„Jak sobie radzisz z krytyką na blogu?”

To pytanie słyszałem ostatnio od kilku zupełnie różnych osób, przy zupełnie różnych okazjach – m.in. przy grupowym wyjściu na piwo po Klubie Improwizacji czy podczas zjazdu Szkoły Coachingu i ChangeWorku poświęconego biznesowym aspektom bycia coachem. Moi rozmówcy wskazywali na liczne dyskusje tutaj na blogu oraz na często bardzo ostre – w ich odbiorze – słowa padające pod moim adresem. Stawiali siebie w mojej roli i trudno im było wyobrazić sobie konfrontowanie się z takimi atakami*. Pomyślałem więc, że odniosę się do tematu – podejrzewam, że może dotyczyć wielu obecnych i przyszłych blogerów.

*Nie odnosząc się, na tym etapie, do kwestii tego czy ataki są uzasadnione, zasłużone, itp. Po prostu są i trzeba się do nich odnieść.

Krytyczny komentarz na blogu... nic tylko się zalać...

Krytyczny komentarz na blogu… nic tylko się zalać…

O co w ogóle chodzi?

Jak sobie radzę z krytyką na blogu? Przede wszystkim można powiedzieć, że w pewnym sensie sobie nie radzę. Nie w znaczeniu „mam z nią problem i cierpię”, a w znaczeniu „nie traktuję jej jako coś, co wymagałoby jakichś szczególnych form radzenia sobie.

Tak, na blogu pojawia się krytyka.

A za oknem jest zima, więc jest dość chłodno.

Jedno i drugie może być nieprzyjemne, ale buntowanie się przeciwko któremuś z nich, branie tego do siebie, próba walki? Nie. Byłby dla mnie równie absurdalne.

Jeśli wystawiasz się na ocenę publiczną, będą osoby, którym się to nie podoba. Jeśli piszesz przy tym rzeczy, które mogą być trudne do zaakceptowania – będzie takich osób więcej. Niektóre z nich będą to chciały wyrazić, zwłaszcza gdy mogą skorzystać z anonimowości, jaką (fałszywie) obiecuje internet.

Tak po prostu jest. Tak działają ludzie. Jaki jest sens przejmowania się tym, czy potrzeby „radzenia sobie” z tą kwestią?


Korzystaj z krytyki!

Oczywiście, nie znaczy to, że krytykę powinno się po prostu ignorować. Warto się jej przyjrzeć, przeanalizować. Może jesteś w stanie coś dzięki niej zmienić? Może faktycznie jesteś w błędzie i warto to przyznać? Może nie jesteś w błędzie, ale możesz zmodyfikować swój sposób przekazu by dotrzeć do ludzi? A może jesteś w stanie zmodyfikować regulamin, tak by uniknąć pewnego rodzaju sytuacji?

Warto więc jak najbardziej przyjrzeć się krytyce i ją zbadać. Po prostu nie ma większego sensu się nią przejmować, na poziomie emocjonalnym.


Naprawdę nie jesteś tak ważny, więc Twoje błędy i tak wszyscy zapomną…

Prawdopodobnie największy problem z tym będą miały osoby, które cierpią na przerośnięte poczucie własnego znaczenia. Np. magik Penn Jillette opowiadał jak brał udział w Celebrity Apprentice i musiał, w ramach programu, wysłuchiwać tyrad Donalda Trumpa. Trump  potrafił poświęcić masę czasu na tłumaczenie, dlaczego jakiś mikrobloger, o zasięgu kilkuset osób, mylił się w ocenie Trumpa i czemu to Trump miał rację.

Dlatego jeśli masz problemy w tym zakresie – dobrze jest je faktycznie przepracować, zanim zaczniesz blogować. Inaczej emocje mogą Cię „zjeść”. Zrozum, naprawdę nie jesteś tak ważny. Nikt nie będzie pamiętał o Twoich błędach, nie jesteś Napoleonem. Ani nawet Napoleonem III.


Sensowne mierniki sukcesu

Drugim częstym źródłem trudnych emocji w tym zakresie jest dawanie sobie celu p.t. „chcę być lubiany”, „chcę dobrze wypaść”, „chcę, by moje wpisy się podobały”. Innymi słowy – celów, które nie są w 100% zależne od Ciebie.

Takie cele są przepisem na stres, odkładanie pisania na później i ogólne męczenie się z tematem. Jeśli masz do nich skłonność, warto z nią popracować i zmienić swoje cele na zależne w 100% od Ciebie. W przypadku bloga mogą być to takie cele jak:

– napisz dwa posty na tydzień,

– zmniejsz przeciętną ilość słów w zdaniu do 10,

– zrealizuj cykl 10 postów na temat X,

– rozreklamuj swój blog na dwóch forach dziennie,

– itp.

Słowem – cele, których sukces jest uzależniony wyłącznie od Ciebie. A, że przy okazji pomagają Ci osiągnąć ogólny sukces, to już dodatek.


Agresja, cyber-bullying i cyber-mobbing

No dobra, ustaliliśmy, że krytyka może być korzystna, że nie ma co odrzucać jej w czambuł jako hejt. Co jednak z osobami po prostu patologicznie agresywnymi? Rzucającymi w Twoją stronę, z za zasłony anonimowości, ostre oskarżenia?

a) Wymóg jawności przy takich atakach, pod groźba bana po upomnieniu, działa naprawdę dobrze. 99% cyber-napastników czuje się komfortowo wyłącznie wylewając swoje pomyje za zasłoną anonimowości. Jeśli mieliby się pod nimi podpisać imieniem i nazwiskiem… ups! Nagle brakuje im odwagi (swoją drogą, zakładanie, że jak się nie podpisze, to nie da się komentującego zindentyfikować jest zwykle dość naiwne).  Wprowadź tą jedną zasadę, a zmieni to naprawdę dużo.

b) Jeśli ktoś się ujawni, zweryfikuj, czy to naprawdę on (np. wyślij maila z pytaniem na Facebooku). Miałem już gagatków, którzy podszywali się pod inne osoby w ramach rzekomego ujawnienia. Jest to swoją drogą przejaw wyjątkowej głupoty, gdyż w tym momencie zaczynają podpadać pod art. 190a kodeksu karnego, który obejmuje m.in. podszywanie się pod inne osoby w internecie i gdy taka osoba się o tym dowie – może złożyć wniosek do prokuratury.

c) Jawnie atakującym należy się nieco uwagi – w końcu było to dla nich na tyle ważne, by się ujawnić. Postaraj się dotrzeć do takiej osoby, czasem za wszystkim stoi faktyczne nieporozumienie. Jeśli jednak okazuje się to niemożliwe, po prostu zostaw taką osobę sobie samej. Sama stawia sobie laurkę.


Czy reagować na krytykę?

Szkoły są różne i każda daje jakieś efekty. Moje podejście brzmi „generalnie tak”.

– Jeśli jest celna, przyznaj.

– Jeśli krytyka jest nieprawdziwa, podaj fakty obalające.

– Jeśli jest absurdalna, obsmarowująca, albo zignoruj, albo odpowiedz prześmiewczo.

W tym ostatnim przypadku zdecydowanie się nie tłumacz – uwiarygadniałbyś jedynie bzdury.


Tyle, jeśli chodzi o moje podejście do krytyki. Mam nadzieję, że coś z tego znajdziesz i wykorzystasz dla siebie.


P.S. Aktualizacja wyzwania „Zrealizuj w miesiąc lub zapomnij”:

a) Forum – stoi (zapraszam! :) )  Wciąż wymaga doszlifowania, ale już jakoś funkcjonuje.

b) Anglojęzyczny blog n.t. planszówek na iPada – jeden z projektów typu „zrób coś innego dla samej dywersyfikacji”, koniec końców był jednak na tyle mało istotnym, a czasochłonnym projektem, że po prostu zostawiam temat. I jest to faktycznie ulga :)

c) Polskojęzyczny blog z fragmentami książki n.t. Japonii – po przemyśleniu stwierdziłem, że będę te fragmenty umieszczał na blogu Cafe Royal, dodałem tam po prostu stosowną kategorię (Podróże)

d) Kurs Skutecznej Nauki – wideo już jest wgrane, z treścią nie udało mi się wyrobić. Zgodnie z regułami wyzwania powinienem tu zostawić, ale przyznam – nie potrafię się na to zdecydować. Za dużo pracy już włożonej, a z drugiej strony za dużo innych projektów, które pożerają mi czas (mimo – i tak – ostrego przycięcia wielu w grudniu), żebym zdążył w terminie.

Ze względu na ten nawał pracy i chęć jakiegokolwiek odpoczynku, nie daję sobie takich projektów na ten miesiąc, kolejne takie wyzwanie dopiero w styczniu.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis