W kilku dyskusjach, w których brałem ostatnio udział, pojawiał się wątek p.t. „XY bywa w mediach, to naprawdę istotne”. Pomyślałem, że warto poświęcić wpis tej tematyce.
O bywaniu w mediach nieco już pisałem, np. w zakresie tego, jak taki występ wygląda „od kuchni”, TUTAJ. Tym razem zdecydowałem się napisać nieco o tym, co takie występy dają. Tytułem wstępu/uwiarygodnienia: przez długie lata przewijałem się przez wiele programów TV, radiowych, gazet i portali, występując jako ekspert i konsultant. Nieco nieaktualna już lista znajduje się w infografice poniżej (brakuje na niej kilku nowych rzeczy, np. GW).
W żadnym z tych przypadków nie płaciłem za taką obecność ani nie aranżowałem jej przez firmy marketingowe czy PR, zawsze to stacja lub gazeta zgłaszała się do mnie. Choć, dla pełnej przejrzystości, niewątpliwie część wywiadów była powiązana z promocją książek i w tym zakresie wspierana, mniej lub bardziej, przez działy promocji wydawnictwa. A, w przypadku niektórych gazet, to mnie płacono za publikacje*.
(*Co też nie jest regułą i bywa trudne do przewidzenia – niekiedy to bardzo słabe pisma chcą, by pisać dla nich „za darmo, dla autopromocji”, a niekiedy taką ofertę dają media bardzo znane. Najczęściej gotowe płacić zdają się być pisma ze średniej półki. Oczywiście, wszystko zależy też od popularności autora – jeśli oczekuje się, że samo jego nazwisko sprzeda dużo więcej egzemplarzy, to raczej dostanie za tekst pieniądze wszędzie.)
[br]
Co istotne, miałem też okazję testować bardzo różne opcje i mogę wnioskować na ich podstawie:
Pisma i dzienniki:
Od paru zdań komentarza jako jeden z wielu ekspertów w artykule, przez artykuł tworzony wspólnie z dziennikarzem, wywiad, aż po własne artykuły, a nawet regularną kolumnę w „Dzienniku”.
Internet:
Wypowiedzi wszędzie od małych portalików, aż po największe portale w PL.
Radio:
W radio, przyznam, testowałem tylko wywiady 1:1, nie miałem okazji sprawdzać dyskusji.
TV:
W TV brałem udział w normalnych rozmowach, w dyskusjach (potencjalnie bardzo irytujące, gdyż jeśli chcesz coś powiedzieć, po prostu musisz się wbijać i zabierać przestrzeń, co nie jest zbyt fajne), oraz w najciekawszej chyba opcji, jaką było połączenie wywiadu z godzinnym „dyżurem” na profilu FB programu i odpowiadaniem na pytania i uwagi widzów. Byłem też kiedyś w „ukrytej kamerze” Dzień Dobry TVN, niestety ten materiał nie został w końcu wyemitowany (z tego co wiem).
Podstawowy wniosek z tego wszystkiego – obecność w mediach nie daje niemal nic* jeśli chodzi o zasięg, wejścia na stronę, itp. Mogą być jakieś drobne przesunięcia – kilkadziesiąt wejść więcej w ciągu dnia, może dobije do niskich trzech cyfr, ale to tyle. Co więcej, to efekt jednorazowy, nie przekłada się na stały wzrost. Ot, taki „Wykop effect”, tylko na dużo mniejsza skalę (i bez napaści wściekłej gimbazy ;) ). Czy taki występ daje więcej zleceń? Cóż, może raz na kilka miesięcy pojawia się dodatkowy klient/klientka, ktoś kto usłyszał o mnie w TV czy prasie, ale to tak niewielki procent osób, z którymi pracuję, że trudno w ogóle wyliczyć jakieś ROI z takich występów. Dość nietypowe było w tym zestawieniu jedno – dyżurowanie na profilu FB stacji, z przebitkami w programie. To faktycznie dało wyraźniejszy skok (bodajże blisko tysiąc osób ekstra), z którego część została, jak również jakieś bliskie i bezpośrednio powiązane zlecenia.
*Istotny wyjątek, o którym słyszałem – „Rozmowy w Toku” i bycie tam ekspertem od hipnozy, dały ponoć dość duży, przynajmniej chwilowy napływ zgłoszeń dwóm znanym mi osobom. Sam miałem taką propozycję, odmówiłem jednak, z dwóch ważnych powodów:
a) nie jestem specjalnym fanem hipnozy, korzystam z niej okazyjnie jako narzędzia wsparcia, ale nie jako podstawowej metody
b) celuję jednak do nieco innego segmentu, niż typowy widz „Rozmów…”
Patrząc z perspektywy, taki wynik naprawdę mnie nie dziwi. Jasne, patrząc na to naiwnie – media, telewizja, wow! Najsilniejszy środek przekazu, wpływa na ludzi i w ogóle! No to teraz taki rachunek sumienia – ile razy zdarzyło Ci się, oglądając z kimś wywiad, chociaż go wygooglować, a co dopiero przejrzeć jego ofertę czy zacząć czytać jego bloga? Ile razy, czytając czyjś artykuł w gazecie stwierdziłeś „kupię zaraz jego książkę” albo „muszę się zapisać na jego szkolenie”… a potem to jeszcze zrobiłeś? Nie za często, co? Mi może raz czy dwa zdarzyło się poszukać czyjejś książki na amazonie po lekturze wywiadu z autorem… Sęk w tym, ze zobaczenie kogoś w TV czy przeczytanie go w prasie, nawet jeśli robi niesamowite wrażenie, nie przekłada się jeszcze nawet na poszukanie go w internecie. A co dopiero na decyzje o kupnie czegoś co ta osoba zrobiła! To już naprawdę odległość nie do przeskoczenia dla typowego widza/czytelnika, po prostu, takie wejście na stronę nie jest w tej sytuacji wystarczająco poręczne. M.in. dlatego większy będzie nieco efekt wystąpień, które śledzi się online – bo wejście na stronę jest łatwiejsze, gdy otwieramy ją po prostu w oddzielnym okienku.
Nawet w takich przypadkach realny efekt obecności w mediach nie jest jednak duży. Czy mimo wszystko warto? Tak, ale z nieco innych powodów, obecność w mediach po prostu uwiarygadnia. Oczywiście, pod warunkiem, że później ją odpowiednio podkreślimy i przywołamy. Ekspert medialny jest bardziej wiarygodny, niż ekspert w mediach nigdy nie obecny. Do tego dochodzą oczywiście też względy ambicjonalne, „pokazanie się”, itp. M.in. dlatego sam planuję „dopełnić bingo” i „zaliczyć” kilka istotnych tytułów, w których jeszcze nie byłem, a uznaję, że warto by być (np. trafić do Polsatu, skoro byłem już w innych stacjach). Oczywiście, tu pojawia się też pytanie o to, czy w takim wypadku opłaca się bywać w mediach regularnie i tu już nie ma tak prostej odpowiedzi. Kilka starszych wystąpień odpowiednio „podgrzewanych” może pewnie dać podobny efekt jak regularna obecność.
A, jeszcze jedno, wszystko zależy oczywiście od skali – własny, solidnie promowany program w TV (jak np. programy Doroty Zawadzkiej) dają już faktycznie poziom przebicia wystarczający do zaistnienia w powszechnej świadomości. A wtedy gra ma już wyraźnie inne reguly.
[br]
A tak na koniec, ponieważ możesz jednak uznać, że mi nie wierzysz. W końcu Król to tylko Król, nie zna się, krytykuje, w TV jest rzadko i w ogóle jest bee ;) Pozwolę więc oddać głos komuś, kto w telewizji bywa bardzo często. Czyj zasięg jest zdecydowanie większy niż mój (i kto robi bardzo fajną robotę). Komu – jako jednemu z nielicznych gości – coś za takie występy w TV płacą (zwykle występ jest darmowy, niektórzy wręcz płacą za firmy PRowskie, które takie występy aranżują). Kto również mówi wprost – realny wpływ bywania w TV na wejścia na bloga, WWW, itp. jest praktycznie żaden. Michał Szafrański poświęcił tej kwestii część swojego wpisu.
Masz pytanie z zakresu kompetencji miękkich/soft skills? Kanał Self Overflow dostarcza odpowiedzi z tego zakresu, dostosowanych w szczególności do potrzeb osób z sektora IT. Co tydzień nowe filmy z odpowiedziami na pytania od naszych widzów!
Przykładowe pytania:









