Pomyślałem sobie, że przez najbliższy czas chciałem skupić blog na recenzjach książek n.t. zmiany oraz różnych szkół zmiany, może pokuszę się tam też o recenzję niektórych szkoleń, w których brałem udział.

Zdecydowałem się na to m.in. dlatego, że stwierdziłem, że w kontekście zmiany osobistej często jedną z ważniejszych kwestii jest oduczenie ludzi pewnych przekonań. W działce tej jest ogromnie dużo błędnych informacji, co prowadzi m.in. do tego,  że wiele osób z którymi się spotkałem stara się rozpaczliwie sprawić, by zadziałała dla nich metoda, która w danej sytuacji nie ma szans zadziałać, bo służy zupełnie do czegoś innego.  W ten sposób ludzie potrafią tracić masę czasu i energii, często po drodze gubiąc pierwotną intencję stojącą za tym co robią. Dotyczy to najczęściej hipnozy, ale zdarza się w zasadzie w przypadku każdej metody (pomijając te, które „działają” na wszystko, czyli w praktyce na nic – je również będę recenzował).

Jednocześnie, zanim przejdę do faktycznych recenzji, chciałem odnieść się do pewnego popularnego, a skrajnie błędnego argumentu dotyczącego recenzji i oceny metod zmiany, szkoleń, itp. przez osoby zawodowo zaangażowane w daną działkę.  Sam swojego czasu stosowałem ten argument i niestety nikt nie wskazał mi wtedy na jego nielogiczność.  Dziś wiem co w nim nie tak i mogę to wprost napisać.

Argumentem przeciwko tego typu recenzjom jest kwestia potencjalnego konfliktu interesów. Innymi słowy – trenerowi X może się opłacać skrytykować szkolenie trenera Y, bo dzięki temu ktoś, kto miał iść do Y przyjdzie do X.

Argument ten jest częściowo trafny. Trenerowi X faktycznie może się to opłacać i może być zmotywowany do krytykowania szkoleń trenera Y w związku z tym.

Jednocześnie jednak, argument ten ignoruje najważniejszy element: czy krytyka ta jest TRAFNA. Jeśli krytyka jest trafna i oparta na faktach, to motywacja krytykującego nie ma większego znaczenia. Porównując to do nieco innego obszaru: to, że wykaże się, że ktoś, kto mówi źle o Twojej sylwetce robi to po to, żeby poczuć się chudziej, nie zmienia tego ile ważysz. Podważenie czyjejś motywacji do krytyki nie zmienia istoty tej krytyki. Albo krytyka jest zasadna, albo nie, ale żeby to wykazać, trzeba odnieść się do samej krytyki i jej treści.

Oczywiście, ludzie zwykle tak nie myślą. Zachodzi raczej tendencja do strzelania do posłańca, niż do radzenia sobie ze złymi wiadomościami, które ten przynosi. Jest to niewątpliwie łatwiejsze rozwiązanie, może nawet być skuteczne, jeśli nie chcemy tych złych wieści słyszeć.  Jest natomiast bardzo mało skuteczne, jeśli chodzi o kwestię faktycznego radzenia sobie z tym, czego te złe wieści dotyczą.

Podejrzewam, że niektóre z recenzji, które zamieszczę w przyszłych postach będą wzbudzały dość duże emocje. Chętnie podejmę wszelką dyskusję i przyjmę uwagi co do tych recenzji – za wyjątkiem kwestii konfliktu interesów, którą poruszyłem już powyżej. Tą jedną rzecz uważam, jeśli nie za zamkniętą, to ograniczoną do dyskusji do tego wpisu – i oczywiście również tutaj chętnie podejmę rozmowę.


Zostań Patronem/Patronką tego bloga!

Jeśli materiały na tym blogu są dla Ciebie wartościowe, rozważ wsparcie go w ramach Patronite. 

Więcej na ten temat znajdziesz TUTAJ.

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis