Przy artykule “Zagubieni w Forex’ie” pojawił się komentarz pewnej czytelniczki, która ewidentnie poczuła się zagubiona. Skoro tu manipulacja, tam manipulacja, to co ma zrobić prosty człowiek? W co wierzyć i komu? Skąd wiedzieć, że ten, kto wskazuje na manipulacje sam nie jest manipulantem?

Słowem: jak myśleć, panie trenerze?

To co mam myśleć?

Problem z tym pytaniem jest taki, że ludzie je zadający szukają zwykle prostych wytycznych. To jest dobre. To jest złe. Dziękuję bardzo, proszę bardzo, bóg zapłać, do widzenia. A w ogóle to człowiek człowiekowi wilkiem, a kiwi kiwi kiwi*.

*Przepraszam, wiem, że suchar, ale i tak mnie bawi, podobnie jak “a zombi zombi zombi” ;)


Tak się nie da!


Przyjmując takie podejście, takie proste “co mam myśleć?”, “powiedz mi co jest dobre, to złe”, faktycznie stawiasz się w sytuacji, w której każdy może Tobą manipulować i tylko od Twojego szczęścia zależy czy trafisz na kogoś czyja etyka na to nie pozwoli. A to dość kiepski układ.

I nie, poleganie na mojej etyce też nie jest dobrym pomysłem. Dziś jest, jasne, ale skąd wiesz, czy jutro nie spadnie mi cegła na głowę i nie uszkodzi tego i owego? Ja tego nie wiem, choć oczywiście mam nadzieję, że do tego nie dojdzie (na wszelki wypadek, jakby do tego doszło, zastrzelcie mnie :P ). A deczko bardziej poważnie, sądzę, że wielu z tych nieetycznych guru i manipulatorów zaczynało z bardzo dobrą postawą, po prostu ulegli wpływom środowiskowym w nieunikniony sposób powiązanym z sytuacją w której są. Mam ogromną nadzieję, że uda mi się takiego losu uniknąć i podejmuję w tym celu szereg różnych działań – ale zagrożenie zawsze istnieje i nie mogę go ignorować. Mówiąc krótko – mnie też może kiedyś odwalić szajba ;)


Co w zamian?

Odpowiedź zawarta jest tak naprawdę w pytaniu. Wszystkie moje posty w temacie, podobnie jak wiele innych działań, również służą właśnie tej jednej kwestii.

Przestań skupiać się na tym “CO” masz myśleć,  a skup się na tym “JAK”. Bo “jak myśleć” to inaczej “jakich procesów, strategii i rozwiązań mam używać w toku myślenia”.


Więc jak masz myśleć?

– Myśl sceptycznie. Nie sceptycznie w potocznym rozumieniu “nieufnie”, ale sceptycznie w rozumieniu “korzystaj z narzędzi sceptycyzmu naukowego”. Zacznij np. tutaj.

– Zbuduj sobie świadomość błędów poznawczych, na jakie wszyscy jesteśmy podatni. Zacznij od lektury tej strony (wraz z podstronami) na Wiki. Sama świadomość tych błędów pozwoli Ci ograniczyć ich wpływ i przeciwdziałać im. Tylko nie wpadnij w “efekt ślepej plamki”, fantazjując, że Ciebie te błędy nie dotyczą. Dotyczą. Tak jak mnie i każdego innego człowieka.

– Zapoznaj się z popularnymi trikami retorycznymi (wersja angielska, postaram się w najbliższych miesiącach przygotować polski odpowiednik). Przećwicz wrażliwość na nie np. oglądając debaty polityczne – jest ich tam ojj, dużo :)


Stosuj to podejście gdzie tylko możesz – także wobec rzeczy, które ja piszę :) Jasne, są proste kwestie gdzie nie trzeba się aż tak pilnować – jak kupujesz warzywa na straganie, niekoniecznie potrzebujesz wyłapywać triki retoryczne sprzedawcy. (Choć pewnie nie zaszkodzi i może pomóc wytargować lepszą cenę ;) ). Ale gdy chodzi o poważniejsze decyzje czy poświęcenie dużego kawałka czasu, energii czy pieniędzy – wtedy zdecydowanie warto myśleć przy użyciu tych narzędzi.

I myśląc tak odkryjesz, że nie masz już potrzeby ufać lub nie ufać komuś jako źródłu – możesz po prostu sprawdzić to co mówi. Zdecydowanie bardziej zdrowy, dojrzały i świadomy sposób funkcjonowania, nie sądzisz? ;)


Luźne rozważanie na koniec

Swoją drogą, kiedy myślałem w temacie miałem ciekawą obserwacje. Chciałem się nią podzielić i zapytać o Wasze opinie. Działając tak jak działam i typując różne manipulacje i przekręty rozwojowe, regularnie spotykam się z hasłami, że robię to dla wypromowania siebie. Rzecz jasna nie jest tak. Jeśli już, działa to w drugą stronę: gdy trafiam na jakieś rozwiązania zwiększające skuteczność działań rozwojowych, zmieniam siebie i swoje podejście, tak by te rozwiązania wdrożyć. Nie ma co się bić z rzeczywistością – jeśli coś działa, trzeba to wdrożyć :)

To powiedziawszy, fakt, że ja nie mam takiego celu nie mówi nic o tym, czy takie metody nie mogłyby być faktycznie zastosowane jako metoda promocji. Patrząc czysto analitycznie, jest kilka mechanizmów, które zdecydowanie mogłyby zadziałać w takim podejściu. Jest więc dla mnie mocno zaskakujące, że – przy przejrzeniu ogromnej rzeszy różnych manipulatywnych guru rozwojowych z całego świata – żaden takich metod nie stosował dla swojej promocji. Wbrew wszystkim hasełkom o “najłatwiejszym sposobie na wypromowanie się” i temu, że wiele takich osób stosowało bardzo prymitywne i bezczelne metody autopromocji, metoda p.t. “wskazywanie przekrętów” pozostaje w zasadzie nietykana w tym środowisku.

I zastanawiam się dlaczego? Czy po prostu łatwiej jest sprzedawać jakąś konkretną prostą bajeczkę w rodzaju pozytywnego myślenia? Czy chodzi o brak samoświadomości samych guru, którzy naprawdę wierzą, przy wszystkim co robią, że są dobrzy, fajni i mili, a wszystko co złe to tylko ci wredni “hejterzy”? A może to kwestia tego, że jednak – uczulając ludzi nawet na podstawowe techniki wpływu – tacy guru obniżaliby skuteczność innych, bardziej zaawansowanych metod? Czy może w końcu chodzi o kwestię całego systemu myślenia, swoistego mempleksu, jaki uruchamiamy u ludzi ucząc ich o takich trikach, systemu który sprawia, że dużo trudniej się ponownie wkręcić w różnego rodzaju odlotach?

A może jeszcze coś innego?

Ot, luźne rozważanie :) Jestem ciekawy Waszych opinii :)



Książka "Status: Dominacja, uległość i ukryta esencja ludzkich zachowań". Unikatowy tom, wprowadzający Cię w te aspekty ludzkiej komunikacji, które z jakiegoś dziwnego powodu są w psychologii społecznej pewnym tabu. Cóż - ich zrozumienie jest tym bardziej cenne. 

Dostępna w druku i jako e-book, tylko na MindStore.pl

 

 

Podziel się tym tekstem ze znajomymi:
Następny wpis
Poprzedni wpis