Raz na jakiś czas pisze do mnie ktoś, kto strzela mi tekstem p.t. “Chciałbym tak jak Ty/Pan zarabiać na pasji.”

Cóż, muszę to rozwiać.

Nie zarabiam na pasji.

Sesje coachingowe? Całkiem je lubie, choć potrafią być potwornie wyczerpujące, ale nie są moją pasją.

Szkolenia? Również je lubie, są nieco mniej wyczerpujące niż sesje, też nie są moją pasją.

Może pisanie ksiażek? Oj, jak zbliża się termin oddania i od kilku dni piszę po 16 godzin na dobę, to serdecznie tego nienawidzę i również pasją tego nie mogę nazwać.

Wszelkie inne rzeczy związane z prowadzeniem firmy – marketing, księgowość, pisanie tekstów jak ten na blogu? Niektóre są przyjemne, niektóre mniej, ale do pasji wszystkim daleko.

Wiesz co jest moją pasją, co mnie naprawdę kręci, w kontekście zmiany osobistej? Tworzenie nowych narzędzi, dostrzeganie połączeń, których nikt wcześniej nie dostrzegł i kształtowanie na tej podstawie skutecznych rozwiązań. W firmie technologicznej nazywano by to działem badań i rozwoju. Daje mi to ogromny dopaminowy rush i po prostu niesamowicie kręci. Coachingi, szkolenia, itp. niewątpliwie przydają się tu jako źródło pomysłów i obserwacji, ale są środkiem do celu, a nie celem.

I wiesz co?

Za to, co mnie naprawdę kręci, nikt mi nie zapłaci. Wiem, bo sprawdzałem, nawet naprawde duże firmy szkoleniowe, obsługujące regularnie korporacje, nie mają działów R&D. Może gdzieś w USA coś takiego działa, ale nie udało mi się znaleźć żadnych tego śladów (jeśli znasz firmy tego typu, oczywiście podeślij namiary na priva).

Mogę wykorzystać elementy tego, co mnie kręci w zarabianiu pieniędzy, usprawniając swoje coachingi, szkolenia czy infoprodukty skutecznymi  narzędziami i rozwiązaniami, których nie ma nikt inny na rynku. Ale też patrząc na rynek, nie jest to niezbędne, by się na nim utrzymać, przytłaczająca większość firm powtarza te same, stare i sprawdzone (a czasem stare i niesprawdzone) rozwiazania. I działa.

A zarabiam na ciężkiej pracy. Na regularnym przygotowywaniu materiałów, które możesz chcieć przeczytać. Na dokładnej analizie formularzy przedsesyjnych, na skupieniu i zaangażowaniu przy pracy z klientami live. Na długim przygotowywaniu szkolenia, prowadzeniu go i analizie wyników poszkoleniowych. Na pisaniu kolejnych tysiecy znaków do książek. Na marketingu i promocji tego co robię i mogę zaoferować ludziom. Pasja nie ma tu wiele do rzeczy, liczy się zaangażowanie, wysiłek i wyniki.

Więc pliz, nie fantazjuj, że skoro robię coś, co wygląda ciekawie, to zarabiam na pasji. Zarabiam na pracy i na dawaniu ludziom czegoś, za co chcą zapłacić. Na pasję mam czas w przerwach ;)

I tak, wiem, że to sprzeczne z fantazjami, jakie ma wiele osób n.t. tego, że powinno się zarabiać z pasji. Że jest to sprzeczne z jeszcze większą ilością ofert handlowych p.t. “zarabiaj na pasji”. Sprawdź kiedyś, jaki procent z osób, które skusiły się na taką ofertę faktycznie tak zarabia. Podpowiem – mikroskopijny. Jest to możliwe, ale trzeba mieć albo wybitne umiejętności (np. C’tan), albo sporo szczęścia (np. Niekryty Krytyk)


Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis