Jak mniej jeść w bufetach na konferencjach, szkoleniach, hotelach itp…
Byłem ostatnio na piwie z Rafałem Żakiem i wspomniał on, że kawałkiem mojej pracy do której najczęściej się odwołuje na szkoleniach jest krótkie podsumowanie „jak mniej żreć z bufetów np. hotelowych przy wyjeździe szkoleniowym”. Od słowa do słowa okazało się, że ten tekst nie był nawet czymś co popełniłem na blogu, tylko wrzuciłem w chwili chęci wypisania się na jedną z grup trenerskich. Cóż, stwierdziłem – może faktycznie warto z tego skorzystać na blogu? Będzie choćby na ferie i bufety w hotelach ;) Ba, może się nawet trochę przyda na święta?
Do napisania tego tekstu naszło mnie kiedyś przed szkoleniem. Często mamy przy okazji czy to śniadań hotelowych, czy cateringu na szkoleniach otwarty bufet. W takiej sytuacji mózg łatwo świruje (cóż, ewolucyjnie przywykł do niedoboru żarcia, a nie do jego nadmiaru) i skłania do objadania się po uszy. Sam stosuję tu jako przeciwdziałanie techniki wzięte od Briana Wansinka i pomyślałem, że się podzielę, a nuż (a nawet a nóż widelec
) komuś się przydadzą
[br]
1. Zanim zaczniesz nabierać z bufetu, sprawdź wszystkie dostępne opcje.
Dzięki temu unikniesz sytuacji typu „Mam już pełny talerz, ale zaraz, tu są gofry! Oni dają gofry na śniadanie! No jasne, że wezmę trzy! No ale reszty nie odłożę, przecież nie zmarnuję jedzenia!”
Niestety, ale gdy trafimy w bufecie na coś, co naprawdę lubimy, mamy bardzo dużą skłonność do dokładania sobie tego na talerz niezależnie od tego, czy już jest pełen, czy nie. Robiac wstępną „rundkę rozpoznawczą” dużo łatwiej wybrać sobie tylko to, na czym nam faktycznie zależy.
[br]
2. Wybieraj małe talerze.
Twój mózg ocenia stopień nażarcia kontekstowo – z większego talerza musisz zjeść więcej, zanim poczujesz się syty. Dodatkowo, czysto logistycznie, na mniejszy talerz mniej nałożysz i będziesz musieć dopiero pójść po dokładkę… Jest więc szansa, że lenistwo przeważy.
[br]
3. Do picia soków, alko, itp. wybieraj długie, wąskie szklanki. Do picia wody – niskie pękate.
Twój mózg ocenia to ile wypiłeś kontekstowo, będzie Ci się wydawało, że wypiłeś więcej (z wysokiej) lub mniej (z niskiej) i możesz tak żonglować kaloriami. Generalnie chcesz się napchać wodą, a nie płynami z jakąś realną zawartością kalorii.
[br]
4. Siadaj tyłem do bufetu, tak by nie widzieć ludzi idących po dokładki. (Łatwo wtedy pomyśleć „oni idą, to ja też”.)
W żarciu w bufecie również działa na nas wpływ społeczny. Jak widzimy, że ludzie chodzą po dokładki, to automatycznie zaczynamy uznawać, że jest to ok. Skoro oni biorą, to jak my weźmiemy, to wcale nie jesteśmy łasuchami. To po prostu te porcje są takie jakieś niewielkie. Mało sycące, tak, o to chodzi. Jedna mała dokładeczka nie zaszkodzi… A skoro już tu jesteśmy, to może… Co z oczu, to z serca, jak nie będziesz widzieć tych innych żarłoków, to i mniejsza szansa,że do nich dołączysz.
[br]
5. Siadaj daleko od bufetu.
Tak, aby Twoje lenistwo musiało rywalizować z Twoim łakomstwem na myśl o pójściu po dokładkę.
Im łatwiej coś zrobić, tym mniejszy próg pobudzenia zanim to zrobimy. Im bardziej sobie utrudnimy, tym faktycznie bardziej musi nam się chcieć jeść, żeby wybrać się do bufetu. Skorzystaj z tego, wybierając stolik jak najdalszy od niego. Dodatkowy bonus – zwykle te stoliki są najłatwiej dostępne.
[br]
6. Dawaj sobie odgórne zasady (np. najpierw wyłożę na połowę talerza warzywa, dopiero dobieram mięcho i węgle).
Mając odgórne założenia, dużo łatwiej dobierać w miare sensownie skonstruowane posiłki, niż gdy po prostu łapiesz to, co zwraca Twoją uwagę. Tłuste, słodkie, chrupkie – to wszystko superbodźce. Jak zdasz się na ewolucyjne automatyzmy, to będą pomagały Ci przetrwać klęskę głodu – ale to nie z tym mamy problem. Dlatego warto odgórnie narzucić pewne zasady i pilnować określonej ich kolejności – najpierw dość warzyw, potem reszta.
[br]
7. Ogarniaj od razu i jedzenie i napoje, tak by mieć mniej pretekstów do powrotu do bufetu.
Po raz kolejny – im mniej razy będziesz blisko jedzenia, tym większa szansa, że mniej sobie nałożysz, a jak sobie nałożysz mniej, to mniej zjesz.
[br]
8. Uważaj na dodatki typu sosy, ser do posypania, itp.
Generalnie zakładaj że nie bierzesz ich wcale, lub bierz ściśle wymierzone porcje, np. konkretnie łyżkę dressingu. To zdumiewające jak ciężkie potrafią być tłuszcze i jak nie doceniamy ich ilości… A przy takiej kaloryczności, to bardzo groźna kombinacja.
[br]
9. W miarę możliwości używaj mniejszych lub wolniejszych sztućców
Czyli jedz np. mniejszą łyżką. Albo paleczkami, jeśli bufet to umożliwia. Im wolniej jesz, tym mniej zjesz nim dotrą do Ciebie pierwsze sygnały sytości.
[br]
10. Unikaj odwracania uwagi na komórkę, tablet, itp.
Zagłusza to otrzymywanie sygnałów sytości.
[br]
11. Nie ćwicz – relaksuj się
Jeśli przy okazji takich bufetów jakoś ćwiczysz – np. to lunch przy wyjeździe na narty – nie traktuj tego ruchu jako treningu, a jako relaks. „Trening” będziesz chcieć sobei wynagrodzić – i zjesz dodatkowo, prawdopodobnie więcej niż spalisz ruszając się. Relaksu nie musisz wynagradzać, więc zjesz mniej.
[br]
I to tyle. Proste, szybkie rozwiazania, które możesz wdrożyć i które w praktyczny sposób zmniejszą ilość spożywanego żarcia. No, chyba, że jest naprawdę dobre. Wtedy zaszalej ;)
[br]
Masz pytanie z zakresu kompetencji miękkich/soft skills? Kanał Self Overflow dostarcza odpowiedzi z tego zakresu, dostosowanych w szczególności do potrzeb osób z sektora IT. Co tydzień nowe filmy z odpowiedziami na pytania od naszych widzów!
Przykładowe pytania:












