Dlaczego nie mówimy o tym, co leży nam na wątrobie?

Dlaczego ludzie nie mówią tego, co chcieli by powiedzieć? W pracy, w związkach, w kontaktach ze znajomymi?

Co sprawia, że tak często ograniczają się do niebezpośrednich aluzji lub oczekują, że druga osoba ma się po prostu „domyślić”?

Miałem ostatnio fajną rozmowie przy piwie na temat otwartej komunikacji i tego jak rzadko ludzie, zwłaszcza neurotypowi, komunikują swoje potrzeby i problemy wprost. (Podkreślam kwestię neurotypowości, bo konsekwencje tego problemu szczególnie dotykają osoby nieneurotypowe, np. na spektrum autyzmu, które mają dodatkowe problemy z odczytaniem takich niebezpośrednich przekazów.) Pomyślałem więc, że jest to temat, który warto poruszyć na blogu, może nawet w kilku wpisach. Koniec końców, brak komunikacji jest bowiem problemem przewijającym się w praktycznie każdym obszarze ludzkiego życia.

 

Większość problemów w związkach? Brak komunikacji – czy to odnośnie codziennych frustracji, odnośnie własnych potrzeb, preferencji (np. co do spędzania czasu czy zachowań w łóżku), coś co potężnie wychodzi w toku typowej pracy terapeutycznej czy coachingowej w tym zakresie. Zresztą, w dowolnym podręczniku terapeutycznym z tego zakresu, komunikacja będzie odmieniana na każdy możliwy sposób.

Liczne problemy biznesowe? Brak komunikacji. Zakładanie, że pewne rzeczy są oczywiste. Że nie trzeba o nich mówić, bo każdy to wie i każdy rozumie dokładnie tak samo. A potem okazuje się, że tak jednak nie jest i wszystko popisowo wybucha. Ilość konfliktów, które da się rozwiązać po prostu przez skłonienie wszystkich stron do wyłożenia sobie czarno-na-białym potrzeb i oczekiwań jest przytłaczająca.

Problemy towarzyskie? Spory w rodzinach? Jako ludzie po prostu się nie komunikujemy. Nie mówimy o tym, o czego nam potrzeba.

Co najwyżej stosujemy aluzje, drobne sygnały, licząc, że to druga osoba się „domyśli” i zdejmie z nas ciężar bezpośredniej komunikacji o swoich potrzebach czy oczekiwaniach…

 

Dlaczego?

 

Strach

Najbardziej podstawową przyczyną unikania mówienia o takich kwestiach jest po prostu strach.

  • Jak druga osoba zareaguje?
  • A co jeśli zareaguje źle/ obrazi się/ nie będzie w stanie/ nie będzie chcieć zaspokoić tej potrzeby czy zmienić tego zachowania?
  • Czy się nie obrazi?
  • Czy ja się nie ośmieszę?
  • A może w ogóle przesadzam?

Takie wątpliwości, tak jak i wiele innych, mogą łatwo skłaniać do odkładania poruszania różnych tematów. Ludzie boją się odsłaniać. Będą unikali okazji do takiego odsłonięcia. Czasem do ich całkowitego ukrywania. Czasem tylko do odkładania… Chwila po chwili. Aż nagle okazuje się, że oto minął kolejny dzień i znów nie powiedzieli o tym co im przeszkadza, o tym na czym im zależy, o tym co chcieliby powiedzieć.

 

Często taki strach jest przełamywany dopiero w chwili wybuchu, gdy dane potrzeby czy frustracje nagromadzą się tak bardzo, że złość w końcu przekracza strach. Nie trzeba jednak chyba mówić, że złość jest wyjątkowo kiepską bazą do większości takich rozmów.

Niekiedy taki strach przełamywany jest po latach, gdy temat jest już zupełnie nieistotny, jako forma swoistego domknięcia pętli poznawczej. Albo, w gorszym przypadku, jako wyrzut wobec drugiej osoby. Która to osoba, choćby chciała, nie jest w stanie teraz nic zrobić z tym, że nie była wtedy w stanie rozpoznać niebezpośrednich sygnałów czyichś potrzeb czy oczekiwań. (To samo w sobie może być dość wredną grą psychologiczną, ale to inny temat.)

 

Z jednej strony strach jest zrozumiały. Jeśli w danej relacji nie ma naprawdę dużego zaufania – niezależnie czy mowa o związku, relacji biznesowej, czy innym układzie – to odsłonięcie siebie jest po prostu trudne. Z drugiej jednak strony, nagromadzenie frustracji i tak doprowadzi do odsłonięcia, tylko w dużo mniej korzystnych warunkach.

 

Oczekiwania

Nie ma chyba bardziej stereotypowego tekstu odnośnie problemów związkowych niż „On powinien to wiedzieć/ Ona powinna to wiedzieć.”

Jak? Skąd? W jaki sposób?

 

To nie jest nigdy sprecyzowane. Po prostu, czasem możemy oczekiwać, że druga osoba po prostu „ma” coś wiedzieć, nawet jeśli nie mamy ku temu podstaw.

 

Czasem to kwestia wychowania. Jeśli rodzice spełniali nasze potrzeby wyjątkowo dobrze, mogliśmy się przyzwyczaić, że zawsze tak będzie.

Jeśli rodzice wyjątkowo dobrze spełniali swoje potrzeby nawzajem, a nie widzieliśmy ich pracy nad związkiem, mogliśmy założyć, że tak po prostu w dobrych związkach jest. Że ich dobre relacje są pochodną nie wcześniejszych otwartych rozmów, ale jakiegoś „wrodzonego” zrozumienia, które pary mają „ot tak sobie”.

 

Często to po prostu błąd poznawczy. Jeden z podstawowych błędów poznawczych jakie możemy popełniać to zapominanie, że inni ludzie po prostu nie są nami.

 

Faktem jest też, że nie wszyscy ludzie mają dobrze rozwiniętą empatie. Niektórzy mogą być w stanie postawić siebie w pozycji drugiej osoby czy czuć do niej sympatie, ale już niekoniecznie zrozumieć jej potrzeby (będzie o tym oddzielny wpis). Więc jeśli mamy parę w której jedna osoba dobrze rozumie drugą, to może błędnie oczekiwać takiego zrozumienia dla siebie i zakładać, że nie potrzebuje nic mówić.

 

„Niezawracanie głowy”

Wiele osób jest przyzwyczajonych do ignorowania swoich potrzeb lub traktowania ich jako drugorzędnych. Niektóre wręcz wstydzą się, że mają jakiekolwiek potrzeby.

W tej sytuacji ludzie często nie mówią o potrzebach czy frustracjach, bo po prostu nie traktują ich jako czegoś, czym warto „zawracać głowę” drugiej osobie.

 

Tyle tylko, że takie osoby też mają ograniczone moce przerobowe. Często nawet bardziej ograniczone, bo przywykły do ulegania innym do tego stopnia, że cierpią w wielu obszarach.

Ich wybuch może być bardziej ucieczkowy – mogą nagle wycofać się z projektu, rozchorować somatyzując dany problem i przenosząc go na ciało, albo skierować agresję przeciwko sobie – ale jest równie pewny, jak w innych przypadkach.

 

Napiętrzenie problemu

Czasem bywa tak, że pojedyncze wystąpienie danego zachowania nie jest problemem, ale powtarzanie go przez dłuższy czas już problemem się staje. Pomyśl np. o kimś, kto rzuca na powitanie czerstwym żartem. Nie jest to zabawne, ale też nie przeszkadza. Ale teraz pracujesz z tą osobą w jednym pokoju przez dziesięć lat. I za każdym razem jak wejdziesz do pokoju, Zegrzysław ZNÓW. POWTARZA. TEN. PRZEKLĘTY. ŻART.

Po jakim czasie zostaniesz aresztowany za zamordowanie Zegrzysława dziurkaczem?

(Tak, to podchwytliwe pytanie. Wiadomo, że w praktyce jesteś już dogadany z bufetową i dostarczysz jej ciało Zegrzysława na poniedziałkowe mielone.)

 

Nieco poważniej jednak – każde kolejne powtórzenie danej sytuacji paradoksalnie utrudnia zareagowanie na nią. Rośnie bowiem ciśnienie „skoro tak, to czemu wcześniej nie powiedziałeś/aś?” „Czyli wcześniej to było kłamstwo?”, itp. itd. Nawet jeśli druga osoba wcale by tak nie zareagowała, wiele osób robi sobie taką presję w głowie i dlatego nie porusza takich problematycznych kwestii.

To zresztą temat na tyle duży, że prawdopodobnie poświęcę mu oddzielny artykuł.

 

Socjalizacja

Wiele osób zostało wychowanych tak, że nie jest nawet świadoma możliwości otwartego mówienia o swoich potrzebach. W naszej kulturze dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, uczonych, że nie mogą okazywać słabości (a nawet przyznawać się do niej przed samymi sobą). Zwłaszcza, ale nie tylko. Dużo zależy od konkretnego modelu stosowanego w rodzinie, w której wychowała się dana osoba. Nie musi to być nawet rodzina patologiczna czy szczególnie surowa. Wystarczy, by nie było w niej tendencji do poruszania takich kwestii. Żeby funkcjonowały w niej dość sztywne granice. Zarówno mężczyźni jak i kobiety wychowane w takim środowisku będą mieć tendencję do unikania mówienia o swoich potrzebach.

Ba! Często mogą być takich potrzeb nawet niezbyt świadome, przynajmniej do czasu gdy niezaspokojone nasilą się na tyle, by doprowadzić do wybuchu.

 

Doświadczenie

Jakkolwiek nie jest to fajne, ludzie bywają w naprawdę podłych związkach. Na przykład takich, w których poruszenie potrzeby spotyka się nie ze zrozumieniem i wsparciem, tylko jest traktowane jako amunicja do przyszłego ataku.

„Masz taką potrzebę? Mówisz mi o tym? <Zaciera ręce> Będzie w co przywalić! Już wiem co cie naprawdę boli!”

 

Takie sytuacje mogą się zdarzać nawet w zdrowych związkach – choć wtedy osoba uderzająca w czuły punkt zwykle błyskawicznie tego żałuje. W związkach problematycznych rosną natomiast do rangi okrutnej sztuki. Partner/ka sprawny/a w stosowaniu takich „czułych punktów” może drugą osobę na długo zrazić przed jakimikolwiek próbami odsłonięcia siebie. Po co to robić, skoro efektem może być tylko ból?

Niekiedy takie doświadczenia zaczynają się nawet wcześniej. Zamiast partnera/partnerki rolę oprawcy odgrywają tu rodzice lub dziadkowie, wiedzący gdzie dokładnie „wbić szpilę” by naprawdę zabolało.

Co z tym zrobić?

No dobrze, przeszliśmy przez główne przyczyny takiego problemu. Być może czytając dostrzegasz jego przejawy u siebie. Obszary w pracy, w relacjach czy innym zakresie, w których widzisz takie skłonności. Może widzisz takie skłonności u ludzi wokół siebie?

Czy da się z tym coś zrobić, skoro już to dostrzegamy?

Na szczęście tak, ale pierwszym krokiem jest dostrzeżenie tego. Dlatego miej świadomość, że łatwiej może Ci być zmienić siebie, niż ludzi wokół Ciebie u których widzisz takie skłonności.

 

1. Miej świadomość, że jakkolwiek odsuwasz problem, będzie to prowadziło tylko do większego wybuchu

Czegokolwiek się boisz, cokolwiek Cię frustruje, jakkolwiek nie chcesz innym zawracać głowy… I tak do tego dojdzie, tylko – jeśli będziesz zwlekać, w dużo większej skali. Dużo lepiej jest zająć się daną kwestią póki jeszcze ja kontrolujesz, niż gdy rozrośnie się poza wszelkie granice.

 

2. Ucz się swoich potrzeb i reakcji

Zacznij zwracać uwagę na swoje potrzeby i frustracje, nawet w drobniejszej skali. Reaguj na nie stosownie.

 

3. Zacznij od wyrażania małych potrzeb

Nie każde odsłonięcie jest jest równie duże i równie zagrażające. Jeśli masz kłopoty z poważnymi, zacznij od mniejszych i stopniowo buduj swoje poczucie sprawczości w tym zakresie. Zanim skonfrontujesz się z kolegą z pracy o to, że zrzuca na Ciebie najnudniejsze projekty, może łatwiej będzie Ci poprosić go o przyciszenie muzyki.

 

4. Zbuduj sieć wsparcia

Mówienie o potrzebach i dbanie o siebie jest łatwiejsze, gdy masz się na kim oprzeć i na kim polegać. Możesz poszukać odpowiedniej grupy wsparcia. Możesz aktywizować przyjaciół. Zadbaj po prostu o to, by taka sieć powstała. Albo ją odkryj…

 

5. Uświadom sobie istniejącą sieć wsparcia

Często nie musisz nawet tworzyć nowej sieci wsparcia. Już ją masz, po prostu nie korzystasz z niej (bo to też przejaw proszenia wprost o wsparcie i pomoc, co samo w sobie jest problemem.) Takie prośby dla przyjaciół mogą być właśnie pierwszym krokiem w wyrażaniu swoich potrzeb. Trzeba tylko uświadomić sobie, że masz wokół siebie ludzi chcących Ci pomóc.

 

6. Buduj nawyki otwartych rozmów

Im częściej otwarcie poruszasz swoje potrzeby, frustracje itp. w danej relacji, tym większa tendencja by robiła to też druga strona i by kolejne takie wymiany przychodziły Ci łatwiej. Zarówno w tej relacji, jak i w innych obszarach. Mówienie o swoich potrzebach uogólnia się tak jak dowolne inne zachowanie. I jest podobnie modelowane.

 

7. Pamiętaj, że inni nie są Tobą

Ludzie nie wiedzą czego chcesz. Mogą się domyślać. Mogą zgadywać. Ale na koniec dnia, otwarta komunikacja, nawet jeśli czasem bywa ryzykowna, daje Ci największe szanse na to, że Cię zrozumieją. Oraz na to, że Ty zrozumiesz ich.

 

8. Załóż, że Twoje aluzje nie zostaną zrozumiane

Wiele osób radzi sobie z problemem bezpośredniej komunikacji o swoich potrzebach przez stosowanie aluzji. Mają nadzieje, że druga osoba się „domyśli”, oszczędzając im samym trudności bezpośredniej komunikacji. To nie tylko nieuczciwe – bo de facto przerzuca ryzyko na drugą osobę, która musi się i domyślić i zareagować zakładając, że domyśliła się prawidłowo. To po prostu nieskuteczne. Dlatego z góry załóż, że jakiekolwiek aluzje z Twojej strony po prostu zostaną źle zrozumiane.

 

Nie ma tu niestety magicznej techniki czy prostego rozwiązania. Jasne, możesz pracować nad swoimi przekonaniami itp. by usprawnić takie zachowania i uczynić je łatwiejszymi. Koniec końców jednak jest to coś, co trzeba w sobie po prostu kawałek po kawałku wypracować.

Tyle, że warto to zrobić, bo znacząco wpływa to na jakość naszego życia.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis