O co chodzi z tą aseksualnością?

Jakiś czas temu, przy okazji tego wpisu obiecałem napisać więcej o tym, czym jest A w LGBTQIA – czyli o osobach aseksualnych i aromantycznych. To duży temat i długo zmagałem się z tym jak dobrze go ugryźć, ale mam nadzieję, że udało mi się go tutaj odpowiednio ująć.

 

O co więc chodzi z tą aseksualnością i aromantycznością? W dużym uproszczeniu (które będziemy starali się bardziej zróżnicować w dalszej części artykułu) osoby aseksualne to osoby nie odczuwające całkowicie (lub niemal całkowicie) pociągu seksualnego, a osoby aromantyczne to osoby nie odczuwające miłości romantycznej (co nie wyklucza innych rodzajów miłości, np. przyjaźni czy rodzinnej).   Podkreślam, że to bardzo, bardzo duże uproszczenie, z masą odnóg, wariancji i kwalifikatorów, które będziemy eksplorować w dalszej części artykułu. Sama społeczność osób aseksualnych wyróżnia szereg typowych odmian aseksualności, warto więc patrzeć na taką etykietkę nie jako na coś definiującego, a na początek rozmowy, “ok, wiem mniej więcej skąd wychodzisz, a co to konkretnie znaczy dla Ciebie?”

 

Aseksualność to stosunkowo nowa koncepcja w zakresie seksualności, o ile pierwszy świt miała w ramach rewolucji seksualnej z lat 60-tych i 70-tych XX wieku, o tyle na szersze wody wypłynęła dopiero dzięki internetowi na początku pierwszej dekady XXI wieku. Przy licznych problemach, jakie dała światu sieć, jedną z dużych jej zalet była możliwość budowania społeczności między dotychczas oddalonymi od siebie i relatywnie nielicznymi grupami. W niektórych wypadkach były to grupy hobbistyczne, w innych osób zmagających się z podobnymi problemami zdrowotnymi (fizycznymi czy psychicznymi), zwolennicy różnych poglądów (no, to czasem było związane z tymi problemami jakie niósł ze sobą net), jak również przedstawiciele różnych mniejszości, z których wielu dopiero dzięki sieci odkryło, że nie są w ogóle sami. Jedną z takich grup były właśnie osoby aseksualne.

 

 

Dlaczego to wyróżniamy?

Dla części osób przyzwyczajonych do bardziej binarnego myślenia o świecie, wspominanie o aseksualności (a tym bardziej o jej odmianach jak demiseksualność) może się wydawać kolejną fanaberią czy szukaniem uwagi za wszelką cenę. “Spójrzcie na mnie, jestem aseksualny/ demiseksualna/ aromantyczny! Jestem wyjątkowy/a!” (Nie są to niestety moje domysły, to cytaty z pewnych wymian, w których brałem udział.) O ile forma w jakiej zadają to pytanie jest problematyczna, o tyle jego sedno jest czymś, z czym warto się skonfrontować. Są tu dwie odpowiedzi równoległe, jedna związana z etyką, druga z lepszym zrozumieniem świata.

 

Wyróżniamy osoby aseksualne jako oddzielną grupę, gdyż takie wyróżnienie pozwala nam lepiej opisywać świat, a w efekcie podejmować skuteczniejsze decyzje. Możemy dzięki temu zbudować świat, który będzie najbardziej dostosowany do faktycznych potrzeb jak największej ilości osób, maksymalizując dobrostan jak największej grupy*. Im lepiej rozumiemy jak zróżnicowani są ludzie i możemy dopasować nasze działania do tego zróżnicowania, tym lepsze efekty uzyskamy.

*Takie dopasowanie świata do potrzeb jak najszerszej grupy dla zmaksymalizowania dobrostanu możemy przeciwstawić próbie upchnięcia wszystkich osób w ściśle ograniczonym, sztywnym modelu świata, w którym ogromna większość osób będzie się czuć mniej lub bardziej niedopasowana i nieszczęśliwa, ale który to model daje niektórym poczucie bezpieczeństwa jako coś dobrze znanego. (Jeśli wydaje Ci się, że w dwóch zdaniach podsumowałem właśnie lewicową i prawicową mentalność społeczno-obyczajową, to owszem, masz rację.) 

 

Wyróżniamy również osoby aseksualne jako oddzielną grupę, a następnie szereg podgrup w ramach mozaiki aseksualności, gdyż dzięki temu pomagamy wielu z tych osób po raz pierwszy odnaleźć siebie w grupie, znaleźć innych podobnych do siebie. Wbrew cytowanym na początku wyobrażeniom niektórych osób, zidentyfikowanie siebie jako np. osoby demiseksualnej czy aromantycznej nie jest bowiem działaniem per “patrzcie jaki/a jestem wyjątkowy/a”, a całkowitą odwrotnością tego. To, dla relatywnie niewielkiej, więc dotychczas ignorowanej w kulturze popularnej, przekazach medialnych, książkach, filmach, itp.  grupy ludzi pierwsza okazja by poczuć “Ej, nie jestem sam/a! Są inni tacy jak ja! Nie jestem wyjątkowy/a, to jak się czuje może nie jest typowe, ale nie jest nienormalne, są inne osoby podobne do mnie.” A to ogromna psychologiczna ulga i okazja do przeciwdziałania jednemu z najbardziej destrukcyjnych uczuć, jakich może doświadczyć homo sapiens – samotności. Jesteśmy bowiem zwierzętami stadnymi i poczucie “nie mam swojego stada, choćby malutkiego” jest dojmująco bolesne, uderza w niezliczoną ilość naszych wrodzonych instynktów. Przeciwdziałanie temu jest po prostu etyczną, humanitarną decyzją. Tym bardziej, że nie niesie ona ze sobą żadnych realnych kosztów, a świat jest dzięki niej bogatszy i bardziej pełny.

 

Co to faktycznie znaczy? Różne rodzaje pociągu…

No dobrze, wiemy już czemu wyróżniamy aseksualność, ale tak konkretnie, o co w tym chodzi? Na początku artykułu zaznaczyłem, że definicja z której wychodzimy jest bardzo ogólna. Jest tak dlatego, że aseksualność to duży i dopiero eksplorowany termin, pod którym mieści się bardzo zróżnicowana grupa osób. Nasza kultura jest przy tym bardzo zerojedynkowa w kontekście relacji interpersonalnych, jakie w ogóle dostrzega, osoby aseksualne (“asy”) często muszą same odkrywać jakie mają możliwości poza tym standardowym spektrum. Dlatego szeroko rozumiana mozaika aseksualności jest prawdopodobnie mocno niedodiagnozowana – gdyż masa osób próbowała się dotychczas “wepchnąć” w standardowe formaty oferowane przez społeczeństwo, wbrew swoim naturalnym skłonnościom. Z tego samego powodu jest spora szansa, że w ramach tej mozaiki pojawi się z czasem wiele nowych rozróżnień. Traktuj więc ten materiał bardziej jako opis obecnego stanu, niż ostatnie słowo w temacie.

 

Żeby lepiej zrozumieć aseksualność, potrzebujemy wyjść nieco poza potoczne rozumienie pociągu do innych ludzi. Ten bowiem może przyjmować szereg różnych form. Klasycznie myślimy o pociągu niemal wyłącznie w kategoriach seksualnych i/lub romantycznych. Opcji jest jednak dużo więcej. Możemy wyróżnić między innymi:

  • pociąg seksualny – czyli postrzeganie danej osoby jako seksualnie atrakcyjnej i chęć uprawiania z tą osobą seksu (należy to odróżnić od libido i pobudzenia seksualnego)
  • pociąg estetyczny – czyli postrzeganie danej osoby jako estetycznie atrakcyjnej
  • pociąg zmysłowy/fizyczny – czyli chęć dotykania, przytulania, itp. drugiej osoby
  • pociąg romantyczny – czyli postrzeganie danej osoby jako romantycznie pożądanej i pragnienie zbudowania romantycznej relacji z nią
  • pociąg platoniczny – czyli pragnienie przyjaźni z drugą osobą
  • pociąg emocjonalny – czyli pragnienie zbudowania emocjonalnej bliskości z drugą osobą
  • pociąg intelektualny – czyli postrzeganie danej osoby jako intelektualnie atrakcyjnej, pragnienie dyskusji z daną osobą, wymiany opinii

Nasze skrypty kulturowe uczą nas kompresji tych wszystkich pociągów w jeden, góra dwa – “romantyczny” i “przyjacielski”. Tymczasem jest to mozaika, każda z tych cech może operować oddzielnie. Możemy wobec jednej osoby mieć jednocześnie wysoki pociąg w kilku powyższych kategoriach, oraz niski w innych. Co więcej, mogą w jej ramach funkcjonować układy, które w ramach naszych kulturowych skryptów wydawałyby się zupełnie bezsensowne. Można mieć np. wysoki pociąg estetyczny do danej osoby i jednocześnie zerowy pociąg seksualny do niej. I vice versa, można nie mieć zupełnie pociągu estetycznego do danej osoby, uważać ją obiektywnie za nieatrakcyjną, a jednak może tak pasować do kryteriów naszego pociągu seksualnego, że będziemy ją uznawali za obłędnie pożądaną.

To właśnie to rozróżnienie poszczególnych rodzajów pociągu czyni dyskusję o aromantyczności tak złożoną. Dotychczas bowiem mieliśmy zaledwie kilka skryptów społecznych na opisanie całego zestawu relacji. Idealnie w związku romantycznym będziemy mieli wszystkie powyższe pociągi, a przynajmniej seksualny i romantyczny. Idealnie w przyjaźni będziemy mieli pociąg platoniczny i emocjonalny, ale nie seksualny. Idealnie w relacji krewniaczej będziemy mieli pociąg platoniczny, emocjonalny i ewentualnie zmysłowy (rodzic przytulający dziecko), ale nie seksualny. Itp. Łatwo to wpasować w sztywne ramy, zamknąć temat i po sprawie. Tymczasem okazuje się, że jest to bardziej złożone. Niekiedy dużo, dużo bardziej.

 

U osób aseksualnych pociąg seksualny jest bardzo niski lub zerowy. Nie musi to oznaczać braku libido czy braku ochoty na seks, ale oznacza brak pociągu seksualnego. Może więc być sytuacja w której osoba aseksualna jest pobudzona seksualnie, ale nie odczuwa pociągu wobec żadnej konkretnej osoby. Przez nieco ułomną analogię – to jak sytuacja w której czujesz głód, ale jednocześnie nie masz ochoty na żaden rodzaj jedzenia i ilekroć myślisz o jakieś opcji, to żadna Ci nie pasuje. Niekiedy i tak ten głód zaspokoisz czymś co Ci nie pasuje. Niekiedy zajmiesz się czymś innym i o nim zapomnisz.

Osoba aseksualna może więc uprawiać seks i asy czasem seks uprawiają, seks może być też dla nich przyjemny, może służyć budowaniu relacji, uzyskiwaniu bliskości, zaspakajaniu libido, itp. Nie jest to jednak decyzja wiedziona pożądaniem wobec konkretnej osoby. Znów wracając do naszej analogii z jedzeniem, są ludzie, którzy widzą np. nowe ciastko w ulubionej cukierni albo pizzę w pizzerii i po prostu musza ją zjeść. Są osoby, które raz na jakiś czas łapie apetyt na jakieś konkretne jedzenie, “chodzi” za nimi np. kebab. I są osoby, które owszem, czują głód, nawet jedzą, ale nie jest to coś co szczególnie zajmuje ich myśli.

Oczywiście może być też tak, że dana osoba ani nie bywa pobudzona seksualnie, ani nie odczuwa pociągu wobec nikogo. W analogii jedzeniowej byłyby to te osoby, które wymyśliły pitne mieszanki odżywcze, by jak najmniej życia tracić na jedzenie, czynność, która ich zupełnie nie pociąga. (Wszystkie te analogie bierzcie oczywiście z drobnym dystansem, jedzenie i seks to jednak nieco inne działania. Analogie mają pomóc zilustrować pewne kwestie, a nie być przenoszone 1:1.)

 

Co ważne, aseksualność nie jest kwestią świadomego wyboru abstynencji seksualnej czy kwestią niemożności znalezienia partnera/partnerki. To brak pociągu, nie okazji. Co równie ważne, osoby aseksualne mogą wciąż wykazywać szereg innych pociagów. Mogą np. pragnąć być w związkach czy pragnąć fizycznej intymności – dotyku, przytulania, głaskania. Bycie aseksualnym nie oznacza, że taka osoba nie jest w stanie np. docenić atrakcyjności fizycznej innych osób, albo nie lubi dotyku. To oddzielne kwestie. Po prostu nie czują pociągu seksualnego.

 

Osoby aromantyczne nie mają z kolei pociągu romantycznego. Wciąż może im zależeć na bliskości emocjonalnej, intelektualnej, czy seksualnej, nie odczuwają jednak pragnienia zbudowania romantycznej relacji. Niektóre osoby są zarówno aseksualne, jak i aromantyczne. Niektóre są tylko aseksualne lub aromantyczne. Mamy tu – jak w wypadku całej aseksualności – do czynienia ze zróżnicowaną mozajką. Osoby aromantyczne mogą być w związkach romantycznych, tak jak osoby aseksualne mogą uprawiać seks – po prostu nie czują do tego pociągu. (Co, w kulturze tak mocno nastawionej na promocję miłości romantycznej – dosłownie promocję, bo wokół niej kręci się wiele gałęzi gospodarki – może być bardzo stresujące i generować duże poczucie braku przynależności.)

 

Złożone? To dopiero początek! Wydaje się bowiem, że u niektórych osób określone rodzaje pociągu wydają się być powiązane w sposób zależny. Tu mamy na przykład osoby demiseksualne, które są w stanie poczuć pociąg seksualny dopiero po zbudowaniu więzi emocjonalnej z drugą osobą, albo osoby sapioseksualne, których pociąg seksualny jest uzależniony od pociągu intelektualnego. Innymi słowy, do spełnienia takiego wymogu osoby te są aseksualne, a po jego spełnieniu mogą normalnie odczuwać pociąg seksualny. (Nie znaczy to, że osoba demiseksualna będzie czuła pociąg do każdej osoby, z którą ma silną więź emocjonalną. Taka więź jest minimalnym wymogiem by móc odczuwać pociąg seksualny, nie jest jednak warunkiem wystarczającym.) Choć zwykle o demi- czy sapioseksualności mówi się w kategoriach, no właśnie, seksualności, w praktyce te kryteria progowe mogą też dotyczyć różnych rodzajów pociągu. Np. wiele osób demiseksualnych będzie jednocześnie demiromantyczna, zdolna odczuć pociąg zarówno seksualny jak i romantyczny dopiero po zbudowaniu więzi emocjonalnej. Choć te kwestie nie są niestety dobrze przebadane (i wyobrażam sobie, że stanowiłyby fascynujący i bardzo produktywny obszar badań), potrafię sobie wyobrazić np. osoby sapioestetyczne – zdolne docenić czyjąś atrakcyjność na poziomie estetycznym dopiero, gdy docenią taką osobę intelektualnie. Szczegółowe powiązania między różnymi rodzajami pociągu są czymś, co dopiero zaczynamy odkrywać i będą stanowić bardzo ciekawy materiał do pracy psychologów i seksuologów w nadchodzących dekadach.

 

Skomplikowane? Cóż, to nie koniec. Cała ta dyskusja? Te wszystkie rodzaje pociągu? To o czym dotychczas mówiliśmy zakłada, że ludzie są w stanie trafnie zidentyfikować swoje doznania emocjonalne, pragnienia, itp. Cóż, powodzenia z takimi założeniami! Większość osób niestety nie ma zbyt rozwiniętego wglądu, a te u których dany obszar jest szczególnie mało aktywny zwykle będą miały ten wgląd jeszcze bardziej ograniczony. Często więc danej osobie trudno stwierdzić np. czy odczuwa pociąg romantyczny, czy nie, czym to się różni od pociągu emocjonalnego albo zmysłowego, itp. Środowisko asów wprowadziło tu całkiem użyteczny termin “szarości”, np. szaro-aromantyczny/a (“gray-aromantic”) dla osób które nie są pewne czy odczuwają pociąg romantyczny, których emocje w tym zakresie są stosunkowo niskie, bardziej w tle. Dla niektórych osób takie dalsze dzielenie na kategorie może się wydawać zbytnim rozdrabnianiem, ale – ponownie – dla wielu osób jest to sporą ulgą. Ma to również sens o tyle, że te wszystkie rodzaje pociągu o których mówiliśmy są skalami, a nie zerojedynkowymi kryteriami “mam pociąg seksualny lub go nie mam”. Osoba szaro-aseksualna będzie więc gdzieś pomiędzy osobą mającą niski pociąg seksualny, a osobą aromantyczną, tak jak po drugiej stronie tej samej skali możemy znaleźć osoby mające pociąg niemal do każdego lub wręcz absolutnie do każdego. (Przychodzi tu na myśl np. główny bohater “Don Juan deMarco” który byłby też hiperromantyczny i hiperestetyczny.)

 

Gdy więc mówimy o aseksualności, mówimy nawet nie o spektrum, a o całej mozaice pociągu. Podejściu skrajnie odmiennym od tego, jak typowo myślimy o seksualności i pociągu, sprowadzając je do jednego prostego układu, jakiego uczy nas kultura w której się wychowujemy. Jednocześnie podejściu dużo lepiej dopasowanym do bogactwa ludzkich doświadczeń. I być może ułatwiającego nam dopasowania świata do tego bogactwa, tak nie wypychać zdrowych, szczęśliwych ludzi poza jego nawias.

No właśnie, w tym wszystkim jest założenie, że aseksualność jest zdrowym układem, z którym można być szczęśliwym. Czy faktycznie tak jest?

 

Gdzie jest granica?

Kiedy mówimy o aseksualności, a kiedy o problemach z libido nadających się do terapii seksuologicznej? Kiedy o aromantyczności, a kiedy o problemach psychologicznych ze zbudowaniem relacji, mechanizmach ucieczkowych, itp.?

Pierwsza, fachowa odpowiedź brzmi: decyduje cierpienie. Jeśli ktoś czuje się dobrze ze swoim brakiem pociągu seksualnego – będzie to aseksualność. Jeśli cierpi z jego powodu – będzie to zaburzenie pociągu i nadawało się do terapii. Analogicznie w wypadku aromantyczności. Proste, prawda?

Tyle, że jak to często bywa, na to bazowe kryterium nakładają się konkretne wzorce społeczne.

Bo ktoś może cierpieć w wyniku braku pożądania, ale to cierpienie może być pochodną przywiązania do pewnych ról społecznych. (Np. “Jako facet powinienem ciągle chcieć uprawiać seks, jeśli nie chcę, to jest ze mną coś nie tak.”) Mamy wtedy do czynienia z aseksualnością, która mimo wszystko wywołuje cierpienie. Może też być odwrotnie, np. osoba której łatwiej jest racjonalizować swoje mechanizmy unikowe jako aseksualność czy aromantyczność, niż skonfrontować się z dość trudnymi i złożonymi emocjami związanymi z odsłonięciem się przed drugą osobą w intymnej relacji. Mamy wtedy do czynienia z zaburzeniem osobowości lub problematycznym schematem emocjonalno-poznawczym, które maskowane są jako aseksualność czy aromantyczność.  A na to wszystko nakładają się jeszcze dodatkowo np. kwestie zdrowotne oraz efekty różnych leków. Dla przykładu, zarówno depresja, jak i duża część leków na depresję mogą prowadzić do spadku libido, a jednocześnie depresja jako taka może być na tyle dojmującym problemem, że brak pożądania może być w porównaniu z nią mało istotnym czynnikiem i nie kwalifikować się jako przyczyna cierpienia. Taka osoba będzie więc funkcjonalnie aseksualna, aseksualna w kategoriach braku cierpienia, ale nie będziemy mieli do czynienia z prawdziwą aseksualnością, a czymś co może ustąpić po udanej terapii depresji.

Jest to więc dość złożony problem, na który nie ma jednej prostej odpowiedzi. Każdy przypadek należy analizować indywidualnie, dopuszczając zarówno problematyczne kwestie organiczno-psychologiczne, jak i to, że dana osoba może być absolutnie zdrowa i szczęśliwa w takim układzie. Być może za kilkanaście lat uda nam się stworzyć lepsze kryteria, pozwalające z wyprzedzeniem zidentyfikować sytuacje wymagające interwencji. Obecnie musimy polegać na edukowaniu i eksploracji danego tematu z osobą, która zgłasza taki temat do pracy.

 

Sam mam ten problem np. z osobami akoiseksualnymi/lithseksualnymi, czyli podgrupą osób aseksualnych, która traci pociąg seksualny (lub romantyczny – akoiromantyczni) gdy wiedzą, że druga osoba odwzajemnia ich pociąg. Według wszystkich modeli psychologicznych i seksuologicznych jakie znam mamy tu do czynienia nie tyle z  seksualnością, co z problemami z bliskością i/lub schematem unikowym osobowości. I teraz może być tak, że próba wejścia takich osób pod parasol aseksualności jest formą racjonalizacji problemu, dzięki któremu nie trzeba się z nim mierzyć. Może być też tak, że to standardowe modele bliskości nie biorą pod uwagę istnienia takich osób i trzeba te modele uaktualnić. Ba! Może być też tak, że OBYDWIE powyższe odpowiedzi są prawdziwe! Część osób identyfikujących się jako akoiseksualne ma po prostu problemy z bliskością, ale też część osób zdiagnozowanych z problemami z bliskością jest w rzeczywistości akoiseksualna.  Strukturalnie, skoro mamy model w którym pożądanie może się włączyć dopiero po spełnieniu pewnych kryteriów minimalnych w innych obszarach (np. bliskości emocjonalnej czy intelektualnej), to da się wyobrazić sobie istnienie też mechanizmu w którym przekroczenie kryteriów maksymalnych to samo pożądanie zabija. To jednak, że da się coś wyobrazić to zdecydowanie za mało, by stwierdzić, że tak to działa. Na ten moment potrzebujemy po prostu więcej danych. A to wymaga czasu.

Co do tego momentu? Co możemy zrobić z tą wiedzą o aseksualności?

 

Ok, jestem aseksualny/a, co dalej? Jestem w relacji z taką osobą, co dalej?

Tak jak mówiliśmy, dla wielu osób cenna może być już możliwość zidentyfikowania siebie lub kogoś bliskiego w mozaice aseksualności.

Jeśli przy czytaniu tego artykułu zaczynasz rozważać omawiane cechy u siebie, po prostu przyjrzyj się tej tematyce. Przejdź przez każdy rodzaj pociągu po kolei i zastanów się czy i w jakim stopniu go odczuwasz i w jakich sytuacjach. Pamiętaj, nie ma tu złych odpowiedzi – identyfikujesz siebie, swoje skłonności i potrzeby. W warunkach o tyle bezpiecznych, że teraz wiesz, że są inne osoby takie jak Ty, nieważne jak odpowiesz i możesz skorzystać z ich wiedzy, doświadczenia i wsparcia.

Odkrycie, że jesteś osobą aseksualną, aromantyczną, itp. nie musi też znaczyć, że masz cokolwiek zmieniać w swoim życiu. Możesz chcieć to zrobić – np. przestać odczuwać poczucie winy, że nie realizujesz jakiegoś społecznego skryptu, którego dotychczas od siebie wymagałeś, nie spełniasz roli do której dotąd czułaś się zobowiązana. Możesz chcieć omówić swoje odkrycia z osobami bliskimi (być może dać im wcześniej ten artykuł, by nieco lepiej zrozumiały sytuacje) i być może wyznaczyć nowe granice w swoich relacjach. Ale możesz też nie chcieć robić niczego i po prostu żyć jak dotąd, tylko z większą świadomością i akceptacją siebie. To też jest w porządku! Nie chodzi o dodawanie Ci problemów, chodzi o usprawnienie Twojego życia przez lepsze zrozumienie siebie. Tak, możesz być asem i jednocześnie być dalej w związku romantycznym i seksualnym.  Zrozumienie gdzie znajdujesz się w tej mozaice nie narzuca Ci żadnych zmian, daje po prostu większą samoświadomość.

 

Co natomiast, jeśli asem okazuje się osoba z którą jesteś w relacji? Albo ktoś z kim relację dopiero chcesz tworzyć? Albo ktoś z Twojej rodziny lub przyjaciół?

Przede wszystkim – nie zakładaj niczego. Jak starałem się przekazać przez cały ten artykuł, aseksualność to mozaika o szeregu różnych przejawów. Dlatego nie zakładaj, że jak Twój partner jest aseksualny to nigdy już nie pójdziecie do łóżka, albo że jak Twoja partnerka jest aromantyczna to znaczy, że to koniec Waszego związku. Zapytaj. Dowiedz się “Co to konkretnie dla ciebie znaczy? Jak to odczuwasz? Czego potrzebujesz? Czego chcesz, a czego nie?”  Asy są bardzo, bardzo różne. Dowiadujesz się, że u tej osoby pewne obszary funkcjonują inaczej niż mówi typowy skrypt społeczny, ale to jak funkcjonują może wyglądać bardzo odmiennie. Rozmawiaj. Pytaj. Słuchaj i akceptuj.

Być może dalsze utrzymanie takiej relacji będzie od Ciebie wymagało pewnych zmian, może nawet pracy terapeutycznej nad sobą. Dla przykładu, wiele osób buduje część swojego poczucia wartości na tym, że są pożądane przez swoich partnerów. Dla takich osób wyzwaniem może być odkrycie, że ich partner/ka nigdy nie czuł/a do nich pociągu (choć mogą wciąż chcieć uprawiać z nimi seks jako coś przyjemnego, dla bliskości emocjonalnej i by sprawić im przyjemność). Zamiast przyjąć to jako “ej, ta osoba generalnie nie czuje pociągu do nikogo, ale z Tobą i tak chce uprawiać seks, to chyba dobrze o Tobie świadczy i Waszej relacji”, mogą to odebrać jako potwarz i cios w ich ego. Być może będziesz potrzebować przemyśleć, czy taki układ Ci pasuje, a jeśli nie, to jak go zmienić. To praca dla Ciebie.

Jednocześnie, w kontakcie z drugą osobą – nie próbuj niczego narzucać czy próbować jej zmienić. To, że funkcjonuje inaczej, niż mówi Ci znajomy skrypt społeczny nie jest ani dobre ani złe. Po prostu jest i ta osoba ma pełne prawo być taka, a nie inna. Próby wepchnięcia jej w skrypt, który jest dla Ciebie typowy mogą albo ją całkowicie zniechęcić i skłonić do ucieczki, albo sprawić, że owszem, dostosuje się, ale kosztem własnego cierpienia, co prędzej czy później i tak rozsadzi tą relację, niekiedy wyjątkowo boleśnie.

 

Aseksualność to złożony temat, którego świadomość zdecydowanie warto budować. Szacuje się, że dotyczy ok. 1-1.5% populacji, choć jak dotąd brak solidnych badań przesiewowych, problemem są też normy kulturowe. Być może, wraz ze wzrostem wiedzy w tym zakresie okaże się, że gdzieś w mozaice aseksualności odnajduje się nie 1-1.5%, a 5 czy 10%. Niektóre aseksualne, niektóre aromantyczne, niektóre to i to, niektóre demiseksualne, itp. Przed nami jeszcze ogrom badań i eksploracji w tym zakresie, ale zapotrzebowanie na takie badania rośnie też ze społeczną świadomością tych kwestii. Dlatego jeśli ten artykuł wzbogacił Twoje postrzeganie tematu i uwrażliwił na to jak odmienni mogą być ludzie, puść go proszę dalej, tak by dotarł do jak najliczniejszej grupy ludzi.

P.S. Być może cała tematyka aseksualności będzie wymagała jeszcze jednej rewizji, w miarę jak w seksuologii powoli coraz większą rolę zdobywają modele odchodzące od definiowania seksu jako penetracji. Jeśli przyjmiemy np. definicję z podejścia opartego na intymności, które definiuje udany seks jako każde doświadczenie natury seksualnej sprawiające uczestnikom przyjemność i zostawiające ich z większym poczuciem bliskości do drugiej osoby, to może się okazać, że wiele osób identyfikujących się jako aseksualne jest nie tyle aseksualna, co niezainteresowana konkretnie penetracją czy intensywną stymulacją genitaliów, ale jak najbardziej może realizować swoją seksualność na inne sposoby. To również ciekawy kierunek na przyszłość.

 


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis