Polityka psiego gwizdka, czyli jak ekstremiści ukrywają swój przekaz przed opinią publiczną?

Gwizdek na psy działa na zasadzie ultradźwięków, słyszalnych przez te zwierzęta, ale niemożliwych do wyłapania przez ludzi. Mamy więc komunikat, który ma miejsce, ale potrzeba specjalnego wyposażenia, żeby na niego zwrócić uwagę. Jeśli tego wyposażenia nie mamy, możemy być święcie przekonani, że dany gwizdek po prostu nie działa i żadnego komunikatu tam nie ma.

Podobny mechanizm od ponad pół wieku stosowany jest w polityce w środowiskach ekstremistycznych. Dziś pogadamy sobie o tym jak działa, jak jest wykorzystywany i czemu jest to takie groźne.

 

 

Odwołanie do psiego gwizdka w kontekście polityki pojawiło się po raz pierwszy prawdopodobnie w 1968 roku, w artykule w Washington Post. Richard Morin, szef działu sondaży wskazał wtedy, że drobne zmiany w sformułowaniu pytań sondażowych mogły dawać bardzo odmienne efekty, gdyż osoby przepytywane słyszały nagle zupełnie inne pytania, niż te, które prowadzący sondaż myśleli, że zadają. Z czasem termin trafił bezpośrednio do polityki, a mechanizm o którym mowa zaczął być stosowany celowo.

No dobrze, wiemy skąd to się wzięło, ale jak to miałoby konkretnie działać?

 

“Polityka psiego gwizdka” polega na używaniu sformułowań (jak również symboliki, grafik, itp.), których znaczenie dla większości odbiorców będzie neutralne (i/lub na tyle ogólne, by nie dało się tu za dużo przypisać), natomiast dla pewnej grupy będzie miało dodatkowe, ekstremalne znaczenie, potwierdzające jej światopogląd. (Zamiast albo komunikatów faktycznie neutralnych, albo komunikatów wprost  zgadzających się z poglądami ekstremalnych grup.)

Wykorzystywana jest dla uzyskania czterech celów jednocześnie:

  • pozwala uniknąć alienacji umiarkowanych odbiorców, dla których zbyt ekstremalny przekaz powodowałby skreślenie nadawcy,
  • jednocześnie pozwala odbiorcom o wprost wyrażanych ekstremalnych poglądach poczuć, że nadawca jest po ich stronie, choć sam nadawca może zawsze zaprzeczyć takiej interpretacji swoich słów lub nawet uruchomić tutaj sądy, w końcu “wprost” nic takiego nie powiedział,
  • odrobinę normalizuje bardziej ekstremalny przekaz – co prawda nie jest mówiony wprost, tylko implikowany, ale to wystarcza,
  • co najciekawsze i najbardziej niepokojące, pozwala zaangażować odbiorców o umiarkowanie ekstremalnych poglądach, takich, którzy nie chcą o sobie myśleć jako o mających ekstremalne poglądy, ale jednocześnie nie mieli by nic przeciwko temu, żeby ktoś z takimi poglądami wprowadził w życie odpowiednie ustawodawstwo i rozwiązania.

 

Dla przykładu, mamy Zegrzysława Drąga, kandydata partii Syndykat. Zegrzysław wyjątkowo nie lubi rudowłosych. Najchętniej by wszystkich o choć odrobinie rudego na głowie wziął i rozstrzelał, no ostatecznie tylko wywiózł z kraju. No i jeszcze się z tym obnoszą, a przecież mogliby nosić grube czapki! Co z tego, że jest 35-stopniowy upał i wszyscy chodzą z gołą głową albo w lekkich czapkach nie kryjących włosów?

No ale nie może tego powiedzieć wprost, stara się jednak być odbierany jako “w sumie spoko człowiek, dobrze mówi”.

Zaczyna więc stosować politykę psiego gwizdka. W jego przemówieniach dużo jest odwołań do szlachetności blondynów, brunetów i szatynów, nigdy do rudych. Zaczyna wspominać o osobach niedostosowanych do naszych norm, nigdy wprost nie mówiąc o kogo chodzi. Raz na jakiś czas rzuca “no sami wiecie jacy są rudzi”, nijak tego nie rozwijając. Wspomina o ideologii “rudyzmu”. Mówi, że są osoby, które mają normalne włosy, no i są niestety też inne. Wskazuje, że osoby domagające się eksterminacji wszystkich rudych mają nieco racji w swoich zarzutach, choć być może wypowiadają się nieco za ostro. Mówi o znanym wszystkim problemie, który trzeba w końcu rozwiązać.

  • Umiarkowani wyborcy stwierdzają, że w sumie nic takiego nie powiedział, więc o co ta afera.
  • Ekstremalni wyborcy stwierdzają “swój chłop, wie co trzeba z rudymi zrobić, nawet sam to powiedział”, jednocześnie na zarzuty medialne, że przyczynia się do “nagonki na rudych” wskazuje, że nic takiego nie ma miejsca.
  • Przyzwyczaja wszystkich do nienawiści wobec rudych.
  • Umiarkowanie ekstremalni wyborcy kiwają głową, w końcu ktoś mówi ich językiem. No bo przecież to nie jest tak, że oni są złymi osobami, że chcieliby tych rudych od razu wymordować, no bez przesady. Po prostu niech się z tymi rudymi włosami nie obnoszą!

Oczywiście pod rudowłosych można tu wstawić dowolną obecną lub historyczna mniejszość, komunikat będzie cały czas aktualny.

 

Dlaczego to jest taki problem?

Polityka psiego gwizdka jest głęboko patologicznym elementem współczesnej debaty. Jest ona przede wszystkim głęboko nieuczciwa, społecznie i intelektualnie. Oznacza de facto celowe okłamywanie części odbiorców co do swojego przekazu. Bywa też regularnie używana jako punkt wejściowy do coraz bardziej problematycznych ideologii, w których na początku interpretowana jest normalna warstwa przekazu, a z czasem dane osoby uczone są słyszenia coraz głębszych warstw “ultradźwięków”. Ponieważ jednak już zaakceptowały ten lżejszy przekaz, dużo łatwiej jest im zaakceptować te bardziej ekstremalne opcje.

Metoda ta jest też głęboko intelektualnie nieuczciwa. Jest formą odwróconego podwójnego wiązania (pisałem o nim tu i tu) . Jednoczesne głoszenie danego przekazu oraz wymigiwanie się od tego przez “ja tego wcale nie powiedziałem (tylko to implikowałem)” jest czymś, czego intelektualnej żałosności i obrzydliwości nie jestem wręcz w stanie opisać.

Polityka psiego gwizdka jest niestety nagminnie stosowana, zwłaszcza przez środowiska prawicy i ekstremalnej prawicy, co najmniej od lat siedemdziesiątych. Stosuje je regularnie manosfera, prowadząc ludzi od drobnego zagubienia, aż do sedna incelizmu. Podchwyciły ją środowiska teorii spiskowych, w tym antyszczepionkowcy (stąd między innymi deklaracje, że są “za wyborem” a nie “przeciw szczepionkom”). Nie raz korzystają z niej guru rozboju osobistego. Jest też dużą przeszkodą w przeciwdziałaniu wielu z tych odlotów, gdyż mniej świadomi czy doświadczeni odbiorcy mogą nie rozumieć czego dotyczy cała ta krytyka – ponieważ nie słyszą “ultradźwięków” a jedynie ugrzeczniony przekaz skonstruowany dla szerokiej publiczności.

 

Niestety, na politykę psiego gwizdka nie ma zbyt dobrych odpowiedzi. Możemy mieć świadomość. Możemy edukować ludzi. Możemy próbować naciskać na próbujących z niej korzystać by jasno zadeklarowali się za lub przeciw pewnym poglądom i tak w końcu “wcisnąć” ich w otwartą komunikację. To wszystko wymaga jednak niestety więcej wysiłku, niż zwykłe rzucenie dwuznacznego komunikatu.

Nie znaczy to jednak, że musimy się poddać. Edukacja jest ważna, a im więcej osób będzie miało świadomość takich zagrań, tym trudniej będzie je przepchnąć poniżej uwagi opinii publicznej.

 


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis