np. TUTAJ



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis