Podsumowanie 2019 – co przede wszystkim chciałbym poprawić?

Kontynuując cykl o wnioskach z 2019, tym razem rzeczy do poprawy. Co nie działa? Co warto zmienić?

Cóż, kluczowa kwestia – mam ewidentny, ciągnący się kryzys w pisaniu. Myślę zresztą, że nieco widać to było tutaj na blogu. Oprócz okresów większego obłożenia pracą, była to druga kwestia, która znacząco przyczyniała się do wyraźnego spadku częstotliwości pisania. Przeszkodziła też w projektach domknięcia kilku książek – w głowie mam masę tematów do poruszenia, ale ich spisanie jest po prostu obciążające i idzie jak krew z nosa… (Jedną książkę też, w wersji podstawowej, nagraliśmy ze znajomym, ale ten projekt też idzie dość wolno, choć z innych powodów.)

Po części wiąże się to pewnie z tym, że duża część mojej pracy sprowadza się do pisania. Nawet w ramach szkoleń czy coachingu potrzebne jest przygotowanie skryptów czy materiałów posesyjnych dla klienta. Wszystko w ramach dość ograniczonej puli tematów. Jest to, niestety, mocno wyczerpujące.


Próbowałem przeciwdziałać tej kwestii na różne sposoby, łącznie z miesięcznym urlopem. Dawało to odrobinę poprawy, ale nijak nie „resetowało” całej kwestii.

Przyczyn jest tu pewnie kilka. Przede wszystkim… Piszę już od bardzo dawna. Prawie 1300 wpisów (tak naprawdę więcej, ale na blogu bywały już mniejsze lub większe czystki). Sześć drukowanych książek, dwa podróżnicze e-booki, kilka zbiorczych publikacji głównie z materiałów blogowych, szereg e-kursów, niezliczona ilość skryptów szkoleniowych i opisów ćwiczeń. A to tylko rozwój osobisty, dodajmy do tego Cafe Royal czy Niedzielnych Graczy. Albo artykuły pisane do różnych mediów.

Tego jest dużo i za wyjątkiem dwóch dodatkowych blogów – praktycznie wszystko w jednym (fakt, że szerokim) zakresie tematycznym. To po prostu wypala, zwłaszcza, że o ile siedząc w danej branży samemu zgłębia się ją, o tyle maksymalny poziom (w miarę) popularnego bloga jest dość ograniczony. Tematy, które faktycznie mnie interesują, na mniej więcej na interesującym mnie poziomie, to mogę sobie poruszać na Dissociative Diaries. Tu po prostu nie mają racji bytu. Dla zbyt wielu czytelników (choć oczywiście nie wszystkich) byłyby zbyt abstrakcyjne czy złożone.


Między innymi stąd pewne poszerzenie tematyki bloga, widoczne w ostatnich latach. Poruszanie innych istotnych kwestii niż tylko czystego rozwoju osobistego. Z jednej strony to sprawy dla mnie ważne i zasługujące na uwagę. Z drugiej jakaś forma rozwoju w bok, skoro w głąb się nie da. To trochę pomaga, ale też często są to na tyle duże tematy, że wymagają dłuższego researchu i pisania niż „zwykłe” teksty. Zamiast więc sobie ulżyć, nie raz jeszcze dodatkowo dokładam.


Z typowo rozwojowych kwestii natomiast często brakuje mi pomysłów na kolejne artykuły. Pisałem już o tylu rzeczach, że często okazuje się, że „O, mam super pomysł… Ups! Trzy lata temu już był!” Trochę trudno się też inspirować innymi blogami, gdyż, cóż…

Krew, nie ma jak tego napisać by nie zabrzmiało trochę arogancko. (Co najwyżej mogę napisać tak by nie zabrzmiało bardzo arogancko.)

No, w każdym razie to co chciałem napisać, to, że większość materiałów rozwojowych (szeroko rozumianych, mówimy też o książkach, kursach, itp.) to szajs. W najlepszym razie – rozdmuchanie czegoś co nawet działa, ale jako wsparcie, do nie wiadomo jakiego narzędzia, które absolutnie zmieni Twój świat. (Jak w wypadku „intencji implementacji” i jednego rozwojowego youtubera.)  W większości wypadków – nawet bez tego. Zwykle jest dobrze jeśli dane narzędzia czy podejścia nie są po prostu szkodliwe. Często nawet tego nie da się zagwarantować. Typowy poziom materiałów rozwojowych to po prostu chłam. (Nie, żeby biznesowe były lepsze. Jeśli cokolwiek, zwykle są wręcz gorsze i naprawdę nie rozumiem jak klienci jeszcze nie zrobili linczu na paru autorach. Takiego porządnego z łamaniem kończyn kołem… ) Szalenie trudno więc tym się inspirować.

Dla jasności, są sensowne osoby piszące w rozwoju. (Niektóre nawet polecałem tu na blogu!) Tylko zwykle piszą dość rzadko, często w tematach, które już poruszałem. Trudno się nimi inspirować do nowych wpisów, gdy ten temat już był przerabiany. Jasne, czasem są tam nowe perspektywy, ale wtedy trochę nie ma sensu bym je powielał – lepiej przekierować do takiego materiału.

Jest jeszcze kilka tematów, które mam w zapasie… Ale one też należą do tych „dużych” i wymagających naprawdę solidnego zaangażowania. Co trudno uzyskać w dotychczasowym tempie. Przynajmniej bez solidnej przerwy.



Nie sądzę, żebym mógł dać sobie spokój z blogiem na dłużej. Blogosfera już tak działa, że trzeba pisać dość regularnie, by miało to sens. Natomiast faktycznie kończą mi się „proste” tematy, niespecjalnie mam siłę powtarzać rzeczy, o których już kiedyś pisałem. Tak jak pisałem, mam jeszcze nieco „dużych” tematów. Ale są one faktycznie duże i czasochłonne. Nie za bardzo też pasuje mi dzielenie wpisów na kilka części, jeśli mogę tego uniknąć.

Realistycznym wyjściem wydaje się więc dwuczłonowa strategia. Z jednej strony – zachowanie dotychczasowej strategii poszerzania tematów na blogu. Rozwój wciąż tu będzie, ale będą się pojawiały częściej inne tematy. Macie co najmniej 1200 postów stricte o rozwoju, serio, znajdziecie interesujące Was tematy. (A jeśli nie, napiszcie czego szukacie – będzie to też jakiś pomysł na materiał.)

Druga strona jest dla mnie trudniejsza, ale chyba muszę się na nią przynajmniej na jakiś czas zdecydować. Gdy skończę ten cykl podsumowań 2019, blog nieco zwolni, ale za to przytyje. Innymi słowy możecie oczekiwać raczej dłuższych wpisów, ale rzadziej – wstępnie celuje w tempo raz w tygodniu.


Jak to się sprawdzi, nie wiem. Chciałbym jednak wyjść z tego marazmu na tyle, by w końcu dobić parę książek. Zbyt wiele ich na raz dłubię i zbyt wiele tam jest rzeczy, które chcę puścić w świat.


Nieukończenie dwóch deklarowanych książek, mimo wyzwania, jest zresztą kolejną porażką z minionego roku. Trzecią, też związaną z blogiem, jest kwestia gościnnych wpisów dla kobiet. Choć miałem w temacie kilka rozmów, tematy zwykle się rozmyły, a mnie zabrakło wystarczającego zaangażowania w blog by dalej w tym zakresie kopać. Sukcesem okazała się natomiast druga część tamtego wyzwania, czyli przeczytanie dodatkowych biografii kobiet. O tym jednak we wpisie na temat książek w 2019.


Mam nadzieję, że uda się z tego wygrzebać. Tak jak wspomniałem – mam jeszcze wiele rzeczy, o których chcę Wam opowiedzieć. Jednak sam akt pisania jest czymś coraz bardziej wyczerpującym i obciążającym. Jakoś trzeba to przełamać.



Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis